No tak Buniu, już opisuję.
Przedwczoraj wiozłyśmy z Magdą801 i moim TZ szczeniorki do Medoru i zatrzymaliśmy się przed sklepem niedaleko fundacji.
Pod sklepem stały łyse dryblasy, tzw. dresy, jakieś dziewuszyska i co chwilę było słychać kwilenie szczeniaka.
Magda i Łukasz weszli do sklepu, ja zostałam w samochodzie i obserwowałam. Co chwilę szczeniak piszczał, wtedy jeszcze go nie widziałam. Później dziewczyna zaczęła wkładać szczenię do samochodu, a facet za chwile je wypuszczał i tak parę razy. Szczeniak został m.in położony np. na zagłówku w samochodzie. Bardzo się zdenerwowałam i mówię do Madzi, że piesek chyba jest bezdomny i służy za zabawkę pod sklepem. Madzia stwierdziła, że skoro ma obrożę to pewnie ich, a z takim towarzystwem nie będziemy gadać, psa im nie zabierzemy. Racja. Pojechałyśmy dalej. Dziś pojechałyśmy z Samem do Buni i uwierzyć własnym oczom nie mogłyśmy, bo na kocyku leżał właśnie ten szczeniak. Czerwona obróżka z karabińczykiem, czarny ogonek - wszystko się zgadza. Gdybyśmy wtedy sunię wzięły, 5 szczeniąt prawdopodobnie już by nie żyło (sunia ma parwo). Na Aishą jednak czuwa wielka opatrzność, trafiła na Bunię, teraz musi wyzdrowieć i znaleźć dobry domek!
1 czerwca - piesek wzięty ze schronu na dzień dziecka :angryy: Trzeba jeszcze ustalić, z którego schronu.