Dziś Zuzieńka dała sie namówić nowemu koledze Misiowi na zabawę - próbował od dwóch dni ale Zunia traktowała go jak powietrze. Rano schowałam jej piłeczkę i po gorączkowym, bezowocnym jej poszukiwaniu dała sie wciągnąć.
Były szaleńcze pogonie, skoki, podgryzanie, fikołki i wszystko co możliwe w
psich igraszkach. Muszę powiedzieć, że fizycznie niewiele ustępowała Miśkowi
mimo, że on trochę większy i grubasek.