mój pies był w takim samym stanie jak go brałam, nawet nie było pewne, czy załatwia swoje potzreby na zewnątrz, tez dziewczyny szukały domu z ogrodem dla niego, ale okazało się, że radził sobie lepiej niż się obawiałam(poza kilkoma osikanymi meblami:shake:), na smyczy chodził bardzo przestraszony, wystarczyło, że szurnęłam nogą, a on zrywał się do ucieczki, ale przyzwyczaił sie szybko. Ze mną na roku jest dziewczyna, która wzięła psa ze schronu we w-wiu i mówiła mi, że na początku prawie się ta suka czołgała po chodniku, ale też dała radę i psisko się wyrobiło.