Jump to content
Dogomania

Pancio

Members
  • Posts

    161
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by Pancio

  1. [quote name='Ania-Sonia']No nie, chyba książkę trzeba będzie o tym wszystkim zacząć pisać :lol: :hmmmm: Tak się cieszę, że maleństwo (jak "coś takiego" można zgubić w lesie :shake: ) zyskało wspaniały domek i, że radość znów gości u Panciów, Anisi i Rudisia :loveu:[/quote] Z uporem maniaka twierdzę, że Junior nie zgubił się, tylko został wysadzony z fury w lesie. Zarobaczenie tego psiaka świadczy tylko o karygodnych zaniedbaniach jego poprzedniego właściciela, to i dalsze wnioski nasuwają się same.
  2. [I]Hau! Hau! Witam wszystkich! Wyspałem się porządnie, zjadłem rano krzepiące śniadanko i na słoneczko. Rudolf odsypiał nocną wartę. W południe przyjechał po mnie Pancio. Zabrał mnie do pracy. Poznałem nowe Ciocie, posmakowałem każdą i była też tam Ciocia Stefa- tak, to ona mnie znalazła. Smyraniu nie było końca. Potem zwiedzałem biuro i gabinety. Jak poczułem, że jestem w panciowym gabinecie, to zrobiłem duuuuuże siku i jeeeeeeeszcze większą kupę, A co! Niech wszyscy wiedzą, że to też mój teren! Potem pojechaliśmy do lecznicy. Poznałem doktora Mietka i jego kolegów. Wszyscy są bardzo mili. Zbadali mnie po swojemu i też powspominali Bruna Seniora. Ogólnie jestem w świetnej kondycji, ważę 6,8 kg. No i wiem już co to jest szczepienie. Byłem bardzo dzielny i grzeczny, jak na wyżła przystało. Potem wróciliśmy do domu i Anisia stwierdziła, że nie ciekawie pachnę i miałem pierwszą kąpiel pod prysznicem, w szamponie z biosiarką i dziegciem. Hm! Teraz pachnę całkiem jak Rudolf. Potem zjadłem pełną michę cielęcinki po irlandzku i teraz zmęczony tyloma przeżyciami śpię na słonecznym tarasie. [IMG]http://pancio.ao.pl/users/p/pancio/gal9/format/brunciol%20c.d.%20022.jpg[/IMG] Łaaaa....pka dlaaa wszysssstkich! Hrrrrrrrr! [/I]
  3. Teraz, to już chyba nikt w to nie uwierzy! Daję słowo, że tak było. Wróciliśmy z wieczornego spacerku na łączce. Rudolf wymęczony całodniowym wujkowaniem zaległ w gabinecie i zasnął. Bruncio wskoczył do koszyczka w salonie i przez kilkanaście minut pochrapał. Nagle maluch zerwał się, pełen werwy do zabawy i .............................. szalał po całym dywanie, szczekając radośnie, goniąc za czymś niewidzialnym dla mnie. Zapasy z Rudolfem, tylko, jakby ktoś wykasował Rudolfa z "tego filmu". Aż się boję to napisać- jakby bawił się z duchem! Na spacerku odwiedziliśmy Bruna Seniora na jego ukochanej łączce. Nigdy takiego zachowania nie widziałem u psa. Jednak psiaki więcej wyczuwają, więcej słyszą, więcej wywąchają, choć gorzej widzą od nas. To jest niesamowite. Coś w tym musi być. Zbyt wiele tu przypadków od adopcji Bruna Seniora, po dzień dzisiejszy. Czyżby Senior jakoś się energetycznie ukazał Juniorowi???
  4. [quote name='malagos']a skąd biorą sie wyżełki w lesie?:shake: Ale ten miał szczęście![/quote] Najczęściej tak zwani "ludzie" wysadzają je z samochodu, bo okazuje się, że psiak wymaga więcej niż pluszowy miś.
  5. Kochani! Dziękuję wszystkim, za wszystko jeszcze raz!!! Nigdy nie zaponmimy Bruna Seniora, tym bardziej, że Junior tak go przypomina, że nie sposób byłoby zapomnieć nawet gdybyśmy chcieli. To było tylko dziewięć miesięcy, a może aż dziewięć? Niech gania za Tęczowym Mostem i dogląda, gdziekolwiek jest, Bruncia Juniora i Rudisia- psa o wielkim sercu- od czubka nosa, po koniec ogona. To ostatnie zdjęcie w tej historii- miejsce spoczynku Bruna, na jego ukochanej łączce: Dalsze losy Bruncia Juniora znajdziecie pod tym adresem: http://www.dogomania.pl/forum/showthread.php?p=1809982#post1809982
  6. [I]Hau! Hau! Pozwolicie, że sam się przedstawię. Jestem małym wyżełkiem, mam dwa, może trzy miesiące. W sobotę 17- go czerwca wieczorem znalazła mnie dobra ciocia w podwejherowskim lesie, kiedy głodny i zmarznięty chciałem ogrzać się na ciepłym jeszcze asfalcie drogi w lesie. Zaraz zawiozła mnie do domku, gdzie spotkałem Panciów, Anisię i starszego kumpla Rudolfa. I tak już tu zostałem. Dostałem pić, dobrą michę, rozgrzałem sie na panciowych kolanach i jeszce Rudolf pomógł, wylizał mnie i przytulił. Spałem słodko całą noc. Rano zacząłem poznawać teren i moją nową rodzinkę. Rudolf cały czas mi towarzyszył, pokazywał wszysto- trawnik, oczko z karaskami, tarasy i wejścia do domu oraz legalną dziurę pod świerkiem- tu można coś zakopać na później. Cały dzień minął na zabawie z Rudolfem, z krótkimi przerwami na piętnastominutową drzemkę. Jednak coś nie daje mi spokoju. Czuję zapach jeszcze jednego psa, ale go tu nie ma. Dowiedziałem się, że tydzień temu odszedł za Tęczowy Most. To chyba bardzo daleko. Miał na imię Bruno i tak też mnie tu nazywają. Też był wyżłem, przygarniętym ze schroniska staruszkiem. Szkoda, że go tu nie ma. Miałbym jeszcze jednego kumpla, a może jestem jego spadkobiercą? Imię już przecież odziedziczyłem. Rudolf jest znajdą, ja też i z tego, co widzę będzie nam dobrze razem. Panciowie mnie odrobaczyli- sam się przeraziłem, ile glist we mnie siedziało brrrrr! Jutro jadę na szczepienie do doktora Mietka (też ma wyżła), ale nie wiem czy się bać, czy nie? Rano odgryzłem kabelek od myszy i Pancio nie mógł popracować. Nie wiedziałem, że to taki ważny kabelek. Jak na pierwsze dni, to jest tu bardzo fajnie, czuję się bezpiecznie (Rudolf cały czas czuwa i pilnuje mnie) Panciowie i Anisia też są fajni, tylko czemu wszyscy wyganiają mnie z kuchni???!!! Co jest z tą kuchnią i czemu tam czworołapom nie wolno wchodzić???!!! Łapka dla wszystkich! Bruncio z Wejherowa! P.S. Czas na moje zdjęcia. [IMG]http://pancio.ao.pl/users/p/pancio/gal7/format/rudis.jpg[/IMG] [IMG]http://pancio.ao.pl/users/p/pancio/gal7/format/rudis%20030.jpg[/IMG] [IMG]http://pancio.ao.pl/users/p/pancio/gal7/format/rudis%20016.jpg[/IMG] [IMG]http://pancio.ao.pl/users/p/pancio/gal9/format/brunciol%20c.d.%20018.jpg[/IMG] [/I]
  7. Rany! Jak Junior był zarobaczony!!! Po Pyrantelu wylazło z niego kłębowisko glist! Jeszce czegoś takiego u psa nie widziłem. Był na drugim spacerku, zmęczył się bardzo i teraz chrapie w koszyczku. To niesamowite! Junior jakby naśladował Seniora! Po spacerku w tym samym miejscu czeka przed furtką, żeby go wpuścić, tak samo przepycha się z Rudolfem wchodząc i w tym samym miejscu zatrzymuje się, i czeka, żeby zdjąć mu obróżkę, tak jak zdejmowałem Seniorowi kolczatkę po każdym spacerze, i po wejściu do domu pierwsze kroki kieruje do miski z wodą tak, jak Senior. Przecież tego typu zachowania nie mogą być uwarunkowane genetycznie u wyżełków. Czyżby Senior z zaświatów zesłał nam faktycznie "spadkobiercę"??? Właśnie maluszka, żeby przeżył z nami te wszystkie chwile, na które Seniorowi zabrakło czasu???
  8. Raczej nieprawdopodobne. W czasie dyżuru?
  9. Jestem pewna, ze Brunonek Senior maczal w tym łapki bezposrednio u samego Sw.Franciszka. Nie mogl z nieba patrzec, jak jego Rodzinka cierpi. Kochany Brunonek dba o swoich Pańciów, żeby byli szczęsliwi.[/quote] (napisała Ulka18 ) Jakoś nie widzę tego, żeby mały się zgubił. Raczej ktoś wysadził go w lesie. Też myślimy, że to nie przypadek i, że Senior maczał w tym łapki. Byliśmy już na pierwszym spacerku. Spotkaliśmy dwa szczeniaki kaukazy. Ładnie się wszyscy przywitali, a Rudi czujnym okiem opiekuna kontrolował sytuację.
  10. Chyba jutro stworzę małemu Brunciowi jego własny wątek, który i tak będzie kontynuacją historii bezimiennego niegdyś wyżła z mieleckiego schronu z boksu 156, w osobie znajdy z wejherowskiego lasu.
  11. Brunciolek nie ma żadnych oznaczeń, podzwoniliśmy tu i tam- nikt nic nie słyszał. Dostał już tabletkę na odrobaczenie, małą obróżkę, smycz, miskę i...... koszyczek do spania. Od świtu rozrabia, wszędzie go pełno i ciągłe zapasy z Rudolfem. Rudiś jest innym psem. Właściwie co ja tu będę pisał. Popatrzcie sami: Nic dodać, nic ująć!!!
  12. Bruncio Junior znowu śpi. Zastanawiam się, skąd wziął się na tej drodze? Przecież to maluszek. Nie miał obroży. Zgubił się? Czy to nieudany zakup wakacyjny turystów, bo wymagał więcej niż pluszowy miś? Właściwie to nie ważne. Jest u nas, pokochaliśmy go, a on nas, zupełnie jak Senior tuli się od pierwszej chwili, Rudolf jakby obudził się z letargu- tatusiuje małemu, bawi się z nim, jakby sam był szczeniakiem- takich zapasów nigdy nie widziałem w wykonaniu Rudolfa. Cała rodzina odżyła tego wieczoru. Jakby zaświeciło słońce w mroku. Mały jest taki podobny do Bruna Seniora, z mordki, z zachowania, to samo spojrzenie i głośne szczekanie, choć aktualnie brzmi raczej jak dorosły jamnik, ale zachowuje brunciolowe decybele i dwutonowe "Hau! Hau!". Anisia nawet wyasygnowała, na tą okoliczność, swój stary but, żeby Junior miał co gryźć. Straszny z niego rozrabiaka, już trochę szkód narobił przez parę godzin, ale to normalne u takich maluszków- on ma dopiero jakieś dwa miesiące. Mrówka jakby biegała po domu u boku Rudolfa. P.S. Murko! Może ta niesamowita historia kwalifikuje się do nowego wątku wyżełka z mieleckiego schronu, który jakby się odrodził w postaci Juniora, bo nikt inaczej go w domu nie próbuje nazywać, tylko Bruncio.
  13. Trzy godziny temu przyjechała pod mój dom karetka pogotowia. Koleżanka dyżurująca, w drodze powrotnej z wezwania, znalazła siedzącego na asfalcie w lesie pod Wejherowem.................. Bruncia Juniora!!! Mały był zmarznięty, głodny i spragniony. Próbował się ogrzać na ciepłej jezdni. Koleżanka przed powrotem do bazy zajechała do nas, bo wiedziała o odejściu naszego wyżełka i zostawiła nam tego malucha. Rany! Co się w domu dzieje!!! Rudolf tryska szczęsciem, liże małego, tuli się do niego i vice versa. Psia komitywa od pierwszej chwili. Junior jest już najedzony, napojony i rozgrzany. Znowu się popłakaliśmy. Junior zachowuje się zupełnie jak Bruno, przyjmuje takie same pozycje, tak samo pije, robiąc kałużę wokół miski, ma taki sam łepek i oczka, tylko jest malutki. Trudno to wszystko opisać tak na gorąco. Jestem rozklejony. Rudi poszedł właśnie na wieczorne sisi, a Bruncio Junior zasnął. Udało się szybko obrobić fotkę i zobaczcie sami: Nad wyżełkami chyba dobry duszek czuwa, albo to niepisany testament Bruna Seniora. Może to cud?
  14. To już przerabialiśmy. Parę kroków na łące i zawsze ląduje nad grobem Bruna, kładzie się i piszczy. Skąd wie, że Bruno tu spoczywa? Przecież nie zabraliśmy go w niedzielę o świcie w to miejsce? Wiem, że psy są bardzo mądre, że wyczują dużo wcześniej to, co człowiek dopiero później zobaczy, ale Rudolf w tej sytuacji przeszedł najśmielsze moje oczekiwania. On potrzebuje kumpla i nic, i nikt mu tego nie zastąpi. Być może Bruno był jego pierwszym w życiu prawdziwym kumplem, a nie jakimś przygodnym samcem, który pomagał w trudnych chwilach tylko dlatego, że miał aktualnie w tym interes. Bruno i Rudolf byli jak muszkieterowie- jeden za wszystkich, wszyscy za jednego. Obaj dowiedli tego w praktyce. Rudolf został sam na placu boju i to go stłamsiło. Nie ma przyjaciela, którego mógłby bronić, do zabawy, do dyskusji... Nie ma z kim poszczekać...Już nie ma powodu, żeby uciszać Reksia- boksera z za płotu, żeby nie szczekał i nie zakłucał spokoju Brunciowi. Rudi musi mieć nowego kumpla, inaczej nam zmarnieje.
  15. Nic z tego. Nawet nie chce wyjść za bramę. Leży tylko w miejscach ulubionych przez Bruna i w tym ostatnim, pod bzem. Serce pęka, jak się na to patrzy. Chce się krzyczeć: Bruno, wróć!!! Tu cały świat się zawalił!!!
  16. Depresja Rudolfa pogłębia nasz ból. Nie śpi, nie je, leży w bibliotece na miejscu Bruna i wpatruje się w pustkę. Jak temu psiakowi pomóc???!!!:mdleje:
  17. [quote name='AgusiaTerierka']Pańciu, jeszcze raz wyrazy współczucia:-( Rozumiem Twój ból, rozumiem Rudisia. W ub. roku odeszły dwie moje Sunie, najpierw 10-letnia Saga, potem wkrótce 14-letnia Kora. A teraz mamy 10-letnią Agusię-Korusię i cieszy nas każdy dzień spędzony razem, my też chcemy, aby żyła "po królewsku". Życzę Agusi- Korusi, mojej byłej wirtualnej podopiecznej z mieleckiego schronu, wielu, wielu długich i wspaniałych lat życia, a że żyje jak królewna, to widać i bardzo się cieszę, że trafiła do tak Wpaniałych Ludzi! P.S. Rudolf nadal krąży po wszystkich piętrach domu i przed chwilą znalazł w bibliotece, na dole, mały kocyk Bruncia, który leżał tam na kanapie, bo Bruncio często, pragnąc ciszy i spokoju dekował się tam na godzinkę lub dwie. Wyniósł go na trawnik i położył pod bzem w miejscu, gdzie Bruncio odszedł. My, to my, ale jak ten "łapciuch" musi cierpieć i tęsknić za za swoim kumplem wyżłem??? Jak nie krąży po domu, to wciska się pod moje biurko i nawet nie udaje, że śpi: Ciągle mamy wrażenie, że zdarzy się jakiś cud i Bruncio nagle zaszczeka na trawniku, że to tylko zły sen.
  18. Myślałem, że już nic nie napiszę, ale wobec tylu kondolencyjnych postów... i noc bezsenna... Dziękuję wszystkim za pamięć!!! Nie wiem, kto bardziej cierpi- czy my, czy Rudolf. Snuje się Rudi po domu i ogrodzie, wącha intensywnie ulubione miejsca Bruncia, żadnej radości, wygląda jak zbity pies. Szuka kumpla, a kumpla już nie ma. Nigdy nie sądziłem, że tak mocno pokochamy Bruna i, że tak mocno pokochają się z Rudolfem. Teraz widać dopiero, jak wszyscy związaliśmy się uczuciowo. Dom bez wyżła jest jak studnia bez wody. Był takim grzecznym psem, tak posłusznym, można powiedzieć, że wzorem do naśladowania dla innych psiaków, nawet dla Rudolfa. Dziś Panciowa posadziła kwiatki na grobie Bruncia, na jego ukochanej łączce. Tak trudno się z tym pogodzić, że Bruncio odszedł za Tęczowy Most. Tyle jeszcze było planów. Dziewięć miesięcy temu mój kolega, dowiedziawszy się, że przygarneliśmy takiego staruszka powiedział: "To on ci długo nie pożyje". Odpowiedziałem, że nie ważne jak długo, ważne, że po królewsku. Mam nadzieję, że się udało. Brunciolku! Zawsze pozostaniesz w naszych sercach!
  19. To już ostatni mój post w tym wątku. Póki jeszcze się trzymam, chciałbym wszystkim serdecznie podziękować, za wsparcie w tych trudnych chwilach i za wszystko, co doprowadziło do adopcji Bruna, i za te wspaniałe dziewięć miesięcy radości z tym psiakiem. Kłaniam się nisko wszystkim i po stokroć dziękuję. Szkoda tylko, że ta wspaniała przygoda trwała tak krótko. Bruncio już spoczął na swojej ukochanej łączce, pod kępą krzewów widoczną w głębi, za kamieniami: Jedno mnie pociesza, że do końca byliśmy z nim i czuł, że nie umiera samotnie, bo tego bałem się najbardziej, żeby nie był w tej chwili sam, żeby nie powiedzieć- jak pies. Od pierwszego spotkania był wspaniałym psiakiem. Nigdy nie zapomnę, jak odbierałem go od Irmy- zawołałem go, a on podszedł, powąchał i wtulił się we mnie, jak małe dziecko. Tak też odszedł- wtulony w swego Pancia, przy Panciowej i kumplu Rudolfie. Jeszcze raz dziękuję za wszysto i wszystkim! Spotkamy się pewnie na innych wątkach, ale wpierw muszę się otrząsnąć z tej tragedii.
  20. Bruncio odszedł przed chwilą za tęczowy most. Ostatnie pół godziny spędził pod pachnącym bzem, na trawce, przy porannym śpiewie ptaszków i rechocie żabek. Jego wyżle serce jednak nie wytrzymało. Byliśmy z Rudolfem do samego końca. Bruncio nie cierpiał- zasnął i odszedł do krainy wiecznych łowów.
  21. 40 minut temu Bruncio wpadł w obrzęk płuc. Krztusił się pienistą wydzieliną z płuc, podbarwioną krwią. Dzięki dużej dawce Digoxiny i Furosemidu jednak trzeci raz zawrócił sprzed tęczowego mostu. Już oddycha spokojnie, śpi spokojnie, a my płaczemy, jak małe dzieci, po tej akcji ratunkowej. Tym razem udało się opanować ostrą niewydolność lewej komory serca, objawiającą się właśnie obrzękiem płuc. Mało który człowiek wychodzi cało z takiego stanu. Bruncio wyszedł. Nie chcę nic mówić, żeby nie peszyć. Nigdy nie sądziłem, że Bruncio będzie miał tylu wiernych przyjaciół. Dziękujemy wszyskim. Bez Was byłoby nam znacznie ciężej. Dziś Bruno ma dziewiątą miesięcznicę, jak jest z nami. Rano powinien być jakiś "torcik" i świeczki.:new-bday::BIG:. Jednak nie wiadomo, co przyniesie noc. My dyżurujemy i będziemy czuwali nad kochanym wyżełkiem.
  22. Z Brunciem jest coraz gorzej. Organizujemy, na gwałt, Digoxinę w ampułkach ze szpitala. Jest już w drodze. To ostatnia nadzieja.
  23. Bruncio ładnie pospał, ale wielkiej poprawy nie ma. Taka huśtawka w kształcie sinusoidy, co parę godzin. Nic go nie boli, tylko ciężko mu się oddycha. Duszność sercowa. Robi parę kroków i zaraz kładzie się, żeby odpocząć, ale ciągnie go na łączkę mimo wszystko, choć nie ma siły do niej dojść. Taki jest słaby. Gdyby można było dać mu nowe serce...
  24. W imieniu Bruncia bardzo dziękuję za wsparcie!!! Po dwunastu godzinach troszkę zwolniło mu się serduszko, ale niewiele. Nie mogę przesadzić z dawkami leków, bo dojdzie do zatrzymania serca. Reasumując(i bez EKG) widzę, że Bruno ma zawał serca. Teraz przydałby mi się sprzęt z oddziału intensywnej terapii. Bruncio się trzyma. Śpi, ale chwilami przebudza się na kilka sekund i po sprawdzeniu, że jestem zasypia ponownie. Właśnie słuchałem przed chwilą jego serca- zwolniło się wyraźnie!!! Wreszcie!!! Oddech ma jeszcze przyśpieszony, ale serce jest najważniejsze. Teraz tlenoterapia, czyli okno na oścież i mój polar na Bruncia, i za godzinę zobaczymy efekty.
  25. Rany!!! Myślałem, że tylko ja nie śpię. Od razu mi raźniej. Bruno nadal jest w ciężkim stanie, ale próbuję spowolnić jego serduszko i oddech, żeby opanować błędne koło niewydolności. Katcherine! Trzymaj kciuki!!!
×
×
  • Create New...