Jump to content
Dogomania

Isiak

Members
  • Posts

    11551
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    7

Everything posted by Isiak

  1. Też tak sądzę, że kiedyś napewno! Kilka lat temu ktoś podrzucił meleńkiego szczeniaczka na klatkę schodową naszego bloku. To była mlutka, puszysta biała kulka, sunia, miała może z 5-6 tygodni. To był styczeń, zima. Szczeniak płakał strasznie na klatce, echo się niosło, nikt z lokatorów nosa nie wyściubił. Ja najpierw myślałam, że to dzieciaki znowu tam kwiczą, ale nie dało mi to spokoju i zeszłam na dół. No i co? Łzy mi napłynęły do oczu (zawsze ryczę, jak się wkurzę, taki głupi odruch), malutką na ręce i do domu. I wtedy wszystkie drzwi po kolei się otwierały i padały pytania, co z tym psem zrobię. Chyba ludzie stali pod drzwiami i czekali co będzie, wiedzieli o tym malcu!!!! I nikt wcześniej nie zareagował!!! Wściekłam się jeszcze bardziej, powiedziałam im, że psa zjem, i poszłam. Mieliśmy wtedy dwie nasze seterki. Malucha nakarmiliśmy, i jeszcze tego samego wieczora znalazłam mu (a właściwie jej) dom. Wyrosła na śliczną, szpicopodobną sunię i jest szczęśliwa do dziś.
  2. Kiedyś też miałam dwa psy... ale jakoś wtedy miałam więcej czasu. Mama była jeszcze sprawna, zajmowała się domem, czasem zakupy zrobiła... Teraz na mojej głowie cały dom, praca, mama, która od 3 lat nie wychodzi już z domu, kilka razy tygodniowo miewa ataki przyspieszonego pulsu nawet 160 lub arytmii, codzienne dwukrotne mierzenie ciśnienia, dawkowanie leków, lekarz na każde zawołanie... Mama nie zgadza się na drugiego psa w domu (mieszkanko mamy 38 m2). Byłoby bez problemu, gdyby mogła też z tymi psami wychodzić. A tak, to w południe moją sunię wyprowadza sąsiadka, też starsza, schorowana kobieta. Wszystko przez to, że mama nauczyła moją sukę wychodzić na dwór w południe. Na nic zdało się tłumaczenie, żeby jej tak nie przyzwyczajać, że wystarczy, jak wyjdę rano i potem jak wrócę z pracy (pracuję blisko domu). Teraz pies jest tak nauczony i kropka. A z drugim to już sąsiadka by nie wychodziła :shake:
  3. Tak przeglądam i przeglądam to forum, czytam i czytam, i beczeć mi sie chce. Tyle stworzeń czeka na pomoc! I czuję sie taka bezsilna wobec tego ogromu smutku i nieszczęść. Sama mam psa rasowego, i odczuwam coś w rodzaju kaca moralnego, że zamiast pomóc jakiemuś psiakowi i dać mu kochający dom, kupiłam rasowca. Chyba po raz ostatni w życiu... Nie umiem sobie poradzić sama z sobą :-( chyba wpadnę w depresję... Adoptowałam na odległośc sunię z chorzowskiego schroniska... ale to wcale nie uspokoiło mojego sumienia.
  4. Coś makabrycznego! Ale to było do przewidzenia, że prędzej czy później takie idiotyczne zwyczaje jak sprzedaż szczeniąt i kociąt w sklepach z zachodu do nas przyjdą. Na szczęście w moim mieście tego nie ma, wiszą tylko ogłoszenia o szczeniętach. Jeden gość próbował sprzedawać szczeniaki w swoim sklepie zoologicznym, w tym celu skupował różne bidulki pod wystawami psów (oczywiście wszystkie "rasowe bez rodowodów"). Ale ciężko mu chyba ta sprzedaż szła, bo zrezygnował, a w końcu w ogóle zamknął sklep. Kiedyś została mu nie sprzedana "nowofundlandka" - powiedzmy :shake: Wymyślił cwaniak, że ją pokryje i szczeniaki sprzeda. Na wystawie psów umówił się z jakimś właścicielem niufa na krycie. Jak zajechał do niego z sunią, to tamten wyrzucił go na zbity pysk, jak zobaczył w jakim stanie jest suka - mała, niewyrośnięta, niedożywiona i z krzywicą tylnych nóg, przez co z trudem chodziła. Jak się położyła na gładkiej podłodze, to sama bez pomocy nie umiała wstać. Facet oszczędzał na jedzeniu i witaminach, bo liczył, że szczeniak "jutro się sprzeda". A nie sprzedał się i wyrosło takie biedactwo... To chyba dopiero mój drugi post na tym forum... Na razie tylko czytam i beczę z bezsilności i przerażenia tym ogromem zła i nieszczęść :-(
×
×
  • Create New...