-
Posts
42560 -
Joined
-
Last visited
-
Days Won
1
Content Type
Profiles
Forums
Events
Everything posted by zuzlikowa
-
Jutro jadę do BUDRYSEK do Żywca i bedziemy próbowały znaleźć Małą. Z informacji dzisiejszych- nadal krąży w okolicach ciepłowni i pobliskiego gospodarstwa. Niestety BUDRYSEK nie udało sie jej dzisiaj zobaczyć...potwierdzili pracownicy(ochroniarze) i w tym gospodarstwie(taka niby ubojnia, masarnia )... Trzymajcie kciuki by się udało!Będzie kilka osób, więc może...
-
[quote name='jaanna019']Myślę, że zostaje na stałe. Umówiłam się z panią doktor, że gdyby coś się działo niepokojącego albo była potrzebna pomoc to zadzwoni, a nie dzwoni to chyba dobry znak ;)[/QUOTE] ...i tego będę sie trzymać i w to wierzyć :)... a potwierdzenie przyjmę jedynie jak kropkę nad i... ale to dawno już mówiłam ;)
-
[quote name='Kuna']Wg mnie raczej za późno, jest już duzy obrzęk, a to może grozić krwotokiem... trzeba poczekac.[/QUOTE] No to przechlapane...a niech cię dziewczyna!Kami- niespodzianka za niespodzianka, choc po prawdzie przecież powinnyśmy się tego spodziewać! W końcu to suńka :) Oczywiście Kuno- czekamy bezapelacyjnie.
-
GUSTAW, sznaucer, DZIKUS ZŁAPANY - nie uciekaj już psie!!!!MA DOM
zuzlikowa replied to malawaszka's topic in Już w nowym domu
[quote name='malawaszka']Nooo Gutek już wchodzi po schodach! Zwiedza dom! Dostał nowe legowisko, ale... jest za nowe i omija je z daleka :D ale ogarnie i będzie korzystał na pewno bo robi postępy niesamowite!!!! Jest 6 dni w nowym domu i ..... wczoraj dostał głupawki i bawił się - podskakiwał, biegał i miał radochę :laola: chodzi na spacery poznawać okolicę, patroluje ogrodzenie i wyszukuje miejsca które trzeba wzmocnić :lol: no i chyba będą z niego dobre psy :loveu: Gucio tak trzymaj! Pomału do przodu![/QUOTE] Tylko cieszyć się można... i uśmiechać. A dobra pogłupawka nie jest zła :)...trzymaj się chłopie. Będą...oj, będą z niego dobre psy. -
[quote name='hotelamok']Ze względu na brak szczerości, opuszczam ten wątek. Chciałam wszystkim bardzo serdecznie podziękować za wsparcie dla psiaka, zarówno finansowe jak i duchowe:smile: Dziękuję Psie Wolny za przysłanie leków dla Linka. Lincolm to mądry facet, wyjdzie z chwilowego"cofnięcia" i udowodni, że żaden z niego agresor. Trzymam kciuki. ...Zuzlikowa...świetny opis transportu;-) Cóż, nie dało się bardziej skrótowo opisać ponad 7 godzin w hotelu... nie oceniałam i nie opiniowałam- przedstawiałam fakty. Nie jestem alfą i omegą, ale jestem zainteresowana i zdeterminowana, by Lincolnowi pomóc skutecznie. Nie dbam o opinię o sobie... dlatego mogę przedstawiać fakty jednoznacznie i zgodnie z prawdą. Zastosowanie "chwytu" socjologicznego: "Ze względu na brak szczerości, opuszczam ten wątek."..."wyjdzie z chwilowego"cofnięcia" i udowodni, że żaden z niego agresor"... nie zmienia niczego w sytuacji Lincolna w Fundacji, lecz odwraca uwagę od istoty tego wątku…od rzeczywistej sytuacji Lincolna. A dokładnie tego obawiałam się, rozważając kwestię podania szerszego opisu transportu Lincolna, a gł. kwestii pogryzienia przez niego oraz okoliczności tego. Obawiałam się odwrócenia uwagi od Lincolna, a skupienia jej na hotelu... Nie chciałam kłótni, która tak często na dogo gości... Skupiłam się więc na stanie i sytuacji Lincolna... ale jak widać był to błąd, bo pozwala na snucie spekulacji co do faktycznego stanu- fizycznego i psychicznego Lincolna. Pozwala na podsuwanie "dwuznacznych" motywów przekazywanych przeze mnie informacji. Nie pomaga zaś w zrozumieniu rzeczywistych potrzeb i problemów tego psiaka, a miałam nadzieję, że te nas głównie interesują. A problemy były i są. Staje się to jednoznacznie jasne nie tylko w przebiegu "przygotowania" transportu Lincolna w hotelu, lecz także wtedy gdy zadamy sobie pytania: - co uniemożliwiało zaszczepienie psa w ciągu tego ponad 10m-cznego okresu pobytu w hotelu? - co odwlekało kwestię kastracji psa przez ponad półtorej miesiąca? - dlaczego żaden weterynarz nie ryzykował przyjazdu do chorego Lincolna lub hotel nie zawiózł chorego psa do lekarza? - dlaczego propozycja by 12-ego zabrać Lincolna i pojechać z nim do weterynarza, spotkała się z taką niechęcią i natychmiastowym odrzuceniem? - jak reagował Lincoln na domowników poza Iwoną? Czy mogli w czasie jego "spacerów" po wybiegu, wykonywać swoje codzienne czynności? - kto bezpośrednio zajmował się psem i jaka była reakcja opiekuna na oznaki niezadowolenia Lincolna? - z kim, poza Iwoną Lincoln mógł wyjść i wychodził na spacer?...oczywiście wliczając w to i mnie, ale kto jeszcze? - czy reakcja Lincolna na dotyk BUDRYSEK jest oznaką postępów w zachowaniu Lincolna? - czy przy codziennej opiece nad psem nie widać wrastającego w opuszek paznokcia i tworzącego sie tam ropnia? - czy przy codziennej obsłudze psa możliwe jest umknięcie czarnej śmierdzącej i smolistej wydzieliny w uszach? -czy przy możliwej codziennej obsłudze psa nie można wytrzeć psu oczu z ropnej wydzieliny? Gdyby odpowiedzi na te pytania wskazywały, że Lincoln jest choć w stopniu podstawowym zsocjalizowanym psem, "obsługę" w czasie transportu Lincolna przejąłby wielomiesięczny opiekun i przygotowanie do transportu w hotelu nie musiałoby trwać ponad 7 godzin. Jednak trwały ponad 7 godzin, a NIKT z nas nie potrafił założyć Lincolnowi nawet kagańca, ani zbliżyć się do niego bez obawy. Nie ośmielił się nawet zdjąć zsuniętego kagańca, który dławił go i utrudniał oddychanie. Wtedy nie musiałybyśmy z tym czekać wielu godzin i nie musiałby tego robić BUDRYSEK z moją pomocą. Co do szczerości... czyż nie powinna paść szczera odpowiedź na pytanie: Dlaczego opiekunka nie zabezpieczyła i nie zapięła Lincolna w samochodzie? Dlaczego nie zamknęła otwartych na oścież okien samochodu? Przecież dobrze znała Lincolna i jego zachowania od blisko roku i wiedziała jaki jest i jak może zareagować (Lincoln dopiero wsiadł do samochodu... wtedy jeszcze nie był zdezorientowany i zestresowany, ale miał już zsunięty kaganiec)... a może właśnie dlatego, że wiedziała? Wysuwanie teraz zarzutu o nieszczerość, bez podania konkretów, podważa jednoznacznie wszystkie informacje, które zostały przedstawione o sytuacji Lincolna w hotelu, w czasie transportu, w Fundacji... i o sytuacji zdrowotnej i psychicznej Lincolna. Tylko, jeśli mamy do czynienia teraz z psem, który "uwstecznił" się w trakcie transportu... to przecież do chwili transportu był jednoznacznie w hotelu i do transportu Lincolna powinien był go przygotować opiekun znający psa od dawna lub ludzie, którym pozwalał na "obsługę", znający jego potrzeby, jego zachowanie, jednoznacznie możliwości... A nie obce dla psa osoby. A tak się nie stało. Nic co było planowane w związku z transportem nie było robione bez konsultacji z hotelem i bez wzięcia pod uwagę stanu fizycznego psa... a wydawało się, że umiejętności i stan psychiczny Lincolna także... wydawało się. Rzeczywiście, każda prawda jest lepsza od kłamstwa... chyba, że... chodzi o nasz interes;-). Tylko tak naprawdę, kto ma w tym interes, by nie być do końca szczerą?...by nie godzić się na przedstawione fakty? Ja? Mniej mnie by bolało? Nie musiałabym być kłuta? Mniej leków musiałabym przyjąć? Zarobiłabym na tym? Straciła pieniądze jakieś? A może straciłabym klientów? A może podważałoby to moją opinię , o którą tak bardzo dbam;-)? Z pełną świadomością zamieściłam wszystkie swoje posty powyżej w odpowiedzi na post hotelu. Te po 12-tym lipca. Czy zawarte w nich stwierdzenia o kagańcu oraz braku smolistej śmierdzącej wydzieliny w uszach Lincolna wymysliłam sobie, czy została mi ona przekazana? Szczerość... tak to bardzo ważna kwestia, tylko komu ona przeszkadza? Mnie? Nie chciałam odnosić się do hotelu... i więcej też nie bedę. Mnie nie interesuje ani opinia, ani prosperita hotelu... nie interesuje też opinia o mnie... Mimo ogromnych trudności, mimo pogryzienia, mimo braku zabezpieczenia ran, mimo późnych godzin wieczornych, mimo bardzo prowizorycznego zabezpieczenia przed Linkiem zmusiłam BUDRYSEK(dziękuję Aga ) do ryzyka i przewiezienia nocą Lincolna kilkaset kilometrów do Fundacji... i nie podjęłam tej decyzji dla fanaberii. Jeśli miałam do wyboru dwa złe wyjścia: - ryzyko przewiezienia psa tam, gdzie zostanie mu udzielona rzeczywista pomoc, - a "ucieczka" przed zagrożeniem i pozostawienie go w hotelu, gdzie już 8 dzień czekał na pomoc medyczną, to wybiorę wyjście, które daje szansę realnej pomocy Lincolnowi... i to zrobiłam- ryzykując przewiozłam, z pomocą BUDRYSEK, psa do Fundacji. Nie podałam Lincolnowi dawki sedalinu , którą zalecił lekarz... podałam znacznie mniej. Ryzykowałam sama i BUDRYSEK, bo Lincoln nadal nie był dostatecznie zabezpieczony do podróży… my także(o czym w trasie mogłyśmy się przekonać, gdy chciał sie przepchnąć przez płytę... jednak wysiadka, brak naszego widoku, cisza i Lincoln znowu usnął). Miałyśmy wyjechać z hotelu i... wyjechałyśmy, mimo wszystko, z Lincolnem.
-
GUSTAW, sznaucer, DZIKUS ZŁAPANY - nie uciekaj już psie!!!!MA DOM
zuzlikowa replied to malawaszka's topic in Już w nowym domu
[quote name='malawaszka']Gutek nadszarpnał zaufanie tą ucieczką i nie ma taryfy ulgowej - zasady i granice ustala Pan Maciej, a nie Gucio i tak jest dobrze! :klacz:[/QUOTE] ... i tylko tak! Pies nie jest naturą, której dobrze, gdy rządzi. Gutek także nie tego potrzebuje. Szukałam wątku Gutka już jakiś czas. Bardzo się wystraszyłam przy wpisie o jego ucieczce... ale na szczęście zupełnie nie potrzebnie. Cieszę się bardzo. Powodzenia chłopie i po schodach marsz- p. Maciej ma dla Ciebie fajne miejsce bliziutko siebie :) -
[quote name='Kuna']Kami zbiera sie do cieczki moje Drogie Panie :) - znaczy teren na potęgę, chyba chce jakichś chłopów przyciągnąć, bo ten, z którym mieszka ma odnotowany brak cojones:eviltong: Oj... będzie się działo:cool3:[/QUOTE] No, to będzie się działo... Kuna, to na sterylkę już teraz za późno? A potem też trzeba odczekać...a niech to! Teraz domki jednoznacznie muszą być o tym informowane... ale i tak wymogiem było, że jak jest piesek to musi być wykastrowany. Dodatkowym warunekiem do umowy dla domku, który pojawi się w międzyczasie, bedzie wysterylizowanie Kami w odpowiednim okresie. Domek musi być bardzo spolegliwy i dobrze sprawdzony. A to ci niespodziankę nam Kamulec zrobił...
-
[quote name='Kuna']Hm... do mnie po haszczaki ludzie przyjeżdżają ze Śląska... widac, to nie są [B]ci[/B] ludzie..[/QUOTE] Dokładnie tak... to nie byli[B] ci[/B] ludzie. Po Nadinkę przyjechał Pan z Wrocławia, ale najpierw zaliczył Berlin i prosto stamtąd rwał po sunię do Warszawy... po Pudzianka, aż z drugiego końca Niemiec Pani przyjechała do Krakowa...
-
"Linek jest nieco zdezorientowany- wchodzi do kojca, a ten nadal zostaje otwarty... wychodzi znowu, rozgląda się, rusza znowu w przegląd otoczenia... i chyba szuka człowieka. Nie bardzo sobie radzi z tą sytuacją... jest dla niego nieznana i nie wie jak się do niej ustawić. Powtórzyła się już kilka razy... i Linek zaczyna wołać. Chwilę jeszcze poczekamy i albo sam wróci do kojca i położy się spać, albo wróci na polecenie człowieka. Zobaczymy... sytuacja niby mało widowiskowa, a budzi tak duży niepokój u Linka... i niepewność- jak się zachować. Sama jestem ciekawa jego zachowania... Czy na polecenie pójdzie sam do kojca?" Lincoln powtórzył tę operację: kojec- otwarty-wychodzi- chodzi po terenie, trochę powoła- kojec- otwarty-wychodzi- chodzi po terenie, ale coraz częściej siada mając na widoku dojście z domu, obserwując opiekunkę ... i tak już był zmęczony, że położył się i leżał. Na wybieg najpierw weszła Belka(retwailerka)- nie widział jej ostentacyjnie. Potem weszła opiekunka i... Linkoln podniósł się, doszedł do niej i razem, bez słowa, szli do kojca... pół metra przed kojcem opiekunka zatrzymała sie, Lincoln z marszu wszedł, kojec został zamknięty. Teraz Linek siedzi zadowolony, zmęczony, rozluźniony... spokojnej nocy chłopie. Jutro znowu czeka Cię to samo:cool3:
-
[quote name='Gosiara'][B]Pilnie potrzebna surowica dla szczeniaka z parvo![/B] [URL="http://www.facebook.com/#%21/event.php?eid=160870133988732"]http://www.facebook.com/#!/event.php?ei ... 0133988732[/URL] Niech ktoś zmieni tytuł![/QUOTE] Maluch ma parwo... [B]matka broniła go tak dzielnie, lecz przed chorobą nie jest w stanie![/B] POMÓŻMY URATOWAĆ MALEŃSTWO!
-
[quote name='Poker']A z jakiej to okazji publiczne życzenia? Na wszelki wypadek też się przyłączam. Albo nie rozstawiać jedzenia tylko umieścić w klatce -łapce. to może w końcu wlezie do niej.[/QUOTE] Mała przebywa na terenie dużego zakładu pracy...z wieloma pracownikami, więc nie ma możliwości ograniczenia jej dokarmiania- nie do wszystkich pracowników się nie dotrze. w nocy była klatka - łapka i ...nic się nie złapało, nawet koty. Jedzenie było nie zjedzone. Ale rano pracownicy potwierdzili, ze widzieli ja biegajaca po terenie zakładu.
-
W przyszłą niedzielę będzie budowany wybieg specjalnie dla Lincolna- kilkadziesiąt metrów kwadratowych... tu z przodu, przed wybiegiem, by miał widok na wszystko co się wokoło niego dzieje i by mógł pokazać, gdy będzie miał ochotę w tym życiu uczestniczyć... ale tylko na warunkach określonych przez człowieka. Uploaded with ImageShack.us Uploaded with ImageShack.us Linek jest nieco zdezorientowany- wchodzi do kojca, a ten nadal zostaje otwarty...wychodzi znowu, rozgląda się, rusza znowu w przegląd otoczenia... i chyba szuka człowieka. Nie bardzo sobie radzi z tą sytuacją... jest dla niego nieznana i nie wie jak się do niej ustawić. Powtórzyła się już kilka razy... i Linek zaczyna wołać. Chwilę jeszcze poczekamy i albo sam wróci do kojca i położy się spać, albo wróci na polecenie człowieka. Zobaczymy... sytuacja niby mało widowiskowa, a budzi tak duży niepokój u Linka... i niepewność- jak się zachować. Sama jestem ciekawa jego zachowania... Czy na polecenie pójdzie sam do kojca? Za Fundacją: "Brudny bernardyn to szczęśliwy bernardyn. Będę coraz brudniejszy, lubię kopać!" Uploaded with ImageShack.us Uploaded with ImageShack.us https://www.facebook.com/photo.php?fbid=233364203373641&set=a.233363746707020.56877.100001001892686&type=1&theater
-
Lincoln, robi pierwsze kroki w kierunku zauważenia, czego chce od niego człowiek... ...jest bardzo ruchliwym i ciekawym otoczenia psem- cały czas ma coś do zrobienia na wybiegu... nie przeszkadza mu w tym obecność Moniki : kopie i pogłębia dziury, kontaktuje sie z psami(jeszcze ustawia swoje warunki, ale nie każdy pies reaguje, więc Linek nie do końca wie co ma zrobić... a walczyć dla samej walki- nie jest głupim i bezmyślnym psem), sprawdza cały teren, ogląda konie, pilnie przypatruje sie temu co dzieje się daleko. Nie ma mowy, by popadać w samozadowolenie, ale wszystko to osiaga Lincoln z pełną wiedzą, że niczego z tego nie wymusił, że nikt mu sie nie poddał... jak jest zmęczony do kojca wraca sam, po to by po chwili znowu sobie wyjść na wybieg... Ewidentnie występuje też zmiana w jego wyglądzie... jeszcze nie takie jak być powinny, ale mam wrażenie, że widoczne... Uploaded with ImageShack.us Uploaded with ImageShack.us Uploaded with ImageShack.us Uploaded with ImageShack.us Uploaded with ImageShack.us
-
[quote name='zuzlikowa'] Zbierając wszystko razem, podejrzewam, że chłopak przeziębił się i powyłaziły wszystkie przypadłości(obawiam się, że i jakiś stan zapalny zagnieździł się w stawach i niestety nie tylko)...oczywiście nie było na co czekać i Linek ma zrobione badanie moczu, ale z krwią jest problem- weci boją się do Linka przyjechać by pobrać krew, jeden, który się zgodził miał być w piątek/sobotę i do dzisiaj się nie odezwał...Iwona próbowała w sobotę i wczoraj trzykrotnie nawiązać z nim kontakt i niestety bezskutecznie. Dzisiaj będzie trzeba coś pokombinować, bo tu nie chodzi o samo pobranie krwi, lecz leczenie, po zdiagnozowaniu. (...) Szczerze mówiąc jestem ogromnie zawiedziona tą "bezradnością" w diagnozowaniu Linka... niemożnością wezwania weterynarza i ich "nieumiejętnością"i niechęcią do pobrania mu krwi i zbadania psa.[B] Linek pozwala sobie założyć kaganiec, więc dla mnie strach przed nim jest nieco dziwny... (...) Czekam na informacje Iwony dzisiaj- czy wizyta się odbyła, czy pobrano krew. Jeśli nie- jutro rano pojadę do niego sama i zawiozę drania do lecznicy. [quote name='zuzlikowa'](...) Najwyżasza pora by już dokładnie zbadać chłopaka, tym bardziej,że nie tylko można to zrobić, bo na to mniej lub bardziej chetnie pozwoli, ale dlatego,że jednak pojawiła się zdecydowana potrzeba tego... zaobserwowane objawy nie są prawidłowe i nie można ich lekceważyć i oczekiwac, że same ustąpią. Z ogłoszeń miałam już kilka zapytań o Linusia...(...) Teraz przyplątały się problemy zdrowotne i już nawet do doświadczonego domu, go dzisiaj nie mogę wydać, bo zwiększam wielokrotnie zagrożenie Linka i domu- nie dość, że nowa sytuacja będzie na początku trudna nawet dla zdrowego Linka i domu, który adoptuje go, to teraz jeszcze dojdzie konieczność opiekowania się i leczenia, jeżdżenia do weterynarzy, bo Linek nie jest zdrowy( a takiej próby nie podjęła nawet Iwona). Mam w głowie kompletny chaos. Ta sytuacja nie może trwać bez końca. Linek przed wydaniem musi zostać przebadany dokładnie i wyleczony...musimy wiedzieć, czego dom może spodziewać się po Linku w czasie wizyty lekarza u niego lub wizyty Linka u lekarza. Jeszcze dziś muszę znaleźć wyjście z tej patowej sytuacji (choć przyznam,że jestem nią zesteresowana i zaskoczona). [quote name='zuzlikowa'](...) Lincoln był na spacerze, miał załozony kaganiec. Od początku starał się kaganiec zdjąć. Nie było co przedłużać spaceru, podprowadzony do samochodu, pięknie wsiadł- niejako z marszu...został przywiązany jedną krótszą smyczą do haków i...ściagnął kaganiec. Opiekun nie mógł założyć go ponownie. Byłyśmy obce dla psa, nie mogłyśmy jechać z nie zabezpieczonym psem, w stresie. Zdecydowałyśmy się na podanie przyśpienia. [FONT=Arial]Cóż, w zasadzie przebieg zabrania Lincolna opisany został zwięźle... jednak jak widzę, dla dobra Lincolna, musi być bardziej uszczegółowiony... dla dobra Lincolna i w przyszłości innych agresywnych psów. Przekaz musi być jednoznaczny, by nie pozwolić na przyklepywanie problemów i zadań jakie stoją przed psem i opiekunami. Musi zostać też przedstawiony jednoznacznie, by uświadomić nam, że nie każdy ma możliwość pracy z psem agresywnym...z róznych wzgledów. I nie każdy musi mieć taką możliwość i umiejętność. I nie ma w tym niczego wstydliwego i nie profesjonalnego. [SIZE=3]Jednak każdy z nas musi patrzeć jednoznacznie na sytuację psa i starać się ją widzieć dokładnie taką jaka ona jest... tylko prawidłowa diagnoza i opis rzeczywistego stanu dają szansę psu! Gwarantują nam, że nie wyadoptujemy nieodpowiedzialnie psa nieprzewidywalnego, nie sprawdzonego, poza kontrolą człowieka. Nie wyadoptujemy psa, który stałby się potencjalnym i rzeczywistym zagrożeniem dla ludzi. Choć poczatkowo, z różnych względów, nie opisałam sytuacji z "transportem" Lincolna do Fundacji, myślę, że teraz musi zostać jednoznacznie przedstawiona. Brak opisu tej sytuacji, odciąga uwagę od rzeczywistego stanu socjalizacji Lincolna i zadań jakie przed nim stoją. Pozwala na nieporozumienia związane z potrzebami tego konkretnego psiaka. Umożliwia budowanie obrazu nierzeczywistego i nieprawdziwego tego psiaka. Lincoln nigdy nie był psem, nad którym jakikolwiek człowiek miał kontrolę. Lincoln to psiak, który "pozwala" z sobą obcować na wyznaczonych przez siebie warunkach i tylko w wyznaczonych przez siebie bezpiecznych w jego mniemaniu granicach. Najwyższa pora powiedzieć to sobie jednoznacznie...dla dobra tego psa. A wracając do dnia transportu Lincolna do Fundacji... W związku ze stanem zdrowia Lincolna, a właściwie z brakiem jednoznacznej diagnozy w jakim stanie pies jest, nawet przez moment nie zakładałam przysypiania Lincolna do transportu. Nie chciałam ryzykować. Tym bardziej, że byłam przekonana, że Lincoln zna kaganiec, umie w nim chodzić... tak więc założyłam, że kaganiec, 2 smycze krótkie przypięte do haków w samochodzie, umożliwią bezpieczne przewiezienie psa. W zapasie miałam swoją linkę, która mogła być zastosowana jako pętla zaciskowa... na wszelki wypadek. Linek wyszedł na krótki spacer... na życzenie Iwony przejęłam Linka( na moją linkę), Iwona założyła Linkowi kaganiec i ... zostałam sama z psem, który usiłował robić wszystko, by kaganiec zdjąć. Próbował uderzać o ziemię, o moje nogi, o drzewa, o metalowe wsporniki ogrodzenia...szarpał się strasznie... Z upływem czasu, Lincoln nie wyciszał się, lecz nakręcał coraz bardziej. Nie było na co czekać. Bagażnik, przy którym stała Iwona i BUDRYSEK oraz drzwi od strony pasażera były otwarte. Miejsce dla Linka dawno przygotowane. Podprowadziłam go do samochodu. Bez najmniejszego problemu Lincoln wsiadł od strony pasażera. [/FONT][FONT=Arial Narrow][FONT=Arial]Został przypięty jedną ze smyczy do haka w samochodzie... Ja przerzuciłam swoją linkę na stronę kierowcy, zamknęłam drzwi pasażera, przeszłam na stronę kierowcy. Wtedy szarpiąc się nadal, Lincoln zsunął kaganiec. Drzwi bagażnika zostały zatrzaśnięte. Linek usiłował wydostać się z samochodu. Udało mi się zamknąć i drzwi kierowcy tak, że linka była zatrzaśnięta pomiedzy nimi ,a dachem samochodu. Tak mogłam nią manipulować i utrzymać go z dala od drzwi pasażera...bo oba okna były otwarte na oścież, a zapieta do haka metrowa smycz miała gumową rozciągliwą "rączkę". Od strony kierowcy uniemożliwiałam wyjście Linkowi, blokując okno jedynie reklamówką z jaśkiem. Niestety nie było możliwe ponowne założenie Linkowi kagańca i przypiecia go do drugiego haka oraz zamienienie tej rozciagającej się smyczy na inną, krótszą. Nie było możliwości na zamknięcia okien od strony kierowcy i pasażera. Nikt nie miał odwagi zaryzykować tych czynności... Lincoln nie dawał do siebie podejść nikomu. Miał pełną swobodę ruchu w samochodzie. Ograniczałam ją jedynie linką podpietą do jego obroży. Ta sytuacja nie mogła trwać wiecznie. Lincoln reagował tak, że nikt nie mógł podejść nawet do okna samochodu. Coraz bardziej sie wtedy nakręcał. Dlatego zdecydowałam jednak o przyśpieniu Lincolna. Iwona i BUDRYSEK pojechały do weterynarza. W czasie ich nieobecności, spokojnie dawałam sobie radę z Linkiem i nie było powodu do panikowania- Lincoln nie jest furiatem, ani frustratem. Sprawdzał co chwilę, czy uda mu sie wyjść, czy wypchnie poduszkę...i wracał z powrotem do srodka. Kładł się w samochodzie. Nie widział mnie, nie słyszał... nie miał powodu reagować i nie reagował. [/FONT][FONT=Arial] Jednak każda przechodząca i przystająca przy oknie osoba patrząca i odzywająca do niego, wywoływała wściekłość i niepokój Linkolna. Gdy było to przy zamkniętych oknach- nie było problemu, bo Linkoln rzucał się do okna i nie mógł nikomu zrobić krzywdy. Jednak po blisko godzinie( może nieco mniej, a może wiecej... trudno mi dziś określić), gdy Linkoln znowu sprawdzał, czy uda się mu odepchnąć poduszkę, w otwartym oknie stanęła matka Iwony i zaczęła mówić do Linkolna. Na jej widok, na głos- Linkoln rzucił się do przodu, wyrwał mi poduszkę...i wyrzucił przednie łapy przez okno[FONT="]. [/FONT] Udało mi się zarzucić pętlę z linki na szyję... wysunięty do połowy przez okno Linkoln przekierował swą złość na mnie... Udało mi się utrzymać go daleko od brzucha i klatki piersiowej, od twarzy... nie udało od rąk. By nie wysunął się z pętli, musiałam trzymać ją nad jego głową nisko. Jak długo udawałoby mi się utrzymać wściekłego i rzucającego sie na mnie Lincolna z dala od siebie i jedynie z pogryzionymi dłońmi? Nie dopuścić by wydostał się z samochodu na otwartą przestrzeń, mając mnie jak na dłoni? Jak zareagował by Lincoln po wydostaniu się z samochodu, gdy otwarta była brama? Nie wiem. W chwilę potem nadjechała BUDRYSEK i Iwona... zarzuciły koc, poduszki na okno, wepchnęłyśmy wspólnie Lincolna z powrotem do samochodu. Podanie środka usypiającego w zastrzyku, nie było łatwe i także nie skutkowało przyśpieniem Linka... Pies reagował na wszystkie bodźce. Każde zbliżenie, groziło pogryzieniem... zdecydowałam się na podanie porcji sedalinu w żelu (z obawy o stan Lincolna, mniejszej niż zalecił weterynarz)... Adrenalina, stres, napięcie spowolniło i osłabiło działanie środków. Spowodowało przynajmniej tyle, że zarzucając koc na głowę Lincolna mogłyśmy z BUDRYSEK odpiąć metalowy kaganiec, który dławił Lincolna i utrudniał oddychanie.[/FONT][/FONT][FONT=Arial Narrow][FONT=Arial]Pierwsze co zostało zrobione, po pierwszych oznakach uspokojenia, to było przymknięcie okien...jednak przez ponad godzinę Lincoln próbował kilka razy wyjść przez niedomknięte okno(musiało być niedomknięte, by był stały dopływ powietrza)...[/FONT][/FONT] [FONT=Arial Narrow][FONT=Arial] Nie potrafiłyśmy założyć kagańca z powrotem- Lincoln rzucał się, reagował na dotyk, chciał gryźć. Po jakimś czasie , uało się zapiąć Linka do półmetrowej nie rozciągliwej smyczy, założyć krótką pętlę zaciskową. Lincoln został przypięty do jednego haka... I tak "zabezpieczone" miałyśmy jechać do Fundacji. Dla zwiększenia bezpieczeństwa BUDRYSEK i uniemożliwienia Linconowi dotarcia do niej, między fotel kierowcy, a tył samochodu została włożona płyta OSB z kojca Lincolna. Pomogło to także wyciszyć Linka. Płyta zadziałała jak poduszka- dopóki nikogo nie widział i nie słyszał, nie reagował...wyciszał się. I tak "zabezpieczone" pojechałyśmy z Lincolnem do Fundacji. Po przyjeździe do ośrodka Fundacji, moje rany zostały obejrzane i miałam możliwość przemycia ich. Następnego dnia zostałam zabezpieczona przeciwtężcowo i antybiotykami (rany spowodowane przez chorego, nigdy nie szczepionego psa). Zabezpieczenie chirurgiczne nie było potrzebne. [/FONT][/FONT][quote name='zuzlikowa']Niestety spokój i stagnacja muszą zostać przerwane... nie możemy popadać w samozadowolenie, że pies się dał opiekunce pogłaskać, czy wyszedł z nią na spacer. Pies musi pozwolić na czynności opiekuńczo-pielęgnacyjne, które nie zawsze będą mu się podobały... dla własnego zdrowia i dobra. Wtedy nie dojdzie do problemów z wrastającym wilczym pazurem, do stanów zapalnych spojówek i uszu. Nie będzie problemów z wezwaniem weterynarza, bo opiekun będzie umiał odpowiednio psa przygotować na wizytę weterynarza. Przecież nie może być każdorazowo usypiany... zdrowie żadnego psa tego na dłuższą metę nie zniesie. Pies musi także nauczyć się akceptować wszystkie osoby, które akceptuje jego opiekun. Musi dać się odwołać, dać założyć sobie kaganiec bez zagrożenia dla kogokolwiek... z opiekunem włącznie. Tym bardziej, że jest to pies, który ma zostać wyadoptowany do "obcych" i dla niego, i dla nas ludzi... ludzi, których umiejętności i możliwości tak na prawdę nie jesteśmy w stanie do końca przewidzieć. Czy sytuacja przewiezienia do Fundacji była komfortowa? Zdecydowanie NIE. Jednak dała odpowiedź na podstawowe pytania: Czy Linkoln jest dziś psem do adopcji?Niestety odpowiedź jest jednoznaczna- NIE. Czy Linkoln jest psem, który podporządkowuje sie człowiekowi? NIE. Czy Linkoln nauczył się zaufania do człowieka, uwierzył, że człowiek chce dla niego dobrze?...czy zrezygnował z gotowości do obrony siebie? NIE Czy Linkoln pozwoli na czynności opiekuńczo- pielegnacyjne?NIE Czy Linkoln może zostać poddany jakiemukolwiek badaniu weterynaryjnemu bez przyśpienia, bo pozwoli sobie np. założyć kaganiec i nie wpadnie wtedy w stres i pobudzenie? NIE Czy zmiana miejsca i otoczenia, ludzi możliwa jest bez wywołania stresu i zachowań ofensywnych u Linka(np. do domu adopcyjnego)?NIE ...tak więc, niestety nie można mówić o uwstecznieniu, lecz o ujawnieniu się w pełni zachowań, których nie musiał do tej pory pokazywać obcując w zasadzie "na swoich warunkach", na "swoim terenie" z ograniczoną i niezmienną liczbą ludzi, będąc stale w bezpośrednim kontakcie w zasadzie z jedną osobą. Jednak musimy pamiętać, że wskaźnikiem stopnia przygotowania psa do adopcji, nie jest kontakt z bezpośrednią opiekunką, lecz zasadniczo pozytywne odpowiedzi na powyższe pytania... i do tego musimy zmierzać i w tym celu konieczna była i jest zmiana. Linek bezwzględnie musi zaufać i uwierzyć, że człowiek jest gwarantem jego bezpieczeństwa. Nie może się przed człowiekiem bronić, ani nie może dalej być "szefem" człowieka. Taka postawa Linka jest dla niego i otaczających go ludzi nie tylko destrukcyjna, ale i bardzo niebezpieczna. Strach Linka, który obudowany zostaje zachowaniami agresywnymi, może skończyć się dla psa i ludzi bardzo groźnie. Jeśli chcemy Linkowi pomóc, musimy bardzo realnie patrzeć na psa i odpowiadać na jego rzeczywiste potrzeby. Na dziś, poza wyleczeniem chorób ciała, najważniejszą potrzebą jest pomóc mu zrezygnować z postawy "ofensywnej, obronnej" i jednoznacznie "przejąć nad nim kontrolę". [FONT=Arial Narrow][FONT=Arial] [/FONT] [/FONT]
-
Lexi i Hipolit w DS! Dziękuję Budrysku! Bo to dzięki Tobie!
zuzlikowa replied to Klaudus__'s topic in Już w nowym domu
[quote name='Iv_']Buszujący w zbożu :loveu: [url]http://img803.imageshack.us/img803/6598/dsc00837y.jpg[/url][/QUOTE] :) :) :)... piękne... -
Lexi i Hipolit w DS! Dziękuję Budrysku! Bo to dzięki Tobie!
zuzlikowa replied to Klaudus__'s topic in Już w nowym domu
[quote name='Łukasz__']Kawalera? :o Czy też zajmuje się adopcją psiaków i szuka mu ds? :lol:[/QUOTE] hihihi...w końcu coś prawdy w tym jest :Z kim przestajesz, takim się stajesz :lol:...Lexi BUDRYSKIEM, jak widać, zdążyła nasiąknąć:lol: -
[quote name='Anula']No tak -teraz może być wszędzie,chociaż Soema pisała wyżej,że raczej będzie się trzymała jednego miejsca.Mam nadzieję,że się znajdzie i będzie złapana bo jak nie to jaki los ją czeka![/QUOTE] Cały Żywiec jest oplakatowany informacjami o Malutkiej... było kilka telefonów z informacjami(tak BUDRYSEK zlokalizowała Małą w ciepłowni)...mocno trzymam kciuki, by Mała się znalazła i pozwoliła złapać. [URL="http://imageshack.us/photo/my-images/11/slajd1c.png/"][IMG]http://img11.imageshack.us/img11/9200/slajd1c.png[/IMG][/URL] Uploaded with [URL="http://imageshack.us"]ImageShack.us[/URL]
-
[quote name='tanitka']Kubus w koszulinie wyglądał zabójczo! I jaki model z niego:smile: Benio wygląda fantastynie, wypiękniał, zmężniał, a te uśmiechy i wywalone jęzory poprostu sama radość życia. Co do zakładania sobie łapek na głowę i zakrywania oczu -to to jest jak zaobserwowałam specjalność tej rasy. Urocze :smile:[/QUOTE] Kubełek, to rzeczywiście zabójczy facet! :)...nie mogę chodzić z trójką panów, bo właśnie Kubełek okazuje się najbardziej zapalnym osobnikiem:evil_lol:...obojetne mu, czy psiak, czy byczek, czy krowa...czy też jakiś inny zwierz np "rower"- atakować i odganiać trzeba! Benio, coraz częściej wychodzi na choć jeden dłuuugi samodzielny spacer do wybiegania, wysprawdzania okolicy... teraz ćwiczymy zawzięcie odwoływanie smyka, bym mogła mieć pewność, że spuszczony w otwartej przestrzeni, wróci na przywoływanie...no i rozglądam się za adresówkami, na wszelki wypadek(podpisy na szelkach jednak wyblakły i są nie widoczne:shake:)... Nie rezygnuję jednak ze wspólnych wypadów, bo ostatnio i Lucuś zaczął podbiegać i bardziej interesować się zaroślami i ...śledzeniem Benia:evil_lol:...dobrze chłopakom robią te wspólne spacerki.
-
Lincoln od kilku dni zjada suchą karmę Britt- 5 litrową miskę, z górką jednorazowo. Co drugi dzień dostaje gotowane... potrzebuje tego, więc gotuje sie specjalnie dla niego. Następują małe kroczki- wychodzi poza zainteresowanie sobą: Lincoln dołączył do Barnaby w obszczekiwaniu koni. Ujadają wspólnie na sygnał dany przez Barnabę. Dziś nie musimy już martwić się o zdrowie psa... to jest zabezpieczone. Lincoln prezentuje jednoznacznie zachowania psa, którego znane mechanizmy zawodzą- usiłuje je wymusić i wrócić do starych sposobów postepowania. A tego nie ma i nie będzie, bo wiemy już jak zachowuje się z kiełbasą i wycofywaniem się. Wiemy, co zostało w ten sposób osiągnięte. Teraz trzeba sprawdzić reakcje na inne postepowanie... wyprowokować inne, nowe dla niego sytuacje i odpowiadać na reakcje psa: wzmacniając te pożądane, nie reagować na reakcje i mechanizmy, których nie chcemy. Możemy długo i wiele dyskutować o zachowaniu Lincolna... wczoraj, dziś... w hotelu, w czasie transportu, w Fundacji... jednak najistotniejsze jest jednoznacznie odpowiedzieć na pytanie: Co chcemy osiągnąć z tym psem? Jaką planujemy dla niego przyszłość? Jednoznacznie określić na jakim etapie socjalizacji jest ten psiak.
-
[quote name='BUDRYSEK']nie pytajcie jak zwiala bo to szok! jest obok bloku w elektrocieplowni ale smiga jak blyskawica jutro rano bede probowala na klatke lapke...musi sie udac! edit: dzisiaj uciekla rowniez nasza Lexi z ds :( [URL="http://www.dogomania.pl/threads/195994-Lexi-i-Hipolit-w-DS%21-Dzi%C4%99kuj%C4%99-Budrysku%21-Bo-to-dzi%C4%99ki-Tobie%21?highlight=lexi"]http://www.dogomania.pl/threads/195994-Lexi-i-Hipolit-w-DS!-Dziękuję-Budrysku!-Bo-to-dzięki-Tobie!?highlight=lexi[/URL][/QUOTE] ... Lexi odnalazła się... niech i Malutka się odnajdzie także. Jeszcze nie ma jej.
-
Lexi i Hipolit w DS! Dziękuję Budrysku! Bo to dzięki Tobie!
zuzlikowa replied to Klaudus__'s topic in Już w nowym domu
Lexi się odnalazła:lol:... przyprowadziła sobie kolegę.