Wróciliśmy własnie ze spaceru z Cortezem. Byliśmy na pięknych nadwarciańskich łąkach, daleko od miasta. Było tam tylko kilku wędkarzy. Na szczęście psów nie było żadnych. Zabraliśmy ze sobą taki przyrząd (nazwy nie znam) do rzucania piłek. Bardzo pomysłowa rzecz. Cortez został spuszczony ze smyczy i ganiał jak szalony za piłką...do czasu.