Jump to content
Dogomania

Ty$ka

Members
  • Posts

    15994
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    1

Everything posted by Ty$ka

  1. [quote name='diana79']młodego psa da się wszystkiego nauczyć ;) a on chyba jeszcze roku nie ma?[/QUOTE] Wiesz... po tym jak dzisiaj mojego psa ledwo uratowałam z paszczy drugiego, wolę nie ryzykować ;) [quote name='Becia Lublin']ta sunia jest już w DS :smile:[/QUOTE] Super :) Aaaa, Majeczka trafiła do raju :loveu: Domek koniecznie trzeba sklonować :loveu:
  2. Wybaczcie, że nie odpiszę dziś na Wasze posty, ale nie mam do tego głowy... zrobię to następny razem, gdy emocje opadną... Dzisiaj mam pechowy dzień i jeszcze jestem w szoku - brałam już lek uspokajający, ale średnio na mnie działa [IMG]http://forum.alaskan.malamut.org/images/smiles/icon_rolleyes.gif[/IMG] . Z drugiej strony jednak dość szczęśliwy, bo pokazuje, że są dobrzy ludzie na tym świecie... Wszystko zaczęło się niewinnie. Poszłam z kundlem na spacer i zobaczyłam na ulicy białęgo haszczaka. Ja, jak to ja, chciałam ogarnąć co to za pies. Czworonogi przywitały się, nie miały złych intencji, no może północniak był zbyt upierdliwy, ale to akurat normalne jak z moich obserwowań wynika. Dopiero, gdy skręciliśmy na jedną z ulic skojarzyłam sobie, że skądś tego psa znam... i już wiedziałam skąd - to ten łańcuchowy. No nic, nie robił krzywdy Morusowi, więc uśpiło to moją czujność. Wtem z naprzeciwka nadjeżdżał sobie 11latek na rowerze i dawaj wołać na psa "Dingo". Rozpoczęła się rozmowa: - Hej! To Twój pies? - Tak, to mój... - odpowiedział trochę niepewnie, jednocześnie zjeżdżając na chodnik, by złapać psa - Do domu Dingo! Do domu! Niestety, było to zbyt ostre... ja poczułam się niepewnie, mój pies też się skulił w sobie, a owy Dingo dawaj rzucił się na mojego psa. Bez ostrzeżenia - po prostu szedł sobie łapa w łapę z Morusem i nagle trach! za szyję! Do gleby i za szyję! I dawaj potrząsać nim jak zdobyczą. Ja w szoku przypatruję się jak morduje mi psa, chłopaczek nie w mniejszym - oboje nas zamurowało w ziemię. Nagle się ocknęłam i zaczęłam wrzeszczeć: -ON morduje mi psa! Mordujeee! Przez ten swój własny krzyk (i pisk mojego mordowanego psa) w końcu się ocknęłam i wiele ryzykując (haszczak był w amoku) skoczyłam na białasa. Złapałam za szyję i bezskutecznie próbowałam odciągnąć napastnika. Rzuciłam więc wszystko w cholerę i widząc jak mój pies lada chwila będzie martwy (te potrząsanie i próby dostania się do tętnicy oraz pisk zabijającego psa był straszny) wpadłam w amok, skoczyłam na białasa (niewiele już mnie obchodziło, że mogę przepłacić to własnym życiem lub zdrowiem), za szyję i do gleby całym swym cielskiem. Jak dobrze, że do drobnych nie należę... po paru sekundach (dla mnie to była jak wieczność) prób ratowania własnego psa (który już był dwoma łapami po tamtej stronie... już nawet nie próbował się bronić) w końcu powaliłam haszczaka (a bardziej mixa akity i husky) na ziemię, jednocześnie wyjmując swojego psa z jego paszczy... Nie wiem jak to wszystko ogarnęłam, ale to była chwila. Wkurzona na północniaka dalej go przytrzymywałam do ziemi (by się uspokoił) i mocno trzymając go za fraki kiwnęłam na nastolatka, który był nie mniej przerażony niż ja zaistniałą sytuacją. Gdy był gotów wstałam z psa (non stop trzymając go za skórę i byłam gotowa na to, że zaraz znów na niego skoczę) i przekazałam chłopakowi, który idąc przykładem też złapał psa za skórę. Żal mi było chłopaka, był w szoku, jestem niemal pewna, że w tej chwili nienawidził swojego psa, bo przez zęby cedząc powiedział, że to głupi jest. Jednak zaraz, widząc że dopadłam swojego psa i sprawdzam czy nic się nie stało zapytał się czy wszystko OK. Powiedziałam, że tak i że nic się nie stało - że widocznie Dingo chciał bronić go przed moim psem. Bo co miałam powiedzieć jak widziałam, że chłopak omal nie zemdleje z wrażenia? Jednak był dość zły na psa, bo trzymał go mocno i porzucając rower, poszedł przykuć go do budy... A my? Ja najpierw sprawdziłam Morusa stan (dzięki Bogu, że ma grubą skórę i sporą warstwę futra - oprócz powyrywanego futra żdanych obrażeń nie widzę, ale jutro obejrzy go wetka) i w szoku poszłam z nim do lasu... Odreagować. On - bo pchał mi się ze strachu na ręce; ja - bo skapitulowałam i się rozryczałam z emocji po wszystkim. Po drodze głośno chwaliłam Siłę Najwyższą, że Morus żyje i poszliśmy do lasu... Dopiero tam się uspokoiłam i wyszłam z szoku, i dopiero wtedy zrozumiałam, że zgubiłam telefon... Niby to nic, ale tam mam wszystko - hasło do konta bankomatowego, hasła, kody, numery, zdjęcia... no wszystko... W złych rękach - brrr... nie kończyłam tej myśli. Niewiele myśląc poleciałam z psem (który już ochłonął) do miejsca tragedii. Po drodze spotkaliśmy Cheebowych (piękny jest! psa mam na myśli [IMG]http://forum.alaskan.malamut.org/images/smiles/icon_lol.gif[/IMG] ), ale nie wiem czy nas poznał czy nie... Nie miałam czasu się zatrzymywać, pomijając fakt, że wyglądałam jak 7 nieszczęść: przemoczona, zapłakana, blada, niekontaktująca ze światem i do tego rozmazana i rozczochrana... Poleciałam. Szukałam przez parę minut telefonu, ale go już nie było... Byłam w takim stanie, że dostałam drgawek. Telefon to pikuś, ale dane, które w nim są już nie! Znów ogarnęła mnie rozpacz i poszłam do domu jak zbity pies. I choć zaczęłam powątpiewać, w duchu prosiłam Boga, by jednak telefon znalazł ktoś uczciwy... Ledwie przyszłam do domu, siadłam i się rozryczałam - dopiero teraz dotarło do mnie to wszystko, co się działo na spacerze... to za dużo. Nawet dla takiej twardzielki jak ja... W skrócie opowiedziałam Mamie całe zajście, która skwitowała jednym: "O Chryste! Gdyby tobie się coś stało"... ale ja na to, że pies... że musiałam... że co tam ja... Mama zadzwoniła do Taty, by zablokować kartę sim. A tu - cud! Tato wie o wszystkim - telefon już jest. Dziewczyny jakieś znalazły i zadzwoniły do niego. Ulga. Aż sobie przysiadłam. Jak już telefon miałam w ręku to znów emocje wzięły. Nie wiem co mi się stało, może zbyt dużo jak na jeden raz, ale łzy szczęścia mieszały się ze złością i łzami bólu wspomnień. Byłam w takim stanie, że Mama musiała mi wpakować tabletki uspokajające, by dało się ze mną rozmawiać... Właśnie, czekała mnie jeszcze poważna rozmowa. Jednak już powoli wracał do mnie rozum i udało mi się przekonać Mamę, że spacery są mi potrzebne (choć w tamtej chwili nie było to przekonujące [IMG]http://forum.alaskan.malamut.org/images/smiles/003.gif[/IMG] ) i naprawdę będę uważać. Choć szczerze to nie dziwię się Jej i Tacie, że martwią się o mnie - bo wiedzą, że ja lubię pchać się w tarapaty, a za swoim psem pod tir skoczę jak będzie trzeba... Dlatego doskonale rozumiem Ich obawy. I strasznie żal jest mi patrzeć jak Mama to wszystko przeżywa... pewnie nie dowiedziałaby się o tej napaści na Morusa, gdyby nie ten nieszczęsny telefon... Ale nie wiecie jak jestem teraz szczęśliwa, że tak wszystko się skończyło. I nadal nie mogę uwierzyć, że wszystko działo się godz. temu; że to nie jest zły sen... Naprawdę nikomu nie życzę widoku jak zabijany jest Wasz własny pies. A pisku i tego widoku mordu Morusowego nigdy nie zapomnę... Jeszcze teraz dźwięczy mi w uszach i stoi przed oczami. Jak dobrze, że Ktoś nade mną czuwa.
  3. [quote name='DORA1020']Moze Szwagier ale chyba nie dosc karny,to mlody psiak,uwielbia zabawy,jak zobaczy mnie---szaleje z zadwolenia[/QUOTE] Właśnie Szwagier wpadł mi w oko. ;) Pytanie tylko czy dogadałby się z drugim samcem?
  4. [quote name='DORA1020']Ta sunia to juz nieaktualne a Mikus nadal czeka na dom[/QUOTE] OK, w takim razie Mikuś idzie na pierwszą. Przeglądam sobie wątek dot. p. Krystyny... Ta sunia [url]http://images35.fotosik.pl/1595/78c3aee8c33ed106.jpg[/url] szuka jeszcze domu?
  5. Co z tą sunią: [URL]http://i48.tinypic.com/vdmvcx.jpg[/URL] ? [post 3392] I Mikim? [URL]http://i47.tinypic.com/dy0fo9.jpg[/URL] [post 3549]
  6. Szkoda, wielka szkoda, bo sprawdzenie na koty to konieczność niestety... A któryś w ogóle pasuje charakterem do opisu? Już pomijając kotolubność... ;) A kluski cudne, są to psy czy suki?
  7. Coś słychać nowego w sprawie tych psów? Dałoby się załatwić transport dla Fridy pod Zamość aż?
  8. A ja się naprawdę bardzo cieszę - i będę powtarzać to jak mantrę - że chłopaki tak świetnie trafili :)
  9. A teraz pytanie czy jest w DT pies spełniający te kryteria: *dogaduje się z psami *nie robi krzywdy kotom *wytrzymały na zmienne warunki pogodowe (przez cały rok byłby na dworze, ale nie do kojca ani na łańcuch!) *może pełnić rolę stróża (tu: szczekanie i odstraszanie wyglądem), ale raczej łagodny do otoczenia *przyjacielski lub obojętny wobec obcych (może być nieufny, ale nie może być lękliwy ani agresywny!) *dość karny i opanowany, nie jakieś nieokrzesane ADHD ;) *nieuciekający na podwórzu (niski i solidny płot z podmurówką, więc pies nie może być skoczny) *średnio aktywny, po intensywnym spacerze wybierający odpoczynek, a nie szukający znowu wrażeń i zajęć (po prostu ma wyłącznik on/off; tzn. kiedy nikt się nim nie zajmuje, spokojnie wyleguje się na słońcu, oczywiście po dość solidnym zmęczeniu) *preferujący bardziej spokojne zajęcia (tropienie, obiedence) niż szaleńcze gonitwy (frisbee, agility) W zamian miałby zaoferowane: *dłuuugie, ciekawe spacery w plener (do lasu, na łąki) - minimum to 40min intensywnego ruchu, jednak najczęściej to 1,5-2h spaceru (połączony z sesjami szkoelniowymi, zabawą z psem, opiekunem, tropieniem, zajęciami itd itd) *nauka posłuszeństwa, zabawy i powtarzanie wyuczonych komend *ćwiczenie obiedence, tropienie etc. (to, co pies polubi ;)) *podwójnie ocieplaną budę z przedsionkiem i na podwyższeniu *pełną michę strawy karmy średniej półki *opiekę weterynaryjną *dużo miłości, czułości i zajęć ;)
  10. Cieszę się, że szczebrzeszyniaki tak dobrze trafiły :) Mam nadzieję, że ta dobra passa będzie trwać jak najdłużej. Właśnie aktualizuję pierwszą stronę - jakieś psy doszły do adopcji?
  11. Cóż, geny malamucie się odzywają ;) Jak i czy w ogóle ćwiczycie chodzenie na luźnej smyczy? A przywołanie? Próbowałaś go zmęczyć rowerem? Tzn. kupić mu sleedy, przyczepić pałąk do roweru i jechać z nim na rowerze, gdy on ciągnie (oczywiście wcześniej musi poznać komendy zaprzęgowe, by Ciebie nie zabił :P)? W ten sposób łatwo i efektywnie można zmęczyć psa. ;)
  12. [quote name='magdabroy']Kot jest niezły :D[/QUOTE] Uwierz mi, że on mnie rozwala na każdym kroku :lol: Miałam już różne dziwne koty, ale takiego jeszcze nigdy... Strasznie ludzki jest, uwielbia naśladować człowieka - może to przez to, że od pierwszych dni się nim opiekowaliśmy, a nie matka? Sama nie wiem, ale po prostu ten kot to jak nie kot :lol: I ma jedną wadę (innych nie liczę, bo nie ma ideałów :P) - nie lubi samotności. Panicznie boi się samotności. Nawet gdy ma zostać sam na moment w pokoju to zaraz zaczyna się koncert, łażenie po ścianach i próby wydostania się z owego pomieszczenia... Gdy byłby sam dłużej niż 5min byłaby niezła demolka oraz sam byłby w krytycznym stanie... bo stara się być przy człowieku za wszelką cenę. To aż nadzwyczajne, by mruczek tak kochał ludzi :)
  13. Na zdjęciu Bard nie wygląda na zmęczonego, za to uradowany jest baaardzo :lol: Koty robią na nim wrażenie? Co jak co, ale uważam, że Bardzik świetnie trafił - mam nadzieję, że Ty też jesteś zadowolona z wyboru tej zarazy ;) Myślę, że warto popracować nad przywołaniem - i zwykłym, i awaryjnym Bardzika, a w lesie po prostu go nie spuszczać. Po pierwsze jest zakaz i myśliwi mogą odstrzelić luźno biegającego psa, a po drugie taka pogoń nie jest miła dla sarny, a Bard tylko wzmacnia swoją skłonność do pogoni. Warto zaopatrzyć się w długą linkę na wypady do lasu. Szkoda bażancika, ale widzisz jak się Bardzik stara - obiad Tobie przyniósł :) Nie wiem czy to Cię pocieszy, ale moje zdjęcie też zawsze okłamują - zawsze wyglądam bardziej pokracznie i grubo niż jestem w rzeczywistości :)
  14. [quote name='magdabroy']Wybacz [/QUOTE] Ostatecznie mogę to zrobić, bo sam fakt, że tylko piszę tutaj może być dla Was frustrujący :P Obiecuję, że jeszcze w tym roku nadrobię zaległości i do Was zajrzę ;) A tymczasem Enduś wpadł w fejsbukowy szał :D Codziennie przychodzi do mnie popołudniu (to już rytuałem się stało) , kładzie się na moich zeszytach (jakby chciał powiedzieć, że dosyć tej nauki!), by zaraz jak jest okazja położyć swoje łapki na myszce notebook'owej i tak może patrzeć się na ekran godzinami. Często puszczam mu jakiś film, wczoraj oglądał np. jak kąpie się kota, ale niezbyt mu się do podobało, bo zaraz wstał i odwracał wzrok, jakby faktycznie nie chciał tego wyglądać :lol:. Ja wiem, że antropomorfizuję go, ale uwierzcie mi, że czasem mam wrażenie, że to jest nadkot, poprzednim wcieleniem był człowiekiem! Tym bardziej, że zaraz po tym filmie patrzył się na mój zeszyt, na moje wielkie litery przy temacie (zawsze tak oznaczam temat), po czym się ponownie położył na zeszycie i sobie mruczał kołysankę na dobranoc :lol: Jakby stwierdził, że nie ma co sobie poczytać :lol: Jednak nie lubię rzucać słów na wiatr, to nie w moim stylu ;) Oto kot uzależniony od internetu: [URL="http://imageshack.us/photo/my-images/89/zdjcie1661k.jpg/"][IMG]http://imageshack.us/a/img89/2364/zdjcie1661k.jpg[/IMG][/URL] [URL="http://www.fotosik.pl"][IMG]http://images47.fotosik.pl/1595/f8a30c2239cf1a3fmed.jpg[/IMG][/URL] I taka jedna z serii "Morus czeka w napięciu" ;) [URL="http://imageshack.us/photo/my-images/33/201209.jpg/"][IMG]http://imageshack.us/a/img33/1088/201209.jpg[/IMG][/URL]
  15. Wooow, piękna okolica :) Psiaki pewnie zachwycone, co?
  16. Oby ogłoszenia dały efekt :)
  17. Witajcie :) Jakie świetne wieści :loveu: Naprawdę byliście na tym dogtrekkingu? Nosz, aż mi wszystko z pozytywnego zaskoczenia opadło :). Aż zaraz poszukam na zdjęciach czy się nie załapaliście na jakieś ;). EDIT: Na jedno :) [IMG]http://sosdogtrekking.pl/wp-content/gallery/zdjecia-jacek-labecki/img_5616.jpg[/IMG]
  18. Cieszę się niezmiernie, że chłopaki trafili do tak świadomych właścicieli :) E tam nastraszyłam, czasem trzeba dać kopa do działania ;). Więc mam nadzieję, że się nie gniewacie :) Wyczochraj ode mnie swoich czworonożnych przyjaciół ;)
  19. [QUOTE=makot'a;19831418][URL]http://i805.photobucket.com/albums/yy335/kmlz/Bazarek/b052.jpg[/URL] Super ta saszetka! :D Skąd ja znam ten problem... co prawda jak jestem w domu i ide do lasu np. z samą Bastą i Latim, to biorę [U]jedną[/U] smycz i to wszystko. Mamy wodę dookoła, więc picia brać nie trzeba, bo psy brzuchy moczą. Na nich smaczków też nie trzeba, chociaż zwykle staram się brać... ale jak nie wezmę to mam święty spokój. Nikogo nie muszę co chwilę wołać, bo psy same się pilnują i jest raj. Cisza, las i psy. ALE jak idę na spacer w Krakowie... np. z całą trójką w KRakowie - to były cyrki. Dla każdego oddzielna smycz, poidełko, albo miska + woda, smaczki, woreczki na kupy, kagańce... i w sumie to trzeba było brać caly plecak :roll:[/QUOTE] Prawda? Już jutro będzie w domu :multi: Faktycznie raj :P Ja to zazwyczaj biorę tylko: smycz, smakole, zabawki, aparat, woreczki, wodę, bidon, łańcuch, kaganiec, kliker i gaz. Czasem do tego dochodzi jeszcze jedna smyczka i obroża (w razie "W" na znajdę"), dłuuuga 15m linka i parę jeszcze innych rzeczy :razz:. Choć ostatnio dźwigać mi się niczego nie chce, toteż teraz noszę ze sobą jedynie smakole i woreczki, zimą zamiast wody noszę jakiś kocyk i coś, gdyby psu opuszki pękły ;) Więc dla mnie taka saszetka to wybawienie :cool3: [quote name='magdabroy']Cześć Tyśka ;-)[/QUOTE] Hej ;) [quote name='Patik']Ja na spacer biore 2 smycze,aparat(ale nie zawsze),smakołyki czasami :P ,ewentualnie jakąś zabawkę.(mam też taką saszetkę,na biodra, to się chyba nerka nazywa, tak przeczytałam :P) A co do frisbee, powodzenia,życzę,my też musimy jakieś dyski kupić,ale małe, bo dla Doris taki na 22 cm to za duży będzie, max. to 18 cm. (bo już zaczyna łapać,jak na razie udało jej sie raz,ale z tym gumowym to więcej męczarni,chociaż do przeciągania,rolerów i innych zabaw jest super :-D i wygląda dalej jak nowy :-D)[/QUOTE] My też mieliśmy "nerkę", ale nie spełniła swojego zadania - nie byłą trwała na koty :evil_lol: Wow, to gratulujemy :) I powodzenia życzymy. [quote name='Joann']tak własnie wygląda mój zwykły spacer z psami hehehe, tyle że bez woreczków bo do lasów, chaszczów chodzimy;p hehe plus piłeczki, talerzyki, gryzaki, łańcuchy opony, aparat hehe kiedy nowe fotki?[/QUOTE] Ufff... dobrze, że nie tylko ja taka załadowana chodzę na spacery :eviltong: Kiedy wrócimy na dobre. W listopadzie myślę, że znajdę czas na dogo na więcej niż na parę minut ;) Przyszłam dziś z zażaleniem, że nikt nie trzymał za mnie kciuków :shake: Zawaliłam olimpiadę :placz:
  20. Hej :) Torbę wylicytowałam na bazarku dogomaniackim, a właściwie opłaciłam leczenie jednej kotce i w zamian dostałam torbę (45zł + przesyłka; natomiast na bazarku chodzą i po 30zł). Ja swojemu smakole daję różne, tym razem zaryzykowałam i zamówiłam nowe. Mam nadzieję, że podpasują smakoszowi ;). Czemu nie dla Was?
  21. Nikt nic nie pisze, ale co tam - pogadam sama ze sobą. Przynoszę złe wieści... podhalanki mają właściciela, wczoraj do niego wróciły :(. Są naprawdę zaniedbane i wychudzone, ale nie na tyle, by było podstaw je odebrać interwencyjnie opiekunowi... :( Dzisiaj na własne oczy widziałam jak konał maluch nietoperza... straszny widok, żałuję że nie zabrałam go do weta... Jedynie odłożyłam go na spokojne miejsce, by ludzie go nie rozdeptali. Koło mnie pałęta się mix grenka i onka - młody, fenomenalny pies. Niestety od razu zabrać go nie mogłam, a potem już nie widziałam... Poza tym jutro mam olimpiadę. Kciukujcie bardzo mocno.
  22. Osz... szkoda, że to tak się skończyło :(. Nie da się odebrać właścicielowi tych psów? Przecież one wychudzone i zaniedbane są...
×
×
  • Create New...