Przeczytałam, łzy pociekły, wróciły wspomnienia.
Musiałam pomóc odejść mojemu Indyczkowi (ONka - rak żołądka). I potem te dręczące pytania: czy dobrze zrobiłam, może inny lekarz, operacja, leki, może, może...
Czy świadomość, że już nie cierpi, że moja decyzja była podyktowana miłością pomogła? Nie wiem. Wiem, że budziłam się w nocy z wyrzutami sumienia, płaczem. Pomyślałam, że już nigdy nie pokocham żadnego psa, bo drugi raz tego nie dam razy przejść, nie udźwignę tego bólu.
Moje serce było rozbite na milion kawałków.
I wtedy pojawił się plasterek. Moja Lenka, kudłate szczęście. Nie sprawiła, że przestałam tęsknić ale pomogła mi się z tym uporać.
Wierzę, że Twój pies, tak jak mój biega teraz za TM. Od czasu do czasu wskakuje na swoją chmurkę, z której patrzy na Ciebie. I wie, że pewnego dnia się spotkacie. On już to wie, teraz musisz uwierzyć w to i TY.