-
Posts
9747 -
Joined
-
Last visited
Content Type
Profiles
Forums
Events
Everything posted by marysia55
-
Kraków-Nie Widze Ale Ufam-Aniolek nas opuscil:([*]
marysia55 replied to karusiap's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
no to trzymamy za słowo ciotke elmirę, a wrazie czego to wywalimy taką wiadomość na pw że w pięty pójdzie :evil_lol::evil_lol::evil_lol: -
dobra ....... ale dla Tadka też ukradnij :evil_lol::evil_lol::evil_lol:
-
Kraków-Nie Widze Ale Ufam-Aniolek nas opuscil:([*]
marysia55 replied to karusiap's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
sorry Trufel biecuję że sie poprawie :lol::lol: ...... a ciotki niech mnie nie straszą tak bardzo bo tez wyciągnę bejsbola z szafy :mad::mad: -
o matko, nawet nie wiedziałam że jest tyle stron gdzie mozna ogłaszać psiaki :crazyeye:
-
Asior i irenaka skoro jest was juz dwie to w takim razie wierzę w to co mówicie. Asior :buzi: a ty jak juz walniesz..... to z grubej rury ale wiem że to z dobroci serca :eviltong::eviltong::eviltong: żebym uwierzyła w siebie :evil_lol::evil_lol:
-
wpisuje sie na wątek
-
nie rób 'se jaj' Asiorku :nono::nono::nono: wiesz ile miałam wątpliwości jak go wklejałam na wątek :cool3:
-
Smutny jest los porzuconego psa, a jeszcze smutniejsze jest gdy jest to już starszy pies. Pies , który spędził kilka lat psiego życia w swojej własnej rodzinie, miał pana/panią których kochał całym swoim maleńkim serduszkiem, wpatrywał się w ich oczy aby zgadnąć czy coś ich nie boli, zastanawiał się czy są z niego zadowoleni , myślał co jeszcze może zrobić żeby się do niego uśmiechnęli. Szczęściem dla niego było gdy pan/pani pochylali się nad nim i go głaskali po kudłatej łepetynie, brali jego pyszczek w swoje ręce i mówili cichutko ”ty nasza mordko kochana nie oddamy cię nikomu za żadne skarby świata”. Za tę odrobinę czułości, za własną miseczkę , za własne posłanie pies pójdzie na koniec świata za swoim panem. I jeśli trzeba by było gotów jest zawsze stanąć w jego obronie. Robi to z miłości, robi to z przywiązania, robi to bo tak karze mu serduszko. Nie wie , że po drugiej stronie tej jego wielkiej ‘góry miłości’ stanął człowiek, nie zdolnym do takiego uczucia. Nadchodzi moment , że pan zauważa zbliżającą się starość swojego pupila. Zapomina, że starość to też przypadłość ludzkiego istnienia. Nie myśli w takim momencie o przesłaniu jakie niesie ze sobą powieść „Drewniany talerz”. Postanawia , że w dowód miłości do swego czworonożnego oddanego przyjaciela , za lata spędzone razem w jednej rodzinie pod jednym dachem nie będzie miał sumienia go uśpić. Da mu szansę na „drugie życie” ……. pokaże mu drzwi i wyrzuci go na ulicę. I tak pewnej listopadowej, zimnej i deszczowej nocy znalazł się samiuteńki na ciemnej , wrogiej, obcej sobie ulicy nie słysząc już głosu swojego Pana i nie czując jego oddechu przy swoim uchu. Wczoraj miał rodzinę dziś został całkiem sam. Zadawał sobie pytanie „Czym zasłużyłem na takie traktowanie, jaka to zapłata za moją wierność i oddanie? Panie mój, zabierz mnie stąd !!!” …. Ale nikt go już nie słyszał, ani skamlania, ani jego rozpaczliwego zawodzenia. Próbował, bardzo próbował być dzielny i jakoś sobie radzić. Szukał kontaktu z człowiekiem ale w rewanżu dostawał kamieniem, żebrał o jedzenie ale w rewanżu dostawał kopniaki. I kiedy po wielu dniach tułaczki leżał tak bezsilny na trawniku, kiedy wiedział że nie wykona już żadnego kroku, kiedy myślał że czas się wybrać za Tęczowy Most, pochylił się nad nim człowiek, który nie zamierzał go ani uderzyć ani przegonić, który wziął go ręce, przytulił do siebie tak , że zaczęły topnieć sople lodu na jego przemarzniętym futerku i powiedział „będzie dobrze pieseczku”. Jego pan faktycznie dał mu szansę na „drugie życie”. Tadka znalazła krakowska wolontariuszka. Tadek bo tak dostał na imię w schronisku okazał się taką kochaną przytulanką, która nie bardzo sobie radzi w schroniskowych warunkach w zimnym, ciemnym, betonowym boksie. Nigdy nie musiał walczyć o jedzenie, nigdy nie musiał bać się zasnąć, nigdy nie był taki samotny , nigdy jego serduszko tak strasznie się nie bało. Pomimo gehenny jaką przeszedł jest dalej psem czekającym cierpliwie i z pokorą na swojego pana, czeka na drapanko za uchem, łowi każdy głos każde słowo które jest skierowane w jego stronę, merda przyjaźnie ogonkiem i prosi, bardzo prosi żeby znowu ktoś mu powiedział „ty nasza mordko kochana nie oddamy cię nikomu za żadne skarby świata”. Nie tylko młody pies chce być kochany i przytulany, patrzyć z ufnością w oczy swojego pana… może tym razem nikt go już nie zawiedzie, nikt nie będzie taki okrutny aby mu dać kolejną szansę na „trzecie życie”, bo nie mamy pewności czy Tadzik poradzi sobie z kolejnym wstrząsem. Tadek to taki łagodny, zagubiony pluszak nie sprawiający żadnych problemów, dogaduje się z innymi psami i bardzo lubi dzieci. Potrzebuje ciepłego domu i naprawdę niedużego kawałka kanapy u boku swojego ludzia. Wierzymy, że na pewno znajdzie się ktoś komu nie będzie przeszkadzało że na Tadek to taki troszeczkę starszy pan , ktoś kto go pokocha, ktoś kto się uśmiechnie całym sercem patrząc jak Tadek drepcze za nim na tych swoich małych nóżkach. Tadek wciąż czeka i nadsłuchuje, może właśnie na ciebie??????
-
To tylko pies, Tak mówisz ? Tylko pies... A ja ci powiem... że pies, to często więcej niż człowiek. On nie ma duszy mówisz ? Popatrz jeszcze raz! Psia dusza większa jest od psa, I kiedy się uśmiechasz do niej Ona się huśta na ogonie. Smutny jest los porzuconego psa, a jeszcze smutniejsze jest gdy jest to już starszy pies. Pies , który spędził kilka lat psiego życia w swojej własnej rodzinie, miał pana/panią których kochał całym swoim maleńkim serduszkiem, wpatrywał się w ich oczy aby zgadnąć czy coś ich nie boli, zastanawiał się czy są z niego zadowoleni , myślał co jeszcze może zrobić żeby się do niego uśmiechnęli. Szczęściem dla niego było gdy pan/pani pochylali się nad nim i go głaskali po kudłatej łepetynie, brali jego pyszczek w swoje ręce i mówili cichutko ”ty nasza mordko kochana nie oddamy cię nikomu za żadne skarby świata”. Za tę odrobinę czułości, za własną miseczkę , za własne posłanie pies pójdzie na koniec świata za swoim panem. I jeśli trzeba by było gotów jest zawsze stanąć w jego obronie bez względu na to jakie by to było wielkie wyzwanie, stanąć nawet do nierównej walki o swojego pana z innym człowiekiem lub innym nawet większym psem. Robi to z miłości, robi to z przywiązania, robi to bo tak karze mu serduszko, tak karzę mu instynkt po prostu broni kogoś kto jest dla niego Bogiem i całym życiem. Nie wie , że po drugiej stronie tej jego wielkiej ‘góry miłości’ stanął człowiek, nie zdolnym do takiego uczucia, nie zdolny do poświęceń, niezdolny do bycia przyzwoitym wobec swoich bliskich. Mijają lata i pies z rozkosznego wełnianego kłębuszka drepczącego za swoim panem, staje się najpierw psem w średnim wieku ale w dalszym ciągu wskakującym swojemu panu na kolana, a potem już tylko psem w podeszłym wieku trochę zmęczonym, z siwiejącą mordką, zaczynający coraz gorzej widzieć, nie zawsze nadążający przebierać łapkami za swoim Panem. Nadchodzi moment , że pan zauważa zbliżającą się starość swojego pupila. Zapomina, że starość to też przypadłość ludzkiego istnienia. Nie myśli w takim momencie o przesłaniu jakie niesie ze sobą powieść „Drewniany talerz”. Postanawia , że w dowód miłości do swego czworonożnego oddanego przyjaciela , za lata spędzone razem w jednej rodzinie pod jednym dachem nie będzie miał sumienia go uśpić. Da mu szansę na „drugie życie” ……. pokaże mu drzwi i wyrzuci go na ulicę. A jeśli tej szansy nie wykorzysta, jeżeli zginie pod kołami samochodów, jeżeli zagryzą go inne psy lub zdechnie z głodu, zimna albo choroby to trudno życie idzie dalej…….. I tak pewnej listopadowej, zimnej i deszczowej nocy znalazł się samiuteńki na ciemnej , wrogiej, obcej sobie ulicy nie słysząc już głosu swojego Pana i nie czując jego oddechu przy swoim uchu. Wczoraj miał rodzinę dziś został całkiem sam. Zadawał sobie pytanie „Czym zasłużyłem na takie traktowanie, jaka to zapłata za moją wierność i oddanie? Panie mój, zabierz mnie stąd !!!” …. Ale nikt go już nie słyszał, ani skamlania, ani jego rozpaczliwego zawodzenia. Próbował, bardzo próbował być dzielny i jakoś sobie radzić. Szukał kontaktu z człowiekiem ale każdy kontakt przynosił nowe cierpienie, nowy ból. I kiedy po wielu dniach beznadziejnej tułaczki leżał taki bezsilny na trawniku, kiedy wiedział że nie wykona już żadnego kroku, kiedy myślał że czas się wybrać za Tęczowy Most, pochylił się nad nim człowiek, który nie zamierzał go ani uderzyć ani przegonić, który wziął go ręce, przytulił do siebie tak , że zaczęły topnieć sople lodu na jego przemarzniętym futerku i powiedział „będzie dobrze pieseczku”. Jego pan faktycznie dał mu szansę na „drugie życie”. Tadka znalazła krakowska wolontariuszka. Tadek bo tak dostał na imię w schronisku okazał się wielką , łagodną, kochającą kupką futerka , która nie bardzo sobie radzi w schroniskowych warunkach w zimnym, ciemnym, betonowym boksie wśród obcej sfory wrogich mu psów.. Jest pięknym, mądrym i rozumnym psiakiem, ale za delikatny żeby poradzić sobie w stadzie przecież zawsze był jedynakiem. Nigdy nie musiał walczyć o jedzenie, nigdy nie musiał bać się zasnąć, nigdy nie był taki samotny , nigdy jego serduszko tak strasznie się nie bało. Pomimo gehenny jaką przeszedł jest dalej psem czekającym cierpliwie i z pokorą na swojego pana, czeka na drapanko za uchem, łowi każdy głos każde słowo które jest skierowane w jego stronę, merda przyjaźnie ogonkiem i prosi, bardzo prosi żeby znowu ktoś mu powiedział „ty nasza mordko kochana nie oddamy cię nikomu za żadne skarby świata”. Nie tylko młody pies chce być kochany i przytulany, patrzyć z ufnością w oczy swojego pana… może tym razem nikt go już nie zawiedzie, nikt nie będzie taki okrutny aby mu dać kolejną szansę na „trzecie życie”, bo nie mamy pewności czy Tadzik poradzi sobie z kolejnym wstrząsem. Tadek to taki łagodny, zagubiony pluszak nie sprawiający żadnych problemów, dogaduje się z innymi psami i bardzo lubi dzieci. Potrzebuje ciepłego domu i naprawdę niedużego kawałka kanapy u boku swojego ludzia. Wierzymy, że na pewno znajdzie się ktoś komu nie będzie przeszkadzało że nasz Tadek to taki troszeczkę starszy pan , ktoś kto go pokocha, ktoś kto się uśmiechnie całym sercem patrząc jak Tadek drepcze za nim na tych swoich małych nóżkach. Wierzymy, pragniemy wierzyć, że los w swojej łaskawości okaże mu trochę miłości, a czyjeś litościwe serce pomoże nam w napisaniu szczęśliwego zakończenia historii Tadka. Tym kimś może być każdy, możesz być nawet TY……...
-
Kraków-duzy,niewidomy i SZCZESLIWY w swoim raju na ziemi!!!!!
marysia55 replied to karusiap's topic in Już w nowym domu
[quote name='Gonia13']a to dzisiaj ze mną spacerek jakby cioteczka marysia zaspała:diabloti: E... nie Apollo na to nie licz. Ona wpadnie w nocy i wyciągnie Cię za uszy...:evil_lol:[/QUOTE] nie zaspała tylko ciężko pracuje żeby nie powiedzieć haruje :grins::grins: oczywiście że wpadnę tu nocna porą i wytarmosze na spacerek..... a cooo niech trzyma kondychę :evil_lol::evil_lol::evil_lol: -
Krakow-Czesio psi ideal w idealnym domku!!!warto bylo czekac:)
marysia55 replied to karusiap's topic in Już w nowym domu
[quote name='karusiap']Berek:multi:Berek:multi:cudnie:loveu::loveu::loveu: i tatusiowy synek:loveu::loveu::loveu:[/QUOTE] no widzisz jak ci niewiele potrzeba do szczęścia, a jeszcze parę dni temu dałabyś się pokroić za imieniem Czesio :evil_lol::evil_lol::evil_lol: -
Krakow-Czesio psi ideal w idealnym domku!!!warto bylo czekac:)
marysia55 replied to karusiap's topic in Już w nowym domu
:crazyeye::crazyeye::crazyeye: nie ma żadnych nowych zdjęć. Jaka szkoda tak lubie wchodzić na ten wątek żeby utwierdzać się w przekonaniu że życie nie zawsze bywa okrutne . -
nie ma żadnym nowych wiadomości o Demi... wzrósł mój strach o te psiaki nie radzące sobie w schronisku będące celem ataków pozostałych psów. Bo cisza wcale nie oznacza że nic się dzieje w schronisku. Na krakowskim wątku został wczoraj zagryziony pies i znowu spóźniłismy sie o parę dni. Właśnie ruszała wielka akcja pomocy dla tego psa... niestety tym razem też za późno:-(
-
Sochaczew - VIKTOR - posylwestrowy prezent MA DOM
marysia55 replied to luka1's topic in Już w nowym domu
[quote name='luka1']narazie Viktor ma kandydata - był w schronisku i bardzo sie nim interesuje. Chyba pies długo nie posiedzi za kratami :cool3:[/QUOTE] obyś była dobrym prorokiem. Boston z krakowskiego wątku nie miał tyle szczęścia ... został zagryziony :shake: -
Sochaczew - VIKTOR - posylwestrowy prezent MA DOM
marysia55 replied to luka1's topic in Już w nowym domu
... i co dalej nikt sie nie zgłosił po Victora :shake: ja naprawdę nie moge uwierzyć że ktoś sie dobrowolnie pozbył takiego urodnego chłopaka!!! -
Noel - mimo wszystko z pod Szczęśliwej Gwiazdy
marysia55 replied to luka1's topic in Już w nowym domu
[quote name='kinga-kinia']super wieści o gwiazdeczce :) co do bazarku to rzeczywiście polecam dzieje się tam oj dzieje :cool3:[/QUOTE] a skąd wiesz :razz::razz::razz: ..... zaglądałaś !!! :evil_lol::evil_lol::evil_lol: -
Ja osobiście zostałam przekonana i tym mailem i tymi zdjęciami. Faktycznie gdyby chciał sie z tamtąd wydostać to dla takiego psa ten płoteczek :evil_lol::evil_lol: nie stanowiłby żadnego problemu. Pozdrawiam Panią Marie i zaczynam mysleć tylko pozytywnie.:lol::lol::lol:
-
Irenaka ja napisałam tekst dla Tadka i przesłałam do luka1 ale nie mam żadnej odpowiedzi. Może ty zerkniesz na niego okiem .Gdybys podała mi maila to chętnie ci wyślę skoro też robisz Tadkowi ogłoszenia.Może się przyda.