boksereczkaa
Members-
Posts
315 -
Joined
-
Last visited
Content Type
Profiles
Forums
Events
Everything posted by boksereczkaa
-
Koks nie miał żadnego zabiegu, on poprostu ma ładne kanaliki :) łzy pojawiają się tylko wtedy kiedy włoski wpadają mu do oczu. Ja również chcę małego obcinać. Byłam już na jednej wizycie u fryzjera, ale Pani tak się zachwyciła jego włosem, że udało jej się namówić mnie, aby chociaż raz je zapuścić i póki co czekam aż zupełnie zarośnie. ;)
-
Z akceptcją nie było większych problemów, myślę że dopiero teraz kiedy mały zaczynie dorastać i ustanowić swoje miejsce w stadzie mogą pojawić się małe kłutnie między nimi, ale to czy Twoj sunia zaakceptuje drugiego psa to już zależy wyłącznie od jej charakteru. Ty musisz pamiętać o tym, żeby pokazywać rezydentce, że to ona jest wciąż dla Ciebie najważniejsza. Nie jest to łatwe, bo mając taką małą, białą kulkę ciągle chciałoby się ją przytulać. Ja swojego małego zabierałam na początku ze sobą do pracy i tam mogłam się nim nacieszyć do woli, a w domu czułości było znacznie mniej. U Koksa problem zacieków prawie nie istnieje. Nie chcę mu wiązać kokardki, więc staram się przycinać mu włoski na pyszczku tak, żeby nie wpadały do oczu. Mały ma natomiast wiecznie żółtą brodę i praktycznie niewiele da się z tym zrobić. Pielęgnacja maltańczyka jest pracochłonna o czym możesz też poczytać w innych tematach. Ja malego codziennie czeszę, kąpię średnio raz na tydz. lub dwa. Jak narazie miał już dwa razy wyrywane włosy z uszu. Jest przy tym trochę pracy, ale z drugiej strony, to przecież czesanie, jeżeli robi się to regularnie zajmuje ok 10 min dziennie, więc można sobie z tym poradzić. ;)
-
Mały w tej chwili ma 6 miesięcy i waży 3 kg. Charakter jak u szczeniaka :) Wszędzie go pełno, zawsze chce być przy mnie, wszedł na głowę mojej dorosłej już bokserce. Podobno maltańczyki nie są "szczekliwymi" psami. Koksik wręcz przeciwnie, wydziera się non stop, co czasem jest baaardzo męczące ;). To mały dominant i narazie próbujemy tą jego chęć dominacji tępić, żeby później nie było problemów. Zaczął już zmieniać ząbki na stałe i jest szczerbaty :) Tak jak pisałam w domu to on próbuje rządzić, ale na spacerach boi się każdego obcego psa, niedawno uciekał przed staszą od siebie o miesiąc suczką yorka :D Mały problem jest z czystością. Co prawda załatwia się na matę, ale chyba nie do końca jeszcze rozumie, że to spacery są od takich spraw. Nie śpi z nami w łóżku, od kąd się obudziłam, a obok mnie leżała kupa... Jedno jest pewne-mając takiego psa nie będziesz się nudziła :D
-
Co do ceny to chyba nie ma reguły. Wszystko zależy od hodowcy, rodziców szczeniaka itd. Ja swojego maltana, który nie nadaje się do hodowli ze względu na wadę zgryzu kupiłam za 400zł, a widziałam też ogłoszenia wystawowych piesków za 10 tys... Co do Kociego Dworu to słyszałam dobre opinie.
-
A może jakieś fryzurki maltańczyków? Zastanawiam się nad obcięciem mojego Koksika, będzie to jego pierwsza poważna wizyta u fryzjera (wcześniej tylko grzywkę obicinaliśmy :) ) i mam pytanie czy maltńczyki powinny być strzyżone nożyczkami czy maszynką? A może tym i tym? Jestem zupełnym laikiem w tym temacie, więc proszę o wyrozumiałość ;) .
-
A ja mam pytanie czy ten punkt przejściowy, to jest to samo co "nieistniejące" schronisko w Wołominie przy lecznicy? Dwa dni temu dostałam info, że ktoś tam dzwonił, chcąc oddać psa po śmierci właściciela i usłyszał, że jeśli przywiezie go straż miejska to ok, ale jeżeli przywiozą psa sami to muszą wpłacić 2,5 tys...
-
Żwacze mają bardzo dużo protein, nie jestem pewna, ale sądzę, że to dzięki im odbudowuje się flora bakteryjna i pies przestaje jeść odchody.
-
A ja chciałam tylko przypomnieć, że na Paluchu do końca września trwa kolejny nabrór do wolontariatu.
-
Czy lepiej zakładać kokardkę czy obciąć grzywkę, to zależy od Ciebie. To normalne, że pies przy wszelkich zabiegach się wyrywa, dlatego musisz go do tego przyzwyczajać. Włosy lecą mu do oczu, bo pewnie nie są jeszcze wystarczająco długie, aby można było wszystkie związać. Ja mojemu pieskowi grzywkę wolę przycinać niż wiązać kokardki.
-
Kora ja również pisałam, że czasem psy wydawane są byle komu. Nie mówię, że jest tak w każdym przypadku, ale zdaża się, a nie powinno. Tym razem schronisko zachowało się wzorowo i to doceniam.
-
Dzisiaj zostałam miło zaskoczona informacją o Paluchu. Od jakiegoś czasu do schroniska przyjeżdża mój znajomy. Bardzo spodobał mu się jeden z amstaffów. W biurze powiedział, że jest zainteresowany adopcją, dostał do wypełnienia ankiete i otrzymał informacje, że przed ewentualną adopcją zostanie przeprowadzony wywiad środowiskowy, a może spodziewać się nawet wizyty eko patrolu. :) Jak sprawa się zakończy tego nie wiem, ale jak tym razem i jak narazie schronisko faktycznie robi wszystko, aby pies trafił do odpowiedzialnego opiekuna. Tak trzymać! :)
-
Bertaniko przeczytałam tekst dobrze. Rozumiem, że czasem trzeba czekać i dobrze, jeżeli ktoś nie jest w stanie poświęcić całego dnia na wybranie przyjaciela to niech nie czeka, może i lepiej rokuje to dla zwierzaka. Wydaje mi się, że to Pani niedokładnie czyta wszystkie posty. Opisywałam już wcześniej jak wyglądała adopcja mojego kota, pisałam również co powiedziano mężczyźnie, który chciał kota jak mówił dla koleżanki. Jemu nie robiono większych problemów, a z daleka było czuć od niego alkohol, poza tym sam fakt, że ktoś przychodzi do schroniska po zwierzę dla kogoś powinien dać do myślenia. Pisałam również, że stoczyłam wtedy na paluchu całą wojnę o to, aby moja kicia mogła ze mną wyjść, więc proszę mi nie wmawiać, że nie zareagowałam odrazu. Twierdzi Pani, że rozmowa w schronisku jest [B]zawsze [/B]przeprowadzana, a skąd ma Pani taką pewność? Jest Pani obecna przy każdej adopcji? Ja mówię, że ze mną rozmowy żadnej [B]nikt[/B] nie przeprowadził, a już napewno nie lekarz, do którego gabinetu nawet mnie nie wpuszczono, gdy opiekunka wchodziła tam z kotem. Używane przez Panią stwierdzenia: zawsze, napewno, nigdy itp. są nie na miejscu, bo jak sama Pani twierdzi wszędzie zdarzają się przypadki, tyle że jeżeli w sklepie ekspedientka dokona niedopatrzenia, to nic starsznego się nie stanie, a w schronisku może to zaważyć na życiu zwierzęcia. I nie twierdzę, że w schronisku nie może zaistnieć pomyłka, ale trzeba robić wszystko, aby tych pomyłek unikac.
-
[quote name='Bertanika'] [FONT="]Być może , że jeśli na Paluchu jest spory tłum /co się często zdarza/ -brakuje wówczas możliwości na dłuższą rozmowę. Większość ludzi denerwuje się i chciałoby szybko załatwiać sprawy- co właśnie świadczy o braku zrozumienia dla tej szczególnej specyfiki miejsca i o przedmiotowym stosunku do zwierząt. Niektórym wydaje się , że jeśli upatrzyli zwierzę - to muszą być w trybie natychmiastowym obsłużeni - poza kolejką, bez dodatkowych pytań i procedur- i to jeszcze z oczekiwaniem "pocałowania w rękę" za ten szlachetny akt... Adopcja nie polega przecież na uwolnieniu schroniska od kolejnego psa czy miejsca - lecz na wybraniu Przyjaciela dla siebie , któremu należy zapewnić dożywotnią opiekę- w ramach obopólnej przyjemności stron. [B]Nie wiem czy przesadziłam z tą większością[/B] gdyż wielokrotnie miałam sposobnośc rozmawiać z osobami zainteresowanymi adopcją- często to były bardzo przykre doświadczenia ....Niektórzy przyjeżdzają do schroniska taksówka i mówią - że mają kilka minut i żądają w tym czasie natychmiastowej adopcji. Zapominają, że schronisko to nie jest sklep w którym sprzedaje się pietruszkę - a ta obowiązująca tutaj droga proceduralna , to też w pewnym sensie sprawdzian wiedzy i cierpliwości przyszłych opiekunów. Niektórzy mają wyobrażenie że jak wskażą palcem – to zwierzę już powinno do nich należeć Niestety, jak Pani zapewne wie - nie każdy powinien uzyskać takiego podopiecznego - bo jednak są pewne kryteria które należy spełniać. To żałosna postawa i świadczy właśnie o niskiej świadomości......... Niewątpliwie w przypadku zwierząt specjalnej troski / z ułomnosciami fizycznymi czy psychicznymi / - przeprowadzany jest w schronisku szczegółowy wywiad. [B]Właśnie dlatego zdarza się wiele przypadków odmowy adopcji - co na tym forum było już niejednokrotnie traktowane jako zarzut...[/B] W innych przypadkach , kiedy zwierzę jest młode i nie ujawnia kłopotliwych cech czy nawyków - wywiad może być przeprowadzany w okrojony sposób przez BA ale za to lekarz wet., w kazdym przypadku przeprowadza rozmowę z adoptującym [B]Jednak każdy kto adoptuje zwierzę z Palucha musi wypełnić obowiązującą ankietę - w której zadane są konkretne pytania. Jeśli pracownik po przeczytaniu tej ankiety nie widzi żadnych wątpliwości - nie musi zadawać dodatkowych pytań - gdyż jest to w pewnym sensie forma testu egzaminacyjnego - który się albo zalicza - albo nie[/B] [/FONT] [FONT="]Ale przecież nie ma nieomylnych ludzi. Widzi Pani, wiekszość Gości schroniska narzeka, iż "paluchowe" procedury są zbyt uciążliwe, a Pani twerdzi , że można stamtąd wyjść bez jakiejkolwiek rozmowy - podpisując jedynie świstek........[/FONT] [FONT="]Niestety, nawet przy tych złozonych procedurach - nie da się [/FONT][FONT="]pewnych sytuacji [/FONT][FONT="]prześwietlić przed adopcją.......nawet gdyby zajmowali się tym profesjonalnie wykształceni psycholodzy Sama Pani zapewne wie , że czasami mogą nas zawieść najbliżsi Przyjaciele, po których nie spodziewalibyśmy się pewnych , przykrych zachowań - a co dopiero jednorazowo napotkani ludzie....W każdym razie jak Pani sobie poczyta opisy zwierząt na witrynie Palucha w Kąciku Adopcyjnym - to zobaczy Pani , jak często bywają trywialne argumenty ponownego zwrócenia zwierzęcia do schroniska[/FONT] [FONT="]Na prawdę taki rozmiar głupoty , nie da się w logiczny sposób wytłumaczyć.........[/FONT] [/quote] To, że ludzie się denerwują i chcą szybko załatwić sprawę nie powinno być jedną z przyczyn, dla której zwierzęta są wydawane w zasadzie każdemu chętnemu. Jeżeli kogoś denrwuje to, że musi czekać lub nie ma na to czasu, to tym lepiej, że taka osoba nie dokona adopcji. Tu nie tyle chodzi o ilość co o jakość. Nie bardzo rozumiem o co chodzi z tą rozmową z weterynarzem. Ja takiej rozmowy nie odbyłam... Co do ankiety, to faktycznie wypełniałam coś takiego, ale zajęło mi to dosownie kilka minut i nie wiem czy ktokolwiek to w ogóle czytał. Ja sama również narzekałam na procedury adopcyjne na Paluchu, ale nie chodziło o te wszystkie formalności, bo ich powinno być jak najwięcej, a o to, że (tak było w moim przypadku) usłyszałam, że kota nie adoptuje, bo nie. Bez żadnych konkretów, bez jakiejkolwiek rozmowy ze mną, poprostu nie. Dlatego też nie bardzo rozumiem tłumaczenie, że czasem w schronisku jest tak dużo ludzi, że nie ma czasu na rozmowę. Te parę min. rozmowy decyduje o czyimś życiu. Rozumiem, że nie zawsze da się wszystko przewidzieć, ale można chociaż próbować.
-
[quote name='Bertanika']Wiele zwierząt którymi się opiekowałam w schronisku znalazło cudowne domy ale to nie tylko z powodu moich wyłącznych starań - jednak osoby, które zabiegają o adopcję zwierząt często ujawniają tak niską świadomość - że lepiej byłoby im w ogóle ich nie wydawać . Często rozmawiałam z potencjalnymi zainteresowanymi - i bardzo często musiłam ich zniechęcać .......bo perspektywa takiego domu od razu jawiła się irracjonalnie Dlatego właśnie zwierzęta często ponownie wracają do schroniska - z zupełnie banalnych powodów- i z uszczerbkiem w sferze psychiczno-emocjonalnej.... a czasami w tragicznym stanie zdrowia lub po wypadkch. Wiele z nich jest gubionych od razu po kilku dniach adopcji.... To wszystko wynika z braku wiedzy i wyobraźni.........Niestety mentalność mozna zmienić tylko poprzez surowe sankcje - a póki nie dokonaja się w tym zakresie zmiany - to adopcje będą polegały tylko na wielokrotnym przekazywaniu zwierząt z rąk -do rąk - i to niestety nieodpowiedzialnych. Śystem adopcji może dawać właściwe efekty dopiero wówczas - kiedy w prawie zaistnieje definicja właściciela zwierzęcia - a zatem zaistnieją jego prawa i obowiązki. Najpierw muszą być rozwiązania systemowe, a dopiero wówczas można w poprawny sposób realizować zaplanowane cele[/quote] Tym razem się z Tobą zgadzam. To prawda, że często adopcji dokonują luszie zupełnie niedopowiedzialni, ale nie możesz pisać, że jest to większość osób i że większość zwierząt trafia znowu do schroniska. Dopóki prawo się nie zmieni schronisko może chociaż przeprowadzać rozmowy z osobami zainteresowanymi adopcją. W tej chwili często wygląda to tak, że ktoś wchodzi mówi "chcę tego", składa podpis i wychodzi z psem.
-
Bertaniko, a gdzie w Twoim kolejnym wywodzie odpowiedź na zadane przeze mnie pytanie?
-
Znowu dokładnie to samo... Nie dość, że tekst ten sam co wcześniej, to jeszcze nie wiadomo po co taki długi. Chyba lekką przesadą jest stwierdzenie, że w większości przypadków zwierzęta po adopcji trafiają w jeszcze gorsze warunki. Bertaniko komu Ty wydawałaś zwierzęta, że masz taki punkt widzenia?
-
Kora rozumiem o co chodzi i wiem, że akurat jeżeli chodzi o ustawę, to schronisko choćby nie wiem jak chciało nie ma na nią żadnego wpływu i nie może jej łamać, ale dopisywanie zdania przez Bertanike na temat opłacania przejazdów jest poprostu śmieszne, tak jak pisałam jest to tylko szukanie dziury w całym. Ja tak jak i Ty mam nadzieję, że przepisy zostaną zmienione, a dyrekcja Palucha chętnie przyjmie wtedy pomoc wolontariuszy. Zdaję sobie również sprawę z tego, że póki co schronisko nie jest w stanie sprawdzać wszystkich domów. Ktoś tu pisał o tym, że część domów jest sprawdzana, a ja chciałabym się dowiedzieć w jaki sposób są wybierane domy, które zostaną sprawdzone? Kto o tym decyduje? Wydaje mi się, że w pierwszej kolejności powinno się sprawdzać właśnie te, którym zwierze zostało wydane na umowę warunkową. Ja od 2004r. takiej kontroli jeszcze nie miałam, nikt nawet do mnie nie zadzwonił...
-
Bertaniko napisałaś już 67 postów w tym temacie i jeszcze nie napisałaś nic nowego. Naskakujesz tutaj na kogo się da, a jaki masz w tym cel? Każda forma pomocy, w wyidealizowanym przez Ciebie schronisku, proponowana przez innych użytkowników jest Twoim zdaniem niepotrzebna, głupia lub wiąrze się z dodatkowymi kosztami. Zadajesz pytanie kto płacił by wolontariuszom za podróż, aby sprawdzić dom. czy naprawdę w swoim życiu nie spotkałaś nikogo kto robiłby coś bezinteresownie? Bilet kosztuje 2,40 jeżeli Ty upominałabyś się o zwrot takich kosztow, to świadczy tylko o Tobie. Wypominasz Lavini, że zacytowała brutalnie człowieka, któr wyprowadzał psa z boksu i nie wiesz czemu cytat miał służyć? Jeżeli Ty w taki sam sposób zwarasz się do podopiecznych, to rozumiem już czemu uważasz paluch za taką cudowną placówkę. Wmawiasz tu nam wszystkim, że przyzwalamy właścicielą na złe traktowanie zwierząt, a pisząc "dopuszczacie się" wyraźnie napisałaś, ze sami te zwierzęta również krzywdzimy. Kim Ty niby jesteś, że myślisz sobie, że wolno Ci każdego obrażać i oskarżać? Nasuwa się wniosek, ze masz wiele do ukrycia i próbujesz na siłę odwrócić od siebie uwagę, a może coś w życiu zrobiłaś złego i dręczą Cię wyrzuty sumienia? Starasz się pisać swoje posty dojrzale, ale ich treść jest delikatnie mówiąc śmieszna.
-
Czy ktoś może polecieć dobrego fryzjera w Warszawie jak najbliżej centrum?
-
[quote name='Bertanika']Uważam że jakość życia w schroniskach, może poprawić tylko zmiana prawa - w Polsce problem bezdomności zwierząt ma wymiar klęski żywiołowej - a w takich sytuacjach zawsze są ofiary. Trzeba zacząć w końcu leczyć przyczyny , a nie skutki - ja nie rozumiem dlaczego oczekujesz od schronisk zapewnienia dobrostanu zwierząt - a zwalniasz z tego obowiązku właścicieli zwierząt i bezmyślnych ustawodawców...........?Jeśli odpowiada ci taki program , to zakasuj rękawy i do roboty ![/quote] A kto powiedział, że zwalniam ich z odpowiedzialności? Nie pierwszy raz wkładasz mi do ust słowa, których nigdy nie wypowiedziałam. Jeżeli chodzi o zmianę prawa, to jest ona konieczna, tylko jak widzisz nasi rzadzący jakoś nie kwapią się do tego, a psy czekać nie mogą. Zadałam Ci już dwa razy istotne pytanie, ale ani razu nie odpowiedziałaś, więc zadam je po raz ostatni, czy uważasz, że Paluch nie ponosi żadnej winy? Po raz kolejny również karzesz mi się zająć opieką nad zwierzętami, więc po raz kolejny odpowiadam, że POMAGAM IM jak tylko mogę i z każdego ocalonego życia jestem potwornie szczęśliwa.
-
[quote name='Bertanika']Boksereczko, w schronisku pracuje sporo osób, które skończyły studia, wrażliwych i pracowitych ale czasami zdarzają się Ci niespełniający oczekiwań / tak jak zdarza się to w każdej firmie /- tego nikt nie jest w stanie przewidzieć...... Schronisko korzysta ze wszystkich tradycyjnych form werbowania do pracy - poprzez ogłoszenia w prasie, w internecie i oczywiście w Biurze Pośrednictwa Zawodowego Tak więc nie wiem jaką formę werbunku masz jeszcze na myśli. [B]Niestety ludzie nie rwą się do ciężkiej pracy[/B] - [B]nawet ci którzy kochają zwierzęta - wolą pomagać w inny sposób- dla nich wygodny[/B] - [B]tak jak chociażby ,Ty... [/B] [B]Jak tak kochasz zwierzęta to nie oczekuj od innych poświęcenia -tylko zrezygnuj z lepszych możliwosci jakie Ci ofiaruje los i przyjdz do pracy Na Paluch........[/B]wówczas uznam, że rzeczywiście jesteś miłośnikiem zwierząt - akurat na witrynie Palucha wisi ogłoszenie....na pewno zechcą z Tobą rozmawiać..... a może masz jakiegoś wspaniałego znajomego, który by zechciał .....? Tylko widzisz , czasami nawet mimo dobrych chęci - nie każdy nadaje się do pracy w schronisku - wiele osób dość szybko rezygnuje - dlatego jest tutaj duża rotacja. Mówisz o tym żeby być wybrednym i nie wybierać ludzi z przypadku - a co można zrobic jeśli nagle zachoruje lub zrezygnuje z pracy jakaś osoba - czekać dotąd aż się znajdzie ktoś wspaniały.....? - a kto w tym czasie będzie karmił, leczył i sprzątał obiekty...i zajmował się . 200 -oma zwierzętami / bo miej więcej tyle przypada na 1-go pracownika/ ...myślisz że zwierzętom wytłumaczysz że muszą być teraz głodne i chore - bo za jakiś czas pojawi się Judym i wszystkie je uszczęśliwi...... - a jaką masz gwarancję, że w ogóle ten wspaniały się pojawi........???????????... [B]Widać , że studiów w zakresie zarzadzania nie kończyłas - bo nie masz pojęcia - co to planowanie czy strategia firmy.............Gdyby tak organizować działalnośc firmy - na wierze i oczekiwaniu - to marnie wróżę takim firmom....[/B]. Myślę że od licealisty można już oczekiwać rozsądniejszego myślenia Ty preferujesz jakąś zupełnie szaloną , wyidealizowaną paranoję, jaka się w realnym życiu nie zdarza........ ale dojrzały człowiek powinien rozrózniać ideały od rzeczywistości............ Przy obsłudze takiej ilości zwierząt jaka jest Na Paluchu / o róznych temperamentach, róznym stanie zdrowia , róznych gabarytach potrzebny jest człowiek - będący w bardzo dobrej kondycji - nadzwyczaj silny , z dużą odpornościa na stres -/ bo zwierzęta przybywają czasami do schroniska z wypadków w makabrycznym stanie - z oderwanymi kończynami itd/ -[B] a przy tym jeszcze wrażliwy.....[/B]. Widzisz takich ludzi jest mało - bo jak ma np. właściwie rozwinięta wrażliwość - to jego zdolnosci fizyczne są ograniczone - a do wywożenia gówien taczkami i przenoszenia chorych zwierzat do lekarza - trzeba mieć jeszcze siłę....i predyspozycje .... No cóz herosów w naszym kraju mamy mało , wśród moich znajomych, a nawet wsród wolontariuszy jest bardzo mało osób - które nadawałyby sie do tej pracy w tybie codziennym i w pełnym wymiarze....... Ja sama miałam tu przed laty - 3 miesięczna praktykę - wytrwałam z trudem , a mój organizm - nie wytrzymałby dłużej takiego wysiłku Jest to miejsce trudne , bo tutaj nie można precyzyjnie określić granic pracy - bo zwierzęta ciągle napływają, a tym samym ciagle ich przybywa , a zatem pracy też ........... Powinnaś szanować tych ludzi i docenić to, że są właśnie tutaj - bo jeśli ich zabraknie --- to na Ciebie raczej liczyć nie można............Najpierw trzeba samemu doświadczyć, zmierzyć się z problemem , dokształcić - żeby występować w roli eksperta. Ja niestety takich " Mędrków" radziłabym przewrotnie [B]"ważyć- lekce".........[/B] [B]Ps. Liczę na to ,że zaofiarujesz Paluchowi jakieś szlachetne - personalne oferty - [/B][B]przecież to takie proste.........[/B][B]jak Ci sie uda daj znać .Nadmieniam, że wolontariat może tylko wspierać pracę - bo nie gwarantuje wizyt non stop o każdej porze.... nie można przecież opierać działalności firmy - na braku odpowiedzialności........[/B] [/quote] Pytasz co można zrobić jeżeli ktoś z pracowników odjedzie czy zachoruje, a pomoc przy psach jest potrzebna non stop. Odpowiedź nie jest trudna. Gdyby schronisko nie odrzucało pomocy wolontariuszy i przyjmowało ich więcej, lub choćby ponownie pozwolono na opieke "na dowód", wtedy zyskałoby na czasie i można by było szukać odpowiedniego pracownika. W jaki sposób Ty uważasz, ze można poprawić jakość życia zwierząt w schroniskach? Przyjmując byle kogo? Nie pisz proszę tylko, że to rząd powienien wszystko zmienić, bo jest to kwestia bezsporna, tyle, że jak widzisz nasz rząd nie kwapi się do tego, aby coś zmienić, dlatego jak narazie trzeba szukać innych rozwiązań. Pisałam już, że zdaję sobie sprawę, że znalezienie odpowiedniej osoby do takiej pracy nie jest łatwe, ale nie jest niemożliwe. Schronisko to nie jest zwykła firma, do której je porównałaś, tutaj wszystko planuje się inaczej, a i tak w każdej chwili może się coś zmienić. Ty uważasz, że wolontariat słusznie jest ograniczony, że pracownicy są jacy są i to jest ok, więc co Twoim zdaniem należy zmienić? Bo chyba nie powiesz mi, że wszystko jest w najlepszym porządku.
-
[quote name='gagata']Boksereczkoo,ani na Ciebie nie naskakuje,ani nie cieszy mnie fakt.że w schronach pracuja ludzie z łapanki....Po prostu znam realia,choc niekoniecznie paluchowe.Do pracy w schroniskach zdolnych jest bardzo wielu ludzi,rzecz w tym,że ludzie ci potrafia tez liczyć i mówią to samo,co Ty...Wolą zarobić gdzie indziej a zwierzętom pomóc finansowo. A ci bezrobotni, na zasiłkach,bez wykształcenia,o których wspomniałaś, jakos sie do tej pracy za oferowane im pieniądze nie garną...Bo oni też potrafią liczyc...Przypuszczam,ze z problemem zatrudnienia boryka się spora część polskich schronów i liczenie na to,że zaczną się do nich masowo zgłaszać ludzie z wyższym wykształceniem należy pozostawić w sferze marzeń. POki co, schronowe zwierzeta potrzebują wody i innego obrządku już teraz, bo one na lepsze czasy czekać nie mogą. Zeby efektywnie pomagac zwierzętom trzeba najpierw twardo stanąć na ziemi. [/quote] Ale przecież skądś ci pracownicy w schronisku się biorą, więc sposórd tych niewielu chętnych osób naprawdę można wybrać tych, którym los psow nie jest obojętny. Nie chodzi mi o to, że powinno się przyjmować osoby wyłącznie z wyższym wykształceniem, chodzi jedynie o ich stosunek do zwierząt. Jak sama napisałaś schroniskowe zwierzęta nie mogą czekać, dlatego właśnie trzeba coś zmienić i zrobić to natychmiast, co wiem, że łatwe nie jest.
-
[quote name='gagata']Ok,to może się zgłosisz do pracy w schronie....Zwierzeta kochasz więc pierwszy warunek już spelniony....Za jaka kwotę zgodzilabyś sie na taka pracę.?[/quote] Mam inną pracę i dzięki pieniądzą w niej zarobionym mogę pomagać zwierzętą, nie koniecznie z Palucha, ale może Ty się zgłosisz? Teoretycznie są tutaj sami miłośnicy zwierząt i teoretycznie wszyscy mamy ten sam cel-poprawić jakość ich życia w schronach, tylko że zamiast wspólnymi siłami próbować coś zdziałać, między innymi Ty, wolisz naskakiwać tu na inne osoby. W ten sposób niestety niczego nie zmienimy. Naprawdę uważasz, że tylko kompletni degenraci są zdolni do pracy w schronisku? Czy myślisz, że wśród osob bezrobotnych, bez wykształcenia, na zasiłkach itd., nie ma prawdziwych miłośników zwierząt? Jeżeli tak to ja Ci powiem, że jesteś w wielkim błędzie. Kora napisała, że pracuje tam osoba, która skończyła studia, która robi to bo kocha. Takich osób jest jedna na setki, ale warto właśnie ich szukać zamiast iść na łatwiznę.
-
[quote name='gagata']A masz pomysł,gdzie tych osob szukać? Bardzo jestem zainteresowana....No i te pieniądze...Im wyzsza stawka dla pracownikow tym mniej zostaje dla zwierząt...[/quote] Jak to gdzie? A gdzie się szuka jakichkolwiek pracowników do jakiejkolwiek firmy? Nie pisałam nic na temat wynagrodzenia... Uważam, że wolontariusze są potwornie potrzebni i powinno być ich dużo więcej, ale nawet gdyby był ich cały sztab, to nie można do opieki nad żywymi istotami zatrudniać byle kogo.
-
[quote name='Zofia.Sasza']Dziewczyno, czy Ty wiesz jak trudno jest znaleźć pracownika do takiej roboty? Jak zaostrzysz kryteria, to trzeba by też zapłacić dużo więcej. Ja rozumiem, że byłoby pięknie, gdyby świat był taki jak chcemy. Ale nie jest. I nigdy nie będzie. A do takich miejsc jak Paluch pracowników szuka się "z łapanki". Nie mówie, że mi sie to podoba, broń Boże! Ale tak po prostu jest.[/quote] Ale przecież nikt nie obiecywał, że będzie łatwo. Schronisko to nie jest zwykła instytucja i właśnie dlatego nie powinno się zatrudniać osób z łapanki. Napewno poszukiwanie pracowników byłoby wtedy jeszcze trudniejsze i trwało dłużej, ale nie można zatrudniać pierwszej lepszej osoby, bo robi się to kosztem żywych stworzeń. Prowadzenie takiej instytucji to ogromne wyzwanie, któremu jednak trzeba stawiać czoła. jeżeli wszyscy będą mieli takie podejście do sprawy, że trzeba iść na łatwiznę, to ta sytuacja nigdy się nie zmieni.