Jump to content
Dogomania

kinga

Members
  • Posts

    5623
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by kinga

  1. dziewczyny, w kolejce do zabrania czeka młodziutka czeska fouskowa - na razie dotychczasowe rozmowy na jej temat nie przynoszą oczekiwanego rezultatu. tym razem naprawdę nie mamy miejsca - o ile przy Gomezie tak sobie jęczę trochę na wyrost, że mu źle i klatka mi potrzebna - o tyle na kolejnego psa nie ma ani pół centymetra, ani u mnie, ani u Hałabajówki. sęk w tym, że mamy malutko czasu na zabranie jej, deadline to najbliższa sobota - potem temat robi się nieaktualny na min. 1,5 m-ca. plis pomocy!
  2. DEszcz na niego nie pada bo u nas nie ma deszczu ;-) Ale mógłby. A mnie kennelka potrzebna ;-) Typowy pies domowy i typowy wyżeł w schronisku. Bał się, do tego stopnia, ze pracownicy z boksu wynosili go na rękach, a potem - po załatwieniu formalności - również na rękach wnosili go nam do samochodu. Bo glebę zaliczył i koniec. Do mnie przytulił się już w schronie. A teraz Hałabajówce mendzi non stop o obecność i uwagę, w sumie co mu się dziwić.
  3. [quote name='brazowa1']ale sliczna,ona szuka domu?czy na stałe?[/QUOTE] Na stałe. a co, brązowa - załatwić Ci haską? dwie? trzy? :eviltong:
  4. [quote name='margaret']skąd ja to wiedziałam :hmmmm: :evil_lol:[/QUOTE] ...nie wiem :eek2: Najgorzej, że tymczas u Hałabajówki jest dla Gomeza mało komfortowy. Ma co prawda swój własny kojec, ale Hałabajówce skonczyły się juz... budy :diabloti: . Gomez rezyduje w mojej kennelce transportowej - średnio to dla niego atrakcyjne chyba, bo ani się wyciągnąc, ani przed potencjalnym deszczem schować. No a ja tej kennelki potrzebuję z powrotem na gwałt, no.........:-(
  5. tak tak - to jest TEN labradorek ;-) chociaż zawsze lepiej to, niż parę lat temu "suka w typie labradora", która okazała się w 80% amstaffem, na dodatek jeszcze wyrośniętym :-)
  6. [quote name='margaret']no właśnie... Gomeza tez Ci Kinga wynalazła i wrzuciła?[/QUOTE] też :placz::placz::placz:
  7. Tu na szczęście jestem pełna optymizmu. Szyszka rokuje ;-). Gania po ogrodzie z moimi trzema dużymi psami, i właśnie pięknie bierze z nich przykład - gdy plączą się pod nogami, przybiegają wołane, namolnie garną się do głaskania. Wtedy ona zajarza, że ok - człowiek jest ok. Pewnie - jest to pies, w którego trzeba włożyć trochę pracy na początku, bez stuprocentowej gwarancji, że będzie zupełnie socjalnym, normalnym psem przez resztę życia. Ale na szczęście ona jest bardzo zorientowana na człowieka - oby tylko na takiego cierpliwego trafiła.
  8. [quote name='Aimez_moi']No....:) przeciez to jedna z najpiekniejszych beniutek jakie widzialam.....:):)[/QUOTE] dla drogiej cioci Aimez_moi -:Rose::Rose::Rose: (szczerze mówiąc - ja tez tak uważam :loveu:, i w tym jest cały problem :placz:) A teraz chciałam zaprosić Szacowne Towarzystwo do psa, jakiego mam na tymczasie ;) Dostałyśmy z koleżanką jakiś czas temu informację o samotnym bezdomnym szczenięciu, które dokarmia pewna pani. I padło magiczne: "- To będzie LABRADOR" ... jak LABRADOR - to pojechałyśmy, nigdy nie miałam na tymczasie labradora :p. I co z tego wynikło: [url]http://www.dogomania.pl/forum/threads/228260-KOSZALIN-SZYSZKA-Lis-na-d%C5%82ugich-%C5%82apach-%29?p=19235858#post19235858[/url]
  9. [URL=http://imageshack.us/photo/my-images/841/szyszka8.jpg/][IMG]http://img841.imageshack.us/img841/7184/szyszka8.jpg[/IMG][/URL] [URL=http://imageshack.us/photo/my-images/441/szyszka6.jpg/][IMG]http://img441.imageshack.us/img441/4756/szyszka6.jpg[/IMG][/URL] [URL=http://imageshack.us/photo/my-images/151/szyszka12.jpg/][IMG]http://img151.imageshack.us/img151/6999/szyszka12.jpg[/IMG][/URL] [URL=http://imageshack.us/photo/my-images/12/szyszka9.jpg/][IMG]http://img12.imageshack.us/img12/4272/szyszka9.jpg[/IMG][/URL] [URL=http://imageshack.us/photo/my-images/404/szyszka3.jpg/][IMG]http://img404.imageshack.us/img404/7658/szyszka3.jpg[/IMG][/URL]
  10. [URL=http://imageshack.us/photo/my-images/402/szyszka7.jpg/][IMG]http://img402.imageshack.us/img402/874/szyszka7.jpg[/IMG][/URL] [URL=http://imageshack.us/photo/my-images/717/szyszka10.jpg/][IMG]http://img717.imageshack.us/img717/5757/szyszka10.jpg[/IMG][/URL] [URL=http://imageshack.us/photo/my-images/96/szyszka4.jpg/][IMG]http://img96.imageshack.us/img96/3882/szyszka4.jpg[/IMG][/URL] [URL=http://imageshack.us/photo/my-images/42/szyszka5.jpg/][IMG]http://img42.imageshack.us/img42/7627/szyszka5.jpg[/IMG][/URL] [URL=http://imageshack.us/photo/my-images/16/szyszka1.jpg/][IMG]http://img16.imageshack.us/img16/1471/szyszka1.jpg[/IMG][/URL]
  11. [SIZE=3][FONT=comic sans ms][COLOR=#800000] SZYSZKA - Ma jedynie 8 miesięcy, przypomina lisa na dłuższych łapach, jest - wbrew temu, co sugerują zdjęcia - średniej wielkości (waży 15 kg). Ma piękne bursztynowe oczy. I zaliczyła już życiowy falstart. Prawdopodobnie właściciel jej matki pozbył się jesienią ciężarnej suki, i zarazem zbędnego kłopotu. Suka koczowała przez jakiś czas w opuszczonych ruderach oraz zarośniętych terenach nad rzeką , czasem dokarmiana przez litościwych ludzi. Tam też, w jakimś zapomnianym bunkrze w chaszczach, służącym obecnie jako śmietnik - oszczeniła się. I to był pierwszy dom Szyszki, w którym spędziła późnojesienne i zimowe miesiące. Dwa miesiące temu jej matka oraz drugie szczenię z miotu trafiły do schroniska - i w ten sposób Szyszka została sama jak palec. Półroczny szczeniak, który musiał odtąd radzić sobie sam, przepędzany przez ludzi. Mimo naturalnej i ogromnej potrzeby przyjaźni z nimi... Szyszka trafiła do domu tymczasowego - i tu przechodzi nieco spóźnioną edukację. Dotychczasowe życie nauczyło jej czujności i nieufności w stosunku do ludzi - tutaj z zachwytem odkrywa, że człowiek może być przyjacielem. Dotychczas na próby złapania reagowała paniką i ucieczką - tutaj uczy się, ze zapięcie smyczy zaowocuje spacerem, i z radością czeka na ten moment. Do tej pory zaszywała się w swoim bunkrze, szukając tam azylu przez człowiekiem - teraz swobodnie wchodzi z ogrodu do domu. Jest bardzo bystra i uczy się "w lot" bycia z ludźmi, mimo dotychczasowego życia bez nich. Jeszcze drzemią w niej stare smutki i lęki, ale najczęściej jest już wesołym i beztroskim szczeniakiem. Nadrabia stracone dzieciństwo. Czeka na Was. Jeśli potraficie uzbroić się w cierpliwość i okażecie jej dużo serca. Jeśli zrozumiecie, że pewnych rzeczy nie da się nadrobić ot tak, od razu. Jeśli chcecie być jej przewodnikiem, przyjacielem, słowem - tym, czym dla psa jest jego Pan. Jeśli chcecie jej pomóc... Szyszka przebywa w domu tymczasowym w Koszalinie. [U]Kontakt w sprawie jej adopcji:[/U] Kinga kom. 600-870-571 mail: [/COLOR][EMAIL="[email protected]"][COLOR=#800000][email protected][/COLOR][/EMAIL][/FONT][/SIZE]
  12. ...tylko, że naprawdę nie ma się jak pochwalić tymi fotkami...:oops: Ja z niej nic już chyba lepszego do konca życia nie wycisnę :shake: - pozycja przymuła - profil lewy, pozycja przymuła -profil prawy, ew. szaleństwo w postaci zmiany położenia głowy. No a tarza się w trawie od pierwszego dnia, żadna tam socjalizacja w lepszych warunkach życiowych... Trudno - wstawiam, co mam - żeby nie było, że wciąż piszę o wirtualnym psie ;): [URL="http://imageshack.us/photo/my-images/829/yeti35.jpg/"][IMG]http://img829.imageshack.us/img829/3729/yeti35.jpg[/IMG][/URL] [URL="http://imageshack.us/photo/my-images/545/yeti36.jpg/"][IMG]http://img545.imageshack.us/img545/2694/yeti36.jpg[/IMG][/URL] [URL=http://imageshack.us/photo/my-images/585/yeti37.jpg/][IMG]http://img585.imageshack.us/img585/8163/yeti37.jpg[/IMG][/URL] [URL=http://imageshack.us/photo/my-images/593/yeti38.jpg/][IMG]http://img593.imageshack.us/img593/7083/yeti38.jpg[/IMG][/URL] [URL=http://imageshack.us/photo/my-images/52/yeti39.jpg/][IMG]http://img52.imageshack.us/img52/5466/yeti39.jpg[/IMG][/URL]
  13. [quote name='brazowa1']Moge przyjmowac zakłady,że Yeti za pół roku bedzie miała futro jak bernardyn. Kinga zapewne [B]w szale po prostu suke wytrymowała,zamiast wyczesać,[/B]ale bardzo słusznie.[/QUOTE] W jakim szale, w jakim szale? :mad: ...z miłości, ot co :loveu:. A już na serio, to jasne, ze Yeti będzie pięknym długowłosym bernardynem. Tego akurat się nie boję :p. Z innej beczki. Odkad jest u nas Yeti, nic innego nie robimy, tylko tzw. mijanki z moją Georgią. Śluzy w domu, grafiki, dyżury, która aktualnie ma wychodne. Obie z charakteru nie rokują zbyt dobrze na wspólną koegzystencję - a ja jeszcze po awanturze mojej Georgii z tymczasową Gają - zbytnio jej już nie ufam, no i jestem panikara, więc moment ew. ustawiania hierarchii odwlekam w nieskończoność (byłoby łatwiej, gdyby całe towarzystwo latało sobie wspólnie po ogrodzie - stałe i tymczasowe). No i któregoś dnia patrzę przez okno, a w ogrodzie -jak zwykle-bernardyn. Mało tego, DWA bernardyny :crazyeye:. Lezą jedna za drugą ścieżką i udają, ze TA DRUGA nie istnieje. Nie wiem, jak długo tak łaziły ... zgodnie z wytycznymi joaaa - siedziałam w domu, poza polem ich widzenia, starając się nie dostać zawału. A one obie chyba były podobnie skonsternowane ;).
  14. Alojzyno - ani ona wielka, ani taki kompletny łysol - zostały jej takie "włosy-druty" na całym ciele, które z daleka wyglądają na poważną sierść, dopiero w bliskim kontakcie widać, ze to atrapa - ale fotecki zrobię, zrobię.... A rozmiaru jest rzeczywiście pośledniego, jak na beneczka... Wyciągałam ją ze schronu z koleżanką Ulką, z którą zawsze wyciągam psy - ona kociara, więc psy idą do mnie na tymczas. No i Ulka zawsze, ale to ZAWSZE, jak np. po miesiącu odwiedza mnie, wpada w zachwyt, jak pięknie odkarmiłam już te psy, ze wyglądają zupełnie inaczej, takie dorodne i duże - oczywiście ja wtedy puchnę cała z dumy, jakim to jestem świetnym DT. No i kazałam Ulce przyjechać zobaczyć Yeti. A tu Ulka zamiast paść z podziwu, - "ojej, ona jest rzeczywiście DROBNIUTKA...." (skądinąd przyklad, jak kociarze pomiatają psami: DROBNIUTKA o bernardynie :angryy:) ...Ale ŁEB ma za to taki, ze klękajcie narody.:loveu:
  15. Możecie sobie zapewniać, ile chcecie, że CZYMŚ porośnie KIEDYS. Póki co - brzuch calutki ma ABSOLUTNIE ŁYSY. Łącznie z klatką piersiową. Jak pupa niemowlęcia. Ino w kropeczki :loveu:. Z tego wszystkiego została jej tylko grzywa na szyi i wielki łeb. Niedługo będzie rasy Nagi Szwajcarski Grzywacz :cool3:.
  16. dzięki brązowa za pocieszenie - ja po wpisie gamety porzuciłam juz nadzieję, że Yeti kiedykolwiek będzie przypominała prawdziwego psa - bo skoro po 10 latach mam sie spodziewać minimalnego przyrostu - to ileż ta Yeti musiałaby żyć żeby się porządnie ofutrzyć?! Wczoraj Yeti wykazała się ogrodniczą inicjatywą. Krzaczki przesadzałam, rozrzedzałam etc - oczywiście świeża ziemia i świeżo posadzone roślinki wręcz NAKAZUJĄ, aby w nie wleźć i zrobić z nimi porządek. Co u innych psów normalne, niekoniecznie u bernardynów. Dlatego stałam w błogim zachwycie i wybaczyłam jej, ze wlazła pomiędzy te delikatne krzaczki, zaczęła fukać jak dzik na trufle, po czym postanowiła WYKOPAĆ DÓŁ. Takoż i uczyniła - a cała poezja - to widzieć ZAAMBARASOWANEGO czymś bernardyna. Nawet jesli dotyczy to dołu głębokiego na 20 cm ;-) (Przedwczoraj np. moja Georgia - bernardyn osobisty - zdobyła się na podobny wysiłek intelektualny. Wróciłam właśnie z kojca, w którym mam 8-miesięczne szczenię, wygarnięte z jakiegoś bunkra - a Georgia obudziła się i postanowiła mnie odszukać (byłam 2m dalej). Wyszła z domu i podjęła trop, co nigdy wcześniej jej się nie zdarzało. Bardzo skoncentrowana szła z nosem przy ziemi, aż w końcu doszła do kojca. Jak już podniosła łeb i zlustrowała cały kojec, doszła po namyśle do wniosku, że mnie już tam nie ma - po czym z nosem przy ziemi wróciła tropem do domu. No i kto? kto ma takie niepowtarzalne psy?! :-P)
  17. Oskar!! Ależ się cieszę, że pojawiliście się wespół z Gejszą na wątku ;-), cały czas zbierałam się, aby do ciebie zadzwonić, jak żyjecie. Tak, Gejsza, gdy do mnie trafiła, była jak diament, który wymaga oszlifowania - znaleźć odpowiedniego szlifierza diamentów, który zrobi dla psa coś ponadto, oprocz kontemplowania jego urody - to całe wyzwanie. Jakie miłe są takie momenty, jak ten - które pokazują mojego nieokrzesanego wypłosza w wersji "udomowionej" ;-)
  18. [quote name='Alojzyna']coś mi się wydaje, że Yeti nie ma zamiaru opuszczać Kingi, albo odwotnie :evil_lol: :lol:[/QUOTE] oj Alojzyno, Alojzyno... Jak mawiał Pascal, serce ma swoje racje, których rozum nie zna. :oops: ...Tylko żeby to było takie proste :shake:. Jak na razie Yeti przypomina totalnego wypołosza. Wyczesałam z niej dwie cieżarówki kudłów - do tego stopnia, że wszędzie prześwieca skóra ( w kropeczki :p, jak u dalmatyńczyka). Mimo, że ciała nabrała już znacznie, w porównaniu z okresem, gdy do mnie trafiła - jakaś taka chuda i niedorobiona teraz się wydaje. Wczoraj włączyłam jej suplementy na odbudowę włosa, choć zawsze mam lekkie obawy, że jak już zacznie porastać i porastać tymi włosami, to w środku psa nie zobaczę :diabloti:. Ale jak na razie dalej z niej wyłażą, garściami. Miałam podobną sytuację z moją bernardynką, gdy do nas trafiła 2 lata temu, zabiedzona, miała jeszcze trochę piór na całym ciele... później wszyściutko z niej wylazło, do tego stopnia, ze przypominała doga arlekina (bo jeszcze chuda taka była). I gdy już pogodziliśmy się z myślą, że będziemy mieć bernardyna bardzokrótkowłosego - zaczęła porastać...porastać... porastać (i tyć). Tak samo z Yeti - mój maż stwierdził, że widocznie jej organizm jeszcze nie zaskoczył do końca, że wszedł w fazę regeneracji.
  19. A ja dołączę do nowych wieści z nowych domów; wklejam maila od Czejena vel Tenora, bo na Tenora został przechrzczony, aby dobrze komponować się z domową kotką Nutką ;-) [I] (...) Tenor miał napisać sam ale niestety kompletnie nie miał czasu. Prosił mnie zatem, żebym w kilku słowach zdał relację z tego, jak się sprawuje. Na wstępie kilka szokujących danych :-) - waga dzisiejsza: 22kg - wzrost: potężny - długość ogona: 49cm :-) Pies prawuje się świetnie. Pilnie uczy się co raz to nowych poleceń, jest grzeczny, przymilny, strasznie zabawowy. Większość czasu spędza ze mną (pracuję głównie w domu), prawdziwy z niego "synek tatusia". Jeśli siedzę przy komputerze - leży mi na stopach, jeżeli idę gdziekolwiek - on natychmiast podąża za mną, nawet, za przeproszeniem, czeka na mnie pod ubikacją. Kochany dzieciak. Tenor jednak zdecydowanie ostro obchodzi się ze mną. Daje mi wycisk jak trzeba - schudłem 7 kg i jestem jego dozgonnym dłużnikiem. Mieć takiego kumpla jak on, to wspaniała przygoda i zupełnie nowy tryb życia. Nie wytrzymaliśmy karmienia samą suchą karmą. Gotujemy mu raz dziennie jeden posiłek "prawdziwy", który składa się z np. serc indyczych, żołądków, czasem z innego mięska, z dużym dodatkiem warzyw. Podobno psy nie mają smaku? Nie wierzę. On tak zachłannie zajada takie żarełko, że to jest najlepsze widowisko, zastępuje nam najlepsze telekino :-) Poza tym uwielbia obgryzać surowe marchewki, które dostaje w nagrodę za dobrze wykonane zadania. W przyszłym tygodniu wybieramy się na profesjonalną psią szkółkę. Chciałbym bardzo, żeby nauczył się jak najwięcej i cały czas miał mądre zajęcia. Z żalem obserwuję wśród sąsiadów i znajomych psy, których życie sprowadza się do nudzenia się w domu i spacerów na zasadzie szybkiej kupy i siku 2 razy dziennie. Tych ludzi już nie lubię.[/I] (...)
  20. Może ją zatrudnią w schronisku jako [B]dogo[/B]terapeutkę?
  21. [quote name='joaaa']Melduję, że dziadek w naszym dt w Bydgoszczy. :) Z małym poślizgiem czasowym, bo najpierw trzeba było pilnie zabrać innego dziadka, którego schronisko miało uśpić. [URL]http://www.sosbokserom.com.pl/index.php/pl/component/psy/?task=pokaz&pies_id=1041#21_05[/URL] Kinga, dzięki! A co u Yeti?[/QUOTE] [B]joaaa[/B] - straaaaaasznie Wam dziękuję za niego :iloveyou: Kule futra mam w domu dwie. Obie mają dobrze opanowaną taktykę przeczekiwania upałów - pozycja horyzontalna i zero jakichkolwiek innych oznak życia. Fałdy mózgu wygładzone jak dzieciece kolano. Na szczęście zarówno w domu, gdzie rezyduje moja Georgia, jak i w budynku, gdzie mieszka Yeti - jest bardzo przyjemny chłodek. Z Yeti nadal wyczesuję góry futra, niedługo obawiam się - ten pies będzie łysy (choć zupełnie nic, ale to nic z zewnątrz nie widać - że COKOLWIEK wyczesałam). Wróble mają uciechę, kradnąc te kłęby futra do swoich gniazd ;), choć uważam, że wystarczyłoby i na wymoszczenie gniazda strusiego - tyle tego jest. Apetyt ma wzorcowy - ponieważ kości i kosteczki powoli zaczynają pokrywać się nieśmiałą warstwą tłuszczyku - chyba niedługo będę musiała przyciąć jej racje żywnościowe (ciągle je z naddatkiem); no ale jak to zrobić, jak :cry:, skoro ona z takim wdziękiem wkłada ten wielki łeb do miski, i wyjmuje dopiero, jak ta jest pusta. ps: Ostatnio pierwszy w życiu raz widziałam psa, który za jednym zamachem wypił 3/4 miski wody - to taka największa miska plastikowa, jaką można kupić w sklepach zoologicznych, stoi w ogrodzie. Yeti SWOJĄ osobistą wodę ma oczywiście w dużym poważaniu, mimo że takie samo wiadro stoi w jej budynku. Przyssała się do tej ogrodowej, a jak już się odessała, to ja niemal z zawalem, na paluszkach odprowadziłam ją do jej domu, aby czasem nie pekła mi po drodze. Nie wiem, jak pies, który ma w brzuchu dobrych kilka litrów wody, mogł w ogóle samodzielnie poruszać się. ;)
  22. Chilli okazała się szczeniakiem z charakterem. Po prostu postanowiła, ze NIE będzie mieszkała w żadnym innym domu i NIE będzie miała żadnego innego Pana. Ani żadnych innych psich towarzyszy. Po tygodniu cyrków, jakie odstawiła w nowym domu - które mimo upływu czasu - co dziwne - wcale nie zmniejszały się, Chilli za porozumieniem stron ...wróciła do Hałabajówki. Nieodwracalnie na stałe ;-). Smarkula od razu przeszła metamorfozę, rzuciła się do misek, potem poszła w tango ze SWOIMI psami, a później padła jak trup wtulona w SWOJE psy. No i w tenże sposób trzeci i ostatni szczeniak z kropek osiadł rzeczywiście pod Koszalinem, ...a właściwie pod Białogardem. Nową Stałą Właścicielkę zapraszamy do opowieści z Nowego Domku :diabloti:.
  23. Dzisiaj miałam już 20-minutową relację dot. Gai vel Kamy - bo Kamą została. Jest wniebowzięta, Państwo również. Buziaczki rozdaje przy każdej nadarzającej się okazji (czyli podejrzewam, non stop). Noc przespała snem kamiennym, popołudnie również. Śpi na kocu przy łóżku Pani, po obudzeniu się włazi przednimi łapami na łóżko przywitać się. Ciekawa jestem, kiedy obczai, ze tylnymi łapami również można tam wejść :diabloti:. Karmie suchej powiedziała zdecydowanie: NIE. Z akcentem na kropkę. Łajza cholerna, a tak ją pasłam tymi royalami tudzież hillsami , i udawala, ze jest bardzo zadowolona. :razz: Oczywiście biegunka minęła jak ręką odjął. Zapoznała sie z Babcią, która mieszka za ścianą - a że Babcia była zaopatrzona w schabowe oraz kawałki szyneczki - Gaja uznała, ze stanowią Jedną Wspólną Rodzinę ;). Państwa nie spuszcza z oka, łażąc za nimi jak cień - łącznie z wpychaniem się do toalety. Uspokajałam, zę to minie za parę dni, jak już poczuje się bezpieczna, ale Pani Gai zapewniała, że jej to zupełnie nie przeszkadza. Uśmiecha sie oczywiście cały czas ;). [B]Alojzyno[/B] - tak, będzie sterylizowana, myślę, że za jakiś miesiąc, bo w tej chwili jest ok. 2 tygodnie po cieczce. Nie mam pojęcia, z jakiego portalu Państwo trafili na Gaję, ale zapytam - wygląda na to, ze będziemy w b. bliskim kontakcie.
  24. Wszystkim kciukom pięknie dziękuję! Gaja już w domu, daaaaleko ode mnie, za to blisko do Alojzyny ;-). Wczoraj podwoziliśmy ją kawałek, aby nowi Państwo, którzy jechali z daleka, dali radę obrócić w jeden dzień tam i z powrotem. Wabikiem, który pozwolił na rozpoczęcie nowej przyjaźni i zaufania, mających zaowocować długim wspólnym życiem - okazały się... kotlety schabowe. W ilościach hurtowych, na widok których Gaja oniemiała z zachwytu. :p Późnym wieczorem otrzymałam od Pani Gai meldunek, ze podróż minęła dobrze i spokojnie, ponieważ Pani "zagłaskała Gaję na śmierć" - co próbowała przestać, to dostawała ponaglenie łapą. Myślę, ze było to jakieś 8 godzin głaskania non-stop :-o. Domowy kocur Mrożek, który sam w sobie jest już bardzo dużym kotem, na widok Gai zrobił się ponoc 10 razy większy, i nie chciał się zmniejszyć. Jak to z kotami bywa, był bardzo zbulwersowany Gają, która ku radości Państwa, nie zaszczyciła go żadną uwagą. Bliskie zapoznanie z domowymi psami: sympatycznym amstaffem, z którym będzie dzieliła odtąd życie, oraz małym zadziornym jazgotem, mieszkającym przez ścianę - miało nastąpić już dzisiaj, wczoraj nikt nie miał na to siły. Co ciekawsze, Gaja na krótkim odcinku, kiedy my ją podwoziliśmy (ok. 2,5 godz. jazdy) miała biegunkę, mimo tego, że była na czczo. A już przy wspólnym spotkaniu z Nowym Państwem to co rusz przykucała na kupeczki. Pani wysnuła teorię, że to na tle nerwowym - Gaja na pewno szóstym zmysłem wyczuwa, że coś jest nie tak. Mimo wszystko zbladłam, gdy zobaczyłam te schabowe, które zaczęła pozerać w ilościach wielkich, w połączeniu z bułkami - byłam pewna, że co 10 km będą zatrzymywać się na czyszczenie samochodu. Tymczasem okazało się, że... biegunka minęła, jak ręką odjął. Gaja widocznie tak bardzo była zaabsorbowana bliskim kontaktem z nowymi przyjaciółmi, że na nic innego nie miała już czasu :evil_lol:. W drugiej połowie drogi wyluzowała się już tak bardzo, że zajmowała całą szerokość tylnego siedzenia, które dzieliła z Głaszczącą Panią - na szczeście Pani uspokoiła, ze udało jej się nie zostać wypchniętą przez Gaję z samochodu :evil_lol:, więc podróż należy zaliczyć do udanych. A Pan stwierdził, że ma teraz w domu za jednym zamachem dwie blondyny ;-). O. Takie to niusy.
  25. [quote name='Alojzyna']i jak tam piękna Gaja? pojechała już do swojego domku?[/QUOTE] Jutro rano. Prosimy o kciuki.
×
×
  • Create New...