dziś coś takiego czekało na mnie po powrocie z pracy:angryy: - łózeczko Łapci w strzępach (leżało na podłodze po prawej stronie), pogryziona siatka (siatka była w drugim pokoju, a w niej pudełko po aparacie - jak to zostało przytachane i dlaczego nie wiem)
oczywiście pierwsze co - nakrzyczałam na Karmelka. Od poniedziałku były jakieś straty - ręcznik, kapcie, wymemlane adidasy, itp. Podejrzewałam Karmelka, bo on lata z butami. Tylko, że jak na niego krzyczałam, biegał zadowolony, jakby nie wiedział o co mi chodzi, nie bał się wchodzić do pokoju. No i dostał gadkę ode mnie i od Bartka potem. A ja tak sobie mysle, że to chyba jednak Łapcia:roll: . Karmelek nigdy niczego takiego nie robił (a jest już u nas ponad 9 miesięcy), nie miał powodu niszczyć niczego - jest teraz w centrum zainteresowania, ciągle jest chwalony. Łapcia trochę odstaje od reszty, wszyscy śpimy w pokoju, ona woli sama zostać w dużym na posłanku. Kurcze, mam teraz wyrzuty sumienia, bo Karmelek jest bardzo smutny i wcale nie merda ogonkiem:-( A Łapcia podejrzanie cichutka jest. I jak nakrzyczałam na Karmelka, to potem przyszła do mnie i się położyła koło mnie na podłodzejak siedziałam przy komputerze(nigdy tego nie robiła). Ja już sama nie wiem co mam zrobić, jak reagować na wandala i kto jest wandalem. Jednego jestem pewna - to nie Pysiuńka:cool1: