kasia_r
Members-
Posts
1035 -
Joined
-
Last visited
Content Type
Profiles
Forums
Events
Everything posted by kasia_r
-
Misiek jest w Warszawie, na Ursynowie. W miarę możliwości postaram się go na dniach odwiedzić, zwłaszcza, że lekarka, która go przyjmowała, sama zaproponowała, żeby do niego wpadać. Serce mi się kraja, jak pomyśle o tym biedaku. Dziś nie chciał jeszcze nic jeść. Miska była pełna. Ma specjalną dietę ale lekarka powiedziała, że wykombinuje dla niego mięso. Jak zaproponowałam domowe jedzenie, powiedziała, że Misiek u nich z głodu nie padnie. No a teraz ta specjalna dieta. Na pewno bardzo cierpi, nie tylko z powodu choroby ale starcił właśnie swój "dom", do którego był przywiązany. Żal biedaka, bo pewnie nigdy nie miał innych, dobrych właściceli i pewnie całej sytuacji nie rozumie. Jak tylko będę mogła, wpadnę do niego. To naprawde taki kochany, dobry poczciwina. Spokojny, mądry, cichutki. Poproszę o najwspanialszy dom... Proponuje, żeby w tytule dodać, że chodzi o Warszawę.
-
Mam już zdjęcia ale nie umiem ich wkleić. Zaraz je zmniejesze i poczytam jak je tu umieścić. Pies jest biedniutki. Jak byłam to zrobił siusiu w "dobrym" kolorze, co ważne jest przy jego chorobie. Nie chce jeszcze jeść. Misiek jest takim dobrym, kochanym psem ze smutną przeszłością. Zabieram się za zdjęcia. Za wskazówki będę wdzięczna.
-
SZCZECIN - Pani Irenka - MAX za Tęczowym Mostem
kasia_r replied to AMIŚKA's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
dusje, byłabym najszczęśliwasza gdybym kogoś takiego znała. teraz szukam domu dla wspaniałego psiaka z lasu, którego moja mama oswoiła, bo ludzie na wsi się postarali, by się ich bał. pies jest najukochańszy, jest taki "prawie" nasz, bo mieszka na podlasiu na wsi, a my w warszawie. dostał od nas bude, szczepionki, zapas jedzenia na zime (mamy tam mały domek letniskowy ale w zime tam nie jeździmy, bo nie ma jak) i zapewnioną opiekę przecudownej kobieciny ze wsi (pomimo wieku, przychodzi codziennie do miśka i go karmi). ale nie jest jednak różowo, bo psa już postrzelili w lesie. powodzenia nam wszystkim :shake: -
SZCZECIN - Pani Irenka - MAX za Tęczowym Mostem
kasia_r replied to AMIŚKA's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
nie tylko na święta otwierają się serducha, w moim przypadku, to właśnie teraz dowiedziałam się gdzie mniej więcej mieszka ten człowiek i teraz mogę mu pomóc. W moim domu zawsze jest kilka znajd, a poza domem pare dokarmianych stanowisk. Na dogomanię trafiłam przez przypadek, bo zawsze problemy związane z nową bida rozwiązywałąm z rodziną i z sąsiadkami z osiedla. Teraz wszystkie kochane sąsiadeczki się wyprowadziły a ja znalazłam dogo i teraz wiem jak jak silna jest to grupa. No i w kupie raźniej, pozdrawiam;) -
SZCZECIN - Pani Irenka - MAX za Tęczowym Mostem
kasia_r replied to AMIŚKA's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
jesteście kochani!!! po takich akcjach serce rośnie!!! Cheć opowiedzieć wam inną historię: Kilka lat temu, jak byłam na pierwszym roku studiów, na terenie uczelni (SGGW, wtedy jeszcze na ul. Rakowieckiej w W-wie) spotkałam bardzo biednego człowieka z czarną wilkowatą sunią i 6 (?) szczeniakami. Rozmawiałam z nim i zapewniał mnie, że wszystko jest w porządku, że mieszka przy uczelni. Pomyślałam sobie wtedy, że może pracuje jako stróż. Potem wyjechałam z kraju na kilka lat i zapomniałam o człowieku. Po powrocie do Polski zamieszkałam na pewien czas u babci. Jadąc tramwajem do domu, byłam świadkiem takiego zdarzenia: do tramwaju wszedł człowiek ale jego pies już nie zdążył, bo zamknęły się drzwi. Zerwałam się, żeby pomóc i okazało się, że pan jest moim znajomym z SGGW. Porozmawialiśmy sobie bardzo serdecznie. Pan opowiedział mi, że już nie mieszka przy Rakowieckiej, że rozebrali jego "dom" (kontener?), i razem z uczelnią przniósł się na ursynów. Powiedział mi również, że wszystkie szczeniaki zostały z nim i ma w sumie 7 psów!!!. Jak zwykle zapenił mnie, że jest wszystko w porządku i nic nie potrzebuje. Nie jest to człowiek wylewny i nie na miejscu wydało mi się pytać o najróżniejsze szczegóły jego sytuacji. Zresztą, odniosłam wrażenie, że on się wstydzi. Pożegnaliśmy się i pan wysiadł ze swoją suńką i torbą pełną okrawków mięsa. I znowu zapomniałam o człowieku na ok rok, aż znowu go nie spotkałam. Trzecie spotkanie to był wielki zbiego okoliczności. To było jakiś tydzień temu, kiedy w Warszawie padał śnieg z deszczem. Wracając z ćwiczeń, postanowiłam skrócić sobie drogę i przeszłam przez lecznicę weterynaryjną SGGW, choć nigdy tego nie robię!. (w tym budynku są dwa wyjścia i każdy, kto śpieszy się na autobus czy na parking wybiera wyjście przez lecznicę). Jakie było moje zdziwienie, gdy na środku poczekalni wśród wypieszczonych klusek z właścicielami stał mój znajomy ze swoją suńką. Okazało się, że pies zachorował od kleszcza ale już jest wszystko ok. Pan znowu był zawstydzony ale był bardziej, niż dotychczas rozmowny. Z tego co się dowiedziałam, lecznica bierze od niego tylko za leki, ale nie wiedzą, że ma 7 psów. Pan przejmuje się zdrowiem swoich podopiecznych, bardzo o nie dba. Powiedział mi nawet, że jak mieszkał w centrum, to wiodło im się lepiej, bo miał dla psiaków więcej sklepów mięsnych a teraz to musi pokonywać daleką drogę i psy są chudsze. Jak zapytalam się, jak mogę mu pomóc oczywiście zapewnił, że wszystko jest w porządku i że on sobie radzi. ale to co ja zobaczyłam: tego dnia co go spotkałam, był okropny, zimny dzień a on był w przemoczonej cienkiej kurtce, w rozkłapanych butach bez skarpetek. Jest brudny ale to pewnie spowodowane jego sytuacją, nigdy nie śmierdział alkoholem. nie skarży się i nie prosi o pomoc, jest raczej zawstydzony tym wszystkim. nie pracuje, mieszka na terenie SGGW. Wiem, że nie powinien dopuścic do szczeniaków ale może to nie jego wina i przygarnął ciężarną suńkę? Ma dobre serce i jest bardzo biedny. Chcę pomóc, bo nie mogę o nim zapomnieć. na razie przyszykowałam ponad 30 kg suchej karmy, ciepłe ciuchy. Na gwałt oddaje auto do warsztatu, bo na plecach tego nie udźwignę. Mam zamiar go odwiedzić i wybadać sytuację. Jeśli okaże się, że jest nieciekawie w delikatny sposób zapytam czy mogę go wspomóc. Trudno mi cokolwiek mówić, bo widziałam go 3 razy w życiu. wiem gdzie mieszka i mam zamiar wybadać sytuację a jeśli to potrzebne chce mu pomóc. Na razie nie zamieszczam tej sprawy w nowym temacie, bo myślę, że najpierw warto się zapoznać z sytuacją. A może on nie życzy sobie pomocy lub za bardzo sie krępuje? Obiecuje sie odezwać i zdać relację. Wiem, że w miarę potrzeby moge na was liczyć. Aaaa, jeśli nie znajdę chetnego do wyprawy też się do was o pomoc zgłoszę. Jak zreperuje auto zapewniam transport. pozdrawiam;)