[quote name='wilczy zew']Od nowotworu złamał się psu kręgosłup?
nie tylko przez "walenie łopatą" jak to sugerowano na facebook'u... ale z różnych powodów:
http://drkregoslup.pl/zlamanie-patologiczne-kregoslupa/urazy-kregoslupa/zlamanie-patologiczne
[quote name='stzw']Czytam tu i na fb i nigdzie nie doczytałam, że peknięcie kręgosłupa wynikło wprost z działania właściciela. Wręcz przeciwnie - obwiniony był nowotwór lub jego podejrzenie. Czy się mylę?
Właściciel leczył psa ale najwidoczniej pies nie miał szczęścia do wetów. Prawdopodobnie gdyby nie zdecydowana postawa i żądanie wykonania badań przez osoby "siedzące" w psach, pies męczyłby się do dzisiaj a my wszyscy bylibyśmy informowani tylko i wyłącznie o tym czy i ile zjadł.
Dlaczego wszędzie obwiniany jest właściciel, który niekoniecznie szaleje na psich portalach jako ciocia dobra rada?
Pies się rozchorował, facet wezwał weta i psu się nie polepszyło od tego. Trafił do schronu, wezwano weta i też mu się NIE POLEPSZYŁO!
Więc dlaczego oskarżany jest właściciel?
to jeden z niewielu sensownych postów na tym wątku... 16 dni pies był "pod opieką" SIC! "najlepszego weterynarza w Elblągu"...?
czytam ten wątek od 30 listopada... brak diagnozy popartej dokładnymi badaniami psa - zaraz po interwencyjnym odebraniu go od właściciela przez OTOZ - to totalny brak profesjonalizmu w działaniu a przede wszystkim dyletanctwo i bezmyślność lekarza prowadzącego, który takimi działaniami (a raczej brakiem działań) skazał psa na dodatkowe 2 tygodnie cierpienia... na co lekarz czekał tyle dni? w takim stanie zagłodzenia psa (jak na foto z pierwszego postu) nie zlecił podstawowych i niezbyt kosztownych badań (RTG/biochemia/morfologia)?
OTOZ powinien raczej oskarżyć obu lekarzy weterynarii - tego do którego chodził właściciel psa i tego który "leczył" psa będącego już pod opieką OTOZ'u w schronisku
wyniki udostępnione 2 dni temu: wielokrotnie przekroczone poziomy glukozy i mocznika, brunatny płyn w otrzewnej oraz spondyloartroza kręgów 10-11 i złamanie 4-5 i wypadnięcie 6 kręgu... nie wiem na co czekał lekarz i kierownictwo OTOZu przez kolejne dwie doby - aż do dziś? to okrutne i bezsensowne cierpienie zwierzęcia...
smutne i tragiczne jest również to że pies, odebrany z domu, odszedł w obcym sobie miejscu, w którym niestety, tylko teoretycznie powinno się było udzielić mu pomocy... schron = pies cierpiący i fizycznie i psychicznie.