Piraciku, poznałam Ciebie jako pięknego, radosnego psiaka z niepowtarzalnym charakterkiem. Imponowałeś wszystkim swoją siłą i odwagą, wszyscy w schronisku czuli przed Tobą respekt.... Zawsze uwielbiałeś jeść i godzinami pływać w stawie, było w Tobie tyle energi. Jakieś pół roku temu zaczełeś powoli gasnąć, zeszczuplałeś, stałeś sie jakiś spokojniejszy :-( Wiosna zrobiło się ciepło, pierwszy raz od kiedy Cię znam nie chciałes pływać... :shake: Ale dawałeś sobie jeszcze radę, aż do dnia kiedy zobaczyłam, że nawet nie potrafisz wstać, nie potrafisz jeść :placz: Wyciągłam Cię z boksu, chciałam walczyć od Ciebie.... A Ty tak dzielnie wszystko znosiłeś, kilka dni karmilam Cię z ręki, dostawałeś kroplówki, zastrzyki..... Przeszłeś szereg badań, ich wyniki przeraziły na wszystkich, ale wierzyliśmy w to, że jeszcze się uda.... Jednak Ty z dnia na dzień czułeś się coraz gorzej, leczenie nie przynosiło efektow, a Ty patrzyłeś na mnie wzrokiem pełnym cierpienia i ogromnego żalu, a zarazem prośbą, żeby to wszystko wreszcie się skończyło. W schronisku jestem wolontariuszką od 6 lat, poznałam wiele psów, ale jeszcze nigdy zadnen z nih nie patrzył na mnie tak Ty. Dzisiaj odeszłeś za TM, była przy Tobie i przytulam do siebie, mam nadzieje, ze nie bałeś się i spokojnie przekroczyłeś tą tęczową granice.... Bedę za Tobą bardzo tesknic, przepraszam, że nie znalazłam Ci domku :-( :-( :-( :-(
Kilka lat temu:
jesień 2006 roku....
wiosna tego roku:
miesiąc temu :-(