-
Posts
28422 -
Joined
-
Last visited
Content Type
Profiles
Forums
Events
Everything posted by szajbus
-
-
Z gastrycznymi problemami ok, ale chcieliśmy zrobić jej badania z krwi. Nie można było małpiszonowi jej pobrać, bo miała być na czczo. Oczywiście nie dawaliśmy jej nic do jedzenia, ale ona jest sprytniejsza jak ładniejsza. Po porannym spacerze zaczęła jak zwykle uprawiać żebractwo, a że nic nie dostała od męża to sięgnęła po zakopane zapasy. Mąż nie zdążył zareagować. Była badana ogólnie. Została zaszczepiona, a na badanie krwi umówieni jesteśmy na 14 września na godz 8:45. Musimy prześwietlić cale mieszkanie i sprawdzić gdzie ma jeszcze zakamuflowane ciacha, bo przez 12 godzin nie może nic włożyć do dzioba. Wcześnie nie ma sensu robić badań, ze względu na szczepienie. Po nim najlepiej jest odczekać jakiś czas. Nie przekładaliśmy szczepienia, bo trzymamy się terminów.
-
W piątek u nas był niemiłosierny upał, a do weta mamy spory kawałek przez miasto ( betony) . Zdecydowaliśmy się nie brać jej na wizytę ze względu na serducho i poszliśmy sami. Pani doktor powiedziała, że dobrze zrobiliśmy, bo spacerki w taki upał są nie dla niej. Wizyta była na podstawie wywiadu. Musieliśmy ze szczegółami opisać dosłownie wszystko co nas niepokoi, odpowiadać pani doktor na każde zadane pytanie i na razie mamy jej podawać probiotyki. Nie jest wykluczone, że Zuzia zaczęła gorzej tolerować kurczaka i indyka. Wprowadzamy wołowinę. Mamy ją obserwować . Zuzia i tak ma 1 września szczepienia p. wściekliźnie więc w sumie badanie opóźni się o kilka dni. Na razie nie kopci, ale kupka nadal jak ją zbieramy z trawnika się rozlatuje. Maluszki moje kochane trzymajcie łapinki.
-
Będzie dobrze Radku, musi być dobrze, Trzymam kciuki - jak zawsze.
-
Dzięki Radku. Co prawda minęło jej, ale i tak idziemy do weta.
-
No i moja maluszki chyba mamy problem. Zuzka już ze 3 dni wali niezbyt ładnie pachnące bąki i to nas niepokoi. Owszem zdarzało jej się, ale nie tak często. Nie zmienialiśmy jej menu i nie wiemy od czego tak kopci. Wizyta u weta zaklepana na piątek jak wróci z urlopu. Trzymajcie za nią te swoje kochane łapinki.
-
-
-
Łódź- Baranek miał cudowny dom. Już za TM
szajbus replied to szajbus's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
-
I bardzo dobrze . Tak chłodziliśmy mieszkanie zanim nie zainstalowaliśmy klimy i faktycznie to bardzo dobry sposób. Dodatkowo jeszcze co godzinę polewaliśmy solidnie zimną wodą parapety i posadzkę na balkonie. Teraz otwieramy wszystko na noc. W dzień kiedy jest włączona klimatyzacja musi być wszystko pozamykane. Okna są minimalnie uchylone na na mikro wentylację. Radku pocieszające jest to, ponoć najgorsze za nami i noce zapowiadają już chłodniejsze.
-
Znosi je okropnie. W dzień włączamy klimatyzacje, więc jest ok.Jednak na noc ją wyłączamy i pomimo, że wszystkie okna i drzwi balkonowe są otwarte na oścież jest duszno. Wyjścia są bardzo krótkie, aby za potrzebą i już zipie. Dopiero późnym wieczorem i wczesnym rankiem wychodzimy na prawdziwy spacer. Psoniu, Balbisiu opiekujcie sie Zuzolkiem.
-
Śliczny Banerek
-
-
Łódź- Baranek miał cudowny dom. Już za TM
szajbus replied to szajbus's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
-
Widok, na który czekałam. Trzy młodziki razem. Zdjęcie jeszcze cieplutkie, robione pół godziny temu.
-
-
Jakby się kto pytał to kłopoty są moją specjalnością. Nie wiem czy one mnie tak kochają, czy je do siebie przyciągam. Tym razem nie chodziło o psie, czy kocie bezpieczeństwo ale o ptasie. Po raz pierwszy na naszym podwórku założyły gniazdo pustułki. Oczywiście jak na zwierzolubów przystało bacznie je obserwowaliśmy. Wykluły się trzy młode. Wszystko było ok do momentu wyprowadzania młodych z gniazda. Dwa z nich pofrunęły za rodzicami, a trzecie (najmniejsze) zamiast polecieć w górę zleciało w dół. No i utknęło na dobre na podwórku studni. Próbowało wszelkimi sposobami wzbić się w górę. Wszelkie próby kończyły się niepowodzeniem. Potem maluch zaczął uprawiać wspinaczkę po murze. Wszyscy kolatorzy na zmianę obserwowali go, przechodzili przez przez podwórko do swoich klatek schodowych czy na śmietnik wręcz na paluszkach, nawet dozorca omiatający podwórko robił wszystko w zwolnionym tempie. Mijały dni, a maluch nadal tkwił na podwórku. Był sam od rana do godzin popołudniowych . W godzinach 16:30 -18:00 zlatywało się rodzeństwo i rodzice. Jak widywałam rodziców, którzy przylatywali doglądać malucha tak nie widziałam momentu karmienia i oczywiście wpadłam w panikę. Skontaktowałam się z ornitologami. Polecili nam wnieść malucha na parapet klatki schodowej najwyższego piętra, co te z zrobiliśmy. Udało nam się bez użycia rąk nagnać go do tekturowego pudełka, zanieść na parapet. Tam otworzyliśmy pudełko. Mały sobie z niego wyszedł i spacerował po parapecie po czym znowu zleciał na dół. Załamka. Wobec powyższego za radą ornitologów wyłożyliśmy kawałki świeżej piersi z kurczaka i wątróbkę. Pokarm byle jakiej jakości, ale zawsze to coś. Radośnie przyjęłam informację jednego z sąsiadów, który widział moment karmienia młodego przez matkę. Na jego oczach przyniosła mu myszkę, którą mały spałaszował z apetytem. Ale... nie pogardził też naszą wątróbką. I nagle stal się cud. Szóstego dnia tj. wczoraj nasz malec zaczął fruwać coraz wyżej. Z parteru na I piętro, potem na drugie, trzecie i na dach. Stamtąd odleciał. Kamień spadł mi z serca, ale mam tez obawy jak on daje sobie radę na wysokościach. Dziś go nie widziałam i zastanawiam się czy nie utknął gdzieś znowu na jakiejś gałęzi. Z balkonu, z którego mam widok na sąsiednią ulice i wielką brzozę widzę nasze pustułki. Niestety nie mogę się ich doliczyć, bo ciągle są w ruchu. Na czubku drzewa widzę matkę na zmianę z ojcem, maluchy są schowane w liściach. Przez lornetkę raz na jakiś czas widzę maluchy. Czy jest wśród nich ten nasz? Póki nie zobaczę całej piątki tj, rodziców i trzech maluchów niepokój zostanie. No i co wy na to moje maluszki? Mam kolejne zmartwienie co? Kocham Was