Dzis sie poklocilam z facetem, ktory stwierdzil ze go pies ciagnie na smyczy i musi go oddac do schroniska. I mowil to zupelnie bez emocji. Nie rozumiem tego.
Cioteczki spokojnie,czekam na telefon od kierowcy, ktory powiezie nasza slicznote. A bedzie to w sobote lub niedziele.Wczesniej pan nie moze bo jest w trasie. Mam cichutka nadzieje, ze juz nic sie nie wydarzy.
Wybor jest taki: jedzie juz a sterylka w nowym domu lub sterylka w schronie i nie wiadomo czy przetrwa. Wiem i zdaje sobie sprawe, ze sterylka to wazna rzecz i nie powinnam jej tak wydawac. Ale w tej sytuacji zdaje sie ze wybor powinien stawiac dobro psa ponad wszystko.Trudno, biore to na siebie. Domyslam sie ze pewnie sciagne gromy na swoja glowe.Trudno. Nowy dom czy byc moze smierc w schronisku ale wysterylizowana?