-
Posts
329 -
Joined
-
Last visited
-
Days Won
1
Content Type
Profiles
Forums
Events
Everything posted by Mama Muninki
-
Czartuś, machałeś nam z tęczy kiedy wracaliśmy ze spaceru? Psy ciągnęły jak szalone do tej tęczy;-) U nas wszystko gra, zbliża się urlop, psy mają opiekę, Munio na lato zaliczyła fryzjera pierwszy raz w życiu. Wygląda jak rasowy sznaucer, ale by Ci się teraz twoja psia kobieta podobała;-) Wkrótce postaram się dodać zdjęcia.
-
U nas wszystko dobrze, Sylwestra przeżyli bez większych stresów. Za rok bez psychotropów już się nie obejdzie bo jej serce pęknie ze strachu. Bary się nie bał ale trochę zaczął zapożyczać lęk i się nauczył bać od Muninki. Aktualnie jest etap wymiany legowiskami. Z Barym byliśmy wczoraj u weta tak kontrolnie, ma zalecenie przytyć z 5 kg, włosy mu bardzo wypadają. Jest wpatrzony w mojego męża, łazi nawet do łazienki za nim, lękiem napawa go jak mąż jest np zamknięty w sypialni za drzwiami. Bary jest tak śmieszny że każdego rozbroi, jak wychodzi na spacer to nie kontroluje z radości warg i je podwija wydająć śmieszne dźwięki, wygląda trochę jak wampir nawołujący współtowarzyszy. Do dziecka rewelacja- przy Czartku nie miałam takiej 100 % pewności. Z Muninką jeszcze się nie bawią ale myślę że jak się skończy strach posylwestrowy to wtedy się odważą.
-
Od dziś od 10:00 mamy 2 psy. Bary przyjechał z p.Jarkiem i jego żoną, którzy otoczyli go opieką, odwiedzali i wyprowadzali w schronisku. Po krótkim pobycie w hotelu wygląda dużo lepiej niż jak go widziałam świeżo po zabraniu ze schronu. Zanim weszliśmy do domu przespacerowaliśmy się po okolicy, Muninka grzeczniutka wręcz trochę rozczarowana, że NOWY się nie chce bawić. Po kawie i ciastku dawni opiekunowie musieli odjechać. Rozpoznawał ich jako coś dobrego więc chwilę był zdezorientowany. Ale jak tylko zaczęłam klepać kolety w kuchni opuściło go chwilowe przygnębienie. Bardzo jest łakomy. Dziś z jedzeniem bardzo ostrożnie bo ma rozwolnienie (może z nerwów) Nie reaguje na swoje imię więc chyba go przechrzcimy tym bardziej, że pies mojej mamy jest GARY i wciąż się ktoś myli. Mąż jak go zobaczył pierwszy raz to stwierdził że on jest ładny jak G. Clooney, on jest taki Clooney.. więc może to imię mu się spodoba. Zobaczymy co się na dniach urodzi. Na moją Muńkę Ci Państwo mówili roboczo "Szczotka" też ładnie. A muńka jak przyszła ze schroniska to dostała na imię Mucha, Muszka bo była kosmata i natrętna;-) potem rozpieszczotliwiło się to imię i zostało ze starego tylko MUUUUU.....
-
Magdola a może Ty przyjmiesz fanciki już tak z myślą o nowym roku? paczka nie kosztuje dużo, wysłałabym dużo lekkich. W dogodnym dla ciebie terminie wstawisz bazarek bo dług się będzie pewnie spłacał stopniowo nie w miesiąc. Ja mam dużo rożności że mogę obdzielić kilka chętnych, sama tego nie ogarnę wszystkiego tym bardziej że mi się po świętach gromadka o 1 psa powiększy;-) a moje dziecko to już samo jak stado psów do ogarnięcia;-)
-
Dziewczyny, dla dzieciatych albo wnuczatych mam taką propozycję. Rzeczy z mojej szuflady na portalu dla mamusiek mogę przeznaczyć na spłatę długu szczeniaków. Żeby już nie zakładać kolejnego bazarku bo to strasznie długo się wlecze w czasie. Rzeczy można obejrzeć na [URL]http://szafka.pl/profil/SzufladaPati[/URL] niestety niezalogowani nie widzą cen więc powiem ze ceny są 5, 10 ,15 pln jedynie rowerek za 50 pln. jeśli ktoś zainteresowany to dopyta o cenę+ koszty wysyłki. Wpłata na konto podane przez Hałabajówkę (wartość przedmiotu) natomiast koszt przesyłki na moje konto i jak ona mi potwierdzi że weszło to wysyłam rzecz. Jeśli propozycja sensowna to przekażcie dzieciatym.
-
Mogę zorganizować ładne fanty dziecięce i kobiece drobiazgi na bazarek dla Rino, szukam zainteresowanej osoby z trójmiasta ale tylko takiej, która już organizowała bazarek z powodzeniem.
-
Z innej beczki mam pytanie do dziewczyn z trójmiasta. Mogę zorganizować sporo fantów ( zabawki, książki, ładne ubranka dla dziecka, kubki, korale i inne) na bazarek, cel dowolny. Może na szczeniaki z parwowiroza albo dla chudziaka Rino, albo suczka z krowim łańcuchem, albo inny dowolny cel. Kiedyś sama się zorganizuję i wstawię bazarek z handmade ale teraz z braku czasu bym wolała skorzystać z pomocy. Może ktoś ze znanych mi w tym wątku osób?
-
Jezu jaki jest piękny, ma coś niezwykłego w sobie takiego liska w oczach. Munina świetnie się zachowała, jakby się znali od zawsze. Chęć do zabawy jej wróciła, szalała na śniegu. To zasługa Czartosława. Czartul, będziesz miał na co patrzeć tam z góry, cieszysz się z braciszka? W kondycji jest bardzo słabej, Czartek był w super kondycji porównując do Barego. Chudy,zapadłe boki i żebra na wierzchu. Do tego pogryziony pyszczek. Może niedojadał skoro miał najsłabszą pozycję w kojcu. Przyjdzie do nas niedługo.
-
Narazie piesek został zabrany do hoteliku ze schroniska bo wolontariusz opiekujący się nim uznał że w schronisku on dłużej nie da rady- a ja mogę go wziąć po Sylwestrze. Ostatnio został pogryziony przez współkojcowych towarzyszy, kończy antybiotyk. On jest psia pierdoła;-) ponoć skrajnie uległy. Jutro Muninka go pozna. Jeśli scenariusz byłby gorszy niż w przypadku Czartka, jakoś wybitnie byliby agresywni w stosunku do siebie lub pies by ją zamęczał wyciem 7 h dziennie jak nas nie ma to biorę pod uwagę opłacanie go razem z p. Jarkiem w hotelu do końca jego życia.
-
http://pkdt.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=813:dawniej-bary-teraz-nr-63212-w-schronisku&catid=33:inne-zwierzta-do-adopcjizagubioneznalezione&Itemid=48 Tu jest ogłoszenie, porównajcie jak wygląda pies przed oddaniem do schroniska i kilka miesięcy później. Szukałam mu domu, ogłaszałam, pisałam do domów starców żeby pomogli komuś kogo jesień życia tak potraktowała jego najlepszego przyjaciela. Proponowałam nawet pomoc w utrzymaniu. Bezskutecznie, bo stary, bo zwykły, bo nie chichi love;-) Prawdopodobnie ma problem z wyciem jak zostaje sam. W schronie nie wyje więc mam nadzieję że Munio będzie dla niego lekarstwem na samotność jak nas nie będzie w domu.
-
Czartulku przesyłamy Ci ciepły kocyk szalik i kapcie, podziel się z przyjaciółmi jak będą wychodzić sypać w nas śnieżkiem. Ps. Prawdopodobnie po Świętach przybędzie do naszego stadka ktoś nowy, ja i Ty adopcyjny przypadek beznadziejny. Trzymaj kciuki żeby Muninka była dla niego miła bo koleś mocno przez życie potargany.
-
Czyżby Pan Pies otrzymał naszą budę spadkową po Czartosławie? Miło nam bardzo jeśli tak;-) Brązowa zamieść fotki jak już będzie w czartusiowej budzie..please
-
Filmiki były nakręcone dzień przed pierwszym atakiem. Nic nie wskazywało że Czartul niedługo zmieni światy na ten lepszy bez bólu i złych ludzi. Nie płaczcie już po nim, oglądajcie spokojne bo chciałby żebyście wiedziały jakim szczęśliwym go uczyniłyście nie tracąc nadziei i prowadząc ten wątek przez 6 lat. To dzięki Wam i dla Was w podziękowaniu. Wszystko co robicie ma wielki sens. [video=youtube_share;A14vnGNH_3U]http://youtu.be/A14vnGNH_3U[/video]
-
Dziękuję Wam, zaglądajcie i nie smućcie się. Patrzcie na jego filmiki jakby w nich został,tam w środku taki szczęśliwy w swoim ogrodzie. Żałoba, która odbiera chęć działania jest nie na miejscu. Poprałam jego rzeczy do schroniska i żeby Muńkowi nie było przykro wciąż napotykając na jego zapach. A tu wczoraj wychodząc do ogrodu poczułam, że on jest w ogrodzie, musiał pachnieć naszymi trawami szałwią i lawendą. Po deszczu czułam go jakby był obok. Kochał ten ogród, zabawy w obszczekiwanie przechodniów, gonitwy z Muńkiem- ma więc w ogrodzie swoje ulubione drzewko, które nazwałam jego imieniem. [video=youtube_share;xjaA6COvr_A]http://youtu.be/xjaA6COvr_A[/video]
-
Nie mogę znaleźć sobie miejsca, wszystko go przypomina. Córeczka niby wie, że jest w niebie z aniołkami, ale pyta "a kiedy wróci?" albo czy "jest blisko czy daleko" albo pociesza Muńkę uspokajając że "wróci"... Mam dywan, który strasznie nim pachnie, czeka przygotowany na oddanie do schroniska z innymi rzeczami miskami, obrożami i kocykami. Muninka jak jesteśmy w domu czuje się dobrze, ma więcej głaskania i naszej uwagi ale jak tylko wychodzimy z domu to jest przerażenie w jej spojrzeniu, ładuje się na korytarz "ja koniecznie idę z wami" a tu taki wyrok że ma zostać sama w domu. Jak Czartul był z nią to nie było tego problemu. Wiem że pomogłaby nam kolejna adopcja ale to nie taka łatwa decyzja.
-
Dzięki za słowa otuchy, niby krótko a strasznie bez niego pusto. Wciąż chce mi się beczeć, parę dni temu był całkiem normalny ocierał się o stół jak kot któremu wciąż mało pieszczot. Oboje z Muninką robili jakiś taki przyjemny zgiełk, zamieszanko. Włazili do kuchni jak 2 małe natręty, żeby otworzyć jakakolwiek szafkę musiałam przepraszać,wyganiać. Za chwilę znów byli. Muninka od miesiąca odstąpiła mu swój wiklinowy koszyk a sama spała u niego pod schodami albo gdzieś na podłodze. Może wyczuwała że on jest poważnie chory. Czasem były takie sceny, że lizała go po głowie z czułością jak do szczeniaka,on nie był taki wylewny. W czwartek jak wróciliśmy z pracy podłoga na parterze była cała zakapana śliną co kawałek kropka,różne wychnięte i mokre. Ponieważ często było nakapane bo jak pili to lało się jeszcze 2 metry po brodzie, to zlekceważyłam to. Mąż z małą pojechali na trening a ja zorientowałam się że zbliża się atak. Był mega pobudzony, biegał dookoła mebli i kapał coraz bardziej. Jak pojawiła się zwisająca z pyska ślina i mimowolne ruchy głowy to już wiedziałam że za chwilę zmierzę się z drgawkami. Przygotowałam te wlewy i wazelinę. To nie jest nic nad czym można z zimną krwią zapanować i się nie denerwować. Jeszcze teraz mi się ręce trzęsą. Zrobił kupę po czym z panice przebiegł przez dom ślizgając się w tym kale, wreszcie upadł i zaczęło się. Atak był krótszy i łagodniejszy niż pierwszy w jego życiu, ale relanium tego nie przerwało. Muninka się denerwowała chciała pomóc, przeszkadzała mi. Atak jakby się nasilił po czym ustąpił. Z tym że to nie jest tak że pies cichnie i jest wszystko normalnie. Drżą mu kończyny nie może wstać, ziaja jak szalony. Bał się dotyku, uciekał od nas, nie byłam pewna czy słyszy bo nie reagował na wołanie. Tak jak po pierwszym w jego życiu po kilku godzinach zachowywał się jakby nic się nie stało tak po tym nie wyłączył się, podzieliliśmy się na grupy ja czuwałam do 3 w nocy i na mojej zmianie leciałam po śpiącego męża bo miał znów atak relanium go przerwało ale został taki "niewyłączony". W sobotę miał badanie krwi które wykazało skrajnie niski poziom cukru przy 2-krotnie podwyższonym moczniku. Lekarz powiedział, że nerki dostały, miał mocznicę i oczywiście też sugerował, że powodem tych ataków jest guz mózgu. Wszystkie ataki były w dni wysokich temperatur i burz. Nie myślałam, że tak krótko trzeba żeby kogoś pokochać. Przykro mi, że postanowił być tak niekłopotliwy że zniknął przed sierpniem, naszymi wakacjami. Wszystko było załatwione miałam ciocię emerytkę, na nasz tygodniowy wyjazd. Nie musiał znikać. Dużo sobie wyrzucamy, a to że trzeba było więcej głaskać a to że z kuchni nie wypędzać. Ostatni dzień jego życia muninka nam mówiła że jest bardzo źle, piszczała podchodząc do niego, była i jest przybita. Przychodziła patrzeć co mu robię strzykawką, widziała jak weterynarz go zabierał. Budę już dawno chciałam oddać (kiedy nawet nie przypuszczałam, że on umrze) bo była niepotrzebna, psy tam nawet nie wchodziły. Planowałam oddać na jakiś skrajny przypadek Magdzie inspektorce, która miała mnie odwiedzić w sprawie amstafa. Teraz kiedy Czartuś nie żyje jakoś bardziej bym wolała żeby trafiła do Sopotu, ale pozostawiam to decyzji Brązowej. Zależy mi bardzo żeby była dla kogoś szczególnego kto bardzo potrzebuje. Nie dla ludzi którzy mogą sami kupić "ale się przyda". To jest spadek po Czartusiu. Jak się pozbieram to zamieszczę jego ostatnie filmiki sprzed pierwszego ataku. Sorry, że tak dużo pisze ale jak się wyryczę to może będzie mi lepiej. Wiem, że byty odchodzą robiąc miejsce innym i że dla zwierząt to prawo natury jest zupełnie naturalne i nie powoduje u nich żałoby.