-
Posts
10956 -
Joined
-
Last visited
Content Type
Profiles
Forums
Events
Everything posted by Bonsai
-
Lolek [img]http://fc05.deviantart.net/fs70/f/2014/142/b/3/facebook_js7h6510_by_mofftarkin-d7jcsrh.jpg[/img] [img]http://fc02.deviantart.net/fs70/f/2014/142/e/c/facebook_js7h6518_by_mofftarkin-d7jcsr8.jpg[/img] [img]http://fc00.deviantart.net/fs70/f/2014/142/5/5/facebook_js7h6529_by_mofftarkin-d7jcsr1.jpg[/img] [img]http://fc07.deviantart.net/fs71/f/2014/142/c/7/facebook_js7h6535_by_mofftarkin-d7jcsqr.jpg[/img]
-
[quote name='Koszmaria']trzymam kciuki mocno.'pańciostwo' dalej się nie poczuwają do wypełnienia ze swojej strony zobowiązań wynikających z umowy adopcyjnej?[/QUOTE] Nie rozmawiałam z nimi od dwóch dni, bo skupiłam się na szukaniu opcji wyciągnięcia Ałtaja, ale nie sądzę, że cokolwiek się w tym temacie zmieniło. Ale spokojnie - załatwię wszystko po kolei.
-
Podobno Kama nie odstępuje Isiaczekk na krok i nieśmiało macha ogonkiem. Wieczorem Isiaczekk napisze więcej co u małej. A tak poza tym, na pierwszy rzut oka (choć widziałam ją wczoraj późnym wieczorem, więc po ciemku), sierść Kamy nie wygląda najgorzej, za to sunia znów ma brzuch jak balon. Isiaczekk nawet zapytała czy sunia nie jest w ciąży... Takiej możliwości nie ma na pewno, więc to albo robale albo wątroba albo coś jeszcze. Jak uda się, to dzisiaj jeszcze Isiaczekk podjedzie z nią do weta.
-
Dzisiaj wysle wszystkim. Tak szybko wszystko sie dzieje, ze nie miałam kiedy. Dziękuje za cierpliwość!
-
Kama już w Warszawie. :) Mała jest zestresowana mocno, ogon podkulony, nie chce jeść (a to żarłok ogromny) ani pić, ale gdy zajechaliśmy na miejsce, chętnie przeszła się na spacer. :) Dziękuję pani Waci, która zgodziła się pojechać z Wojtkiem i Kamą do Konina; Wojtkowi, że poświęcił dziś Kamie praktycznie czy dzień; pani Lucynie z fb za darmowy transport z Konina do Isiaczekk; no i Isiaczekk i jej Tż, że to nie był dla nich problem, że po nocach odbierają Kamę. ;) Cały transport kosztuje nas tylko tyle, co zwrócić p. Wacławie za paliwo do Konina i z powrotem. Dam znać dokładnie ile jutro, ale to nie będą duże kwoty.
-
[quote name='andzia69']Miałam ochote tam coś napisać...ale się powstrzymalam...Ktos, kto adoptuje psa ze schroniska - obojętnie duzego czy małego powinien liczyc sie z faktem, że pies może zmienić swoje zachowanie po przyjściu do nowego domu. Jesli pies ugryzł - czy zgloszono to do lekarza? czy jest na obserwacji?[/QUOTE] Podobno był u lekarza z tą raną. Nie słyszałam, żeby był na obserwacji. Słyszałam tylko, że lekarz powiedział, że jak pies raz ugryzie, to już nic z niego nie będzie.
-
[quote name='Sara2011']tzn, pomogą z Ałtajem?[/QUOTE] Tak, z Ałtajem.
-
Dziękuję za odpowiedzi. Jednak nic nie zmieniamy, jedzie Kama. rutta wspominała fundacji, że mamy jeszcze jeden psi pilny problem na głowie - jeden psiak wraca nam z adopcji. Stwierdzili, że skoro Kama ma zapewniony DT, to niech już jedzie, a oni pomogą nam z tym drugim psiakiem.
-
[quote name='agat21']Nie ma mnie na pierwszej stronie wśród deklarujących, więc powyżej się przypominam, i przenoszę swoją deklarację na Mikę, jeśli będzie wyciągana z przytuliska.[/QUOTE] Dzięki i przepraszam za przeoczenie :)
-
[quote name='teresaa118']Fajna piesica. Zasluzyla na ostatnia szanse. Na wlasnego "ludzia". No to wyciagamy[/QUOTE] Dziękuję. :) Rozmawiałam przed chwilą z Isiaczekk zgadza się na przyjęcie Miki w zamian za Kamę w razie czego, z odbiorem jej dziś też nie ma problemu. Czekam jeszcze na info od Ani - rutty, ws. decyzji fundacji.
-
[quote name='mdk8']ja też się zgadzam. A można poznać nazwę Fundacji , która chce zaopiekować się Kamą?[/QUOTE] To fundacja 2+4.
-
[quote name='Olena84']Mam pakiet ogłoszeń już wykupiony, czy ktoś go chce?:razz:[/QUOTE] Może Anakin? [url]http://www.dogomania.pl/forum/threads/246237-PRZYTULISKO-G-skrajne-zaniedbanie-i-potworna-potrzeba-MIŁOŚCI%21-wlkp?p=22097352#post22097352[/url]
-
[quote name='Poker']Dzięki wielkie. Mogę go kupi tylko gdzie? U wetów?[/QUOTE] Nawet w zoologicznym to dostaniesz. To ziołowy preparat. Mogę Ci przesłać, bo i tak go nie potrzebuję do Sylwestra. No, chyba że wolisz mieć go szybciej, bo pocztą będzie trochę szło.
-
[quote name='jola_li']Pokerku, a może, żeby pomóc psince, podawać jej jakiś preparat uspokajający? Podobno stress-out jest niezły i bez żadnych ubocznych działań.[/QUOTE] Potwierdzam, stress-out jest niezły! Korzystam z niego w sylwestra, psy chodzą odprężone. ;) Zostało mi pół opakowania, mogę Ci przesłać Poker, tylko podaj adres na PW.
-
[quote name='teresaa118']Prosze o szybka prezentacje Miki wraz z portretem[/QUOTE] Mika: [img]http://fc00.deviantart.net/fs70/f/2014/003/1/c/facebook_js7h5095_by_frecklydog-d70ly81.jpg[/img] [img]http://fc00.deviantart.net/fs71/f/2014/003/b/a/facebook_js7h5101_by_frecklydog-d70ly7u.jpg[/img] z takim tekstem ją ogłaszamy: Mika mieszka w przytulisku koło Kalisza (ok. 10 km), o którym nikt nie wie, więc jedyną szansą na jej adopcję są ogłoszenia takie, jak to. Mika to delikatna suczka, która lgnie do człowieka, jest bardzo spragniona kontaktu z nim. Wtula się, machając nieśmiało ogonkiem. Nadaje się do domu z dzieckiem, ponieważ ma w sobie tyle łagodności, że nie zrobi nikomu krzywdy. Bardziej należałoby uważać w drugą stronę: by maluch jej nie zamęczył. W kontakcie do innych psów jest uległa, w razie konfliktu - poddaje się. Gdy inny pies jest przyjazny, Mika biega i zaprasza do zabawy. Jest w tej zabawie delikatna i nienachalna. Mika ma ok. 4 lata, waży obecnie ok. 15 kg. Jest średniej wielkości psem sięgającym w kłębie poniżej kolana. Szuka rodziny spokojnej, która okaże jej wiele miłości. Ode mnie jeszcze: Sunia jest już w przytulisku długo, zupełnie nie rozumiem czemu, bo to wspaniała suczka, tylko bardzo delikatna. W pierwszym kontakcie z człowiekiem pokazuje dużą uległość, podchodzi płasko, machając ogonkiem schowanym między łapkami. Do tych, których zna jest cudowna: rozdaje całusy, cieszy się. W przytulisku radzi sobie kiepsko, zjada własne odchody, okresowo też sporo chudnie.
-
Mamy szansę na transport dla Kamy [B]na dziś[/B]. Dogrywam szczegóły. A w międzyczasie odezwała się do rutty znajoma fundacja, która być może zadeklaruje chęć wzięcia Kamy pod swoje skrzydła - mieliby dla niej DT, w razie potrzeby behawiorystę na miejscu, no i wszystkie koszty przeszłyby na nich. To fundacja, z którą rutta współpracuje od dawna, więc jednocześnie stale mielibyśmy wieści o suni. Hipotetycznie byłoby to najlepsze rozwiązanie. Ania będzie rozmawiała z nimi koło 14:00. Wtedy też ostatecznie muszę potwierdzić bądź odwołać transport. Jeszcze nie mogę skontaktować się z Isiaczekk. [U]Proszę darczyńców, uczestników wątku by wypowiedzieli się co do tego czy zgadzają się na przekazanie Kamy pod opiekę fundacji. [/U] [U]Proszę też o informację, czy może na miejsce Kamy - skoro już zebraliśmy deklaracje - wyciągamy inną suczkę z przytuliska w G., np. Mikę, która zjadał ze stresu własne odchody? [/U] Oczywiście pytanie mogą okazać się nieaktualne, jednak ze względu na małą ilość czasu muszę zadać te pytania już teraz. Ech, tak to jest - jak nic się nie dzieje, to nic się nie dzieje, a jak coś ruszy, to wszystko na raz. Tak czy inaczej Kama może być spokojna o swój los. :)
-
[quote name='Wojtek7']Ałtaj na przytulisku zachowywał się jak duży szczeniak, pies który wymaga ułożenia, był jeszcze chętny do zabawy. Ale o tym ten pan wiedział zresztą zapewniał mnie, że miał wcześniej psy, które sam ułożył, nie był więc dla mnie wtedy nowicjuszem w tej kwestii. W Tej rodzinie została zaburzona hierarchia i Ałtaj, nie mając autorytetu, jak pisał wcześniej behawiorysta zdominował pana i domowników. Jest jeszcze kwestia, czy miał i ma zapewnioną odpowiednią dawkę ruchu, co w przypadku tego psa jest konieczne. Nie ma przy tym większego znaczenia czy Ałtaj jest mieszańcem ow. środkowoazjatyckiego czy innej rasy, tym bardziej że nie jest, każdy młody pies wymaga ułożenia.[/QUOTE] Ruchu Ałtaj ma bardzo mało, ponieważ ciągnie na smyczy i w związku z tym nie wychodzą z nim za wiele. Z resztą JJD mówiła mi, że czasem przejeżdża obok i rzadko widuje Ałtaja na ogrodzie. Pies prawdopodobnie jest sfrustrowany, zestresowany. Mi nie udało się jednak przetłumaczyć niczego tej rodzinie. Z resztą nie kontaktowali się z nami gdy zaistniały problemy, a dopiero wtedy zadzwonili, gdy byli zdecydowani już psa oddać. Namówiłam ich wtedy na behawiorystę, żeby dać im ostatnią szansę, a i nam na ocenę skali problemu, który moim zdaniem trudno wyczuć przez telefon. Osobiście jednak staram się ich zrozumieć. Zawsze staram się zrozumieć punkt widzenia drugiej strony konfliktu. I analizując to, dochodzę do wniosku, że obie strony zawiniły. Oni - nie słuchając się nas, my - ulegając im w wielu kwestiach. Trzeba wyciągnąć z tego odpowiednie wnioski na przyszłość, a teraz skupić się na Ałtaju. Wciąż np. nie mamy deklaracji, by go stamtąd bezpiecznie wyciągnąć.
-
[quote name='sharka']Pan wydawał się roszczeniowy od samego początku, i moim zdaniem to nie my go "zepsuliśmy". On po prostu "swoje wie" i już. Myślę że sam przyjazd po psa nie dałby Panu szansy poznać Ałtaja na tyle by zmienić jego zdanie na temat adopcji. Ałtaj w czasie drogi zachowywał się bardzo dobrze, i nic nie wskazywało (oprócz przesłanek wynikających z rasy) że może być jakiś problem w domu. Zresztą Pan mówił że miał już Azjatę. Ałtaj dopiero w domu, z czasem pokazał charakter. Po krótkim poznaniu sprawiał wrażenie silnego, żywego i misiowatego psa, który potrzebował tylko ułożenia. W czasie pobytu w przytulisku nie był przecież agresywny w stosunku do Wojtka? Niemniej dobrze jest kiedy przyszły właściciel sam przyjeżdża po psa :) Uważam że dołożone były starania przy adopcji, może trzeba było jeszcze poprosić przyszłego właściciela o rozwiązanie testu - wtedy wyszłoby czy rzeczywiście zna rasę i ma charakter odpowiedni do prowadzenia takiego psa .[/QUOTE] Nie, Ałtaj nie był agresywny ani do Wojtka, ani do mnie (choć tylko kilka razy go widziałam). To był duży dzieciak, niezgrabny i niezdający sobie sprawy ze swojej masy. Ale wiadomo, że przecież pies w warunkach schroniskowych, jak i przez jakiś czas po adopcji zachowuje się inaczej. Często prawdziwy charakter pokazuje po jakimś czasie. A pewnie nie bez znaczenia jest też to, że sobie z nim nie radzili i mieli złe podejście. Ciężko ich za to winić, jedynie nie podoba mi się to, że pan był taki pewny swoich umiejętności i wszystkie rady puszczał mimo uszu, najbardziej skupiając się na aspekcie finansowym, że przecież on nie będzie ponosił kosztów choćby transportu psa. A po jakimś czasie łaskawie zgodził się zapłacić połowę kosztów, czyli coś koło 50 zł. Może i poznanie przez nich psa na miejscu niewiele by zmieniło, skoro Ałtaj w tamtym okresie był potulny. A oni obawiali się jedynie tego, czy dogada się z ich suczką, bo poza tym byli pewni swych umiejętności w wychowywaniu psów. Jednak nie zmienia to tego, że to, że podjęliśmy decyzję jednak o zawiezieniu im psa - mogło mieć wpływ i na dalsze relacje nasze z właścicielami, i na ich relacje z psem. Naszą rolą powinno być stopowanie takich ludzi i takiego entuzjazmu. Oczywiście wątpliwości do adopcji miałam, ale przeważyła szala "przecież nie przewidzimy wszystkiego, trudno poznać człowieka do końca przed adopcją". Liczyłam, że ich niechęć do ponoszenia kosztów zmieni się po adopcji, co wywodziłam z tego, że np. na swoją suczkę wydali dużo pieniędzy, gdy potrzebowała kosztownej operacji. Rozwiązanie testu - może to i dobry pomysł (widziałam ciekawą ankietę od np. adopcje husky), jednak żeby wziąć pod uwagę wszystkie czynniki, trzeba trochę wiedzieć o rasie jako takiej. A ja prawdę mówiąc nie siedzę praktycznie w ogóle w rasowych psach, najbardziej kocham kundle, a z początku nawet nie wiedziałam, że Ałtaj jest w typie jakiejś rasy. Może gdyby miał kopiowane uszy i ogon, to by mi zaczął azjatę przypominać, a tak to na to nie wpadłam. Na pewno podeszliśmy do tej adopcji zbyt beztrosko, choć z nieświadomości i dobrych chęci (ale dobrymi chęciami piekło jest wybrukowane). Nic nie usprawiedliwia jednak moim ich kłamstw bądź mijania się z prawdą. I to zarówno w rozmowach ze mną, tu na forum, jak i pewnie w rozmowie z Sylwią. Oczywiście to raczej naturalne dla ludzi, że próbują przerzucać odpowiedzialność na wszystkich, tylko nie na siebie, ale dla dobra psa należałoby schować dumę do kieszeni.
-
[quote name='elik']Potrzeba wielka suma, a ja niewielką kwotę mogę zaproponować - 10 zł do grudnia br.[/quote] Dziękuję! [quote]Czy to znaczy, że hotel załatwiają właściciele ?[/QUOTE] Nie, hotel załatwiamy my, pan nie chce do niczego grosza przyłożyć i ciężko się z nim na temat pieniędzy rozmawia. "On nie uważa, że powinien ponosić jakiekolwiek koszty, jeżeli pies nie będzie już ich". Rzucił słuchawką, gdy spokojnie mówiłam, że zobowiązuje go do tego umowa. ALE jeszcze nie wiemy co dalej. Rozmawiałam z Sylwią, hodowczynią azjatów, jednocześnie prowadzącą hotelik dla azjatów, ona jest z nimi w kontakcie i dziś będzie dalej rozmawiała na temat tego psa. Tak czy inaczej warto, by dowiedziała się o nim najwięcej, jak można.
-
Spokojnie, oni są w kontakcie z Sylwią od azjatów, którą ja im podesłałam, i z którą ja też jestem w kontakcie. To jest bardzo konkretna i odpowiedzialna osoba, możemy jej zaufać, ja jej ufam. Wczoraj zakończyła z nimi rozmowę ok. 23. W jej ocenie pomoc behawiorysty, którego załatwiliśmy, w sumie nic nie dała, bo praca z psem agresywnym tylko na smaczki to słabe rozwiązanie. Poleciła, by legowisko Ałtaja przenieść do salonu z sypialni (na co właściciel rzekł, że to nie fair wobec Ałtaja, skoro druga suczka tam śpi). W jej ocenie nie radzą sobie kompletnie z tym psem, ale nie mają złych intencji. Pies jest niefajny w tym momencie, ale to jeszcze jest do odkręcenia. Nie wiem czy u nich, póki co rozmowę odłożyli jeszcze na dziś wieczór, więc po kolejnej rozmowie będziemy wiedzieć coś więcej. Jeszcze Sylwia stwierdziła, że kompletną pomyłką było wiezienie Ałtaja do nich, dostali psa bez wcześniejszego jego poznania, z czym akurat w 100% się zgadzam, jestem również stanowczo przeciwna podstawiania komukolwiek psa pod nos. Trudno, stało się - ale to był poważny błąd. Podejrzewam, że z tego też bierze się teraz i we wcześniejszych rozmowach taka postawa roszczeniowa właścicieli Ałtaja wobec wolontariuszy, niechęć ponoszenia dalszych kosztów z psem związanych etc. [B]Jak widać zawożenie psa komuś pod drzwi szkodzi samemu psu. [/B] Póki co czekamy na dzisiejszą ich rozmowę z Sylwią. Aha, i powiedzieli jej, że wczoraj faktycznie Ałtaj ugryzł dziecko - tzn. gdy chłopak sięgał po coś do szafki, nachylił się, pies w zasadzie walnął go zębami w głowę, powodując spory siniak na czole. Pies nie jest w porządku, sporo w tym winy właścicieli (powiedziałabym winy nieumyślnej, bo po prostu sobie z psem nie radzą), ale w ocenie Sylwii jest tu też sporo naszej - wolontariuszy - winy za to, jak wyglądał przebieg tej adopcji. I niestety trudno jej tu nie przyznać racji.
-
[quote name='Poker']Wrócili i już mają robotę [url]http://www.dogomania.pl/forum/threads/253149-TOLA-dzikuska-z-lasu-u-nas-w-DT[/url] A wiadomości o Nesce bardzo dobre.Jej pańcia jest w niej zakochana.Mówi ,że ma wrażenie jakby miała ją od zawsze.Chwali za mądrość i inteligencję. Neska jeździ pięknie w samochodzie, jest bardzo posłuszna. Na wsi gania po zabezpieczonym ogródku jak szalona. Wraca na każde zawołanie. Grzecznie czeka na zaproszenie na kanapę do pańci, przytula się wtedy i daje buziaki. Wygląda na to ,że obie panie są ze sobą szczęśliwe. :multi:[/QUOTE] Wspaniałe wieści :loveu: