jolap.-całkowicie się z Tobą zgadazam, co do ludzi, którzy zawodowo zabijają zwierzęta. Znam kilku rzeźników (jacyś tam dalecy znajomi mojej mamy) i żaden z nich nie jest normalny(w moim znaczeniu tego słowa), w takiej pracy trzeba chyba całkowicie pozbyć się wrażliwości itd.Gdyby mój facet-hipotetycznie-zacząłby pracować w rzeźni dałabym mu dwa dni na złożenie wypowiedzenia,a gdyby nie chciał zmienić pracy zostawiłabym go. Co do bycia córką rzeźnika-koszmar jak dla mnie ale rodziny się nie wybiera( chodzą mi po głowie teksty:tatusiu,a ile świnek dzisiaj zabiłeś?:shake:). Ja tego mojego dalekiego wujka po prostu się brzydzę, zanim dowiedziałam się o tym wszystkim to bardzo go szanowałam ale dziś nie mogę czuć do niego nic pozytywnego. Gdy go spotykam nie potrafię patrzeć na jego ręce, prawdę mówiąc nie zostawiłabym z kimś takim swojego dziecka(gdybym je miała), ktoś kto zabija bezbronne istoty ma coś z głową.
Za każdym razem kiedy słyszę, że ktoś utopił jakieś maluchy mimo wszystko próbuję rozmawiać, wierzę,że zasieję w tych bestiach ziarno niepewności. Proponuję darmowe sterylizację itd. Niestety obawiam się, że pewne pokolenie musi po prostu wymrzeć, żeby coś się zmieniło( nie słyszałam nigdy, żeby topił zwierzaki ktoś młody, choć pewnie są wyjątki...).
Mało to wszystko optymistyczne ale wierzę, że kiedyś to się zmieni,,,