Wydaje mi się, że prowadzenie psa w takie miejsca i oczekiwanie, że będzie się cieszył i ćwiczył - jest sporoą naiwnością. Kiedy brałam sukę (podobną w zachowaniu do opisanej) - zajęło mi rok, może i więcej, żeby się oswoiła z domem, domownikami, nauczyła się wracać na noc...To była ciężka praca, wymagająca empatii, cierpliwości i obserwacji. W tym czasie ograniczałam jak najbardziej ilość bodźców, które mogłyby dodatkowo zestresować sukę, a i tak bywało trudno. Na podwórko na siku wyprowadzałam psa na smyczy, bo przez dłuższy czas miał odruch ucieczki, na spacer musiałam zakładać kaganiec, żeby nie gryzł ludzi, stale miałam oczy dookoła głowy.
Dziś to całkiem miły pies, ale i tak w niektórych sytuacjach wychodz z niego stare traumy, nigdy bym mu w 100% nie zaufała jak np. suce wychpwywanej przeze mnie od szczenięcia.
Dobrze napisano wcześniej - dobrocią można zagłaskać na śmierć. Jeżeli psa nie bierzesz do siebie, nie wychodź z nim, jeśli pies się boi. Tak, siedź w boksie, oswajaj sukę, nawiąż z nią głębszą relację.
Pies ze schroniska, nawey jeżeli znajdzie swój dom, zawsze jest inny, Trudniejszy, ma czasem reakcje, które trudno przewidzieć.
Miałam z rodziną parę takich psów po przejściach - zawsze na nie szczególnie uważałam, nawet po paru latach w domu.
Jeżeli nie stać Cię na cierpliwość - odpuść sobie.