Jump to content
Dogomania

lavinia

Members
  • Posts

    3263
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by lavinia

  1. Ptysiem nie rzuca, on tylko sztywnieje i nie może złapać powietrza.To chyba jednak nie to..... Supergoga - Twój wet mówi mniej więcej to samo co weci we Wrocławiu - gdyby tchawica była zapadnięta, byłoby dużo łatwiej.... cóż, trzeba wyczerpać wszystkie możliwości - w poniedziałek będzie coś wiadomo może......
  2. no i właśnie to jest dziwne wszystko, bo dla mnie to nie są typowe objawy omdlenia. On po prostu leci na podłogę jak worek kartofli zupełnie bezwładny, sztywnieje, kwiczy i ma szczękościsk. A czy Fender sinieje ?? i nie może złapać powietrza ??
  3. tak sobie dumam i dumam...a może te ataki, które Ptyś miewa ostatnio to nie omdlenia tylko epilepsja ??? Eurydyka wkleiła tu jakiś czas temu link do info o epilepsji, ja wtedy nie myślałam, że to może być to, ale teraz , po przemyśleniach... wtedy kiedy Ptyś omdlewa, to po prostu słania się na nogach, głowę podpiera o podłogę i jest siny i brak mu tchu. A te inne ataki - on po prostu w sekundzie upada na grzbiet, najczęściej siusiając przy tym w sposób niekontrolowany...poza tym ten szczękościsk....no myślę i myślę i już sama nie wiem. a może ktoś z was ma psa z epilepsją ? jak wyglądają te ataki ? może się mylę, ale coś mi tu nie pasuje...
  4. mar.gajko, ukradnij ile chcesz :lol:
  5. noc minęła w miarę spokojnie. Ptysiowaty spał do 7 :loveu: dziś od rana próbuję go przystopować, bo wróciła mu energia i chce biegać i podskakiwać jak króliczek...wymyślam mu więc bardziej "stacjonarne" zabawy, albo po prostu biorę pod pachę i noszę ze sobą wszędzie. Nawet Roberta razem odwozimy do szkoły... małemu bardzo ropieją oczka, czym mogę to przemywać, może rumiankiem ???
  6. Ptyś ma tchawicę zwężoną na odcinku za krtanią do rozwidlenia tchawicy. Sonda, którą wprowadza się do tchawicy podczas bronchoskopii ma 4 mm, ponoć wchodzi do końca yorczkom mniejszym od Ptysia. U Ptysia utknęła w pewnym punkcie i nie można było jej przepchnąć dalej. Tchawica nie jest zapadnięta, tylko zwężona. Rokowania są złe ( lekarze z Wrocławia powiedzieli, że operacja byłaby bardzo ciężka i niebezpieczna ). Zobaczymy co powie chirurg. dzięki Supergoga
  7. Ptysiunio wciąż bardzo słaby, zatacza się chodząc, chce cały czas być na rękach i się tulić... tak się martwię, kolejna bezsenna noc nadchodzi.... Ptysiu, wytrzymaj, proszę cie piesku
  8. zdjecia zrobione przed chwilą;
  9. właśnie wróciliśmy do domu. Ptyś słabiutki, śpi zawinięty w kocyk udało się go z wielkim trudem odratować, ale jedno jest pewne - następnego ataku nie przeżyje. Ten dzisiejszy był tak silny jak nigdy dotąd. rano podreptaliśmy do kuchni, nagle Ptyś przewrócił się na grzbiet, zaczął wydawać odgłos jak zarzynane zwierzątko i dusił się strasznie. Dostał takiego szczękościsku, że poraniłam sobie palce, żeby mu otworzyć pyszczek. W ogóle nie zasysał powietrza, był siny jak śliwka, nawet gałki oczne miał sine. Język wywalony na wierzch, niewidzące, błędne oczy, brak oddechu, torsje - myślałam, że go nie odratuję. Siedziałam z nim w ogrodzie, żeby nałapał się powietrza, dmuchałam w nosek, otwierałam siłą pyszczek, trzymałam główkę do tyłu i nic - zero reakcji popędziliśmy do lecznicy, gdzie kilka razy dostał tlen, kroplówki, glukozę. Dopiero po kilku godzinach zaczął różowieć i wyrównał mu się oddech. Lekarze też nie dawali zbyt wielkich szans na odratowanie. mieliśmy konsultacje chirurgiczną - na dniach będzie wiadomo, czy można operować, czy zwężenie jest zbyt głęboko w klatce piersiowej na operację. Jeśli powiedzą mi, że operować nie można, to nie wiem co zrobię...on tak strasznie się męczy podczas tych ataków, tak cierpi...a z drugiej strony tak bardzo, bardzo chce żyć, biegać, cieszyć się. Nie mam już siły na płacz, liczę na cud, cokolwiek, ten malec tyle już przeszedł, nie wiem kogo, czy co mam prosić i jak, o darowanie mu życia. dziękuję wszystkim za dobre myśli i słowa, napiszę póżniej jak mały się czuje.
  10. tu Robert syn Lavinii. Dziś rano Ptyś miał bardzo cięzki atak. Przewrócił się,strasznie jęczał, przestał oddychać. Mama próbowała go ratować, dusił się i dostał szczękościsku, nie można było podać mu powietrza. To trwało dość długo, był cały siny.mama pojechała do lecznicy zeby Ptysia ratować, nie wiem, czy się udało, bo nie odbiera telefonów. Jak tylko będzie coś wiadomo to napiszę tutaj Robert
  11. nie spadaj bidulu, niech cię wszyscy zobaczą.........
  12. zaraz pogadam z ciotką Doddy......
  13. jutro rano jadę po psa w okolice Ostrowii. Jeśli uda się wam ją wyciągnąć i się ze mną spotkać gdzieś tam, około 9 - 9:30, to mogę ją zabrać prosto do Wyszogrodu. mam tylko nadzieję, że mała nie ma nosówki, bo wtedy nie będę mogła jej zabrać. Czy jesteście w stanie to sprawdzić???
  14. Mosii, ja po prostu nie mam innego wyjścia - co robić ?? Martwię się i to bardzo, ale trzeba myśleć pozytywnie, bo inaczej wpadłabym w depresję. Beatko, pewnie, że pamietam - Ptysiul to przecież pies obronny:evil_lol:
  15. on generalnie nie przepada za obcymi, nie lubi jak go ktoś chce brać na ręce albo miętosić.... no ale ja , to co innego. KingaW, właśnie nie jestem w stanie normalnie funkcjonować, bo prawie dwa miesiące temu przykleiło się do mnie takie coś i nie może się odkleić :evil_lol: czekam z utęsknieniem na operację i żeby się udała, bo wtedy już nie będzie taryfy ulgowej dla niego i można będzie go trochę zdyscyplinować, bo w tej chwili jest nieznośny ! Maupa, jeśli chodzi o oddychanie, to Ptysiowi się to zdarza bardzo często w nocy - zapomina o oddychaniu. Wtedy go popycham, szczypię, przewracam, żeby znów "zassał". Poza tym on bardzo często miewa zadyszki i ataki duszności ( trochę jak astmatycy ) i wtedy trzeba go "napowietrzać"
  16. Ptyś wczoraj miał ostatnie szczepienie, czuje się w miarę dobrze, chociaż oczywiście trzeba na niego bardzo uważać. mimo swojego stanu jest bardzo niegrzeczny:shake: wykłóca się z Dodą o jedzenie i zabawki, atakuje ją i w ogóle jest strasznym zadziorem. jutro jedziemy na konsultacje do dwóch chirurgów ( ponoć najlepszych ), aby stwierdzić, czy schorzenie Ptysia nadaje się do operacji, mam wielką nadzieję, że któryś z tych lekarzy się zgodzi i Ptysiek wreszcie będzie normalnym psiakiem. W Wielkanoc byliśmy w gościach, tu porcja fotek; na tym zdjęciu, według mojego TZ, Ptyś wygłąda jak wyścigowy żółw, szykujący się do startu :lol: a tu pogaduchy z kumplem Fosterem i z Mietką trochę sobie odpocznę no dobra,wszystko zjedzone, idziemy do domu
  17. Saskia, przez Głowno i Łowicz jest rzeczywiście blisko....
  18. ciotka, ale ona nie przyjeżdza dziś do Warszawy, a poza tym ja nie nocuję dziś w domu. A poza tym ciotka, to nie rób mi tu wycieczek osobistych,bo ci ludzie od tamtego labka powiedzieli, że chcą odszkodowanie, bo ciebie nie było jak przyjechali !!!!!:eviltong: a poza tym, to ten wet od labka powiedział że mam dzwonić o 10, żeby się dowiedzieć o której mogę przyjechać, czyli nie będę z samego rana. A ty wiesz gdzie to jest ?? Bo on mówił, że wiesz, a nie miał czasu mi powiedzieć, bo akurat krowę doił, czy coś tam jej robił....
  19. Saskia - z Łodzi jest tylko godzina drogi do Wyszogrodu.......
  20. no właśnie ona pisze, że o niczym takim nie wiedziała, ale z drugiej strony, nie wiedziała też, że Ptyś jest mój i że ma ze mną wracać do domu........ sama już nie wiem.......
  21. dzięki La Pegaza za tłumaczenia :lol:
  22. hello Andrea - yes - there are many question marks over this situation - I was told that Ptyś was going to be taken away from me and adopted by someone in Germany, after I have left him there to recover. This was a real shock, and that is why I am reluctant to ask for your help in all this. I don't know who started this thing, but you should have known from the start that I am the little one's owner, Pajunia has known this, and she assured me that everything is sorted out. I am not accusing you ,I am just sad, that it all went so wrong. And now, I don't reallly know what to think about this situation - if it turns out that the only solution is to take Ptyś abroad to have the operation done, I will go with him, to Germany, Switzerland or wherever - I just want to save him if I can. napisałam tu do Andrei, która pyta w poprzednim poście, dlaczego ja nie chcę pomocy z Niemiec. Napisała też, że aż do teraz nie wiedziała, że Ptyś jest mój, myślała, że jestem tylko tymczasową opiekunką. Odpowiedziałam, że już sama nie wiem, co mam o tym wszystkim myśleć, i że jeśli trzeba będzie pojechać z Ptysiem za granicę, to pojadę, tylko nie jestem pewna, czy chcę pomocy z Niemiec....
  23. nie było mnie kilka dni, od powrotu z Wrocławia, jakoś nie chciałam tu wchodzić..sama nie wiem dlaczego.. sytuacja Ptysia nie jest ciekawa - to co było zdiagnozowane jako zwężenie tętnicy płucnej, okazało się jakimś skrzepem, który póżniej sam się unicestwił - stad różne wyniki badań. Serce ma wadę - prawa komora jest powiększona, jednak nie jest to chyba wada aż tak poważna. większym problemem jest zwężenie tchawicy - jest jakaś oficjalna nazwa na to schorzenie, bo ponoć występuje ono dość często u buldożków. Tchawica Ptysia jest na pewnym odcinku tak wąziutka, że cieniutka rurka z kamerą na końcu nie mogła już głębiej wejść. Dodatkowo płuca Ptyśka są słabiutkie, ze względu właśnie na tę wadę. Nie leczy się tego, ani nie operuje ( podobno, tak powiedzieli we Wrocławiu ), można tylko pomagać psu tlenem, kiedy omdlewa lub się dusi... Ptyś ma szansę żyć, jeżeli sam nauczy się oszczędzać swoje serce i tchawicę, podobno bywały takie przypadki. Jeśli się nie nauczy, umrze - udusi się lub umrze na zawał. przyznacie, że nie brzmi to optymistycznie. Ja jednak jestem zdeterminowana i wierzę, że jeszcze można małemu pomóc. Rozmawiałam dziś z moim bratem, który jest chirurgiem dziecięcym i on powiedział, że takie operacje robi się dość często noworodkom, "sztukując" tchawicę, by była szersza. Więc skoro robi się noworodkom, to musi się też gdzieś robić takie operacje małym pieskom, prawda ????? proszę was znów o pomoc - we Wtorek dostanę dokładny opis medyczny stanu Ptysia, proszę, popytajcie znajomych, może ktoś słyszał o takiej operacji ?? może ktoś ma buldożka z takim schorzeniem ?? może ktoś ma jakieś kontakty wśród chirurgów neonatologów - może ludzki lekarz podjąłby się wykonania takiej operacji ???? Proszę, proszę, pomóżcie Ptysiowi, jeśli możecie... dodam jeszcze tylko, że odszczekuję wszystko co mówiłam złego o lekarzach z Wrocławia - dr Skrzypczak i Pasławska zajęli się Ptysiem w fantastyczny sposób, badali go tak dokładnie, jak chyba żadnego innego psinka, rozmawiali ze mną długo, wszystko tłumaczyli i byli rzeczywiście wspaniali. Bardzo dziękuję !!!
  24. nie było mnie na dogo kilka dni, dopiero teraz przeczytałam ten wątek ( ciotka Doddy podesłała mi link) oczywiście, że bierzemy sunię, nie ma tematu....... czy jesteście w stanie zorganizować jakiś transport ?? po kawałeczku, oby tylko bliżej Wyszogrodu ??? jeśli ktoś ją przywiezie, bierzemy nawet dziś, koniecznie
×
×
  • Create New...