-
Posts
19549 -
Joined
-
Last visited
-
Days Won
1
Content Type
Profiles
Forums
Events
Everything posted by AMIGA
-
[quote name='DoPi']Olu, gratulacje , kolejne maluchy w domkach. Teraz Tobie należy się odpoczynek . " Dychnijciez se troske";)[/QUOTE] Naprawdę tak uwazasz? Bo są osoby. które tego nie rozumieją :-( To nawet nie tylko chodzi o moj odpoczynek., tylko muszę posprzątać po maluchach. Mój pokoj i kuchnia są dokumentnie zasikane. Wszystkie kocyki i prześcieradła i inne podklady też nadają się do gruntownego odczyszczenia, bo nie nadążałam z praniem przy tych lejkach. Zreszta nie muszę Ci chyba tlumaczyć, bo Sama mialaś czeredkę siurków w domu. No i na koniec jeszcze mam parę spraw do zalatwienia, ktore wymagaja mojego wyjscia z domu na dlużej. A niestety przy nowych szczeniaczkach jestem dokladnie uziemiona przed jakiś czas w domu, bo nigdy nie wiem jak się zachowa Amiga. Ona niby przyjmuje szczeniaczki spokojnie, ale nie daj Bóg jak ma jakąś zabawkę, czy kosteczkę do gryzienia, a maluch się za bardzo zbliży, to Amiga potrafi nieźle dziabnąć
-
Moj Bonuś był leczony przez prawie 3 lata. Ale chyba wazne jest w jakim momencie choroba została rozpoznana. I czy to jest Cusching przysadkowy, czy nadnerczowy. Bonuś byl na początku leczony Mitotanem a nie Vetorylem. Ale bardzo źle go znosił, przestal kompletnie jesć. A wiadomo, ze ten lek wchłania się tylko z jedzeniem. Maluszek z 9 kg schudł w efekcie końcowym do 4 kg. Potem, kiedy przeszliśmy na Vetoryl było przez długi okres naprawdę świetnie. Z tym,że choroba sprawia spustoszenie w organiźmie - siadają nerki, stawy, wątroba i właściwie wszystko :-( Mój Bonuś mial jakieś neurologiczne objawy - najprawdopodobniej jakiś guz mózgu i to bylo ostateczną przyczyną jego odejścia :-(
-
O Boże. Jaka to okropna choroba. Jak ona niszczy cały organizm!!! Trzymajcie się tam dzielnie i mocno trzymam za Was kciuki
-
Moja mała Oshin = teraz Sonia plakala w pierwsza noc. Jak ją ktos tulił, to udawało się ją ukoić i zasypiała, ale jak się budziła, to znów plakala. Ale już w dzień było lepiej. Zakumplowała się z sunią colaczką no i po jakimś czasie z kiciusiem. Najpierw podobno pacały się łapkami, ale potem kiciuś już małą pilnował. I już była komitywa. Podobno zrobił się z niej straszny obżartuch (u mnie w domu to Shogunek pędzlował w tempie swoją miseczkę i dokańczał potem jej jedzonko. Wszyscy w domu są w niej zakochani. Pan mi strrraaasznie dziękował za takiego wspaniałego psiaczka. Już widzę jaka ona bedzie rozpuszczona!!!
-
[quote name='Nutusia']Amiga jest teraz jak kopciuszek - została w jednym pantofelku ;) Ale super, że dzieciaki domki znalazły - będzie miejsce na następne bidy - na tym polega moja radość również :)[/QUOTE] Nutusiuuuuuuuuuuuuuuu :mad::mad:Najpierw muszę przewietrzyć i zmyć dom po tych siuradłach i srajdach. Ja chcę dom z ogrodeeeeeem, wtedy bym bez oporów brała następne. Dzwonił wczoraj pan od Shogunka. Noc była niespokojna, maluch wciąż zmieniał miejsce. Ale mnie się od razu wydawało, że jemu jest tam za gorąco. Bo myśmy z agamiką ledwie wytrzymały w czasie wizyty przedadopcyjnej. Podobno nad ranem Shogunek dyszał jak miech. Pańciostwo więc poubierało się w sweterki a okno zostało uchylone. No i Shogun zasnął jak aniołek. No i następne zadanie wykonane - Oshin została dowieziona do nowego domku w Rzeszowie. W samochodzie najpierw darła się w transporterku jak najęta, jakby ją ktoś rozrywał po kawałku. A po jakichś 20 minutach usnęła i spała jak aniołek przez całą podróż. A jechałyśmy zamiast 3,5 godz. ponad 6 - takie były niesamowite korki. W nowym domku przywitała ją cała rodzina - właściciele, ich siostra, rodzice i zaadoptowany prześliczny młodziutki kotek w kolorze podobny do Oshin. Mała u mnie w domu od rana po odejściu Shogunka byla jakaś markotna, nie chciala nic zjeść. Trzymała się cały czas Amigi. Ale jak wpadła do nowego domku to od razu rzuciła się na miseczkę z karmą dla kotka i wypędzlowała miseczkę do czysta. Zwiedziła mieszkanie i zaczęła brykać najpierw z Amigą, a potem już z domownikami. Będzie dobrze :loveu: Muszę tu specjalnie podziękować DoPi :loveu:, która się zaofiarowała, że przechowa Shogunka przez te dni, gdyby jego domek okazał się nieodpowiedni
-
A ja się nie mogę dodzwonić do pana od Shogunka, żeby spytać jak tam maleństwo spędziło noc bez "mamusi" i siostrzyczki. Czy bardzo płakalo? No ale może dobrze, że nie dodzwaniam się (Pan pewnie w pracy, a wiem, że tam mu nie wolno odbierać telefonów = pracuje tam, gdzie mój syn), bo pewnie byloby mi przykro jakbym się dowiedziala, że Shogun ma już "w nosie swoją dotychczasową pańcię. Oshin biefdaczka chyba tęskni za braciszkiem, bo zastrajkowala z jedzeniem rano i wciąż mi się pcha na kolanka, albo leży tuż przy mojej stopie. Kurcze, brakuje mi Shogunka, bo miałam dwa pantofelki cieplutkie a teraz mam tylko jeden :-(
-
Cieszę sie razem z Wami z kazdej nawet najmniejszej poprawy zdrowia :-)
-
[quote name='Nutusia']Czyżby już się "zaopatrzył" w szczeniaczka?... :([/QUOTE] Kto wie, kto wie. Tak w sumie to piesek u tego pana nie miałby źle. Widać było, że on na swój sposób swojego poprzedniego psiaka kochał. Miał jego zdjęcia w komórce, podobnonpies spał z nim razem. No ale to ogrodzenie, no i perspektywa nowych domowników, z małymi dziecmi, którzy nie do konca mogą zaakceptować "mojego" Shogunka sprawiła, że Shogun nadal siusia na moje panele :-)
-
[quote name='Agucha']Uważajcie, bo prawdopodobnie w Połomi jest rozmnażaczka shih-tzu... --------------------- EDIT: doczytałam, że domek nie wypalił :)[/QUOTE] Upssss a facet w trakcie wizyty przedadopcyjnej coś wspominał, że jakby nie dostał Shogunka, to gdzies w sąsiedztwie są, czy będa jakieś szczeniaczki. Usiłuję się do pana dodzwonić z wiadomoscią, że jednak nie dostanie Shogunka, ale albo nie odbiera (pan, a nie Shogunek) albo jest poza zasięgiem
-
A to dziwne, bo mnie wet zawsze powtarzał, że ten lek trzeba podawać stale. Najwyzej można zmnieszać dawkę
-
I znów wychodzi pewnie moje przewrażliwienie i nadopiekuńczość, ale po wizycie Grosziwo {:loveu: wielkie dzięki } zdecydowalam, że Shogunek nie pojedzie do Połomii. Niby pan jest calkiem ok, pokazywał zdjecia swojego poprzedniego psiaczka, który z powodu raka musiał być uśpiony. Ale... No właśnie - po pierwsze dom jest ogrodzony tylko z boków i z tyłu, a wejście do domu jest nieogrodzone, an do ulicy jest jakieś 200 m co dla psa nie jest żadną przeszkodą. Pan wcale nie ma 60 lat (jak to zeznała pani, która w jego imieniu do mnie dzwoniła) tylko ma 66 lat. W tej chwili pan mieszka sam i obawiam się, że nie zawsze będzie mu się chciało wyhcodzić na spacer, tylko psa wypuści na siusianko. No i gwoździem do moich wątpliwości byłmoment, kiedy to Grosziwo usłyszala głos córki pana, która coś robiła na piętrze "Tylko żeby ci nie przyszło do głowy brać jakiegoś psa" Wprawdzie ta córka tam nie mieszka. Pan szybko zamknął drzwi, ale slowa już padły. Za jakiś czas ma się do pana sprowadzić inna córka i bedą te z dzieci, ale wiadomo to, czy akurat ta córka będzie przychylna Shogunkowi? No i Shogunek narazie nie ma nadal domu :-(