-
Posts
6276 -
Joined
-
Last visited
Content Type
Profiles
Forums
Events
Everything posted by Betbet
-
Zaadoptowana! PEPI jak welsh corgi, miłość w wersji mini. Gdynia.
Betbet replied to pinkmoon's topic in Już w nowym domu
Jaka Ty śliczna jesteś i widać, że taka domowo-miziastaaa! -
[Gdynia] Zlikwidowana pseudohodowla, szczeniaki czekają!
Betbet replied to natalia_aa's topic in Już w nowym domu
spoko, pytam tylko. Oficjalnie nie wolno mi posiadać tymczasów w wynajmowanym mieszkaniu. Miewam kontrole. Ale pytam, bo bywa, że moim znajomym zwalniają się miejsca na tymczas a szczeniak w schronisku to kiepska sprawa... Zatem czekamy na wyniki. -
[Gdynia] Zlikwidowana pseudohodowla, szczeniaki czekają!
Betbet replied to natalia_aa's topic in Już w nowym domu
czy cuś zostało jeszcze bez DT? -
Viza się odnalazła! - z przychówkiem... szukamy DS dla 6 dzikich szczeniąt
Betbet replied to Kuna's topic in Już w nowym domu
amoże jesteśmy w stanie umówić się wieksza grupa i ruszyc razem? może to da wieksze szanse?z roznych stron, w roznych kierunkach? sama juz nie wiem... -
Jest przecudowna!!! oby malutka znalazła jak najszybciej domek...gdzie ma ogłoszenia? Jak można jej jeszcze pomóc? Natalia bądź moją główną instruktorką w sprawie gdyńskich psów, hm? Jeśli jutro nie będzie lało...no to może choć przez kraty zobaczę małą.
-
Viza się odnalazła! - z przychówkiem... szukamy DS dla 6 dzikich szczeniąt
Betbet replied to Kuna's topic in Już w nowym domu
Około 14 ruszamy z PKP Oliwa do zoo. No chyba że lunie jakoś mocno. Będziemy się rozglądać. -
Viza się odnalazła! - z przychówkiem... szukamy DS dla 6 dzikich szczeniąt
Betbet replied to Kuna's topic in Już w nowym domu
o matkoooo żeby się znalazła nooo:/ jak raz leżę z obolałym gardłem i nie wime co mi się rozwija:/ -
Viza się odnalazła! - z przychówkiem... szukamy DS dla 6 dzikich szczeniąt
Betbet replied to Kuna's topic in Już w nowym domu
zgadza się, tlyko to ogłoszenie jest wo kolicy -
Jesli już tak porównałaś, to ja bez wywoływania wojny pozwolę sobie coś wtrącić. aborcja, eutanazja...bla bla...rzuciłaś temat domów starców. Byłaś kiedyś w takim miejscu? Rozmawiałaś z tymi ludźmi? Wiesz co większość przyznaje?????!!!!!!! ze modlą się o to żeby jak najszybciej umrzeć bez bólu. Bo są tam osamotnieni, czasem upokorzeni i nie czekają już na nic dobrego! Gdyby mogli wybierać...część wybrałaby święty spokój i brak bólu. Kto wie co wybrałyby te biedne psy... Rozsądek, rozsądek musi kierować ludźmi. Bo to rozsądek mówi o sterylizacji, a miłość? "Kocham moją sunię więc ją rozmnażam!"
-
A moje zdanie jest bardzo podobne do zdania Vectry. i choć sama ratuję zwierzęta jestem też w jakimś stopniu w stanie zrozumieć zgreda. Nie usypiamy zwierząt, a pakujemy je do zwierzęcych miejsc zagłady. Usypiamy młode, a trzymamy agresywne czy stare. Oczywiście, oczywiście, ja też kocham psie staruszki! Tylko ich jest zatrważająca większość w schroniskach...dajemy im dożywocie bez człowieka, trawy, biegu. Czy tego właśnie chcą? Wydajemy ogrom pieniędzy na operacje, hotele itp...czy słusznie? Za te pieniądze po prostu moglibyśmy więcej sterylizować... Na pewną są dwie strony medalu. Ale mnie także czasem doprowadza do rozpaczy ratowanie przypadków "beznadziejnych". Przede wszystkim sprawić by zwierzęta nie cierpiały - fizycznie i psychicznie. Nie ratować ich tylko po to, by potem wsadzone do schronisk gniły... A niestety bywa, że wśród organizacji, jak i osób prywatnych, obserwuję przerost ambicji oraz konieczności pokazania jacy jesteśmy "zaje*****" nad rozsądnym oszacowaniem sytuacji, stanu i szans zwierzęcia. Ważna rzecz. Rozróżnić psy autentycznie agresywne od tych oddawanych z powodu rzekomej agresji.
-
Viza się odnalazła! - z przychówkiem... szukamy DS dla 6 dzikich szczeniąt
Betbet replied to Kuna's topic in Już w nowym domu
Jagiellońka powiadasz?zaraz napiszę do markofixów, oni tam mieszkają, może będą mogli sprawdzić podczas spaceru z psem -
[quote name='cymbianka']Betbet-świetnie Ci idzie jeżeli to 7 rysunek w życiu:crazyeye:;) oby tak dalej:cool3: a co do sierści to tak jak pisze LeCoyotte kreska koło kreski , wiadomo, że w różnych partiach pyska w innych odpowiednich kierunkach;) LeCoyotte - świetny kociak:loveu:[/quote] dziękuję, to motywujące:) kreska koło kreski, no dobra. a czy są jakieś przesłanki co do tego jakim ołówkiem najlepiej to robić?boję się, że kreska koło kreski sprawi, że zrobi się coraz ciemniejszy ale nie sierściowy;) kociak boski:loveu:
-
To mój siódmy rysunek w życiu, bez żadnych szkół czy czegokolwiek...i po raz pierwszy zdecydowałam się spróbować zrobić sierść...ratunku. Bazgram, bazgram, mam wrażenie, że stoję w miejscu...Zdjęcie jest niewyraźne,mam słabe światło w pokoju. Ale co Wy robicie (oprócz ogromnych talentów), że ta Wasza sierśc to tylko siąść i głaskać?? <tzn nie Wasza tylko na Waszych rysunkach!!!:diabloti:> [IMG]http://img143.imageshack.us/img143/1451/dsc05178u.jpg[/IMG]
-
Jamniczek Harry - jednak Czarodziej-wyczarował sobie dom....miłość....
Betbet replied to brazowa1's topic in Już w nowym domu
owszem. w wysokich górach świetnie. byle nie nad Morskie Oko, bo co bryczka Cie mija to masz ochotę konie zastapić a ludzi wymordować. w wysokich górach raj. Harrutku nooooo. ludzie są bleee,wiesz? -
GameBoy może najpierw przeczytaj uważnie...napisałam "Oczywiście nie zrobię tego". Własnie dlatego, że zamiast psu pomóc mogłabym go pośrednio zabić. Ponadto uważasz, że odwiążę psa, sprzedam mu kopa i wyślę na orbitę? Myśłałam wielokrotnie o tym, co zrobiła Patikujek
-
Prawdopodobnie ja już zwariowałam ale...przynajmniej trzy razy w tygodniu jestem w ogromnej galerii handlowej. Ogromnej. Mam pod nosem, to co mi szkodzi. Ale nie o tym... Za każdym razem pod galerią siedzi, uwiązany lub nie, pies. Czasem tkwi tam tak długo, że widzę go po półgodzinnych zakupach, gdy wychodzę. Mam wtedy ochotę psa odwiązać. Oczywiście nie zrobię tego, ale szlag mnie trafia.
-
Zasłużyłeś na wątek pożegnalny.Mały,dzielny obrońco...
Betbet replied to Betbet's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
Murzynek został już pochowany. Pożegnała go rodzina, drugi psiak i pies znajomego. W miejscu gzie leży zakwitnie w przyszłym roku krzew białych róż, tak jak myślałam... -
Zasłużyłeś na wątek pożegnalny.Mały,dzielny obrońco...
Betbet replied to Betbet's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
Dziś, Kochany, dostaniesz swoje ostatnie stanowisko. Już zawsze będziesz bronił swojego miejsca. Nie zobaczę Cię więcej, Przyjacielu. Ale na pewno odnajdę miejsce, gdzie sobie spoczywasz... Na pewno... Jestem pewna, że Mama posadzi na tym miejscu krzew róż. Czemu? Bo uwielbiałeś jej podsikiwać właśnie róże:( -
Zawsze zastanawiałam się po co jest wątek Tęczowy Most. Bo po co wylewać żal i łzy w internecie. Przecież cierpienie to sprawa prywatna... Teraz już wiem. Teraz, kiedy zostałam z tym ogromnym żalem sama, a w dodatku kilkaset kilometrów od miejsca, w którym godzinę temu zakończył żywot...Co się ze mną dzieje wie każdy, kto zamieścił już w tym dziale wątek... Jedyne co przyszło mi do głowy to to, że Murzyn zasłużył na coś, co go upamiętni. Zasłużył na to żeby znano jego pogmatwaną historię i żeby pożegnano go choć tak... Jakim był szczeniakiem, nie wiem. Kiedy byłam małą dziewczynką starsi koledzy zabrali mnie raz na "opuszczone bunkry". Oficjalnie nie wolno było zapuszczać się w tamtą częśc miasta, ale ktoś, gdzieś się dowiedział, że mamy bunkry. Trzeba było sprawdzić. Banda dzieciaków zakradła się do pieknego, starego obiektu. W chwili, w której próbowaliśmy przejść przez ogrodzenie kolczaste z budynku wybiegł pies. Niewielki, czarny pies, który rzucił się w naszą stronę ze wściekłym ujadaniem. Uciekaliśmy ile sił w nogach. Było pewne - budynek choć teoretycznie opuszczony to jest pilnowany! Gdybym tlyko wiedziała... Ale nie wiedziałam. Nie, nie wiedziałam, że czarny kundelek przez lata zaciekle bronił obiektu przed złodziejami, złomiarzami, ciekawskimi, bezdomnymi. Zupełnie sam. Wtedy nie wiedziałam też, że za kilka lat ten pies będzie nasz. Minęły lata. Moi rodzice któregoś dnia oznajmili nam (tzn mi i bratu), że wydzierżawią zabytkowy obiekt w mieście. Tak, tak. To było dokładnie tam, ale ja o psie już nie pamiętałam. Przez pierwsze dni go nie było. Pojawił się dopiero później. Okazało się, że w jednym z magazynów leży pies. Na gołym betonie. Zima, przerażająco zimno a on tam. Szczekał, przeganiał nas, nie pozwalał wejść do magazynu. Posiwiały pyszczek zdradzał dosyć podeszły wiek. Próby wykurzenia go z magazynu nie poskutkowały. To było jego miejsce. Postanowiliśmy dać mu szansę. Bezimienny kundel otrzymał koc i miskę. Pamiętam, że podczas pierwszego karmienia popełniłam karygodny błąd. Miska. Karma. Nałożyłam karmę do miski. Pies rzucił się wygłodniały na jedzenie. Byłam zadowolona. Niestety jadł tak intensywnie, że miska zaczęła szybko sunąć po podłodze w moją stronę. A ja stałam akurat w rogu magazynu. Ani w lewo, ani w prawo. Dotknęłam miską nogi, by ją przesunąć...i to był błąd. Pies złapał mnie za nogę zębami. Nie zrobił mi wielkiej krzywdy, ale strasznie najadłam się strachu. Spodnie porwane. Proces oswajania psa trwał, myślę, jakieś dwa lata. Pies bał się wszystkiego. Powoli zaczynał wychodzić na nasz widok. Codzienna styczność robiła swoje. Ale każda podniesiona w górę dłoń powodowała u niego zwrot o 180 stopni i szybą ucieczkę. Ten pies doskonale znał kamienie...od ich najgorszej strony. Bał się kijków, podniesionych rąk, bał się krzyku. Nie ufał nam wcale. Powoli, bardzo stopniowo zaczynał się oswajać. Najpierw jedzenie z ręki, potem pierwszy dotyk, pogłaskanie. Dalej, dalej. Zdarzały my się wpadki. Kilkakrotnie nadepnięty na ogon ugryzł kogoś z nas. Było mu wybaczane. Już wiedzieliśmy, że to pies po strasznych przejściach. Jedyny mały obrońca starej, zabytkowej budowli. Pierwsza wizyta u weterynarza była koszmarem. Pies nie znam smyczy ani kagańca. Zawsze biegał luzem. Miał naturę włóczęgi, z którą ciężko było nam sobie poradzić. Kochał wolność, kochał trawę i zdecydowaliśmy się na własne ryzyko nie ograniczać mu tego. Tutaj mogą padać gromy z jasnego nieba, ale oszczędźcie mi tego. Gdybyśmy mieli warunki, to oswojonego zabralibyśmy do domu. Niestety rodzinne mieszkanie jest malusieńskie, a 3 z 4 domowników ma poważne problemy z alergią. O zwierzętach w domu nigdy nie było mowy. Któregoś dnia ktoś zawołał na niego Murzyn. Bo taki czarny. I okazało się, że to imię działa. Murzyn reagował na Murzyna więc...został Murzynem. Weterynarz ocenił jego wiek na 13-14 lat. Dużo, bardzo dużo. Murzyn miał problemy ze wszystkim. Reumatyzm i zęby doskwierały mu najmocniej. W wieku 16 lat przeszedł pod narkozą operację usuwania kamienia i wyrywania zepsutych zębów. W rezultacie został praktycznie całkowicie bezzębny. Od jakiegoś roku karmiony był regularnie łyżeczką, bo kiepsko radził sobie sam. Od ponad roku coraz mocniej tracił słuch i węch. Dlatego też jego wolność coraz częściej była ograniczana. Zazwyczaj Murzyn nocował w magazynie, gdzie miał swój fotelik z podpiłowanymi nóżkami (żeby nie musiał wskakiwać). Magazyn był zamykany, ale u dołu drzwi było specjalne wejścio/wyjście dla psa. W zimie nocował w biurze - przy kominku. Niestety ostatniej zimy już nie wytrzymywał w nocy, rano ojciec znajdował niemiłe niespodzianki. W lecie wracał do magazynu - tam było mu najlepiej. W upalne dni mógł się tam ochłodzić. Ostatni raz widziałam Murzynka miesiąc temu, gdy byłam w domu. Staruszek. 18-letni staruszek. Wciąż jednak taki radosny, domagał się głaskania, drapania i frykasów. Z wdzięcznością patrzył tymi swoimi niewidzącymi oczkami jak podaję mu łyżeczką karmę. Czy nie widział całkowicie? Widział. Coś tam widział. Pewnie niewyraźnie. podobnie ze słuchem. Kiedy gwizdałam reagował, tlyko nie wiedział w którą stronę biec. Dziś wieczorem...Otrzymałam telefon. Do rodziców zadzwoniła kobieta ze schroniska. Poinformowała, że nasz pies (zaczipowany) został potrącony przez samochód. Żaden weterynarz nie dobiera telefonu, a pies kona jej na rękach w męczarniach:placz::placz::placz::placz: Rodzice wyjeżdżali stamtąd o 19. Murzyn, drań jeden kochany, musiał poleźć gdzieś do miasta:(:(:( To już mu się rzadko zdarzało, bo do miasta kawał drogi. Kręcił się tylko po okolicy, po swoim terenie:placz::placz::placz: Rodzice rzucili się do samochodu, znaleźli weterynarza, wsadzili do samochodu i zawieźli do schroniska. Było ciemno, schronisko jest poza miastem, mieli problem z dojechaniem:( Kiedy znaleźli się na miejscu pies już leżał na boczku, z zamkniętymi oczami. Ciepły, ale martwy. Kierowniczka schroniska poinformowała jedynie, że konał w męczarniach, wyjąc i wołając nas. Tuliła go mocno, ale nic więcej nie mogła zrobić. Żaden z weterynarzy wcześniej nie odebrał telefonu:( Murzynku kochany:( Spotkało cie w życiu tyle złego...tyle złego...i nawet ten koniec nie mógł. Boże, dlaczego nie zamknęli cię dziś? Po co poszedłeś tak daleko, przecież jedzonko było na miejscu, legowisko. No po co tak daleko, do miasta... Wiem, wielu zarzuci nam, że nasza wina. Bo pies biegał luzem. Ale z Murzynem to było tak, że w zamknięciu cierpiał. Doskonale znał teren, mam wrażenie, że on tam był od szczenięcia. Moja Mama powiedziała mi w słuchawkę, płacząc: "Cichy przyszedł i cichy odszedł. Był tak kochany, że oszczędził nam usypiania go na starość, podejmowania decyzji. Może on czuł, że coś się z nim dzieje dlatego poszedł...?Odszedł tak, żebyśmy tego nie widzieli. Do końca był najkochańszy..." Murzynku... Nie wierzę, że już cię nie ma... Murzynku:placz::placz::placz:
-
Viza się odnalazła! - z przychówkiem... szukamy DS dla 6 dzikich szczeniąt
Betbet replied to Kuna's topic in Już w nowym domu
eskimoteam wszyscy staramy się Vizie pomóc na tyle, na ile potrafimy. radą, szukaniem, plakatowaniem czy czymkolwiek... nie miej nam tego za złe, a denerwujemy się też mocno bo człowiekowi żal psa no...no żal. nie znamy jej, większość na oczy nie widziała, ale stała się nam już tu jakoś bliska:( -
Viza się odnalazła! - z przychówkiem... szukamy DS dla 6 dzikich szczeniąt
Betbet replied to Kuna's topic in Już w nowym domu
masz prawo, to Twój pies i Twoja decyzja. wiem tylko, że na ludzi działa zazwyczaj strach i pieniądz. w to, że kogoś ruszy sumienie przestałam dawno już wierzyć...