Wczoraj myslałam, że zawału dostanę...:oops: Figa na wieczorym spacerze gdzieś się zagubiła, mimo, że zawsze blisko się trzyma (od paru dni puszczam ją bez smyczy. Chodziłam prawie 2 godziny i jej szukałam:shake:- zmarzłam jak diabli... Na szczęście się znalazła i tak się z tego cieszyła, że w domu kota próbowała polizać...:p