-
Posts
79 -
Joined
-
Last visited
Content Type
Profiles
Forums
Events
Everything posted by aleshua
-
[B]Sybel [/B]- jeszcze raz powtórzę :) Nie znam Kamy i nie wiem jak reaguje na zakłócanie spokoju przy miskach. Ja wiem, że nie wolno zakłócać spokoju, ale mój dwulatek może z racji wieku zrobić nieprzewidywalną rzecz. Nie buduję w Kamie poczucia zagrożenia, bo nie zabieram jej regularnie jedzenia aby pokazać, kto tu rządzi. Zrobiłam to raz aby sprawdzić czy w razie gdy mój czasami nieprzewidywalny dwulatek wsadzi jej rękę do miski, nie zostanie 'napadnięty'. Jak też pisałam robiłam to ostrożnie i z pełną świadomością, że mogę zostać capnięta. Wolę, żeby mnie chapnęła - dorosłą, wielką babę niż malucha, który odczułby to DUŻO dotkliwiej niż ja. Podkreślam jednak, że wszystko było stopniowo i powoli - nie tak, że podeszłam, capnęłam za smakołyk czy miskę i sobie poszłam. Z początku miałam założenie, że suche będzie cały czas dostępne. Zgarnęłam jednak dzisiaj wieczorem michę z suchym i na stałe będzie tylko woda. Rozwiąże to więc kwestię ewentualnego zagrożenia ze strony psów dla mojego syna :) Mam jeszcze jedno dziwne pytanie. Nie będę zakładała oddzielnego tematu bo w sumie jest pokrewny. Za tydzień musimy wyjechać na przynajmniej trzy dni -tam gdzie jedziemy jest suczka niesterylizowana i stosunkowo niewielka - 14kg. Jest agresywna do 99% psów. Tajgę zna, ale przyzwyczajała się do niej sporo (dwa czy trzy spotkania trwające od kilku dni do tygodnia) ale dalej nie bawi sie z nią i raczej jej unika (zarówno na swoim terenie jak i na terenie Tajgi). Teraz jedziemy na teren tej trzeciej suczki i obawiam się relacji z Kamą. Myślicie, że jest szansa jakakolwiek na dogadanie się trzech suk? Oczywiście zapoznanie będzie na w miaarę neutralnym terenie. Trzecia suczka jest agresywna najprawdopodobniej z powodu strachu. No i czy można jakoś zminimalizować strach, czy raczej stres tej trzeciej suczki? Wydaje mi się, że inny pies dla niej to strach o utratę pozycji w domu (jeżeli to istotne, to napiszę, że niepełne dwa lata temu zdechł samiec z którym mieszkała całe swoje życie od szczeniaka, pies był ze schroniska agresywny w stosunku do innych psów i Ela nauczyła się od Aramisa w ten sposób reagować).
-
[B]Delph [/B]dziękuję za wyczerpującą odpowiedź:) Będę musiała ją jeszcze kilka razy przeczytać, aby wbić sobie mądre rzeczy do głowy :) No i muszę zabrać im tę suchą karmę, która stoi cały czas. Dzisiaj jednak już Kama nie pozwoliła Tajdze na jedzenie z tej samej miski. Próbowałam załagodzić sytuację i zabrałam miskę i każdej dawałam w tym samym czasie z ręki biorąc z miski - nie poskutkowało. Fafle Kamy się poruszyły więc skończyłam karmienie i miska została zabrana. Okropnie ciężko mi zrezygnować z tego syfu w misce, który mają cały czas - siła 20letniego przyzwyczajenia :/ Chyba jednak dla dobra sprawy będę musiała zabrać jedzenie. Podkreślę, że wiem że to syf ale Tajga zjadała tego minimalne ilości, Kama zaś na tym bazuje. No nic... ogarnę się na pewno - trochę się tylko martwię, a raczej bardzo o wagę Tajgi. No i Kamie te ilości suchego nie służą bo pierdzi jak cholera. No kurde... kanapkami mam ją karmić dalej? :/ Yh... grunt to nie popadać w paranoję i wziąć się w garść. Tajga przy Kamie zaczęła się bardziej słuchać (bo miała z tym problemy). Jak ją wołamy, przylatuje. Za to Kama to oddzielna historia. Kama stój, a Kama sobie biegnie. Kama do mnie, a Kama ma mnie gdzieś. Kama złaź (z kanapy), a Kama leży i złazi dopiero jak ja się podniosę. itd. itp. Trochę pracy nas czeka :) Ah i źle z tym łóźkiem zrozumiałaś :) Tajga z racji gabarytów ma tylko posłanie obok łóżka w naszej sypialni, ale z reguły w samym łóżku śpi rzadko (i tylko za pozwoleniem, lub kiedy zostawię otwarte drzwi i nie widzę). jeżeli chodzi o zachowanie Tajgi w stosunku do Kamy na łóżku, to Tajga nie ma nic przeciwko. Nakryłam je już dwa razy jak sobie brykają na naszej pościeli. To idę sobie wbijać mądre rzeczy do głowy :-)
-
[B]Gajos - [/B]dziękuję za rady. smakołyków trochę mamy i od pierwszego dnia obie dostają po smakołyku z ręki. Kama jest nachalna i nie bardzo jeszcze słucha, gdy mówię "zostaw" ale dojdziemy i do tego :) Tego, że pies nie jest złośliwy już się zdążyłam nauczyć i w razie prób zjedzenia mnie wiem, że byłaby to zapewne moja wina. Co do karmienia to preferuję raczej karmienie w osobnych pomieszczeniach. Może spróbować je stopniowo oswajac z tym, że każda ma swoją michę i albo zastosować metodę opisaną przez [B]Delph[/B], albo karmienie obu w jednym czasie przy otwartych drzwiach i stopniowe zbliżanie ich do siebie? Tajdze muszę raczej miskę w ręce trzymać bo ostatnio tylko tak ma ochotę jeść. Olałabym chętnie sprawę i postawiła Tajdze po prostu miskę, ale to nie działa. Boi się tych misek do tego stopnia, że potrafi nie jeść i nie pić przez kilka dni, a że jest i tak już chudziutka to boję się aby jej brak pożywienia nie zaszkodził. [B] Delph - [/B]moje testy były stopniowane, to nie tak, że od razu podlazłam i zabrałam jej smakołyk. Najpierw gdy Kama jadła z michy to się obok niej przeszłam kilka razy. Potem za jakiś czas stanęłam sobie w pewnej odległości (cały czas obserwując i nasłuchując sprzeciwu), potem się zbliżyłam itd. aż do momentu zabrania i oddania smakołyka (rzeczywiście powinnam wymienić na inny). To wszystko trwało od momentu aż zaczęła korzystać z michy. Nie chcę wprowadzać takiego czegoś na stałe. Muszę po prostu wiedzieć, na co mogę sobie pozwolić gdy Kama je, dlatego, że o ile ja wiem, że kiedy pies je to nie powinno mu się przeszkadzać, mój szkrab się zapomni i np przebiegnie obok Kamy a ta się rzuci bo będzie broniła jedzenia. No i w końcu ja mam większe szanse na przejście ataku bez szwanku lub z małymi obrażeniami, a moje dziecko ma twarz mniej więcej na wysokości pyska psa. Odnośnie skrawków, to dostają (a raczej Tajga dostawała...) rzadko. Tak jak pisałam, chcę przestawić obie na BARF ale Kama za cholerę nie chce jeśc surowego mięsa (póki co drobiu) :O Kanapki, ser żółty, właśnie wędliny, jakiś pasztet, suche jedzenie czy puszki je ale surowego nie chce. Podejrzewam, że warzyw czy owoców też nie ruszy - jeszcze nie próbowałam. Teraz ćwiczymy siadanie :) Kama się nauczyła od Tajgi już drugiego dnia pobytu u nas. zobaczyła, że Tajga dostaje smakołyk za wykonanie polecenia :D Zabawkami bawią się wspólnie - mają "dworny" aporter drewniany, patyki, piłki (ale piłek Tajga się boi) i taki sznurek z dwoma piłkami. Przeciągają się zabawkami, gonią, prowokują (Kama biegnie z patykiem, zwalnia przy Tajdze i gdy ta zaczyna Kamę gonić, Kama w długą daje) ale się jeszcze nie pokłóciły. Kama przy przeciąganiu wydaje dziwne dźwięki.. ani to warczenie, ani pisk - taki burkoto-pisk ;-) ale nie próbuje gryźć ani nic (takie same dźwięki czasami wydaje jak Tajge próbuje do parteru sprowadzić i ciężko jej idzie). Bawią się bardzo dużo razem. Od czwartku prawie cały czas biegają i się razem bawią, w domu też nie próżnują (Tajga jej pokazała, że jak nie patrzę to może wskoczyć na łóżko :mad: ). Kama obrała sobie dziwne miejsce do spania, bo pod wyjściowymi drzwiami... Bidula nie ma swojego posłania (ma dywanik włochaty), bo głupia ja wpisałam zły adres dostawy i spanie czeka u Teściów aż po nie pojedziemy :angryy: Piszesz o jak najrzadszym izolowaniu psów, to wiem. Tylko póki co jestem zmuszona izolować je na noc, albo i nie. Proszę naprostujcie mnie, bo jestem w tej materii skrzywiona. Psy od zawsze spały ze mną w łóżkach, a Tajga teraz ma swoje spanie przy mojej głowie (w sensie, że jej posłanie leży obok łóżka tuż przy mojej głowie) no i z nami w pokoju śpi jeszcze synek. Sypilnia nie jest duża, do tego są tam panele a psy kochają "stukać" i budzić Filipa. Więc Kama śpi sobie w miejscu, które sobie obrała, a Tajga tak jak do tej pory przy mnie. Lepiej będzie przenieść Tajgę do Kamy? Czy zostawić jak jest? Bo nie mogę pozwolić na to aby obie baby spały z nami w sypialni. No i nie przejmuj się długością wypowiedzi :D Czytam chętnie i jak widać, sama mam tendencję do rozwlekania wypowiedzi :))
-
Nie do końca chodzi u nich o agresję, ale nie wiedziałam gdzie zamieścić pytanie. Być może jest to też całkiem normalne zachowanie prowadzące do ustalenia hierarchii ale jeszcze nie udało mi się znaleźć i doczytać potrzebnych informacji, dlatego też chciałam tutaj poprosić o pomoc. Sprawa wygląda tak, że od 1,5 roku jest u nas suka niesterylizowana - Golden skrajnie strachliwy i nieduży egzemplarz - 23kg (boi się własnych misek i żadne cudowania nie pomogły, każde karmienie to dla niej duży stres). Dwa dni temu, przyjechała do nas suka po przejściach sterylizowana ale wg opinii opiekunów zrównoważona i łagodna (w naszych odczuciach także póki co). Jeżeli chodzi o Tajgę - Goldenkę to jest egzemplarz strachliwy ale przy okazji skrajnie łagodny, nigdy nie warknęła odkąd u nas jest, nie ugryzła, nie wykazała grama agresji ani do nas, ani do naszego obecnie 2-letniego syna. Charakter m auległy i z miejsca kładzie się przed każdym psem - czy to mały, czy to duży. Kama ma charakter dominujący ponoć, ale wydaje mi się że jest to raczej łagodna forma dominacji. Do nas nie wykazała też póki co cienia agresji, nie warczała przy naszych "testach". Miski pozwala dotykać, pozwala zabierać jedzenie i z pyska i z miski (jak zabierze się jej z pyska to łapie ale nie jest to w złości z warczeniem a raczej strach przed tym, że nie zje kąska). Jedynie co to do Filipa podchodzi ze sporym dystansem, tak jakby mu nie ufa i nie wie co to to takie małe i biega ;) Ale też już miał z nią kilka "przygód" - głaskał, drapał za uszami, zdarzyło mu się ją pociągnąć za wąsa :oops: i też reaguje spokojnie. Teraz do sedna :) Kama była karmiona wszystkim, najczęściej jakieś kanapki z pasztetem czy resztki. Tajga też była karmiona mieszanie i wszystkim, ale z większą różnorodnością i nie było u niej sytuacji, że była głodna. Kama zapewne nie raz była głodna i przy okazji nie zna wielu smaków. Teraz jestem na etapie wprowadzania Tajgi w BARF ale dostaje jeszcze inne jedzenie, bo boję się tak od razu radykalnie zmieniać diety. Wczoraj obie dostały skrawki wędlin. Kama w misce w kuchni, Tajga na przedpokoju ale chciała bardzo wejść do kuchni. Jak Kama zjadła, to wpuściłam Tajgę i zaczęłam ją karmić z jej miski ale podjąc jedzenie ręką. Kamie co jakiś czas też dawałam kawałek. Chyba było za mało, bo Kama się rzuciła na Tajgę. Nie wiem czy chciala ugryźć bo zareagowałam dosyć szybko i nie myśląc za bardzo jedna ręka (ja siedziałam między nimi) pod szyję Kamie, druga Tajdze (która też się wyszczerzyła i warczała konkretnie :O - pierwszy raz!) i po chwili się uspokoiły. Dzisiaj dostały żołądki drobiowe. Tajga w kuchni, Kama w przedpokoju ale Kama nie chciała ich ruszyć. Tajga wtrząchnęła wszystko i poszła do miski Kamy która została w przedpokoju. Kama poleciała bronic swojej michy i obie się na siebie zjeżyły i też warczały z zębami. Zabrałam miskę. Kama poszła jeść suche które stale jest w misce. Wiem, że Kama musi nauczyć się, że dostaje regularnie jeść, dlatego tez nie panikuję. Wiem też, że popełniam przy karmieniu jakiś/jakieś błędy (na pewno nie powinnam karmić Tajgi z ręki przy Kamie). Zastanawiam się jednak czy takie zachowania to norma przy 'dogadywaniu' się psów? No i czy powinnam interweniować, czy jednak powinnam im pozwolić ustalić pewne zasady samodzielnie (Kama to laska która ma 30kg wagi, boję się więc, że jak wezmą się za łby to albo ucierpi Tajga albo ja rozdzielając je)? Dodam, że wodę piją w zgodzie z jednej miski, suchą karmę też jedzą w zgodzie z jednej miski. Jeżeli dostaną smakołyk to każda idzie w swój kąt, a jak jedna skończy jeść to są podchody i próby kradzieży ;) Obywają się jednak bez złości. Przepraszam za rozwlekłość "pytania" i biegnę (wirtualnie) szukać jakichś sensownych źródeł :-)
-
Witajcie ponownie :)) Kama już jest u nas od dzisiaj, od godz. 16 :) Okazało się, że obie babki są z TOZ-u, a Kama jest z interwencji, a właścicielka ma sprawę o znęcanie się nad zwierzętami. Wracała do niej bo podwórko z tymczasową opiekunką Kamy było wspólne. Kama okazała się jeszcze większa - na oko 5-10cm większa od Tajgi i cięższa ok. 25kg też na oko. Ma grubaśną sierść, w zasadzie to nawet futro ;) i pooootwornie linieje - będzie sporo czesania, ale jeszcze nie próbowałam. Baby się zaakceptowały i prawie cały dzień ganiały i się tam po swojemu bawiły i dogadywały. Kama ma charakter dominujący, powala Tajgę na ziemię, gryzie fafluni i w ogóle :) Ogólnie nieźle poszło z zapoznawaniem się. Scysja była też już o świńskie ucho - Kama porwała je Tajdze i w długą zaczęła lecieć a Tajga się na nią wyszczerzyła, nawarczała ale i tak nie wygrała. Dostała drugie ;) Z Filipem jest hm.. w sumie nie wiem jeszcze jak. Nie warczała na niego, nie szczerzyła się ani nic. Na początku go zupełnie ignorowała (jak miał jedzenie to już mniej), a teraz jakby się go bała. On jej też trochę. Kiedy Filip idzie do Kamy, ta się podnosi i w miarę spokojnym krokiem się oddala. Widać też, że psina nigdy nie miała pełnej miski. Jak tylko zobaczyła michę Tajgi to wparowała i wyjadła wszystko, potem ukradła Filipowi kromkę chleba i... zakopała ją na podwórku. Lubi stać w kuchni kiedy robi się jedzenie i żebrać, podkrada się żeby wykraść coś do jedzenia. Poza tym zwiedziła łazienkę, kanapę, kotłownię, nie widać w niej ani odrobiny strachu i niepewności (chyba, że do Filipka). Tajga wydaje się mega-szczęśliwa i wymęczona bo daaawno już nie miała psa, który dorównywałby jej kondycją i chęcią do zabawy :D Przepraszam za chaotyczną wypowiedź, ale mam nadzieję że wyszło czytelnie :)) Jeszcze tylko linki do kilku zdjęć: 1. [url]https://lh4.googleusercontent.com/-2ERyqBVRw7g/T9DjUBFvtFI/AAAAAAAAAyI/4f0sTrhShkw/s903/DSC01115.JPG[/url] 2. [url]https://lh6.googleusercontent.com/-k-tr8_98Atk/T9C8PFcdhOI/AAAAAAAAAmw/IHpYmuS8zmc/s903/DSC00436.jpg[/url] 3. [url]https://lh6.googleusercontent.com/-1DhwMZDMKI0/T9C8a-kq_DI/AAAAAAAAAm4/Niowvm-NP2A/s903/DSC00438.jpg[/url] 4. [url]https://lh5.googleusercontent.com/-C28SH5cb4R4/T9C8lO9on3I/AAAAAAAAAnA/L7ZYx-A59Cw/s903/DSC00439.jpg[/url] Ciężko było coś sensownego zrobić bo ciągle w biegu były kobiety :-)
-
Witajcie:) JA dopiero kilka dni temu poważniej zainteresowałam się BARF-em, za sprawą znajomej, która swoje już trzy psiaki tak karmi i bardzo zachwala tę dietę. Postanowiłam więc i ja się skusić, zwłaszcza, że moja Tajga zrobiła się ostatnio dosyć wybredna. Myślałam, że wiem już co i jak ale spojrzałam teraz na wypowiedzi w tym wątku dotyczące chociażby suplementów i zdębiałam - myślałam, że różnorodność składników z różnych grup (nabiał, mięso, warzywa, owoce, tłuszcze-oleje) w pełni pokryją zapotrzebowanie psa na składniki a tu widzę, że chyba się myliłam(?) :-) Miałam ambitny plan przeczytać cały wątek (mam nadal) ale gdy zobaczyłam blisko 400 stron to się na dzisiaj poddałam :) Czy macie może jakieś rady dla pańci i psa początkujących w BARF-ie? Byłabym bardzo wdzięczna. Od siebie nasuwają mi się dwa pytania, no trzy: 1. Jakie ryby warto podawać? 2. Co z ośćmi (sama nie jadam ryb, a już surową miałam w ręce w życiu może ze dwa razy...)? Czy nie zaszkodzą psu tak jak mogą człowiekowi? 3. Czy można podawać wątrobę wieprzową (czytałam i słyszałam o chorobie Aujeszkiego[FONT=arial]) - w sumie głupie pytanie patrząc na nawias, ale wolę się upewnić. Mój pies niezbyt dobrze znosi wątrobę drobiową, bo dostaje rozwolnienia a jest ona chyba jednym z lepszych źródeł żelaza? [/FONT][COLOR=#000000][FONT=sans-serif] [FONT=tahoma][SIZE=2]Dzisiaj podałam swojej babie 3 skrzydła z kury polane olejem rzepakowym (póki co innego brak). Przyznam, że zrobiłam to z sercem w gardle, bo zawsze tłuczono mi do głowy, że kości z kurczaka psu nie wolno jeść bo przebije mu jelita i inne tego typu rzeczy. Reakcja mojego psa - bezcenna :) Nie wiedziała, czy ma wiać z tym skrzydłem, czy mi dziękować że z aprobatą patrzę jak je zjada. Takie szczęście po jedzeniu rzadko widziałam u niej. Obserwuję ją od już ponad 3 godzin i czuje się dobrze. Zobaczymy jak będzie później. Dodam, ze jadła oczywiście pod moim nadzorem czy aby gryzie ładnie. Gryzła ładnie (tak mi się zdaje, bo do pyska jej nie zaglądałam, tylko trzymałam skrzydło aby nie pochłonęła na raz ale nie miała takiej ochoty na szczęście :) ). Pozdrawiam![/SIZE][/FONT][/FONT][/COLOR]
-
Moja Tajga to tylko za kotami biega... i za ptakami. Czasem nawet upoluje jakiegoś martwego albo niedobitka, bo wariaty zrobiły sobie gniazdo pod dachówkami u nas! Nie mówiąc o jaskółkach, które sobie gniazdo zrobiły w drewutni :) W każdym razie! W czwartek jedziemy po Kamę! Sprawa rzeczywiście jest z nią troszkę zawiła, ale w tej chwili jest bezpieczna i czeka na nas :-) I mam pytanie, pewnie głupie ale... Kama jest wysterylizowana, odrobaczona i zaszczepiona ale poza papierami od weta na wykonane zabiegi nie dostaniemy książeczki. Czy jechać z nią w piętek do weta i badać, czy zaufać otrzymanym papierom?
-
Jaka sielanka :)) Tylko Kenzo na łobuza wygląda... bo żeby bociana chciał chrumknąć to już przesada ;-) Ostatnie zdjęcie z nową-małą Pancią trochę smuuutne, ale chyba Szarlotka zadowolona bo podwozie do przeglądu daje? :)) My nadal nie mamy wieści co z Kamą. Pierwsza babka nie odbiera telefonu (wyłączony), drugiej nie udało się skontaktować z pierwszą. Mąż właśnie dzwoni... a ja się denerwuję :(
-
[B]Eliza [/B]mogę się przydać i fizycznie i ogłoszeniowo, z racji tego że mam stały dostęp do internetu i przynajmniej te 2-3 godziny dziennie tutaj spędzam :) Mogłabym ten czas bardziej pożytecznie wykorzystać. Obecnie mogłabym pomóc z ogłoszeniami, ale w razie potrzeby mogę być dostępna też fizycznie. Mąż jeszcze magisterkę ma do dokończenia (i musi to zrobić w trybie przyspieszonym, czyli w 3 miesiące) więc czas będzie trochę ograniczony chwilowo, ale jestem w gotowości jakby co. Nie wiem jak z naszym schroniskiem, ponieważ tak jak pisałam jest ono dostępne dla "zwiedzających" do godziny 15 (czy nawet wcześniej) a w sobotę i niedzielę jest zamknięta brama na głucho (tylko jakiś pan który sprząta się tam kręci z tego co widziałam). No i jestem jeszcze ograniczona, ponieważ Pawłowo jest kilka-kilkanaście km od nas a Mąż podprowadza codziennie samochód bo dojeżdża do pracy, a ja zresztą jeszcze prawka nie zrobiłam. Tutaj jest od 5 lat nieaktualizowana strona schroniska: [URL="http://www.pawlowo.maxlive.pl/"]http://www.pawlowo.maxlive.pl[/URL] zaś na maile nie odpowiadają. Reasumując póki co chętnie podjęłabym się pomocy w zamieszczaniu ogłoszeń, a po kolejnej obronie Męża będę dostępna fizycznie :) Dobrej nocy i kolorowych snów dla Was i dla bohaterki wątku - Szarlotki^^
-
[B]Kasia_jot [/B]ależ nie ma za co przepraszać, bo przyznam że mnie to rozbawiło :) No i przyznam, że słów nie kojarzę, ponieważ "działy się" gdy miałam zaledwie 9 lat a orłem historycznym nigdy nie byłam ;-) Miło się czyta słowa uznania od Was :-) Ja należę do człowieków, którzy twierdzą że dobro wyższe to zwierz. Być może nawet przesadzam z takim poglądem (jak twierdzi często mój Mąż). Chciałabym przygarnąć wszystkie psiaki na ziemi i wszystkim pomóc. Jako, że nie mam takiej możliwości to cieszę się za każdym razem gdy jakiś psiak znajduje kochający dom - tak też było z Szarotką. Nie ważne czy u mnie, ważne aby było psie stworzenie kochane i szczęśliwe :) Nie powiem też, abym miała tak od urodzenia. Teraz jestem już stara, mądra i w ogóle ;-) O Kamie nadal nie mam wieści. Próbowaliśmy jeszcze kilka razy kontaktować się z panią, która się nią ponoć opiekuje ale się nie udało. Druga pani powiedziała, że spróbuje się skontaktować z nią (z ta pierwszą panią) przez maila. Przyznam, że się trochę niepokoję, bo to niecodzienne aby na temat jednego zwierzaka usłyszeć dwie odmienne wersje. Swoją drogą odbiegając od tematu (mam nadzieję, że moderatorzy na mnie nie nakrzyczą) chciałam zapytać, jak to się stało, że pomagacie psiakom? Sama bardzo chciałam i chcę nadal ale nie było mi dane. Mieszkałam w Elblągu i chciałam podjąć współpracę ze schroniskiem jako wolontariusz, ale nie było takiej możliwości. Pojawiła się dopiero, gdy przeprowadziłam się pod Ciechanów (schronisko zostało objęte opieką OTOZ Animals, a wcześniej opiekowało się nim Miejskie Przedsiębiorstwo Oczyszczania). Później próbowałam podjąć współpracę ze strażą dla Zwierząt kiedy jeszcze nie była tak znana jak teraz, ale mimo kilkukrotnych zapewnień od osoby od nich, nikt nie zadzwonił do mnie. Po przeprowadzce kontaktowałam się z pawłowskim schroniskiem mailowo, ale od kilku miesięcy (ponad pół roku) nie otrzymałam od nich odpowiedzi. Osoby, z którymi można porozmawiać są tam obecne do godziny 15 (czy nawet wcześniej) a ja mam możliwość dojeżdżania po 15. Chętnie przyjęłabym psiaki na DT ale jak wiecie mam dwulatka i przy takim dzieciaczku ciężko może być, bo pieski bywają różne. No i koszta też są ważne bo pewnie sama nie dałabym rady wspomagać lokatorów finansowo. Więc bardzo bym chciała się przydać, bardzo się boję i kompletnie nie wiem jak :-(
-
Po dyskusjach doszliśmy do wniosku, że dalibyśmy radę z Kamą. [B]Eliza[/B] dwie suczki (dwa psiaki w zasadzie) to dla nas nie problem i przede wszystkim o tym rozmawialiśmy w momencie, gdy pojawiła się myśl o drugim psie. Jeżeli chodzi o spacery, to rzeczywiście są one raczej "stacjonarne" ale nie brakuje Tajdze biegania czy aportowania (albo raczej biegania za zabawką/kijkiem bo przynosić mi go nie chce ;) ). Moi rodzice już też są po rozmowie ze mną i nie mają problemu, jeżeli przyjedziemy z dwoma psiakami. Teściowe to samo, zwłaszcza, że mają 2x większy dom od nas i podwórko :) Jeżeli ani jedno ani drugie nie będzie mogło akurat się zaopiekować psami, to naturalnym dla mnie jest, że jeżeli stać nas na wakacje/wyjazd to będzie nas też musiało być stać na hotelik lub na dopłatę do miejsca w którym można przebywać z psami. Jeżeli chodzi o samą Kamę, to próbowaliśmy się drugi raz skontaktować z Panią od niej i dopytać jeszcze o kilka rzeczy, ale się nie udało więc zadzwonił Mąż pod drugi numer podany w ogłoszeniu. Co dziwne, zgłosiła się inna pani i ona była już pewna, ze Kama jest w nowym domu. Pierwsza pani ma wyłączony telefon i troszkę zgłupieliśmy. Później będziemy próbowali dalej. Jeżeli jesteście zainteresowane, to bardzo chętnie zdam "relację" :-)
-
Eh... witajcie ponownie. [B] Eliza [/B]on nie jest rozwrzeszczany, przysięgam :) to tylko epizody. No ale płacze, jak to dziecko więc faktycznie dla psa to taki... kosmita jak napisałaś. Ja jestem totalnie okropnie smutna. Matrix to pies duży bo waży teraz już 20kg a jeszcze urośnie. Spotkała nas dzisiaj też psia tragedia, która pokroiła mnie na kawałeczki. Psa sunia, Kama która została wyratowana przez dobrą duszę z meliny (po ciąży i po tym jak zamordowano jej szczeniaki). Suńka wróciła do meliny. Pani ją odwiedza i karmi. Już byliśmy przekonani bo i charakterem jest odpowiednia ale ta wielkość... Kama jest chudziną (na zdjęciach widać) i waży 20kg no ale przy bardziej ustabilizowanym życiu przytyje. Jest więc większa od naszej Tajgi. Mamy straszny dylemat: zabrać sunię (Pani opiekująca się nią mówiła, że chciałaby jak najszybciej znaleźć dla niej dom) i ryzykować, że nie podołamy czy zostawić ją tam, gdzie jest. Przepraszam, że piszę na tym wątku, nie bardzo wiem gdzie. Nie chce opiekunce Kamy wchodzić w drogę bo ani nie jestem wolontariuszem ani nie pytałam o zgodę ale pomyślałam, że może Wy - doświadczone wolontariuszki - pomożecie mi w decyzji, albo poradzicie co z taką Kamą zrobić? Kama pochodzi z tego ogłoszenia: [URL]http://warszawa.gumtree.pl/c-Zwierzaki-psy-szczenieta-Urocza-Kama-szuka-domu-W0QQAdIdZ382594468[/URL]
-
[B]Eliza [/B]rozumiem obawy związane z Filipem :) Możliwości wokalne rzeczywiście posiada ale nie wykorzystuje ich tak często jakby się mogło wydawać (nie byłabym matką, gdybym pierworodnego nie broniła^^). Niemniej jednak, jeżeli takie popisy nawet chwilowe miałyby stresować lokatorkę, to nie ma sensu ryzykować :-) Odnośnie wybory towarzysza dla Tajgi, poszliśmy po rozum do głowy i wertujemy ogłoszenia z naszego województwa, bo łatwiej będzie dojechać 100-150km i można taki dystans zrobić z dzieckiem (i psem aby się zapoznał). Nie mówiąc o tym, że w mazowieckim także mamy wiele psiaków, które czekają na dom. Póki co rzucił nam się w oczy Matrix - 7-mio miesięczny szczeniak w typie sznaucera, większy niż Szarlotka z okolic Warszawy. No ale to tylko kwestia "rzucił się" bo już zbyt późno aby decydować i dzwonić. Nie znalazłam też wątku Matrixa na dogomanii a ogłoszenie na tablicy i gumtree. Edit: po głębszym przemyśleniu muszę koniecznie wspomnieć o jednej rzeczy. Jednak czujemy się troszkę niesprawiedliwie potraktowani. Oczywiście jak najbardziej przemawia do nas argumentacja dotycząca odległości, tego że tamci Państwo będą lepsi itp. Poszkodowanie polega na tym, że nikt nas nie odwiedził, nie poznał osobiście (a raczej Filipa) a wydano osąd w związku z wiekiem dziecka. Jestem matką i oczywiście bronię mojego urwisa, ale od pierwszych dni uczymy go miłości do zwierząt i postępowania z nimi, a jeden feralny telefon zaważył na tym, że okazało się że bez sensu nawet nas "sprawdzać". Nie ma jednak tego złego, ponieważ teraz dwa psiaki znajdą dom :) Mam też nadzieję, że rozumiesz [B]Eliza[/B] nasz drobny żal i nie pogniewasz się z tego powodu. Pozdrawiam Was i wszystkiego dobrego :-) Znikam z Szarlotkowego wątku ponieważ zdążyłam za bardzo przywiązać się do piesa, którego nawet nie udało mi się poznać :-)
-
[B]Eliza [/B]nie ukrywam, że jest nam przykro ale napiszę to, co nie raz sobie samej powtarzałam: dobro pieska, w tym przypadku Szarlotki, jest ważniejsze niż ja/my :-) Rozumiem też jak najbardziej kwestię odległości. Przytul Szarlotkę od nas i życz jej, żeby jej się dobrze wiodło z nowym Państwem :) My tymczasem musimy przywołać nasze serducha do porządku i nadal szukać przyjaciela. Pozdrawiam :)
-
W tę niedzielę przyjeżdża moja Mama (około godziny 14-15), więc będziemy gotowi od godziny 15 w niedzielę przez cały tydzień :-) Jeżeli chodzi o wizytę u nas, to w tym tygodniu może być trochę ciężko ponieważ Mąż ma w sobotę obronę pracy na studium podyplomowym, a że jest to w godzinach rannych więc najprawdopodobniej pojedziemy w piątek wieczorem. Niemniej jednak jeżeli byłaby konieczność, to będę mogła zostać w domu (chciałam jechać, ponieważ zatrzymujemy się u Teściów i Młody ma frajdę z przebywania z dziadkami, a i Tajga ma radochę z kompana Henia - jamnika). Więc dzisiaj około 15:30 Mąż zadzwoni :) Pozdrawiam!
-
Witam :) Dzisiaj mój Mąż kontaktował się w sprawie Szarlotki z bodajże [B]elizą[/B]. Wypatrzyłam ją przypadkiem przeglądając przeróżne strony, które poszukiwały opiekunów dla psiaków. Na Szarlotkę trafiłam na stronie Adopcje Sznaucerów. Nie szukałam konkretnej rasy a raczej pieska, który spełniałby odpowiednie "kryteria". Chciałabym też zaznaczyć, że myśl o adopcji (więcej niż jednego psiaka) nie powstała nagle, a już wiele lat wcześniej zanim jeszcze zostałam mężatką - potrzebne były tylko odpowiednie warunki i odpowiedni czas. Jako, że mamy dwuletniego synka oraz psiego członka rodziny głównym kryterium było to, aby przyszły członek rodziny potrafił dogadać się z obecnymi. Kolejne kryterium to wielkość pieska - dysponujemy domkiem o powierzchni ~70m2 więc dwa duże psiaki mogłyby czuć się średnio komfortowo. Do tego dochodzą jeszcze możliwości finansowe, bo wiadomo że pies powietrzem albo byle czym żyć nie może. Złotych klamek wprawdzie nie mamy ;-) ale spokojnie i jeszcze z zapasem możemy przyjąć niedużego pieska. Nasza suczka (Tajga, w typie Goldena, ma rok i 8 miesięcy) jest bardzo strachliwym okazem (skrajnie strachliwym), który "otwiera" się przy towarzyszach, zwłaszcza mniejszych (bo psów w swoim rozmiarze także się boi). Pomyśleliśmy więc, że oprócz nowego domownika, zyskalibyśmy towarzyszkę i "rozweselacza" dla Tajgi - inny pies to lekarstwo na jej lęki :) Pierwszy raz piszę na forum w sprawie adopcji pieska, więc nie wiem za bardzo na czym się skupić. Spróbuję napisać, co jesteśmy w stanie zaoferować Szarlotce. Jak już pisałam, złote klamki i salony to nie są ;) ale w naszych skromnych progach na pewno zawsze znalazłaby pełną miskę jedzenia i wody i dodatkową miłości, drapanka i przytulania. Mamy ogrodzone podwórko, nie mam pojęcia jakiej jest wielkości ale powinno Szarlotce wystarczyć do swobodnego pobiegania i wybawienia się. Jest ono ciągle "przemeblowywane" dlatego też nie wygląda zbyt atrakcyjnie ale nie ma na nim niebezpiecznych przedmiotów. Będąc uczciwą muszę wspomnieć o budzie i zamkniętym kojcu, który się u nas znajduje ale został po poprzednim właścicielu a jego rozebranie nie jest łatwe (metalowe wysokie słupy zalane w betonie + metalowa siatka) - absolutnie nie jest używany, w środku zarośnięty chaszczami, a buda jakkolwiek nie nadaje się do użytku. W planach mamy jego jak najszybszą rozbiórkę. Kotów nie mamy, tylko czasem przypałęta się jakiś z okolicy. Warunki w mieszkaniu: nasz obecny pies ma swoje legowisko, miski stojące w przedpokoju (drzwi do innych pokoi są zawsze otwarte) i dostęp do kanap oraz sako ;) Na sako też najczęściej śpi. Zakaz wstępu bez pozwolenia ma do naszego łóżka, ale to z racji tego, że na początku się do niego załatwiała a później zaczęła w łapach wnosić tony piasku - a w piasku się śpi nieprzyjemnie. Chciałabym aby drugi pies funkcjonował na podobnych zasadach, czyli wolno mu będzie "wszystko" poza wskakiwaniem na nasze i syna sypialne łóżka. Krytycznym okiem patrzę także na żebranie o jedzenie przy stole i żebrzący delikwent jest najczęściej wypraszany wtedy z kuchni. Za podkradanie jedzenia Filipowi pies jest karcony. Jeżeli chodzi o zachowanie naszego dwulatka - bo to zawsze budzi wiele wątpliwości - to praktycznie od urodzenia przebywa z psami. Po urodzeniu przebywał z sunią i psem w jednym mieszkaniu (muszę o tym wspomnieć: suczka dostała mleka i nastawiała mu cycuchy, żeby się od niej najadł! :))) ). Tajga przyszła do nas, gdy miał około 8,5 miesiąca i od tego czasu uczony jest w jaki sposób powinien/nie powinien postępować z psami. Wie jak powinien je głaskać, jak drapać, uwielbia się przytulać. czasami jednak potrafi być nachalny ze swoimi pieszczotami, co oczywiście stopujemy. W stosunku do piesków których nie zna jest powściągliwy i czeka na przyzwolenie, zanim takiego pogłaszcze. Generalnie Tajga i Filip razem siedzą na sako, razem jedzą jak nie widzę, bawią się tymi samymi zabawkami - przyjaźń psio-dziecięca w najfajniejszej formie. Czytałam też, że sunia nie lubi podniesionej ręki i podniesionego głosu. Rąk nie podnosimy, ale głos podnieść się zdarza, czy to na Filipa jak psoci, czy na Tajgę kiedy ukradnie Filipowi wafelek. Bywa, że jesteśmy niezorganizowani, nie w humorze bądź dopuszczamy aby zapanował w domu chaos ale niezmiennie mamy słabość do psich czworonogów, a i one nie raz pokazały nam, że nas lubią ;) Myślę, że po dzisiejszym dniu i przemyśleniach mamy jak najbardziej poważne zamiary względem Szarlotki, które Mąż potwierdzi telefonicznie jutro (w zasadzie już dzisiaj) kontaktując się ponownie z [B]elizą_sk. [/B] Serdecznie pozdrawiam, aleshua (Agnieszka)
-
Jestem, aby po długim czasie zdać relację z problemów skórnych :) Pisałam o nawrocie i rzeczywiście drapała się, gryzła ale się okazało, że załapała pchły! Kupiłam szampon owadobójczy i antyalergiczny w jednym, bardzo dokładnie ją wyszorowałam, dostała obrożę i pchły wyginęły ale między przednimi łapami zostały czerwone strupy i rany od wygryzania się, tak samo jak i w pachwinach, które z czasem przestała drapać. Na trzy tygodnie wyjechaliśmy z domu, totalnie zmieniliśmy jej jadłospis - bardziej z przymusu niż chęci. Jadła to co było u Teściów, czyli Pedigree, kanapki, jakieś resztki mięsa, Frolica, parówki, chrząstki i inne tym podobne i wszystko jak ręką odjął...! Od ponad dwóch tygodni jesteśmy w domu, daję jej zwykłe drobiowe parówy, płucka, wątrobę wieprzową, czasem puszkę Butchers'a z wołowiną i zero warzyw, kasz, ryżu. Nic jej nie jest (odpukać). Suma sumarum nie mam pojęcia co jej było, obstawiam tę cholerną karmę bo wszystko zaczęło się normować po wyjeździe, który zbiegł się z odstawieniem tej karmy... W każdym razie jestem szczęśliwa, bo póki co wszystko na dobrej drodze jest z Tajga :) Problemy skórne ujarzmione, strachy Tajgi też mają się dużo lepiej a ona sama jakby szczęśliwsza jest odkąd ma pełen żołądek (bala się misek i nie chciała jeść za abrdzo) i nic ją nie swędzi :P Jedyny "mankament" mojej psicy jest taki, że nadal nie chce przybrać jakiejś sensownej wagi, a ostatnio nawet zeszła poniżej 22kg. Muszę ją zważyć... Edit: Tajga zważona :D Przybrała 2kg - mamy 24kg! :D
-
Po długim czasie wraca, aby zdać relację :) Otóż jakiś czas (chyba już pisałam o tym) Tajga karmiona była na dworze i jadła bez problemu, tyle, że musiałam obok niej stać i pilnować. Któregoś zimengo wieczoru się wkurzyłam i powiedziałam, że michy wracają do domu a ja nie będę odstawiać cyrków. Postawiłam metalową miskę na ręczniki papierowe pod ściana i pije! Boi się ale kilka misek dziennie wypija (nie jest duża) :D Z jedzeniem w swojej plastikowej misce stojącej na kafelkach też się przeprosiła. Zjada normalne porcje rozkładając je sobie na 2 części :D Coś mi się widzi, że to jest pies na którego się nie chucha :) Najpierw te schody, teraz drastyczne postępowanie z michami i jest dobrze :)) Problem jest jeszcze ze smyczą lekki i duży z innymi psami, ale może jakoś uda się to załagodzić bo teraz częściej jeździmy do Teściów, więc ma większy kontakt ze smyczą i psiakami :) Ah! No i pannica jest po swojej pierwszej cieczce :-) Edit: Zważyłam Tajgę! :D Przybrała 2kg, więc mamy 24kg! :D
-
[B]Karinka[/B] Tajga nie jest zdiagnozowana. Przy przedostatniej wizycie pytałam babki co mam robić dalej, jak już to zapalenie zostanie wyleczone (zlikwidowane). Powiedziała że nic, tylko obserwować. Teraz widzę, że to nie było jakieś przypadkowe, jednorazowe zapalenie a problem jest głębszy. Jeszcze większy problem w tym, że pech chciał iż akurat jesteśmy w ciężkiej syt. finansowej no i pies się przynajmniej do października będzie musiał męczyć, zanim jakieś konkretne kroki zostaną podjęte ;( Jedyne co jest pewne to to, że nie jest to uczulenie na drób, bo nie dostaje go od około 25-30 lipca, a nawrót mamy. Teraz dostaje wieprzowinę/wołowinę z ryżem i marchewką, selerem i pietruszką. Jako przegryzkę suchą karmę niezbyt wysokiej jakości, ale je tego niewielkie ilości. No i bardzo żebrze o suchy chleb. Wiem, że się nie powinno ale mój pies jest psychiczny i jak tylko widzi chleb (zwykły, pszenny chleb) to aż się trzęsie tak bardzo chce. Wracam więc do punktu wyjścia :/ Zmiany na razie niewielkie - myślicie, że mogę smarować to Alantanem/Sudocremem czy czymś takim póki co? Wcześniej dostaliśmy takie własnie zalecenie ale zmiany były spore i nie pomogło. No i czy dalej kombinować z karmą? Tylko co odstawić.. ryż? suche? nie dawać chleba? Wiem, że sama nic nie zdziałam, a przynajmniej niewiele. Potrzebuję jednak jakiegoś rozwiązania tymczasowego do momentu, aż znajdą się fundusze :| Biednemu zawsze wiatr w oczy, jak to się mówi :)
-
No i cholera wszystko w łeb wzięło! Dzisiaj mamy 08.09 i Tajga od 2-3 dni znowu się wygryza. Zajrzałam w sierść i między przednimi łapami ma już zaczerwienienia i świeże strupki. Byliśmy na kontroli kilka dni po terminie, bo zwyczajnie nie mieliśmy możliwości wcześniej i wet dała nam do zrozumienia, że jeżeli będzie nawrót (powiedziała wręcz, że będzie) to w sumie nasza wina, bo antybiotyk się je 3 tygodnie a myśmy przerwali. Do cholery jasnej! Nie mogła nam powiedzieć tego wcześniej? To byśmy się zabezpieczyli a tak mówiąc na ostatniej wizycie, że na tym koniec (po 16 dniach antybiotyku) byliśmy pewni, że jest ok i się specjalnie obsuwą nie martwiliśmy. Jestem wściekła na maxa. Nie ze względu na Tajgę, bo to nie jej wina ale na weterynarza, że nie uprzedził o tym, że pies ma jeść antybiotyk 21 dni a nie 16... no i dlaczego od razu nie dała babka na te 21 skoro to wymagane? Wrgrbr! Teraz nie mam pieniędzy na dalsze leczenie, więc znowu wda się zapalenie i znowu a piać od nowa i męczyć psa. No ręce po prostu opadają! Jeszcze mam jedno pytanie: ile Wasi weterynarze biorą za czyszczenie gruczołów? Bo u jednego brano ode mnie 5zł, u innego za Tajgę wziął 25zł ale wcisnął też antybiotyk i na 4 miesiące był w miarę spokój. Byliśmy hm jakoś 15-156 u weta i przy okazji były czyszczone gruczoły. Dwa tygodnie później już smród nie do zniesienia i przy okazji kontroli skóry poprosiłam o sprawdzenie - znowu była wydzielina a wet skasowała nas za czyszczenie gruczołów 25zł bez żadnego antybiotyku. Macie może też jakieś pomysły odnośnie tych gruczołów? Bo ciągle zapchane a Tajga się liże i śmierdzi jej z tego tyłka. czasem czyszczę sama, czasem wet.. no ale ileż można :| Przepraszam za negatywny ton wypowiedzi, ale dzisiaj same negatywne wieści mnie dopadały i jakoś mi się skumulował zły nastrój na wieczór :(
-
Ha! Doszła do tego, że je jak talerz stoi na ziemi. Daliśmy jej jeden, płaski biały. No i w ramach oswajania się z otoczeniem i nowymi "przedmiotami" zabraliśmy ją na imprezę masową (odbywała się na dużej łące, ilość ludzi umiarkowana - nie było tłoku ale raczej luźno). Na początku się potwornie bała, skakała na mnie i nawet odwracanie uwagi biegiem nie pomagało. Później już się trochę przyzwyczaiła, to robiła za obiekt wystawowy razem z pieskiem zwanym skrawkiem :) Co prawda to ze Skrawkiem sobie ludzie zdjęcia robili (bearded collie) ale Tajga mogła liczyć na tyle samo o ile nie więcej pieszczot i głaskania, którym poddawała się z chęcią. Skrawka się obawiała do samego końca, ale za to złapała wspólny język z malutkim, włochatym czarnym pieskiem (wyglądał jak ewok) i się super z nim bawiła. Raz się przestraszyła poważnie faceta z rowerem, końmi była zaciekawiona a później nie zwracała na nie większej uwagi. Jak tylko będzie nadarzała się okazje, to za każdym razem będę brała ją do miasta i na imprezy - wiem, że będzie to ją kosztowało dużo stresu ale chyba tylko w ten sposób się oswoi z otoczeniem i będzie się mniej bała. Co sądzicie o takim rozwiązaniu? Na moje oko Tajga z początku imprezy to już nie ta sama Tajga, którą wieźlismy do domu :D Jak wracaliśmy do samochodu, to szła na luźnej smyczy w miarę pewnie, nie ciągnęła i nie skakała na nas. Na lekkie "zastopowanie" smyczy stawała :)))
-
Po dłuugiej przerwie jestem :) [B]Soko[/B], filmik właśnie się streamuje, za chwilę obejrzę. Są pewne postępy jeżeli chodzi o schody. W dziwny sposób się to dokonało ale póki co Tajga złazi sama. Generalnie wyszłam z domu z synkiem, Męża nie było. Tajga ujadała i skomlała na górze a ja tego nie słyszałam, więc Teściowa poszła na górę i Tajgę brutalnie zepchnęła ze schodów. Znaczy złapała ją za tyłek i siłą Tajge w dół... jak czterema stanęła na schodach to popuściła i zlazła i od tamtej pory nie ma problemu. Ja tu próbowałam psu na psychikę nie wpłynąć brutalnością a się okazało, że to był najszybszy sposób. Ale i tak biedna Tajga :( Z żarciem jest trrragedia! U weta byliśmy na kontroli to przy okazji opisałam sytuację i poprosiłam o pomoc, ale nic konstruktywnego nie usłyszałam. Dała radę tylko aby postawić miski obok posłania (to w naszym przypadku raczej nierealne) i nie zmieniać za często mich, ale to też raczej jest chybione bo przez jakiś czas miała jedna, jadła z niej z oporem i ze strachem aż w końcu zupełnie się zbuntowała. Dzisiaj się najadła do syta w końcu... położyłam jedzenie na płaskim brązowym, przezroczystym talerzu, ona miała pysk nad talerzem ale jeszcze karmiłam ją ręką. Zeszło z 20min ale w końcu zjadła solidną porcję... no tyle, że cały czas się tak nie da. Zauważyłam też, że okropnie ją rozpraszają muchy i inne latające/chodzące owady. Nawet owocówki. Je sobie spokojnie, w zasadzie bez strachu z tej mojej ręki, przeleciał najpierw komar to ta w długą to zaczęłam udawać, że chcę się z nią bawić, zaczęłam wydawać dziwne odgłosy aby odwrócić jej uwagę od komara - sukces: wróciła do ręki... no ale zobaczyła owocówkę. Operację powtórzyłam i Tajga zjadła do końca, po czym zaczęła na mnie radośnie skakać i lizać mnie po ręce (tej, która była czysta :P żeby nie było, że tylko na jedzeniu jej zależy^^). Tak więc póki co załatwiliśmy brutalnie schody, z jedzeniem walczymy i z chodzeniem po mieście też walczymy.
-
Na szybko uzupełnię tylko poprzedniego posta, bo uciekam. Jutro nadrobię :) Otóż mama Tajgi też boi się otoczenia i hałasu. Bała się też innych psów ale z wiekiem jej przeszło (a raczej reagowała ulegle, kładąc się na plecach). Z michami problemu nie było. Czy taka odziedziczona strachliwość jest gorsza do okiełznania? Jutro przeczytam Was, bo już niestety nie mam czasu. W ciemno jednak dziękuję i życzę miłego wieczoru :))
-
Mam głupie pytanie :D Zainteresowałaś mnie tą chwilą nieuwagi i tak sobie myślę... Tajga uwielbia psa Teściów i zabawiłaby go na śmierć najchętniej, a Henio jako stateczny starszy już jamnik ucieka przed taką smarkulą. Nie uszkodziłabym go, gdyby kilka razy po schodach sobie w dół pobiegał (nie boi się ale na co dzień po schodach nie łazi)? Może Tajga też się zapomni i po paru razach uzna, że w sumie te schody to nic strasznego? O jamnikach słyszałam jednak, że po schodach im chodzić nie wolno bo coś może im się z kręgosłupem stać. Nie mam pojęcia na ile jest to prawdą dlatego pytam :-)
-
No to jestem :) [B]Martens[/B] Tajga nie jest rodowodowa. O tacie Tajgi nie wiem nic poza tym, że to niewielki okaz rodowodowy. Mama Tajgi z tego co mówiła właścicielka to sunia raczej zrównoważona, ale napisałam maila z prośbą o opis jej charakteru teraz i z czasu jak była szczeniakiem. Jak otrzymam odpowiedź to uzupełnię posta. W poprzednim domu jadła z salaterek brązowych - podobnych do tej w jakiej pije pies Teściów i jaką Tajga dostała teraz. Jeżeli chodzi o schody to w przyszły weekend jesteśmy u Teściów więc nie omieszkam spróbować metody ze schodami. Uprzedzę jednak wydarzenia i zapytam: co w przypadku jeżeli z tego ostatniego schodka Tajga będzie wracała na górę? :) [B]M@d[/B] ostatnio podczas drogi do weta próbowałam skupić jej uwagę na sobie biegnąc z nią, ale stanęła jak wryta i trzęsła się jak galareta (z jednej strony oszczekał ją pies 3x mniejszy, z drugiej jechał samochód ciężarowy) a jak dotarła do weta to była wyraźnie niespokojna, szczekała i piszczała. Zaciekawiłaś mnie tą pozycją ogona :))) Korci mnie aby wypróbować, ale nie wiem czy nie będzie to dla niej stresujące? Takie majstrowanie przy ogonie? :) [B]bejasty[/B] o podłodze już pisałam. Nie udało mi się w domu żadnej maty znaleźć - spróbuję z gazetami (myślisz, że będzie ok? ). Chciałam położyć dywanik ale ona całe jedzenie na boki rozwala jak już się zdecyduje zjeść wiec to odpada. [B]zmiloscidopsow[/B] postaram się od początku powiedzieć w jaki sposób reagowałam na jej "wybryki" i w jaki sposób reaguję teraz. Wczesne moje reakcje nie były właściwe, wiem o tym i się tego bardzo wstydzę ale jak już pisałam jestem kochającą nieodpowiedzialnie i uczącą się miłości odpowiedzialnej :) Gdy Tajga przyszła do nas załatwiała swoje potrzeby na łóżka i na swoje posłanie. Posłanie praliśmy, wyprowadzaliśmy ją często, bardzo entuzjastycznie reagowałam kiedy zrobiła siusiu na dworze a mimo to nic nie skutkowało więc zdarzało mi się podnieść głos. Zaczęła sikać na łóżka co dokładnie dwa razy poważnie wyprowadziło mnie z równowagi i porządnie na nią nakrzyczałam (biję się w pierś! nigdy więcej tego nie powtórzyłam i nigdy nie powtórzę!) a ta jeszcze gorzej zaczęła sikać. Poszłam więc po rozum do głowy i zaczęłam sięgać do źródeł - wyczytałam, że jest to sposób okazywania uległości i wyeliminowanie zachowań sugerujących dominację powinno pomóc. Przestałam krzyczeń, podnosić na nią głos, klepać po łbie itp. Rzeczywiście poskutkowało i Tajga przestała się załatwiać na łóżka a z czasem przestała też robić w domu. Z jednej strony myślę, że te dwa moje wybuchy mogą mieć wpływ na obecną sytuację, z drugiej jednak strony wydaje mi się że musiałabym tak wybuchać regularnie aby Tajga aż tak się bała (nas się absolutnie nie boi). Gdy daję jej jeść a ona przestraszona podchodzi do misek to albo biorę michę w rękę i wyciągam ją na wysokość pyska Tajgi mówiąc "no Tajga zjeedz; Taaajga jedz" itp.; czasami ignoruję pozostawiając ją samą z miskami, czasami jej pokazuję palcem i zachęcam słowami ludzkimi o pysznym jedzonku (wiem, że ona słów nie rozumie :) ). Wyżej opisałam mniej więcej jak próbowałam załatwić sprawę strachu w sytuacji gdy szczeka na nią pies, jedzie samochód (miasto, park, większa ilość ludzi - mieszkamy na wsi i na co dzień tego nie ma) - próbuję skupić jej uwagę na sobie ale albo staje albo zaczyna się plątać pod nogami i skakać na mnie (zwłaszcza gdy jest więcej osób dookoła). Zgodnie z tym co widziałam na filmiku z yt zarejestrowanego podczas pracy z psem strachliwym, staram się nie napinać smyczy i prowadzić ją na luźnej. Po namyśle dodam jeszcze, że sama byłam w stresie kiedy próbowałam odstresować Tajgę i byłam lekko poddenerwowana. Jeżeli chodzi o schody to sytuacja wyglądała tak, że Tajga stała na górze (schody drewniane, dosyć strom i wysokie) i nie chciała zejść. Schodziłam sama po kawałku i zachęcałam ja smakołykami trzymając je w ręce lub kładąc na schodach. Do tego oczywiście były dołączone efekty dźwiękowe typu "Tajgunia choodź, no chooodź" jak podeszła schodek był entuzjazm równy temu, gdy robiła siku na dworze i głaskanie, drapanie. Jeżeli nie chciała iść to w głosie słychać było moją niechęć i głośne "eeehhhh", Tajga na ręce i w dół. Kiedy boi się podejść do czegoś też slyszy słowa zachęty, klepnięcie w udo i krótkie Tajga chodź, no chodź powtarzane po kilka razy. Jeżeli nie chce przyjść to zwykle idę po nią w zależności od sytuacji trzymam lub prowadzę tam, gdzie ma iść (za szelki lub gdy ich nie ma trzymając po obu stronach w okolicach barków - nie za sierść lub skórę). Zdarzają się też sytuacje w domu, kiedy np potrąci zabawki syna i za przeproszeniem spiernicza wtedy gdzie pieprz rośnie (to samo jak coś spadnie, huknie). Na te raczej nie reaguję lub wołam "Tajga chodź" i ją głaszczę. Czasami też gdy mówimy coś "groźniej", "głośniej" albo krzykniemy między sobą i Tajga zaczyna się bać to mówię Taaajguuunia nie bój się... nie potrafię określić tonu głosu, ale na pewno nie jest stanowczy, bardziej brzmi to jakbym mówiła do dziecka. Gdy się o nią potknę i wkurzę też staram się ją udobruchać głaskaniem i drapaniem pod brodą. nie jestem ślepa ale Tajga uwielbia się kłaść kilka cm za nogami i po odwróceniu się padam. Jeszcze nie przywykłam do wolniejszego odwracania się^^ Próbuję sobie jeszcze przypomnieć jakieś nasze reakcje ale chyba na tę chwilę nie potrafię... Miałam plan popracować z klikerem ale mój syn ostatnio jest tak absorbujący, że zwyczajnie zapominam o nim, nie mówiąc już o tym, że średnio mam czas na zabranie się do literatury, która podpowiedziałaby mi jak. Młoda ma już 11mcy i boję się, że jeżeli dłużej będę zwlekać to zniszczę psa :( O ile jeszcze tego nie zrobiłam. Jeżeli ma to jeszcze jakieś znaczenie, to Tajga nie pokazuje cienia agresji, nigdy nie słyszałam jak warczy a szczeka tylko z radości gdy wraca Mąż lub gdy zaczyna się bawić. Nigdy nie używała zębów do celów innych niż zabawa. Dziękuję Wam za zainteresowanie i mam nadzieję, że uda mi się ją wyprowadzić "na ludzi" z Waszą pomocą :)