Jump to content
Dogomania

PESTKA@

Members
  • Posts

    78
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by PESTKA@

  1. Lady Ji,Szamanko,Marto....Jesteście bardzo dzielnymi dziewczynami.Serce się kroi jak się czyta te NASZE -WASZE wpisy,pełne cierpirnia... Minął miesiąc,a nam nadal ciężko...Wszystko nam przypomina Wariego.W radio leciała piosenka ,,gdzie jesteś teraz,,..kiedy już wracaliśmy ,,SAMI,,choć jeszcze z nim...Za każdym razem kiedy leci ten kawałek w radio serce nam się rozrywa ponownie...
  2. Marto to straszne co piszesz..Nie miałam pojęcia jak bardzo Twój przyjaciel cierpiał , Ty razem z nim.Ufamy naszym vetom(sprawdzonym),ale jak widać to my ,,rozdajemy karty,,i to my musimy żądać ,wymagać i upierać się nad zrobieniem badań dodatkowych.Poza tym przecież vet nie robi tego za darmo.Płacimy olbrzymie pieniądze w gabinetach,aby naszym zwierzętom było dobrze.Dobrze ,ze napisałaś tego posta.To pomoże wszystkim nam być bardziej czujnym i jeśli tylko coś nam ,,nie gra,,uciekajmy jak najprędzej.Ja mam w mojej miejscowości veterynarię,do której absolutnie nikt mnie już nie zaciągnie,ze względu na traktowanie zwierżat,włąścicieli i niewykwalifikowaną kadrę,która nie ma zielonego pojęcia O NICZYM.14 km. ode mnie jest trzech vetów.Byłam u każdego z kotami i nigdy więcej.....Masówka i zawracanie d....lekarzowi(jak to wyczułam) Jeżdzę 120 km.Vetka wyciagneła mi kociaka z chorobą nerek i przewodu moczowego i mimo ,że nie udało jej się wyleczyć Wariego;ona i jej zespół bardzo walczyli o niego.wspierali nas,ściągali najróżniejsze specyfiki,konsultowali badania,poza tym na każde złe samopoczucie psa,byli gotowi(nawet w niedziele) nas przyjąć.Jechałam uśpić Wariego tyle km...bo nigdy w życiu nie dała bym zrobić tego innemu vetowi.Vetka nawet słyszeć nie chiała o tym ,że chcę zapłacić za eutanazję.Naszego nowego psiaka powierzyłam jej także,bo jej ufam i wiem,że zrobi wszystko co najlepsze dla psa.Dodatkowo zawsze mogę się z nią skonsultować i telefoniczniei meilowo i przez centrum vet. na fb. Co mnie zawsze mile zaskakiwało to to,że ta vetka zawsze kiedy nie może odebrać tel.bo ma pacjenta;oddzwania sama.Naogladałam się i nasłuchałam w veterynarii sporo kiedy tak siedziałam dzień w dzień po 4 godziny na kroplówkach,a do kliniki przychodziły co róz to inne przypadki i za każdym razem odnosiła się ciepło i z oddaniem...
  3. SZAMANKO u nas nerki odezwały się nagle.Właściwie nie umieliśmy uwierzyć w to ,że pies jest tak chory,bo przecież ,,TYLKO,,nie miał apetytu i był ospały,a trwało to tylko 2 dni i byliśmy u veta.Nie chorował ,nie brał narkozy...Nie wiem....im dłu żej o tym wszystkim myślę to nachodzą mnie różne myśli;z myślą ,że pies został sprzedany z hodowli już z jakimiś wadami,ale....na to nie mam dowodów i nie mam siły rozgrzebywać tej sytuacji,bo z tego co wiem hodowla nie ma już matki naszego psa(wycofana z hodowli) a co z reproduktorem...hmm nie chce grzebać.Fakt jest taki ,ze pis jest (był) zbyt młody na tak chore nerki...
  4. Dziś też nasz ,,nowy,,psiak wyszedł z synem na pierwszy spacer,no i gdzie poszli?w miejsce gdzie chodzili z Warim...Widziałam ,że syn płakał.Nie da się zapomnieć choćby bardzo się tego chciało,a może my wcale nie chcemy... Czytam Wasze wpisy dziewczyny i serce się kroi,bo nasze psiaki miały na prawdę kochające domki i oddanych właścicieli,a i tak musiałyśmy przegrać tę walkę. Pytałam vetki czy mogłam zapobiec tej chorobie gdybym robiła badania krwi co jakiś czas,bo przecież inaczej nie jesteśmy wstanie zauważyć choroby;ukazuje się nam kiedy jest już zaawansowana i co się okazało;że badania owszem ,mogą coś tam wykazać jakieś anomalie,które wskazywały by na ,,nerki,,ale ten typ choroby ujawnia się nagle i jest nieprzewidywalny w skutkach(czasowo).Jeśli chorobę wykryje się we wczesnym stadium,wtedy oczywiście natychmiast przechodzi się na dietę nerkowa ,ale skutki tej choroby są takie same,czyli być może śmierć przesunieta jest w czasie,choć też nie wiadomo,bo tak na prawdę dieta veterynaryjna bardzo wyniszcza organizm....
  5. Witajcie.Nie wiem czemu tu wchodzę..pewnie dla tego ,że sa tu osoby ,które przeżyły to co ja i doskonale wiedzą co to znaczy walczyć do ,,upadłego,,a mimo to stracić swojego ukochanego przyjaciela.Ja też wyrzucałam sobie,że ,,być może ,,mogłam więcej,ale teraz kiedy czytam to co piszecie i to co mówiła do mnie vetka,a co wtedy do mnie nie docierało w ogóle;wiem ,że zrobiłam wszystko co mogłam.Po wynikach ,,sprawdzających,,które wysłano do Warszawy,wiedzieliśmy na 100% ,że jest to choroba nieuleczalna i mamy się powoli oswajać z myśla ,że będzie coraz gorzej.Mogliśmy tylko przedłużać komfort i długość życia naszego psa,ale wtedy było to zupełnie niezrozumiałe dla nas.JAK TO MOŻLIWE SKORO PIES WYGLADA I ZACHOWUJE SIĘ NORMALNIE ,a jest taki chory....Tak jak Lady,przekopałam inetrnet,sprowadzałam leki z zagranicy,byłam w ciągłym kontakcie z vetem(120km nie miało żadnego znaczenia)Życie jak w amoku.Liczył się tylko pies.Żylismy nim ,jego chorobą,płakaliśmy kiedy było żle,płakaliśmy kiedy było dobrze.Nie wiem skąd wszyscy bralismy siły na to.Pies codziennie na kroplowkach po 4 godziny(włacznie z dojazdem),my kompletnie oderwani od rzeczywistości,vetka postawiona w stan ,,czuwania,,Nic to nie dało,nic nie pomogło....Mój pies umierał z głodu,Nic nie jadł,a to co postaraliśmy się mu wepchnąć..wymiotował.Kupowaliśmy mu płynną karmę w puszce,którą jadł przez 3 dni(tylko)Z 3 letniego owczarka stał się 10 letnim schorowanym ,wychudzonym psiakiem.W ostatni dzień już nie miał z nami stałego kontaktu,uciekał od nas,chciał być sam,przewracał się,szedł przed siebie nie kontrolując niczego,nawet zjadł spory kawał surowego pokrojonego w kostkę mięsa(co mu się nie zdarzało już od dawna)Kiedy łapczywie zjadł cieszyłam sie ,ale podejrzewałam ,że to już jest po prostu bezwolne zachowanie,którego mózg nie kontroluje.Nie myliłam się;po chwili nastapiły wymioty i pies przewrócił się....Nie na taką śmierć sobie zapracował i zasłużył.On chyba wiedział,że jedziemy mu pomóc ,bo mimo kłopotów z utrzymaniem równowagi,wskoczył nam do samochodu i spokojnie się położył,a na miejscu pożegnał sie z nami spokojnie... Nie możemy sobie wyrzucać,że czegoś nie zrobiliśmy ,skoro tak bardzo się staraliśmy,bo to nie pomoże...to nas zabija i nie pozwala żyć.Dotarło do mnie kiedy rozmawiałam z vetką,która powiedziałą nam ,ze tylko nasza determinacja sprawiła ,ze pies tak długo zył z tak wysokim mocznikiem(prawie500) sąsiedzi po wiadomości ,że Wari odszedł,też nas wspierali dobrym słowem,że w życiu nie wodzieli tak oddanych właścicieli,że pies miał u nas ,,,raj,, i opiekę jaką niewiele psów ma....Może to niewiele ,ale spojrzenie innych ludzi na całą sytuację pomaga nam się jakoś pozbierać i otrząsnąć.Boję się,że teraz zaczniemy świrować jeszcze bardziej i z byle czym bedziemy pędzić do veta z naszym nowym psiakiem. Wracając do choroby PNN najważniejszą sprawą jest uświadomienie właścicielowi ,że z tą chorobą sie nie wygra,że tylko od nas zależy jakość i długość życia psa.Na odejście psa nie można się przygotować ,ale można się przygotować na komplikacje zwiazane z chorobą,na koszty,na to co nas może czekać,jak to może wyglądać.Niestety to trudny temat nawet dla veta,bo tak na prawdę każdy pies jest inny i każdy reaguje inaczej na leczenie.Jęsli nie ufamy vetowi,możemy szukać pomocy gdzie indziej ,ale jesli widzimy ,że robi wszystko co może,a nawet więcej,to co nam pozostaje???Nam i Wam pozostała pustka,ból,tęsknota.Słabo mi się robi kiedy pomyśle ile rodzin w tym czasie dowiaduje sie,że ma chorego psa na PNN ,lub jest w trakcie leczenia,czego będą musieli doświadczyć,z czym się zmierzyć... Wariego nikt i nic nam już nie zwróci,ale nauczylismy się wiele.Scalił naszą rodzinę,wiemy ,że możemy na siebie liczyć,że oddamy wszystko żeby nasza rodzina była szczęśliwa i zdrowa.Wiemy ,że potrafimy zrezygnować z wielu rzeczy,wiele sytuacji jest już nieistotnych i mało ważnych.Może ktoś powie ,że to był tylko pies,ale to był AŻ PIES i żył PO COŚ!!!!
  6. Dziś mija tydzień kiedy pożegnaliśmy WARIEGO.Nie moge w to uwierzyć,że nie ma go z nami.Szukam go wzrokiem,mam wrażenie ,że za chwile wyskoczy zza rogu ogrodu,że podbiegnie do płotu,zaszczeka...,ale cisza i smutek.Niechcący zerknełam na syna laptopa,a tam WARI na tapecie...i znowu ten straszny ból....Serce mi pękało tydzień temu kiedy żegnalismy naszego psiaka i pomagalismy mu spokojnie zasnąć w naszych ramionach,kiedy widziałam klęczącego syna nad ciałem jego ukochanego psa,kiedy rękoma delikatnie go zakopywał,kiedy zamknoł się w pokoju i płakał w głos...On ma 23 lata i jest już dorosłym facetem ,ale to go przerosło.Tego nie da sie opisać,to jest nieludzkie,nikt nie powinien przechodzić takich cierpień.Przez ostatnie dni życia WRIEGO woziłam go ze strachem ,że nasza vetka oznajmi nam ,że ,,to już ten czas,,a jak sie potem okazało sami musieliśmy podjąc tą decyzję i powiem ,że z jakimś spokojem ją podjeliśmy choć było trudno.Tak bardzo go kochalismy,że nie moglismy miu pozwolić żeby cierpiał(co było bardzo widoczne) To co teraz napisze ,może wydać się komuś dziwne,ale dzień przed odejściem Wariego,kupiliśmy małego owczarka,po to aby się poznały,aby pobyły ze sobą.Myśleliśmy ,że będzie im dany dłuższy czas.Wari natychmiast zaakceptoewał..małego,,a on chyba czuł ,że jego starszy przyjaciel jest bardzo chory,bo tulił się do niego,lizał go i przynosił zabawki.Niestety na drugi dzień stan Wariego tak bardzo się pogorszył,że nie mógł stać już na nogach..przewracał się...Teraz jest BARY,który nam skutecznie odwraca myśli,zajmuje czas kopiąc i demolując ogródek.Nie jest mu lekko zająć miejsce Wariego i pewnie mu sie to nie uda,ale...to terapia i potrzeba dla nas.Pustego kojca by nasza rodzina nie zniosła.
  7. Niestety...dziś o godz. 14stej przegraliśmy walkę .Nie chce pisać...nie teraz...[*] serce nam pękło i już się nie poskłada...
  8. Marto sprawe transfuzji przegadałyśmy z vetką już dawno.To ma jakiś sens kiedy wyniki są lekko podwyższone.U nas to był,,strzał,,z wysoka.Z Neską wymieniłam sie meilami,ale wstawić trzeba się osobiście,a odległość nam na to nie pozwala.U niektorych psów mocznik podwyższa się stopniowo lub nieznacznie,a u nas mimo leczenia,diety,płukania;podniósł się do stanu krytycznego.Obecnie ma anemię ,a mocznik zaatakował stawy i nasz Wari kuleje na przednią łąpę.Godzine temu wrócilismy od vetki z Warim.Nie uśpiliśmy go :),bo stan się poprawił,lekko ,ale jednak.Trochę zjadł,nerki zaczęły pracować,pies się ożywił,kulawizna łapy jest nieznaczna.Ogólnie wywołaliśmy wybuch radości,bo tak jak pisałam,na dziś przygotowaliśmy się na najgorsze,a tu proszę..Warcisław dumnie wkroczył ,,na salony,,i od razu śmignął do pokoju kroplówek i uwalił się na materacu.Wszyscy odetchneli z ulgą,ale pewnie ,,na chwilę,,Ta niepewność jutra i wahania jego samopoczucia są okropne.Niczego nie planujemy,o niczym nie myślimy.Wszystko kręci się wokół Wariego.Może jutro znów bedzie gorzej,może jutro będziemy musieli sie poddać,a może na jakiś czas sytuacja się unormuje....Nikt tego nie wie.Ten pies scala całą naszą rodzinę.Jest nierozłączny z moim synem,wszystko robią razem.Dziadkowie szaleją za tym psem,my świata poza nim nie widzimy;jest dla nas ważny.Może dla tego tak o niego walczymy i tak bardzo trudno nam się z nim rozstać.
  9. Marto nie ma poprawy...jest pogorszenie.Dziś pojechaliśmy z myślą ,że to jest ten dzień aby pozwolić naszemu ukochanemu przyjacielowi odejść.Pies zaparł się;nie chciał wejść,ja się rozpłakałam,a vetka podała kroplówkę z nadzieją ,że ,,może,,.....ale jeżeli do jutra stan WARIEGO ,,jakoś,,nie ulegnie zmianie;pomożemy mu odejść.Nie mamy już siły,ani my ,ani pies.To jest ,,nieludzkie,,Takich katuszy psychicznych nie życzę nikomu.Nie możemy już być ,,samolubni,,i musimy zrobić to co do nas należy...Jest nam cholernie przykro,jestem zła i bezsilna.Nie chciałam wierzyć,kiedy padła diagnoza ,,choroby nerek,,i kiedy vetka powiedziała ,że z tego się nie wychodzi,że to kwiestia czasu,bo przeciez pies jadł,biegał,bawił się,był okazem zdrowia...Jednak miała rację..choroba nerek to ,,WYROK,,przesuniety w czasie....
  10. Dziękuję Marto.Dobre słowo i to ,że ktoś nas rozumie i jest z nami to bardzo wiele dla nas,ale Ty to wiesz najlepiej,bo sama przechodziłaś to co my.Marto ,my wiemy,że tą walke przegramy prędzej czy póżniej,bo niestety nie ma co się oszukiwać.Psiaki ,albo odchodzą szybko;podczas pierwszego rzutu choroby .lub walczą ,ale ,,koniec,,jest wpisany w chorobę.Poza tym ;każde podawanie antybiotyków i jakichkolwiek leków pomaga,a z drugiej strony obciąża nerki,które i tak już ledwo pracują.Ostatniego psa pożegnaliśmy w wieku 15 stu lat.Tez był owczarkiem,ale oprócz szczepień nie było żadnych ingerencji veta w jego życie...Ponoć na owczarka to był ,,mega,,wiek,dla ktorego skala przelicznika wieku kończyła się na 13stu latach.Brutus dostał paralizu tylnych łap,chodził ,ale z trudem.Z wielkim żalem zdecydowaliśmy się mu,,pomóc,,odejść w poniedziałek,a on nam tego oszczędził i odszedł w niedzielę w spokoju...Mimo wielkiego bólu na drugi dzień był nastepny.Jakoś tak wyszło,to jak terapia na zbolałe serce.Ja nie wyobrazam sobie nie mieć psa,nie może nic nie biegać po ogrodzie.To nie znaczy ,że nie kochamy naszych odchodzących psów ,lub mamy jakieś ,,fatum ,,nad nami;nie myśl tak Marto.Ja uważam ,ze nasze psiaki chciały by abyśmy byli szcześliwi z nowymi czworonożnymi przyjaciółmi.Jest nam teraz bardzo ciężko,ale wiem,że czeka nas jeszcze gorszy czas.Mam poczucie ,że robię wszystko co mogę zrobić i walczę jak tylko mogę i mimo strasznego żalu,i bólu;pomoge mu odejść kiedy przyjdzie ten czas,bo kochamy go bardzo i nie pozwolimy aby się męczył i cierpiał.Wiem jedno,że nigdy nie zdecydowała bym się świadomie adoptować psa z taką chorobą,to nie dla mnie,jestem za słaba ..,ale sa osoby ,które właśnie z potrzeby serca dają chorym psiakom dom i chwałą im za to,ŻE SĄ TACY
  11. Ja też nie wzięła bym świadomie psa z taką chorobą.Nie ma już takiej opcji.To co przeżywamy to najgorsze cierpienie jakie możemy sobie wyobrazić patrząc na wesołego,bawiącego się psiaka z ,,wyrokiem,,Po ostatnim rzucie choroby ,który zakończyliśmy wczoraj;jesteśmy chyba starsi o 10 lat.Psychicznie nie wytrzymujemy już stresu.Ja sobie nie radzę kompletnie.2 tygodnie płaczu w poduszkę,błaganie o to aby zjadł choć troszkę, codzienna huśtawka stanu zdrowia nas zabija.Strach ,że nie przeżyjemy tych świat razem i to ,że będziemy musieli skrócić mu cierpienie krótko przed Świętami sprawił ,że w ogóle o nich nie myślimy.Nie liczy sie w tej chwili nic oprócz psa.Nie wiem ,może gdybym pracowała w fundacji i nie była zwiazana tak bardzo emocjonalnie z psem;przeżywała bym mniej ,było by łatwiej..Dieseel ja Ci życzę trafnej decyzji,podyktowanej sercem i rozumem.U mnie ta choroba była ,,kupiona,,razem z psem niechcący.Dodatkowo diagnoza jaką usłyszeliśmy była dla nas jasna ze wzgledu na to ,że mamy w domu także persa z tą chorobą ...:(
  12. Mój pies ma 3 lata jest z hodowli FCI to owczarek niemiecki po rodowodowych rodzicach-wystawowy i...chory na nerki.Ta choroba abo jest genetyczna ,albo pojawia się nagle lub jest wynikiem np. babeszjozy lub zatrucia środkami chemicznymi.Nie da się jej wykryć w wieku szczenięcym.Mój pies kiedy czuje się dobrze;je ,biega,gra w piłke,spaceruje,ćwiczy i zupełnie nie widać po nim choroby,ale to co dzieje się w środku z nerkami to wiemy tylko my i ,,on,,Popytaj dokładnie veta o stan nerek,zrób badania ,szczególnie ważny jest poziom mocznika i kreatyniny ,a także hemoglobina.USG pokaże stan nerek.Jeśli w moczu jest białko..to pewnie jest to stan zapalny ,który można wyleczyć,ale jeśli jest to stan przewlekły.bedzie oznaczało to walkę do końca życia psa. Nerki sie nie regenerują.Nie pisze tego żeby Cię odwieść od decyzji adopcji,ale żebyś miała świadomość co Cie czeka.jeśli fundacja zapewni Ci leki i karmę,to bardzo dużo.Ty dasz mu dom,opiekę i zapewnisz veta.My, o naszego psa walczymy od roku i jest co raz cieżej.Każde podanie antybiotyku z jednej strony pomaga z drugiej niszczy nerki,ale walczymy ,bo to nasz pies, nasza rodzina.Kupilismy go z hodowli myśląc ,że będzie zdrowy, wolny od chorób i...pomyliliśmy się.Nikt nie da nam gwarancji ,że pies bedzie zdrowy czy to z pseudo(czego nie popieram) czy z hodowli zarejestrowanej. Pytaj veta o wszystko co Cię interesuje i martwi.On Ci powie w jakim stanie jest pies ,co Cie czeka gdzie i jakiej pomocy możesz szukać.Masz tą przewagę,że wiesz na co się decydujesz..my jej nie mieliśmy..nie mieliśmy nawet pomocy z hodowli.....
  13. Witajcie.Szczegolnie gorąco przytulam wszystkie rodziny ,które straciły swoje pieski z powodu tej okrutnej choroby:( My właśnie dziś zakończylismy(mam nadzieję)kolejny rzut choroby naszego WARIEGO.Tym razem było bardzo ciężko i walka trawała 2 tygodnie.Codzienne wyjazdy120km,na kroplówki,nieprzespane noce i kolejne chorendalne sumy płacone w klinice;wykończyły nas psychicznie i fizycznie.Szczerze mówiąc,myśleliśmy ,że to już ,,ten czas,,kiedy musimy sie pożegnać.Coś czuje ,że nastepną walkę przegramy.Parametrów kreatyniny i mocznika nie pdaje ,bo normy przekroczone były o 300razy i tak na prawdę pies powinien już nie żyć.Doszła anemia,zrosty na żyłach po wkłuciach i kolejny objaw choroby...spuchnięta łapa i brak czucia.Stan sie unormował,pies zaczoł jeść,jest wesoły,chce się bawić,ale jak każdy kto przechodził tę chorobę;wiemy że to kwestia czasu... Piszę to przede wszystkim dla DIESELL ..Ja osobiśćie po naszych przejściach,bardzo bym sie zastanowiła nad adopcją tak chorego psa.Ta choroba jest nieuleczalna,strasznie droga(leczenie,dieta) poza tym rzut choroby zaczyna się nagle i natychmiast pies powinien znależć sie w klinice,co często bywa trudne kiedy się pracuje.Leczenie trwa długo i wiąże sie z codziennymi wyjazdami na kroplówki.Nie piszę o bezsilności i żalu,że niewiele możemy zrobić mimo ,że bardzo sie staramy.DIESELL bez Was ten pies być może nie przeżyje,z Wami bedzie miał szansę na dłuższe życie,opieke ,miłość i dom.Ile kosztuje leczenie? hm..kroplowka 20 zł ,badanie krwi i moczu ok.60 zł 140 zł.RUBENAL 300.PRONEFRA 140ZŁ RENEEL(homeopatia)niedostepny u nas w kraju(przywoże z Niemiec)ok 50zł 50 szt. karma 12 kg.ok 200zł ,puszki ok.15 zł szt. Karmy gotowanej samodzielnie nie polecam,bo potrzeba dużej umiejetności w dawkowaniu.Dochodzi do tego ranigast ,u nas obroża FORESTO ,bo nie mozemy go zabezpieczać żadną chemią skórną,syropki na apetyt,siemie lniane na żołądek i inne wydatki,których przewidzieć się nie da.Codzienna wizyta z dojazdem,kiedy musimy podac kroplówkę kosztuje nas ok 70 zł. przez 7 dni.Nie jestem materialistka i nie liczę wydatkow kiedy mój pies tego potrzebuje,ale skoro pytasz..to napisałam jak to wygląda u nas..Co do ,,smaczków,,pies z niewydolnością nerek nie powinien dostawać nic oprócz karmy RENAL ewentualnie gotowanego jajka na twardo,ziemniaka,chleba suchego....musisz poczytać w necie.Moj pies ma ścisłą diete i absolutny zakaz kości,mięsa,białka.Ogólnie dieta powinna być niskobiałkowa z jak najmniejszą zawartością fosforu...
  14. przyjmĘ każdą ilość karmy RENAL i lek RUBENAL,PRONEFRA
  15. poproszę o RUBENAL wszystkie 3 opakowania,karme i puszeczki RENAL
  16. Przyjmę każdą ilość niepotrzebnej już karmy RENAL
  17. chętnie przyjme lub odkupię tebletki RENNEL jesli jeszcze oferta jest aktualna.Prosze o kontakt.
  18. Witajcie.Nazywam się WARI(VORDAMM) vom Frankengold
×
×
  • Create New...