wprawdzie to bylo dawno (baaardzo dawno)ale wiesz jak w pamieci pozostaja porazki.Przyprowadzlismy sie do nowego domu w malym miasteczku w 91 r.Byly wtedy dosyc modne afgany i sie tak zlozylo ze przyszedl czarny,zaniedbany afgan.Wzielismy go i dalismy ogloszenia ale wlasciciel sie nie znalazl.Tyle ile sie moja rodzicielka nameczyla przy pielegnacji siersci to byla meka.W kazdym badz razie myslelismy ze jest dobrze z jego psychika.Byl obolaly no ale to jak kazdy pies z ulicy.Przyjechala do mamy znajoma z maly dzieckiem i nasz pieszczoch .....rzucil sie z zebami na dziecko.Myslelismy ze go jakos sprowokowal az do nastepnego razu.Znowu rzucil sie na dziecko na spacerze.Mimo ze to nie bylo mile uznalismy ze pies musi odejsc.Zadzwonilismy do schroniska sie spytac co robic a Ci doradzili eutanazje bowiem i tak by zostal uspiony w schronisku.Powiedzieli jeszcze ze skoro nagle bez powodu sie rzuca to nic nie da sie z tym zrobic.Niby wiem ze nic sie nie dalo ale mimo wszystko to byla porazka