hihi ja dziś usilnie próbuje pracować przed kompem a wciąż zaglądam na fotki Petry, maile od Kingi i forum, wycięło mi zupełnie skupienie i rozsądek:)
trudno chwalić własny DOM, może trochę przekleję z korespondencji do Kingi, trochę dorzucę,
na początek - MY SIĘ ZDECYDOWALIŚMY, 100 na TAK dla Petry u nas w domu! no i szajba jest bo emocje sięgają zenitu, pewnie teraz tylko zostaje do uzgodnienia kiedy, i zabierzemy Petrę do Wrocławia,
"nie szukamy koniecznie młodego czy rodowodowego psa, to jest tak, że 5 miesięcy temu pożegnaliśmy się z naszą wieloletnia ukochaną psiną Queenie, dla nas była tak ważna że pozwolę sobie nawet jej zdjęcie zamieścić:)
była mieszanką wyżła z dalmatyńczykiem, piękną, łagodną, z początku bardzo energiczną i skorą do zabaw i harców, z wiekiem coraz spokojniejszą, przylepą właśnie, bardzo lojalną, zakochaną w nas, była z nami prawie 15 lat, ok. roku temu zachorowała na nowotwór śledziony, przeszła 2 operacje, multum konsultacji weterynajnych, niestety nie daliśmy rady zwyciężyć przerzutów:( daliśmy sobie kilka miesięcy na przeżycie żałoby, nasza 12-letnia córka znała tego psa od pierwszych dni życia, więc ten czas był nam potrzebny, ale dojrzeliśmy do decyzji o adopcji i daniu domu suczce, którą będziemy mogli uszczęśliwić, nie szukamy psa pracującego - ale domowego, rodzinnego, może być kanapowcem:)
pies który do nas trafia ma zapewnione wyjątkowe traktowanie: jego potrzeby będą tak samo ważne jak każdego domownika kiedy planujemy wakacje - to albo jedziemy z psem, albo rezygnujemy, istnieje tylko jeszcze 3 opcja - tymczasowy pobyt w domu moich rodziców po których zdecydowanie odziedziczyłam miłość do zwierząt - więc tam jak u pana Boga za piecem:), kiedy nasz pies wymaga pomocy lekarza - koszty nie grają roli, na leczenie Queenie wydaliśmy kilkumiesięczne uposażenia, bo pieniądz można odrobić a kochany pies jest jeden, karmienie, spacery to oczywistość... mieszkamy w bloku, ale tuż przy łąkach i lesie, nie posiadamy innych zwierząt więc nie spodziewamy się konfliktów,
hmmm na czym nam najbardziej zależy? chyba na pewności, że psina nie będzie krzywdzić, że nie ugryzie naszej córki,
poprzednia sunia była psem moim i męża - nie uznawała władzy naszej córki, traktowała ją jak suka swoje szczeniaki - z nadmierną troską ale bez wyrazów poddania,
byłoby idealnie gdyby nowa psina stała się najbardziej psem córki , ale to nie jest konieczność, priorytet to łagodność,"
"czekamy już na Petrę i doczekać się nie możemy, mamy juz zaplanowane co kupic i jak sie przygotować
do którego weta zabrać, bo naprawdę tu we Wrocławiu są cudowni i fachowi lekarze, którym mogę tylko pomniki wdzięczności i podziwu wystawiać
rozważamy i myślimy o Petrze - mój mąż (Paweł) nie może spać, a mi się ona śni w nocy:)
tylko nie mówimy córce dopóki nie będziemy mieli pewności że Petra badzie właśnie u nas
tak sie przyzwyczailiśmy do myśli o Petrze, że zaczęliśmy sie bać, że ktoś inny ją weźmie
a my jesteśmy zdecydowani na podróż do Koszalina - już po to by ją wziąć"
no tak to wygląda, mąż przez ramię mi mowi to napiszę, że zdecydowaliśmy się na starszego psa bo wiemy po naszej suni jakie ważne dla dorosłego a potem zwłaszcza starszego psa jest mieć dom i rodzinę, no i wiemy, że stać nas na opiekę nad nią gdyby - tfu tfu - chorowała etc.
no i ja moge tylko zapewniac publicznie, że żadnego brzydkiego numeru nie wytniemy, chociaż rozumiem waszą ostrożność bo pewnie macie sporo doświadczeń z nieodpowiedzialnymi ludźmi,