Jestem wściekła! Nie wiem, jak to napisać, więc powiem wprost: mama zmieniła front i nie zgadza się na drugiego psa w domu. Kiedy wczoraj jej powiedziałam, że mała jednak do nas najprawdopodobniej przyjedzie, zaczął się w domu cyrk na kółkach, włącznie z umieraniem i wybieraniem się do domu starców. A wcześniej się zgodziła, a nawet była zawiedziona, że Figa do nas nie trafi. Myślałam, że jakoś to przetrawi i dzisiaj się uspokoi, ale nie. Już drugi raz robi mi taki numer, a właściwie trzeci - choć ten trzeci dotyczył nie psa, tylko mojego rozwodu. najpierw mnie popiera, a jak przychodzi co do czego, to są protesty i histeria.
Nie wiem, co mam teraz zrobić. Poczekam kilka dni i spróbuję raz jeszcze na spokojnie z nią porozmawiać, ale sądząc po dzisiejszych wybuchach, to mam marne szanse.
Jestem zła, narobiłam nadziei Wam i sobie, tak mi zależało na adopcji Figi, a teraz wyszłam na takiego samego palanta, jak ten ostatni dom. Normalnie ryczeć mi się chce :(