Liko pojawił się znikąd...13.04.2009,równo 5 miesięcy po śmierci Koliego...
Wieczorem wypuściłam psy na sprawdzone podwórze i pilnowałam.Wtem pojawił się ON.Po prostu.Nie wiem-może ktoś go wyrzucił???Był bez smyczy i obroży,biegał po ulicy,byłby wleciał pod auto.Otworzyliśmy bramkę i wszedł do środka.Tyrsa,która zazwyczaj warczy na obce psy przywitała go jak swojego...Psiak wszedł do domu.Od razu wiedział,gdzie kuchnia,sypialnia,,,Obwąchiwał wszystkie kąty jakby tu już kiedyś był...A Tyrsa cieszyła się jak głupia.Nawet nieufna Bajka biegała i się cieszyła...Z początku mówiliśmy na psa Cezar.Myśleliśmy,że może się komuś zgubił.Ale ani w schronisku,ani w lecznicach go nie szukano.Więc został u nas.I nazwaliśmy go Liko...Bo mam wrażenie,jakby to Koli wrócił...Głupie,wiem...:oops:
Co do Marcelka-on musi poczekać,aż się ktoś w nim zakocha...;)