Też tak sądzę, że kiedyś napewno!
Kilka lat temu ktoś podrzucił meleńkiego szczeniaczka na klatkę schodową naszego bloku. To była mlutka, puszysta biała kulka, sunia, miała może z 5-6 tygodni. To był styczeń, zima. Szczeniak płakał strasznie na klatce, echo się niosło, nikt z lokatorów nosa nie wyściubił. Ja najpierw myślałam, że to dzieciaki znowu tam kwiczą, ale nie dało mi to spokoju i zeszłam na dół. No i co? Łzy mi napłynęły do oczu (zawsze ryczę, jak się wkurzę, taki głupi odruch), malutką na ręce i do domu. I wtedy wszystkie drzwi po kolei się otwierały i padały pytania, co z tym psem zrobię. Chyba ludzie stali pod drzwiami i czekali co będzie, wiedzieli o tym malcu!!!! I nikt wcześniej nie zareagował!!! Wściekłam się jeszcze bardziej, powiedziałam im, że psa zjem, i poszłam. Mieliśmy wtedy dwie nasze seterki. Malucha nakarmiliśmy, i jeszcze tego samego wieczora znalazłam mu (a właściwie jej) dom. Wyrosła na śliczną, szpicopodobną sunię i jest szczęśliwa do dziś.