Mam juz Figielka!! :loveu: dojechaliśmy bez problemów, maleńki cala droge przespal. Po przyjeździe pochodził sobie po ogródku, posiusial i pojadl trawkę. Potem trzeba było cos zjeść i znakomicie "poszło" mięsko z puszki, kulki były feeee....;). Potem była asysta przy stole i jęki jakie wydawal Figielek prosząc o jedzenie nie pozwalały nam jeśc, bo pękalismy ze śmiechu. Pocieszny jest bardzo, a ząbki, a raczej ich częściwoy brak dodają mu jeszcze weselszego wyglądu.
Nie wiem jak u Jagody, ale chodzenie po schodach raczej nie wychodzi. Może ich nie zna?