Jasne, że brak obowiązku to jedno, a martwienie się osób to drugie...
Nie sądzę, aby coś się tej pudliczce złego działo, zwłaszcza, że to nie jest jedyny pies Mosii. ;)
No, ale nie chcę, aby to zabrzmiało, jakbym się bawiła w czyjegoś adwokata, bo mi daleko do tego. Mam nadzieję, że ktoś się do Mosii wybierze osobiście i wtedy już będzie ok.