Nie biore pod uwagę go wiązać, dla mojego męża jakimś tam dyskomfortem było patrzenie w dziecinstwie na psa którego mieli w ogrodzie w kojcu- w sensie mówi, że pamieta z dzieciństwa, że było mu tego psa żal. Dlatego zapytał w schronisku jak lepiej? czy nie lepiej dla psa skoro sika w domu przy budzie "bez tego kojca który jest wiezieniem". Tym bardziej takie dylematy pojawiają się jak jest jedyna narazie realna alternatywa że jeden pies będzie w ciepełku a drugi narażony ( nawet pod dachem kojca) na chłód, wilgoć itp. Apropo trzymania na łańcuchu to w Gdyńskim OTOZ Animal jest sprawa którą osobiście tuż przed swiętami rozpętałam z pomocą męża. ( wcale nie było łatwo doprowadzić do interwencji) amstafa którego własnorecznie uwolniłam z linki i łańcucha na którym ugrzązł i w takim stanie stał całą noc w błocie nie mogac się ruszyć. Wlazłam do obcego psa na obca posesję więc jak widzicie tematyke łańcucha mam odpracowaną i bliżej mi do "anioła" niż do kogoś kto płaci 5000 kary, niech ktoś to powtórzy z obcym amstafem;-)
W kwestii nagłaśniania psów i reklamowania ich w necie to mam inne zdanie niż kierownictwo schroniska. Swego czasu jak byłam wolontariuszkę w Gdyńskim kiedy było mega mizernie jeszcze przed przejęciem przez Animalsów to przekonywano mnie że strona internetowa nie ma sensu, ogólnie to nic nie miało sensu tylko stosy martwych psów przed którymi nie oszczedzało sie nikogo, ani odwiedzajacych ani wolontariuszy. Nawet jesli reklama jest oddziaływaniem na emocje a w przypadku adopcji psów bodzcem adopcyjnym powinien byc rozsądek to bez niej nie dowiedziałabym się o Czartku a tysiące innych ludzi poszło by prostszą drogą kupienia jakiegoś ślicznego szczeniaczka.
Nie wiem co uda mi się dla Czartka zrobić, mechanizm zadziałał jak trzeba emocje mnie do niego przywiodły a rozsądek zdecyduje. W sobotę drugi etap poznawania, tym razem psów.