Hej :)
Zuzaw pocieszyłaś :)
Ale mam pechowy dzień... Wychodzę na spacer z Kajką, lata labek sąsiadów, no ale spoko. Zaczęłam "uciekać" przed nim- bo się doczepia, a miałam iść na miasto do babci więc nie chciałam żeby leciał. No i jak uciekłam, tak mi się zdawało, 5 minut nie było go więc luzik, idę. Tylko przeszłam przez ulicę a słyszę za sobą huk i pisk i widzę jak labek ucieka w długą po ulicy, między trąbiącymi autami... Poleciał w stronę domu, ja za nim, niby nic mu zewnętrznie nie jest ale jutro mają do weta jechać :(