Kochani Dogomaniacy!
Wątek zakładam na prośbę znajomej. Przeklejam treść jej rozpaczliwego maila:
[FONT=Tahoma][B]RATUNKU!!![/B][/FONT]
[FONT=Arial][SIZE=2][FONT=Arial][B]Szanowni Bliżsi i Dalsi Znajomi!! Proszę i BŁAGAM Was o pomoc. Na Cmentarzu Powązkowskim został porzucony pies, sliczny długowłosy, bezowo-brązowy; jest podejrzenie, że to suczka, ale na pewno tego nie powiem, bo kudełki i odległość nie pozwalają na diagnozę w tej sprawie.Ja go pierwszy raz zobaczyłam w sierpniu i zdziwiona, myślałam, że ktoś przyszedł z psem. Niestety - podobno jest on tam już od maja!!! Jest łagodny, ale nieufny, potwornie przestraszony, a w tej chwili zmarznięty(CO BĘDZIE DALEJ???), przemoczony, wygłodniały. Jeżdżę tam, ile razy mogę i nie mogę, wożąc jedzenie.Cudem przetrwał 1 i 2 XI. ( czy wiecie jak ludzie reagują na psa na cmentarzu!!???lepiej, jesli nie wiecie...).Od miesiąca czynię wszelkie starania przez wszystkie możliwe stowarzyszenia, fundacje, weterynarzy,miejscowych, "cmentarnych" ludzi, etc. Odpowiedź jest jedna: wezwać straz miejską(eko). Ja na poczatku , raz , naiwnie to zrobiłam. Po pierwsze psa wywieziononoby na Paluch, po drugie nastepnego dnia powiedziano mi, że ... "psa nie zlokalizowano i mam sama...złapać psa, trzymac i wtedy do nich dzwonić"!!! To cholerne eko , już oczywiście nie przeze mnie wzywane, było jeszcze wielokrotnie ( ludzie się oczywiście skarżą), ale z podobnym powodzeniem.W tej chwili sytuacja robi się beznadziejna: na cmentarz już prawie nikt nie będzie jeździł, ja coraz rzadziej, a wkrótce( z przykrych, znanych niektórym powodów-wcale), sa już przymrozki, idzie mróz. Pies zamarznie lub/i padnie z głodu!!! Niektórzy z Was wiedza, że ja nie moge go ( ją?) wziąć z b. uzasadninych względów. KAŻDEMU, KTO ZDECYDUJE SIĘ PRZYGARNĄĆ PSINĘ, ZWRÓCĘ KOSZTY WETERYNARZA, BUDY ( jesli nie chce/nie może trzymać w domu), KARMIENIA!! TAK WIERNEJ I DOZGONNEJ MIŁOŚCI , JAK PSIA , NIE MA NA ŚWIECIE!! ( wiem, że niektórzy się oburzą, ale to prawda!!!; zaznaczam, ze ja mam...kota Toffika!).Byłam dziś na Powązkach . Piesio do mnie podchodzi już b. blisko, a później idzie za mną , krąży wokół! Wracałam do domu płacząc i wcale sie tego nie wstydzę! Myslę o nim cały czas w domu i serce mi pęka, gdy myślę , jak on marźnie, głoduje i na co jest narażony. Ratując psinę, ktoś uratuje i mnie ( co może mniej ważne), bo to już moja obsesja i rozpacz, mimo, jak wielu wie, dużych ostatnio zmartwień i klopotów.Proszę, błagam- ruszcie sumienia Waszych znajomych, Wasze, rozeslijcie wici!!! Czekam na wiesci. To b.b. pilne, bo piesio nie przetrwa!! Pozdrawiam z nadzieją na pomoc -małgosia kopczyńska[/B][/FONT][/SIZE][/FONT]
[FONT=Arial][SIZE=2][COLOR=navy][FONT=Arial][EMAIL="
[email protected]"][COLOR=#0000ff][B]
[email protected][/B][/COLOR][/EMAIL][/FONT][/COLOR][/SIZE][/FONT]