-
Posts
79 -
Joined
-
Last visited
Content Type
Profiles
Forums
Events
Everything posted by aleshua
-
Ja jak zwykle nie mam czasu napisać :P Wieczorem wygonię ludzi i odpiszę, a tymczasem położę coś pod miski bo kafle są śliskie i z połyskiem (paskudztwo generalnie).
-
Postanowiłam w końcu założyć nowy temat, gdyż trafił mi się "pechowy kochany egzemplarz" Goldeniej suczki :) Jest u nas od 31 stycznia 2011 r. - byliśmy osobiście po nią i obserwowaliśmy ją w znanym jej miejscu i już tam była płochliwa i przestraszona ale nie wzbudziło to moich podejrzeń, ponieważ przyszły trzy nowe osoby (ja, mąż i syn) i zwaliłam to na karb stresu. Później Małżeństwo od którego ją braliśmy przyznało, że proces socjalizacji nie przebiegł właściwie - Tajga nie miała kontaktu z codziennym życiem, gwarem w domu itp. Byłam pewna, że dam sobie radę sama, ale po tylu miesiącach już "wymiękam" i nie wiem co robić. Oczywiście przeczytałam tematy wspólne z moim problemem ale odpowiedzi nieststy nie znalazłam. Tajga boi się: własnych misek, schodów (nie schodzi), psów które na nia szczekają, głośniejszego/niższego tonu głosu, rzeczy na podłodze (wózek, zabawki, zakupy, czasami krzesła itp.), obcych osób które chcą ja głaskać lub ją wołają (kładzie się na plecach lub podchodzi prawie czołgając się) i pewnie masy innych rzeczy o których zapomniałam lub z którymi jeszcze nie miała do czynienia. MISKI - zmienialiśmy je trzy razy, najpierw była metalowa stojąca na ziemi, później plastikowe, teraz ma dwie plastikowe i jedną metalową na gumie. Każdej z nich się boi, jedzenie dla niej to katorga, picie nie mniejsza. Woli wylizać jakąś wodę z kałuży niz napić się z własnej miski. Nigdy nie była przy jedzeniu straszona (u nas, trafiła do nas jak miała 4 miesiące), bita, karcona itp. Zmieniałam też miejsce położenia misek kilka razy i żadna lokalizacja jej nie odpowiada. Wodę wypije z miski trzymanej w ręku, zjeść nie zje chyba, że daje się jej kawałki do pyska. U moich rodziców z misek białych, porcelanowych które się nie przesuwają podczas jedzenia też boi się jeść. Jedyne miejsce, gdzie je bez problemu to u Teściów - wodę pije tam z salaterki ichniego pieska (u nas w domu salaterka tez się nie sprawdziła), jedzenie wyjada mu bez problemu (Henio zjada Pedigree więc może to kwestia tych uzależniaczy?? ;) ). Już nie mam pomysłu co robić i jestem w zasadzie bliska desperacji. W niedzielę przyjechała moja mama, więc Tajga ma dodatkowy stres i od tamtej pory praktycznie nic nie zjadła i pić też nie chce - muszę jej wmuszać i dawać smakołyki aby w ogóle coś jadła (jest na antybiotyki - leczymy zapalenie skóry - więc musi jeść). SCHODY - w miejscu, gdzie była przez 4 miesiące schodów nie było, u nas jest też tylko jeden schodek. U moich rodziców w bloku jest ich kilka (lastryko) i tam chodzi lekko przestraszona ale bez większych problemów - schody nie są strome. U Teściów są schody drewniane, dosyć wysokie i strome. Z wchodzeniem nie ma problemu (robi to ze strachem) ale zejście już jest niemożliwe, a Mąż jak ją bierze na ręce aby znieść to zwieracze puszczają jej całkowicie i robi wieeelką kałużę. Na początku maja br. udało mi się w przeciągu ok. 5 dni przekonać do schodzenia za pomocą smakolyków - ja ja asekurowałam z tyłu, Mąż z przodu i jakoś się nauczyła. Po miesiącu jednak zapomniała i teraz już nie chce się przekonać. Zejdzie na jeden-dwa stopnie i koniec - wraca. INNE PSY - generalnie jest to z natury typ uległy ale ona jest wyjątkowo uległa, przy okazji jest przyjacielem wszystkich psów i za wszelka cenę chce się bawić. Jeżeli zobaczy psa, który jest jej przyjazny to się świetnie bawi z nim. Jeżeli pies jest mniej przyjazny to zaczyna trząść się jak galareta albo kładzie się na plecy. Tak samo reaguje na głośniejszy/niższy ton głosu. Poza tym Tajga jest ooogrooomną przylepą i uwielbia dzieci. Mam półtora rocznego synka i dogadują się świetnie. Tajga się z nim bawi, tulą się do siebie, synek ją głaszcze a ona ma dużą frajdę z tego. Tak samo jest z innymi, nawet obcymi dziećmi :) Jest kanapowcem, uwielbia się miziać, przytulać, uwielbia drapanka i głaskanie. Może jeszcze istotne jest to, że jak do nas trafiła to dosyć długo załatwiała się na nasze łóżko aby pokazać swoją uległość. Przepraszam za długość posta i pewnie masę zbędnych słów, ale starałam się jak najdokładniej opisać sytuację. Niestety nie stać nas na psiego behawiorystę (z tego co czytałam jest to raczej drogi interes), więc staram się jakoś samodzielnie i z Waszą pomocą rozwiązać lub złagodzić problem. Ponadto jestem w stałym kontakcie z właścicielką matki Tajgi więc mogę uzupełnić potrzebne informacje na temat charakteru pozostałych szczeniaków w miocie lub samej matki. Generalnie póki co wiem, że Tajga od początku była największą przylepą i najbardziej lubiła dzieci.
-
[B]Katarzyno[/B] niestety nie mamy innego wyjścia jak zaniedbywanie, bo do Teściów gdzie są schody mamy 100km :( Założę inny wątek o tej strachliwości chyba, bo to skóry nie dotyczy a kurcze zaczyna nam to poważnie doskwierać i nie potrafię sobie poradzić - od niedzieli praktycznie nic nie jadła i pije minimalne ilości bo nie może wygrać ze strachem przed miskami. Przyjechała moja mama i myślę, że to ją w jakiś sposób stresuje :(
-
mamy farta, bo to akurat mały okaz - matka 25kg i ojciec niewiele większy, a ona dodatkowo jedna z mniejszych w miocie :) Zachęcam ją smakołykami do chodzenia po tych schodach, po kilku dniach pobytu u Teściów był sukces bo bardzo nieporadnie ale sama schodziła ale po miesiącu nieobecności zapomniała i się bała (u nas jest dokładnie jeden schodek, więc nie ma gdzie "ćwiczyć"). Ze skórą w sumie nic nowego od ostatniej wizyty, poza tym że z zastrupionej robi się ładnie różowiutka :D Chyba po tej całej terapii powinnam ją wykąpać.. albo przynajmniej porządnie wyczesać aby nie przeciążać skóry.
-
Katarzyno, z tą paniką przy lecznicy to nie wszystko :)) Ona się własnych misek boi! :D teraz chyba trzecią michę już testujemy i chyba dokupimy jeszcze na wodę i na "chrupki" bo ta najbardziej jej odpowiada - metalowa z gumą na dole. Boi się po schodach wchodzić/schodzić i u Teściów musimy tachać ponad 20kg w dół i w górę a jeszcze się przy tym posiusiać potrafi. Boi się odkurzacza (ale to chyba akurat norma), boi się zabawek mojego syna leżących na podłodze. Np leży na boku, wszystkie 4 wyciągnięte w bok i syn się bawil i między łapami znalazła się zabawka, jak Tajga się wyciągała podczas budzenia lekko przesunęła ją łapą i tak wyrwała do przodu, że wszystko co było dookoła niej znalazło się pod ścianami. Najlepsza sytuacja była, jak Mąż ją musiał do sklepu wziąć na wyciąganej smyczy... Taki tam płotek, smycz Mąż zarzucił bo Tajga grzeczna jest nie ucieka ani nic i poszedl (przez szybe ją ciągle widział). Smycz spadła i uderzyła o ziemię więc Tajga wyrwala ze strachu i biegnie do domu, Mąż rzucił zakupy, wybiegł ze sklepu i za nią... generalnie smycz wyciągana ją ciągle goniła i tak ją przeraziła, że w drodze się posrała, że tak brzydko powiem i jeszcze jej gruczoły okołoodbytowe puściły.
-
Katarzyno, to samo dzisiaj wet na kontroli powiedziała :)) Daję znać w każdym razie, że wet nowych zmian nie zauważyła, a stare się złuszczają. Dostaliśmy jeszcze 3 tabletki Rilexinu i jeszcze przez 6 dni ma przyjmować Keflex 500mg, po czym idziemy do kontroli 22.08. Z tego co mówiła, powinno być zupełnie po problemie, ale powinnam ją obserwować ciągle i sprawdzać obecnie zmienione miejsca. Przestała się zupełnie wygryzać i drapać :multi: tylko biedaczka ma luźny stolec na zmianę z rozwolnieniem :( Będzie więc dodatkowo wcinać lakcid i nabiał. Co do lakcidu... orientujecie się, w jaki sposób go podać psu? Czy dosypać do jedzenia? Bo nie mam pomysłu. No i spotkała nas dzisiaj niemiła przygoda, która rozstroiła Tajgę w drodze do weta tak, ze później wyła i ciągle piszczała bidula. Droga do weta przebiega obok przydomowego ogródka, w tym ogródku za bramą był pies, który okropnie się do Tajgi rzucał. Ta się go panicznie przestraszyła, zaczęła się wyrywać az w końcu stanęła i się jak galareta zaczęła trząść. Obok dwoje dzieci około 5 lat stało i się nabijało i podjudzało psa. Na domiar złego po drugiej stronie chodnika (na wyciągnięcie ręki) była ulica i akurat duży ciężarowy samochód przejeżdżał i wtedy Tajga osiągnęła szczyt paniki i się w ogóle ruszać nie chciała. Straciłam cierpliwość i ochrzaniłam dzieciaki :oops: No i przy okazji się dowiedziałam, że mój pies jest nadal największą panikara jaką widziałam i to chyba niereformowalną.
-
[B]Doginko[/B] ja tu jakaśtam nowa aleshua jestem i też bardzo Cię proszę o podanie argumentów ZA kopiowaniem? Bo wiesz, jako nowa to niekoniecznie potrafię się tymi wszystkimi guziczkami i linkami posługiwać i mogłabyś wesprzeć takie dno intelektualne jak ja. A tak poważnie, to nie obrażając nikogo poziom niektórych wypowiedzi sięga sfrustrowanych 16-latek, które szukają kogoś komu mogą łatwo i przede wszystkim anonimowo dokopać wyzywając i gnojąc. Jestem przerażona. Myślałam, że coś takiego to domena serwisów typu DM, kowbojki czy inne tego pokroju :/
-
Moim skromnym zdaniem, [B]Vectra[/B] jesteś lekko opryskliwa. Powiedzcie mi proszę, co ma na celu kopiowanie uszu i ogonów poza względami estetycznymi? Pomijając aspekt historyczny i argument "bo tak się robi od setek lat". Sterylizacja/kastracja ma na celu ograniczenie niekontrolowanego rozrodu psów, które w komfortowych warunkach nie są, a chyba takie chcielibyśmy im zapewnić? Jeżeli chodzi o względy zdrowotne, to i w przypadku suk i w przypadku psów ma to uzasadnienie. Nie wiem na ile mam rację, ale wydaje mi się, że mówić o kopiowaniu jako zapobieganiu grzybicy czy innej infekcji uszu to gruba przesada. Rozumiem, że niektóre rasy, czy też osobniki mają szczególne skłonności do takich przypadłości ale w przypadku odpowiedniej dbałości o te miejsca, problemu nie powinno być a przynajmniej powinny to być przypadki jednostkowe. [B]Fauka[/B] wg mnie impotenci intelektualni to osoby, które nie potrafią wyrazić swego zdania w kulturalny, nie ubliżający nikomu sposób :-)
-
[quote name='kavala']Dawnie ludzie mogli bezkarnie zabijać swoje spy, przecież nie od zawsze są ustawy chroniące prawa zwięrząt. Wrótce doczekamy się czasów kiedu kaleczenie dla poprawienia wyglądu przejdzie do historii, spokojnie.[/QUOTE] Nie da się ukryć, że idzie ku lepszemu i oby taka tendencja się utrzymała :-) [quote name='kavala']Niestety w niektórych społeczeństwach to funkcjonuje. Np w krajach północnej Afryki stosuje się makabryczne obrzezanie dziewcząt, bo inaczej nie maja szans na zamążpójście. na szczęście prawie wszędzie jest to zakazane już i zwyczaj powoli wymiera.[/QUOTE] Miałam na myśli raczej Europę i kraje wysoko rozwinięte :) No ale jak sama piszesz, zwyczaj ten wymiera również tam, więc można chyba uznać że zaczyna to być traktowane jako barbarzyństwo. No i na sobie tego barbarzyństwa praktykować ludzie nie chcą :) W temacie jeszcze ze swojej strony mogę powiedzieć, że nigdy w życiu psa kopiowanego nie kupię (co innego schronisko, lub inna droga nabycia takiego psa) i sama absolutnie się nie przyczynię do okaleczenia ani jednego :-) A dobermany z długimi ogonami są urocze :cool1:
-
Tak czytam i czytam i się dziwię w sumie, że są jeszcze osoby, które są za. Przecież psia rasa to nie jest TYLKO wygląd, a zwolennicy tak się właśnie zachowują (takie wrażenie odniosłam). Któraś z Pań pisała o "silnym, mocnym, pięknym psie" mając na myśli bodajże dobermana. Przecież ta siła i piękno nie wynikają z braku ogona, a ogólnie z sylwetki i charakteru psa - tak przynajmniej zawsze myślałam, że pies to coś więcej niż kawał mięsa okrytego sierścią przystrzyżoną w odpowiedni sposób (ogonem i uszami)? Któryś użytkownik pisał również, że błędem jest kupowanie psiaka z już skopiowanym ogonem czy uszami, i że skoro jest popyt to jest i podaż. Wcieliłam się więc w rolę miłośniczki wspomnianych już dobremanów i zaczęłam szperać po hodowlach, które się ogłaszają w internecie. Hodowle były oczywiście przypadkowe. Szukałam piesków/suk, które są "full natural", nie omieszkałam także zajrzeć na allegro, jako że wiele osób przygarnia (nie lubię określenia kupuje) pieski właśnie stamtąd. Nie trafiłam na ani jednego przedstawiciela tej rasy w wersji, której szukałam. Może hodowle oferujące psy rasowe, na życzenie klienta pozostawią ogon oraz uszy w stanie nienaruszonym? Bo w tej kwestii się akurat nie orientuję. Wydaje mi się jednak, że jeżeli nie jest to niemożliwe to raczej trudne do uzyskania. Tak więc nie do końca sprawdza się to, że popyt rodzi podaż. Coś jak w PRL-u: chciało się mieć pralkę, to jak już się uzbierało kasę to brało się to, co jest (może niezbyt trafne porównanie, ale chyba wystarczająco obrazuje mój tok myślenia:) ). No i w końcu oklepany już argument, czy to, że kopiowanie to zwykłe wyrządzanie psu krzywdy. Często słyszę słowa krytyki pod adresem rodziców, którzy fundują swoim dzieciom operację korekcji odstających uszu. Wyobraźcie sobie, że każde dziecko, które się rodzi byłoby oceniane pod względem estetycznym, byłoby mierzone i wedle schematu miałoby za długie uszy, zbyt krzywy nos itd. i byłoby dostosowywane do norm? Ciężko to sobie wyobrazić prawda? Może uczłowieczanie psa nie jest zdrowym podejściem, ale w kwestii bólu i wszelkich zabiegów na nim przeprowadzanych wydaje mi się całkiem właściwe. Bo pies może i człowiekiem nie jest, ale ból odczuwa tak samo. Nie mówiąc już o stresie wynikającym z tego, że tak na prawdę nie ma pojęcia czego ten wielki dwunożny od niego chce :-)
-
[B]Martens[/B] dziękuję za propozycję, ale muszę póki co podziękować. Brak funduszy :| Niemniej jednak skrobię zaskórniaki i dzisiaj jedziemy do naszego weta i zobaczymy co powie. Poszperałam w necie, poczytałam opinie i wychodzi na to, że wet tymczasowy do szczepień, zostanie stałym, bo opinie ma bardzo dobre. Jeżeli Was interesuje to jest to lecznica MAXwet w Ciechanowie, a Tajgę prowadzi p. Katarzyna Rogalska. Po wizycie zdam relację. Jestem też w kontakcie z Państwem, od których wzięliśmy Tajgę. Żadnemu z rodziców nic podobnego nie dolega/dolegało. Matka miała tylko problemy z przyswajaniem pokarmów ale z tego co pisała pani, problem ustąpił. Generalnie ludzie Ci są w kontakcie z "nabywcami" swoich szczeniaków, więc wiem też, że żaden z psiaków z miotu nie ma podobnych problemów. No i dowiedziałam się w końcu, po kim Tajga ma chorobę lokomocyjną :-) [B]Martens[/B] no i chyba chociażby z powodu tej choroby nie odważyłabym się Tajgi wsadzić do czyjegoś samochodu w obawie przed szkodami, jakich mogłaby narobić ;-) To tak jak mówiłam: po wizycie relacja:) A tutaj Dziewczyna, o której mowa :) - nie chciała się dać sfotografować, więc zdjęcie z początku czerwca (8 miesięcy). [IMG]https://lh3.googleusercontent.com/-TODSRnu_oMk/Ti1crk4vH4I/AAAAAAAAAMg/j0_fOBNT22Y/s800/DSC00002.JPG[/IMG] Jesteśmy po wizycie. Po oględzinach skóry wyszło, że jeszcze na karku ma te zmiany (ja nie wiedzieć czemu nie zauważyłam tego) i wet powiedziała, ze to wygląda na zapalenie skóry. Tajga dostała antybiotyk w zastrzyku na zahamowanie świądu oraz antybiotyk w tabletkach na 7 dni - Rilexine 600mg. Kontrola w następny czwartek i będziemy myśleć co dalej jeżeli nie będzie poprawy. Tak jak myślałam ewentualne testy alergiczne tylko w Wa-wie. Poza tym jest cała i zdrowa, no i wet uznała, że wcale nie jest za chuda z czym się jednak nie zgadzam :) Obok akurat był tez przedstawiciel tej rasy i wzrostem oba byly bardzo podobne, ale tamten był taki przyjemnie pultaśny i aż pozazdrościłam. Nasza ma 21kg jak się okazało na ichniej wadze. Od jutra więc zaczynamy kurację. Za jakiś czas więc będzie kolejna relacja.
-
[B]Martens[/B] chcę odstawić po 3 tygodniach, żeby zamieszania nie wprowadzać sobie. Jeżeli odstawię teraz to jeżeli objawy ustąpią, nie będę pewna, czy powodem była karma czy indyk. Wyżej ktoś pisał też o wieprzowinie - Tajga jest raczej chudym psem i opornie przybierającym na wadze, więc na tuszę by jej nie zaszkodziło. Zastanawia mnie jednak cholesterol, bo z tego co czytałam właśnie z jego powodu wieprzowina nie jest dla psów polecana. Orientujecie się może na ile jest to prawdą? Bo szczerze mówiąc z przyjemnością bym ją wieprzowiną karmiła, bo wiadomo że jest znacznie tańsza. Jeżeli chodzi o grzbiety z kaczki/gęsi to obawiam się, że ciężko będzie kupić - do tej pory nie zauważyłam w żadnym mięsnym a półki wertuję dosyć uważnie. Mamy drobiarski i przetwórnię drobiu w mieście więc może u nich coś dostanę :-) [B]gryf80[/B] zeskrobina nie była jeszcze robiona, ale jak najbardziej biorę pod uwagę pasożyta. Zastanawiam się jednak, skąd mogłaby go dorwać? Tyle co udało mi się poszperać na wikipedii w tej sprawie, ale o przyczynach nie było albo oślepłam za młodu ;-) [B]Paulinka10[/B] u naszej Tajgi drapanie się i wygryzanie występuje niezależnie od pory dnia. Ze strupków się nic nie sączy. Na wołowinie jest od 9 dni (od 26.07) i poza tym nic nie zmieniałam. 15 sierpnia wyłączę suchą karmę. Jeszcze mi tylko powiedzcie, czy powinnam ją po tych 3 tygodniach wykąpać? Może to i głupie pytanie ale... Jeżeli zmiany ustąpiły a strupki tkwią w sierści nadal to poprawy mogę nie zauważyć. A zastanawiam się dlatego, że wiem iż częste kąpiele nie są raczej wskazane (a w przeciągu ostatnich 2 miesięcy musieliśmy ją wykąpać około 3 czy 4 razy bo się ciągle w coś pakowała). Ewentualnie (hm, pomyślałam nareszcie) poprzecieram wacikiem miejsca, gdzie są zmiany :-) Dobrej nocy! Edit: Z ostatniej chwili. Przegrzebałam tajgową sierść (robiąc jej przy okazji dobrze, bo bardzo to lubi) i wypatrzyłam kilka ropnych krostek, wyglądających jak pryszcze. Wiele ich nie było, ale podejrzewam, że takie historie od alergii dziać się nie mogą w związku z czym przyspieszamy wizytę u weta na ten piątek lub sobotę. Ehh... bidula moja :( Pozytywy też są bo przetarłam wacikiem miejsce na łapie usiane tymi strupkami i po przetarciu skóra przybrała ładny zdrowy kolor i zostały tylko wieksze "skaleczenia" od zębisk. Mimo wszystko jednak piątek/sobota Tajga jedzie do lekarza.
-
Ojej, zagapiłam się i muszę teraz nadrobić :) Przepraszam ale jestem od ponad tygodnia w trakcie przemeblowań, malowania itd. i nie miałam czasu zajrzeć. Wieczorem wszystko przeczytam, a tymczasem napiszę jak to dalej wygląda. Zdążyłam tylko przeczytać, że wołowina uczula i do tego się odniosę. Więc jadła kurczaka (dostawała rozwolnienia) a później indyka (po którym nie miała rozwolnienia ale stan skóry pozostawia wiele do życzenia). Postanowiłam na początek zmienić rodzaj mięsa i tak też od momentu, w którym pisałam Tajga jest na wołowinie ale resztę zostawiłam bez zmian. Czyli sucha karma ta sama, ryż ten sam, warzywa te same. Jeżeli po 3tyg od momentu wprowadzenia wołowiny nie będzie poprawy, wyłączę kolejny produkt lub zastąpię go innym a w międzyczasie jednak po tych 3tygodniach chcę zrobić badania na początek na nużeńca, ponieważ testy alergiczne niestety póki co mnie przerastają finansowo. Zrobiłam parę średnio-wyraźnych zdjęć, na których COŚ tam widać :) Wygląda to jakby brudek, miniaturowe strupki czy coś w tym rodzaju. Wstawiam linki: 1: [url]http://imageshack.us/photo/my-images/685/skra1k.jpg/[/url] 2: [url]http://imageshack.us/photo/my-images/835/skora2.jpg/[/url] 3: [url]http://imageshack.us/photo/my-images/196/skra3.jpg/[/url] 4: [url]http://imageshack.us/photo/my-images/26/skra4.jpg/[/url] Obiecuję jeszcze raz wieczorem nadrobić i odnieść się do poszczególnych wypowiedzi. Bardzo dziękuję też za zainteresowanie problemem, a właściwie to Tajga dziękuje^^
-
No to tak.. na początek odstawię indora (dam jeszcze dzisiaj bo świeżo ugotowałam i nic innego nie mam) i jutro zaopatrzę się w wołowinę. Tylko teraz pytanie jaka ta wołowina powinna być poza tym, że świeża? Wiadomo, że ceny są różne a u nas Ligawa kosztuje ok. 40zł/kg więc to było by trochę sporo. Jaki rodzaj więc wołowiny polecacie? Drugie pytanie, to czy wieprzowina też może uczulać (o drobiu czytałam, ale z przypadkiem uczulenia na wieprzowinę się nie spotkałam)? Chciałam Tajdze co jakiś czas dawać wątrobę wieprzową bo zauważyłam, że prawe oczko jej łzawi trochę bardziej niż zwykłe śpiochy. No i ile razy mogę podawać tę wątrobę? Ponad to, w planie jest wizyta u naszego dotychczasowego weta w czwartek/piątek i zobaczymy co babeczka powie i czy u niej jest możliwość zrobienia testów na alergie. No i jeszcze jedno pytanie odnośnie tych zeskrobin przy ewentualnej nużycy: czy preparat się przygotowuje i bada "na miejscu", czy takie badanie trwa dłużej jeżeli tak to ile i jak wygląda kwestia finansowa - wolę być przygotowana :) Miałam już skończyć ale jeszcze jedna rzecz mi przyszła do głowy: optymistycznie zakładając, jeżeli jest to alergia na drób to po jego odstawieniu, po jakim czasie powinna wystąpić ewentualna poprawa stanu skóry? Bardzo Wam dziękuję za pomoc i za poświęcony czas :-)
-
Podejrzewam, że w tak małym mieście jak Ciechanów nie znajdę psiego alergologa i jakiegoś super-gabinetu wterynaryjnego :( Wiem, że do warszawy mam niedaleko i zapewne tam znalazłabym dobrego lekarza ALE... M pracuje do 15.15 a ja nie mając prawa jazdy z 1,5 rocznym dzieckiem mam ograniczony dostęp do wyjazdów no i jak pisałam tymczasowo nie mamy kasy na dobra karmę a co dopiero na wypasionego weta... oby do października :) Ewentualnie znacie może jakiś wykaz/ranking lekarzy weterynarii? Mieszkam tutaj zaledwie pół roku i nie bardzo się orientuję w zwierzęcej medycynie.
-
Po długim czasie oznajmiam wszem i wobec, że odniosłyśmy z Tajgą sukces! :))) Mija już z 1,5-2 miesiące jak nie siusia i nauczyła się nawet prosić.
-
Witajcie, moja goldenia sunia ma 10 miesięcy i od dluższego już czasu obserwuję, że dosyć intensywnie wygryza i liże wewnętrzną część tylnych łap i przednie łapy. Na obszarach tych da się zauważyć czerwone krostki i strupki tak jakby w mieszkach włosowych. Wykluczyłam szampon i to, ze mógłby byc źle spłukany. Weterynarz powiedziała, że wygląda to jedynie na podrażnienie i poleciła smarować jakimś dzieciowym kremem (zasugerowała mocz, bo Tajga baardzo nisko przysiada podczas siusiania) - smarowałam Alantanem Plus ale poprawy nie ma no i jednak ciężko jest "wsmarować" się pod sierść, więc zrezygnowałam. Czytałam dzialy i posty o swieżbowcu, atopowym zapaleniu skóry itd. ale ciężko mi dopasować objawy, bo w zasadzie jedynym jest powyższy. Linieje też dosyć intensywnie, ale przy regularnym czesaniu ilość wlosów się znacznie zmniejsza, a po samej Tajdze nie widać aby coś gubiła. Nie ma żadnych łysych placków, lub miejsc gdzie ma wyraźnie mniej sierści. Dodam jeszcze, że na grzybicę tez mi to nie wygląda ponieważ po pierwsze nie rozprzestrzenia się po skórze, dwa, że żaden z domowników nie zaobserwował u siebie żadnych zmian. Do weterynarza wybieramy się za tydzień na kolejne odrobaczenie i na przegląd tej nieszczęsnej skóry. Jeżeli chodzi o samą sunię, to jest to okaz bardzo drobny :) W tej chwili waży 21.5kg ale systematycznie przybiera na wadze. Przyznam szczerze, że tymczasowo nie stać nas jest na lepszą karmę, więc podawaliśmy supermarketowe puchy ale zrezygnowałam z tego badziewia i dostaje gotowane - mięso z indyczej golonki z ryżem i warzywami, do środka olej. Poza tym dostaje mleko lub twaróg, witaminy dla dużych ras oraz suchą karmę jako przekąska - Friskies Junior tymczasowo (ma w misce cały czas, podchodzi i bierze kiedy ma ochotę coś podgryźć). Stolec jest zwarty, nie śmierdzi jakoś szczególnie, robaków w nim nie zaobserwowałam. Z rzeczy, których jeść nie może to kurzej wątroby - dałam 4 razy (2 ostatnie dla pewności) i za każdym razem dostawała takiego rozwolnienia, że woda z niej leciała. Później to samo było z innymi kurzęcymi "wyrobami". Na indyka reaguje bardzo dobrze. Nie przychodzi mi do głowy nic więcej co mogłoby pomóc w ocenie sytuacji. Bardzo prosze o pomoc, może sama powinnam o coś zapytać weterynarza? Coś mu zasugerować? Edit: zapomniałam dodać, że sunia wydziela dosyć intensywny "psi" zapach nie tylko po kąpieli. Kojarzy mi się z brudnymi skarpetkami i tak dzieje się od momentu jak u nas jest, tj. od 30.01.2011r. Dla mnie zapach jakoś bardzo uciążliwy lub śmierdzący nie jest, ale podejrzewam, że jest to odczucie w pełni subiektywne. Kolejna rzecz, o której zapomniałam to częste problemy z gruczołami okołoodbytowymi. Byla na czyszczeniu 2 razy a 2 razy zrobiłam to sama. Ostatnio (koniec kwietnia) wet wpuścił jej do nich antybiotyk i od tamtego czasu jest duża poprawa. Generalnie próbuje się polizać raz na tydzień-dwa i wtedy smierdzi ale jak się ją odgoni od jej własnego zadka, to traci zainteresowanie nim na kolejne dwa tygodnie (może robię jednak błąd i powinnam przy pierwszym smrodku czyścić?).
-
Myślałam, że jestem doświadczona, bo wprawdzie przy boku rodziców ale trzy psiaki odchowałam :) Przeliczyłam się jednak, bo nie uwzględniłam przypadku szczególnego. Wiedziałam, że Tajga świetnie się z dziećmi dogaduje i to mi starczyło. Cóż.. powiedziałam A, to muszę powiedzieć B bo raz, że jest ona już członkiem naszej rodziny i nie wyobrażam sobie funkcjonowania bez niej, dwa że miałabym nie po kolei w głowie oddając psa bo coś mi nie pasuje :) Mam nadzieję, że uda mi się i proszę o kciuki! Mam jeszcze pytanie natury technicznej... zastanawiam się, czy nie zbadać moczu suczce. Tyle, że o ile u samca mniej więcej bym sobie poradziła o tyle u suczki i to jeszcze tak hm.. płochliwej mogę mieć duuuuży problem ;)
-
Niestety na psie przedszkole aktualnie nas nie stać, tak samo jak na psiego behawiorystę. Na początku kwietnia podczas wizyty weterynarz powiedziała tylko, że sunia jest młoda i jeszcze może siusiać i w sumie nic poza tym. Jeżeli chodzi o socjalizację, to pani od której wzięliśmy Tajgę mieszka pod samym lasem, z dala od innych ludzi, samochodów i gwarnego życia. Przyznała, że jej strachliwość właśnie z tego może wynikać (miała 4 miesiące, gdy trafiła do nas). Jeżeli chodzi o pracę z pieskiem, to w trybie przyspieszonym przygotowuję się na to psychicznie. Z tego co czytałam, dobrą metodą na bojaźliwe psy jest kliker, tak więc się w niego zaopatrzyłam. Wyszperałam także poradnik, jak z jego pomocą pracować i kilka innych, między innymi właśnie o strachliwych czworonogach (tytułów w tej chwili nie podam, ale później edytuję i napiszę). Muszę się tylko lepiej zorganizować bo wychowywanie psiaka i dziecka na raz jest niełatwym zadaniem :) Dobrze chociaż, że jedno i drugie nauczyło się ze sobą super funkcjonować.
-
Witajcie, od końca stycznia mamy w domu suczkę - Goldenkę, która obecnie ma 7 miesięcy. Od samego początku (przyszła do nas na sam koniec stycznia br.) mamy problemy z czystością. Robiła na swoje posłanie (miała dwa na zmianę) oraz na nasze łóżko - średnio co 2-3 godziny. Po dość krótkim okresie "treningów" nauczyła się, że pierwsza jej czynność po wyjściu na dwór to siusiu oraz, że nie wraca do domu póki nie załatwi się do końca (coś grubszego jeśli chce). Teraz jest dużo lepiej, jednak spodziewałam się (po doświadczeniu z trzema innymi psiakami), że w 7 miesiącu będzie potrafiła wytrzymać dłużej niż 3, czasem 2,5 godziny. Siusianie na łóżko rozszyfrowaliśmy z pomocą for takich jak to i problem już się nie powtarza. Otóż sunia sobie wbiła do głowy, że musi pokazać swą uległość (przyznam się bez bicia, że dwa razy solidnie na nią nakrzyczałam za zsikanie się na sofę - błędu więcej nie mam zamiaru już popełniać). Odkąd nie głaszczemy/klepiemy jej po głowie tylko pod brodą, nie patrzymy w oczy itd. przestała załatwiać się na łóżku - sądzę wiec, że o to chodziło. Nie jestem w stanie opanować jednak częstotliwości załatwiania się. Stopniowe wydłużanie przerw między spacerami (o ok. 15-30min) zawsze kończy się kałużą w domu. Dodam, że Tajga wytrzymuje całą noc ( pełne 8h + około 30min po wstaniu), a także gdy wyjeżdżamy np. na zakupy potrafi zostać sama na 4 godziny i też nie brudzi. Dzisiaj upatrzyła sobie dywan na toaletę - zrobiła i kupę i siku. Wiem, że powinnam się uzbroić w cierpliwość. Wypuszczam ją na dwór lub wychodzę (mieszkamy w domku, teren jest ogrodzony) co 3 godziny ale czasem i to nie wystarczy. Jak długo może jeszcze trwać to wszystko? Bo niedługo nas nasza Tajga zrujnuje ;-) Warto jeszcze pewnie dodać, że od początku jest ona BARDZO strachliwym psem, boi się wszelkich nowych dźwięków, zjawisk, obiektów (boi się jeść z innej miski niż zwykle). Groźniejszego tonu głosu (do tego stopnia, że na krótkie i wyraźne "zostaw" siusia), czy spojrzenia! Do tego jest potworną przylepą. Zawsze kładzie się czy siada obok nas, gdy robię coś w kuchni to zawsze leży tuż za nogami, śpi obok naszego łóżka. Czytałam sporo na temat nauki czystości i główne rady to uczyć siusiać w jedno miejsce, skojarzyć psu potrzebę fizjologiczną z dworem, wydłużać odstępy między spacerami, ignorować robienie w domu, częste wyprowadzanie. Nic z tych porad nie działa, a wydłużanie jak pisałam wyżej, skutkuje kałużą :(
-
"Stara psiara" z Ciebie chyba? :)) Dziękuję za wyczerpującą odpowiedź. Przyznam, że ja w kwestii odrobaczania zawsze ufałam weterynarzom i moje psiaki nie miały nigdy problemów z pasożytami, kleszczami czy pchłami. No ale to było w mieście... Teraz mamy np za płotem kury, indyki, gęsi, kaczki itd., inne zwierzęta gospodarskie, koty które sobie grasują po naszym terenie (ostatnio Tajga się wytarzała w kociej kupie...) więc szanse na ewentualne załapanie czegoś są większe. Tym bardziej, że nie zawsze mam ją na oku i lata sobie luzem. Nie panikuję jednak i oczywiście uwzględniam to, że mamy małe dziecko :)) Mimo wszystko uważam, że jeżeli synek będzie miał kontakt z "psimi bakteriami" od małego, wyjdzie mu to na zdrowie :-)
-
Tak czy siak chcemy ją odrobaczyć. Zastanawiam się jednak, jaki jest bezpieczny odstęp między odrobaczeniami? Wet poradziła około 2 miesięcy, ja słyszałam, że można nawet co miesiąc bo psiakowi to ponoć nie szkodzi. Jaka jest Twoja/Wasze opinie na ten temat? Jeżeli chodzi o pchły to polecono nam Fiprex M 150mg (kleszcze+pchły bo ponoć w naszej okolicy zdarzały się przypadki babeszjozy - mieszkamy na wsi). Dzięki za propozycje dotyczące sposobu odrobaczenia - przy kolejnej wizycie poproszę o lek o szerszym spektrum :-) Dziękuję też za miłe przyjęcie na forum i nie ochrzanienie mnie, że tak prosto z mostu zaczęłam :-) Myślę, że jeszcze nie raz poproszę o pomoc, bo pomimo, że z pieskami mam do czynienia od 7 roku życia (teraz mam 25) to ostatnio złapałam się na tym, że bardzo mało o nich wiem a moje metody wychowawcze wołają o pomstę do nieba :oops:
-
No i się wyjaśniło... mój cudowny pies nie mam bladego pojęcia skąd ale wytrzasnął styropian! Idziemy, patrzymy a ona sobie elegancko wcina kawałek styropianu!
-
Cholera... fajnie, że mi w książeczkę wpisała jaki lek podała :angryy: W styczniu miała Pratel, a teraz hmmm.... pamiętam, że byly ty dwie tabletki w srebrny opakowaniu tylko :/ dostała je 4.04
-
A że się tak zapytam... jeżeli byłby to tasiemiec to z jaką częstotliwością wydalane są proglotydy?