Na początku sierpnia pod naszą opiekę trafił pierwszy pies po wypadku. Potrącony przez samochód, a wcześniej wyrzucony na ulicę przez swojego "właściciela". Ranny, bez pomocy leżał przy drodze prawie dwie doby.
Nie chcemy nawet wyobrażać sobie, co przeżywał: potworny ból i jeszcze większe przerażenie. Trafił pod naszą opiekę, ponieważ nikt inny nie chciał się nim zająć: gmina, w której miał miejsce wypadek, nie interesuje się bezdomnymi zwierzętami.
Co by było, gdybyśmy nie zabrały go do lecznicy? Zgasłby na poboczu drogi, jak tysiące psów, o których nawet nie wiemy, które umierają anonimowo.
Nazwaliśmy go Ogonek. Ogonek bez ogonka, bo stracił go w wypadku, ma m.in. połamaną miednicę. Po ciężkiej operacji dochodzi do siebie w pensjonacie dla zwierząt. Jest obolały, ale przede wszytskim nadal ogromnie przerażony. Bardzo potrzebuje troskliwego opiekuna, który zajmie się nim troskliwie i nauczy go znowu ufać ludziom.Uwielbia towarzystwo innych psiaków, przy których robi się bardziej śmiały. Ogonek ma około roku.