Ehhhh Marta, ja bym sobie chyba nie darowała, jakbym wtedy do Was nie przyjechała. Musiałam. Podświadomie czułam, że to może być już ostatnie spotkanie z Maxem. Chora, ale pojechałam. Patrzę na te zdjęcia i jakoś tak człowieka ogarnia smutek. Ale te nasze psiaki teraz razem tuptają po zielonych łączkach. Wygrzewają sobie swoje kostki na słoneczku.Moja Sara, Twój Hippies, Sara i Max, teraz sobie brykają. Nic ich nie boli, spoglądają na nas i mają nas na oku.