Jump to content
Dogomania

szajbus

Members
  • Posts

    28481
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by szajbus

  1. Widok, na który czekałam. Trzy młodziki razem. Zdjęcie jeszcze cieplutkie, robione pół godziny temu.
  2. Jakby się kto pytał to kłopoty są moją specjalnością. Nie wiem czy one mnie tak kochają, czy je do siebie przyciągam. Tym razem nie chodziło o psie, czy kocie bezpieczeństwo ale o ptasie. Po raz pierwszy na naszym podwórku założyły gniazdo pustułki. Oczywiście jak na zwierzolubów przystało bacznie je obserwowaliśmy. Wykluły się trzy młode. Wszystko było ok do momentu wyprowadzania młodych z gniazda. Dwa z nich pofrunęły za rodzicami, a trzecie (najmniejsze) zamiast polecieć w górę zleciało w dół. No i utknęło na dobre na podwórku studni. Próbowało wszelkimi sposobami wzbić się w górę. Wszelkie próby kończyły się niepowodzeniem. Potem maluch zaczął uprawiać wspinaczkę po murze. Wszyscy kolatorzy na zmianę obserwowali go, przechodzili przez przez podwórko do swoich klatek schodowych czy na śmietnik wręcz na paluszkach, nawet dozorca omiatający podwórko robił wszystko w zwolnionym tempie. Mijały dni, a maluch nadal tkwił na podwórku. Był sam od rana do godzin popołudniowych . W godzinach 16:30 -18:00 zlatywało się rodzeństwo i rodzice. Jak widywałam rodziców, którzy przylatywali doglądać malucha tak nie widziałam momentu karmienia i oczywiście wpadłam w panikę. Skontaktowałam się z ornitologami. Polecili nam wnieść malucha na parapet klatki schodowej najwyższego piętra, co te z zrobiliśmy. Udało nam się bez użycia rąk nagnać go do tekturowego pudełka, zanieść na parapet. Tam otworzyliśmy pudełko. Mały sobie z niego wyszedł i spacerował po parapecie po czym znowu zleciał na dół. Załamka. Wobec powyższego za radą ornitologów wyłożyliśmy kawałki świeżej piersi z kurczaka i wątróbkę. Pokarm byle jakiej jakości, ale zawsze to coś. Radośnie przyjęłam informację jednego z sąsiadów, który widział moment karmienia młodego przez matkę. Na jego oczach przyniosła mu myszkę, którą mały spałaszował z apetytem. Ale... nie pogardził też naszą wątróbką. I nagle stal się cud. Szóstego dnia tj. wczoraj nasz malec zaczął fruwać coraz wyżej. Z parteru na I piętro, potem na drugie, trzecie i na dach. Stamtąd odleciał. Kamień spadł mi z serca, ale mam tez obawy jak on daje sobie radę na wysokościach. Dziś go nie widziałam i zastanawiam się czy nie utknął gdzieś znowu na jakiejś gałęzi. Z balkonu, z którego mam widok na sąsiednią ulice i wielką brzozę widzę nasze pustułki. Niestety nie mogę się ich doliczyć, bo ciągle są w ruchu. Na czubku drzewa widzę matkę na zmianę z ojcem, maluchy są schowane w liściach. Przez lornetkę raz na jakiś czas widzę maluchy. Czy jest wśród nich ten nasz? Póki nie zobaczę całej piątki tj, rodziców i trzech maluchów niepokój zostanie. No i co wy na to moje maluszki? Mam kolejne zmartwienie co? Kocham Was
  3. Jestem pewna, że one obie czuwają nad Gajunią. Robią wszystko co w ich mocy, żeby mała była bezpieczna. Najważniejsze, że miło spędziliście czas i mała wyhasała się do woli, a wspomnienia... będą nam towarzyszyć do końca naszych dni.
  4. We wtorek minęło 13 lat odkąd Psonia pobiegła za TM. Nie miałam dostępu do komputera więc, nic nie pisałam. Jednak pamiętałam i pamiętam. Minęło 13 lat, a tamten dzień mogę odtworzyć minuta po minucie. Nadzieja, że z tego wyjdziesz, a potem straszny ból, cierpienie i pustka, która boli do dziś. Tej pustki nic nie jest w stanie wypełnić. Po dwóch miesiącach pojawiła się Balbisia i w swoim serduszku otworzyłam kolejny pokoik dla kolejnej istotki. Każda z Was ma w nim swój własny, z których bije wielka, niezmienna miłość. KOCHAM I BĘDĘ KOCHAĆ
  5. Obawiam się Radku, że tego się nie pozbędziesz. Cały czas zmagam się z lekiem o serduszko Zuzi.
×
×
  • Create New...