Kochani, nikt nikogo nie zmusza przecież do partycypowania w kosztach ratowania dzieci buldozich....naprawdę...to dobrowolna akcja, ja i kilka osób na tym wątku tak uważa, jeżeli się z tym nie zgadzacie, też macie do tego prawo...szanuję wasze zdanie i gdzieś tam czuję jego zasadność...
ale sercem myśli się inaczej niż rozumowo!
Mona, którą poznałam tylko na zdjęciach, a która tak bardzo podobna była do mojej bulwy, ciągle stoi mi przed oczami....patrzy tymi dużymi, mądrymi, zbolałymi oczami na mnie i bezgłośnie prosi...cichutko...milcząc...jak żywy obraz cierpień..."zrób coś" , "nie stój bezczynnie"
Tak, Mona, nie chcę stać bezczynnie...nawet jeśli to głupie i nieracjonalne i bez sensu...nie będę stać bezczynnie!!!
Sercem patrzy się inaczej...
Chętnych do pomocy zapraszam na bazarki!!!Mimo wszystko!