Umówiłam się na niedzielę na 12stą.
U Maksa wszystko dobrze. Się wzruszyłam aż, bo pani opowiadała o tym jak powoli "wraca do życia", nie jest taki niepewny jak na początku, zrozumiał że to jego miejsce, zrobił się radosny, zaczął się nawet bawić, na spacerach jest spuszczany ze smyczy i bez problemu wraca.
:multi: