No to teraz się pożalę:
Wyszłam dzisiaj z Kajką na spacer, jesteśmy na blokach. Spotkałam panią z onem Aleksem, doszedł pan z Aro, a na końcu pani z Cyrusem kundelkiem. I właśnie pani od Cyrusa opowiedziała nam historię z wczoraj- jak szła z psem to zaatakował ją poczwar, wielki, doskoczył do Cyrusa, przyglebił, nie chciał puścić. Jakimś cudem po kopniaku udało się za smycz wyciągnąć Cyrusa spod niego i szybko na ręce, dobrze że tamten nie skoczył na panią... Policja powiadomiona, szukają właściciela (ale go nie odłapali), wszyscy boją się wychodzić na dwór... A tu wracając po zabawie psów widzę go niedaleko klatki. Dobrze że moja to suka to odpuścił, poleciał dalej, policja powiadomiona gdzie go widziałam, podobno mają już właściciela. A dopiero załatwiliśmy sprawę z astem, a tu onek... Nigdy nie było tak niebezpiecznie u nas jak teraz :/