Jump to content
Dogomania

maartaa_89

Members
  • Content Count

    396
  • Joined

  • Last visited

About maartaa_89

  • Rank
    Advanced Member
  1. [quote name='razed_in_black']ja po prostu znając cavaliery nie wyobrażam sobie żeby biegały przy rowerze :P no nie i koniec ;) ktoś kto ma małe pojęcie na ich temat, niech sobie myśli i mówi co chce ;) z resztą każdy właściciel zrobi ze swoim psem co zechce ;)[/QUOTE] to samo mówią hodowcy buldogów, większość hodowców bulterierów itd ;) Jestem ciekawa ile z osób, które tak kategorycznie się wypowiadają w tej kwestii próbowała ze swoimi psami robić coś więcej niż przechadzać się na 3-kilometrowe spacery. Oczywiście cavalier to nie wyżeł czy inna rasa uchodząca za aktywną, ale 30 minut truchtu czy 10 km spacer nie powinny dla takich psów stanowić problemu, pod warunkiem że odbywają się w dobrych warunkach pogodowych (czyli nie upał i duchota) i w odpowiednim tempie (czyli nie 20 km na rowerze w godzinę, ale np. w 2,5 godziny). Jestem w stanie zrozumieć, że mops albo buldog angielski nie nadają się nawet do krótkich wycieczek rowerowych (bo to rasy kalekie w moim odczuciu), ale cavalier? Przecież on wcale nie ma takiej krótkiej kufy, rasa kiedyś polowała, dlaczego hodowcy (generalizując) idą w kierunku wyhodowania kolejnej psiej kaleki?
  2. [quote name='razed_in_black']to bez sensu jeździć na rowerze :P żeby mały pies mógł spokojnie kłusować to trzeba by było jechać w tempie marszu :D[/QUOTE] Jeśli to ma być trasa ok 20 km to myślę, że cavalier w dobrej kondycji spokojnie ją przebiegnie, najwyżej sie zrobi te kilka przerw po drodze, zwolni żeby dostosować tempo do psa i będzie OK :) choc najlepiej by było zainstalować koszyk i niech część drogi pies sobie sam biegnie, a resztę niech jedzie na rowerze. swoją drogą to ja na przykład zasuwam ze średnią prędkością 25 km/h, więc chyba żadna rasa by się nie sprawdziła ;) czasami biorę moje psy ze sobą i wtedy średnia prędkość wynosi 12 km/h przy czym co jakieś 15-20 minut mocno zwalniam, żeby wszystkie przeszły się normalnie co by trochę odsapnąć. Robią ze mną trasy do 30 km i dają radę, a bulterierka ponoć nie powinna jak to twierdzą niektórzy hodowcy.
  3. [quote name='razed_in_black']Tylko boksery mają znacznie dłuższe nogi więc chyba lepiej im się biega niż psom z krótkimi nóżkami. W tym samym czasie kiedy duży pies kłusuje przy rowerze, mały musi galopować, więc siłą rzeczy szybciej się męczy. Nie porównujmy psów z hodowli Czeskich do Polskich, bo naszym niestety daleko do Czechom ;)[/quote] Przecież wiadomo, że prędkość jazdy na rowerze trzeba będzie dostosować do psa ;) Z tymi Czechami rzuciłam, bo przecież można stamtąd wziąć psa skoro tam cavaliery są w lepszym typie (jeśli chodzi o zdrowie/sport) niż w Polsce :)
  4. [quote name='razed_in_black']Jestem właścicielką cavaliera i obracam się w tym towarzystwie i zawsze będę zdania, że cavalier nie nadaje się do biegania. To jest typowy pies na kanapę, owszem znajdą się osobniki które lubią biegać, ale nie do przesady. Szybko się męczą ze względu na krótką kufę, poza tym trzeba wziąć pod uwagę to że niestety większość cavików z wiekiem będzie cierpiało na jakieś sercowe schorzenia, nawet jeżeli rodzice byli zdrowi. Mój pies uwielbia biegać, ganiać za piłką, ale niestety po 15 minutach ma już dość, 3 km spokojnego spacerku i pies ledwo wraca do domu... . [B]Ty$ka[/B] u mnie jest cała masa cavalierów i żaden nie biegał przy rowerze, nigdy też nie widziałam takiej sytuacji :) a badania rodziców nie dają 100 % pewności że pies będzie zdrowy ;) poza tym tak jak pisałam wyżej cavaliery z wiekiem w większości przypadków będą miały problemy z sercem, nawet głupią arytmią która występuje dosyć często, a jest dosyć uciążliwa...[/QUOTE] mnie zastanawia dlaczego np. bokser może biegac przy rowerze, a cavalier ktory kufe ma podobnej wielkosci niby nie moze? jestem laikiem, ale może mi ktoś to wytłumaczyć? jakiś czas temu ktoś tu wrzucał linki do hodowli w Czechach, w której cavaliery prowadzą bardzo aktywny tryb życia i psy normalnie zasuwały przy rowerach, brały udział w joggingu itd Moja znajoma biega ze swoimi bulwami po 5 km dziennie codziennie i psy bez problemu dają radę, więc moim zdaniem to bardziej kwestia wyćwiczenia, wyrobienia kondycji itd. To nie jest normalne żeby pies po 15 minutach aportowania padał na pysk, a po 3 km spaceru ledwo wracał do domu...
  5. Skoro i tak jest na podwórku to co za problem postawić kojec i zamykać ją tam na noc i na czas wizyty gości?
  6. Piękne psiska! I świetne miejsca spacerowe, aż chce się człowiek przeprowadzić :)
  7. [quote name='kesencja']Czytając opinie na internecie wnioskuję, że weimar jest lepszy dla mnie, ale nie wiem, jakie te psy są w praktyce, dlatego przed wyborem jakimkolwiek po pierwsze chce poznać zdanie właścicieli danej rasy + poznać rasę w "realu". Z tego co wyczytałam, to weimary są: większe od węgierskich, pies-cień, są silnie związane z człowiekiem, no i są czasem nieprzewidywalne (w pozytywnym sensie); to tak między innymi. Poza tym, podobają mi się bardziej wizualnie.[/QUOTE] Ja znam same popieprzone wemiary, ale nie znam ich wiele, więc pewnie nie wszystkie są takie tragiczne :cool1: te co znam strasznie atakują inne psy (moja suka została raz w życiu pogryziona- właśnie przez 2 weimary), natomiast do ludzi odnoszą się bardzo przyjaźnie. Na pewno jest to rasa wymagająca dużej ilości ruchu, podobnie jak węgier.
  8. [quote name='LALUNA']Kiedy to jest Twój kierunek pojmowania a że bzdurny no cóż to Twój kierunek. Każda rasa powstała w jakimś celu. Pitbull akurat do walk. Skoro wyżeł będzie szczęśliwy w tym co robi zgodnie z przeznaczeniem to pitbull tez powinien się gdzieś spełnić. No niestety , czasy się zmieniły i mało który pies jest użytkowany zgodnie z przeznaczeniem. Znam wyzły biegające w agility, łapiące frisbee, biegające w zaprzegach. I potrafią się angazowac w to co robią. Powiedz mi czy ten pies wygląda na nieszczęśliwego? [URL]http://www.youtube.com/watch?v=BtjpxxwDftA[/URL] A wracając do Twoich wyżłów . Powiedz czy tak samo wygląda nauka u myśliwego? Czy to co robisz nie jest tylko namiastką tego do czego były one stworzone i co robiły? Czy naprawdę wykonują tę pracę z mysliwymi?[/QUOTE] Ja wyżła nie mam, ale podważanie słów osoby, która wyżły miała i ma jest po prostu kompletnie bezsensowne i jakieś takie....pozbawione jakiejkolwiek pokory? Jak myślisz dlaczego tak wiele właścicieli wyżłów ma z nimi problemy? Dlaczego wyżły im spieprzają na spacerach, gonią dziką zwierzynę, ciągną na smyczy czy duszą kury sąsiada? Dlaczego mój sąsiad, który ze swoim wyżłem biega po torze agility (i to w zawodach, a nie na podwórkowym agility) i rzuca mu frisbee jednocześnie nie może sobie z nim poradzić na spacerach, bo pies wpada w stan "mam cię w dupie i co mi zrobisz?"? A_niusia wyraźnie napisała co jej zdaniem jest zazwyczaj głównym powodem niedogadywania się psa (a konkretnie-wyżła) z właścicielem i oczywiście musi pójść pojazd, bo "co ona wie, ja tu wrzucę filmik z jutuba bo wiem lepiej, co z tego ze wyzla nigdy nie mialam a znam je tylko ze spacerow albo internetowych filmikow".
  9. Z całym szacunkiem marmara_19 ale trochę pokory ;) jeśli ktoś ma 3 wyżły w domu i czynnie interesuje się rasą to niby dlaczego nie ma sie wypowiadać i "pozjadał wszystkie rozumy"? Dla mnie to takie czepianie się dla samego czepiania. A_niusia po prostu napisała, co jej zdaniem jest najprawdopodobniej przyczyną takiego a nie innego zachowania psa (a do takich wniosku dochodzi obserwując to jakie problemy mają ludzie z psami tych ras), a Ty od razu urządzasz sobie jakieś personalne wycieczki pod jej adresem. Po co?
  10. [quote name='Rinuś']No dokładnie o to chodzi, jasny sygnał/przekaz a nie tarmoszenie się z psem :) dlatego musi to być zdecydowany sygnał, a nie szarpanko na taśmowej obróżce.[/QUOTE] Tak, właśnie to mam na myśli. Najgorsze co można zrobić to szarpać się z psem czy próbować go karcić, gdy ten już wpadnie w taki amok, że nic do niego nie dociera. No i dużo ludzi zapomina o tym, żeby tłumić własne emocje, dużo osób wstydzi się zachowania swojego psa i często nieświadomie "mści się" na nim przez resztę spaceru. Trzeba się nauczyć, że psa się karci i idzie dalej, zapominając o tym co się przed chwilą wydarzyło :)
  11. [quote name='Majkowska']ale czy PP przewracając i tyrpiąc Patem przy innych psach nie pokazuje mu tego o czym piszecie?[/QUOTE] Ja jestem przeciwniczką wywalania psa na glebę, tarmoszenia się z nim w celu wymuszenia "poddania się", szarpania nim na smyczy itd. Uważam, że o wiele lepiej działa ciasno zapięta za uszami obroża, łańcuszek czy kolczatka i jedno/dwa ostre szarpnięcia z morderczym, ale opanowanym tonem głosu. Nie wiem jak PP to wszystko robi i czy nie ma w tym przypadkiem większej histerii niż rzeczywistej nagany. Tu trzeba mieć stalowe nerwy, zareagować błyskawicznie, błyskawicznie przestać, gdy pies ustąpi i przejść nad tym do porządku dziennego bez dalszego roztrząsania całej sytuacji. Oczywiście wszystko łatwo się pisze przez internet, my tego psa nie widzimy, nie widzimy reakcji PP i ciężko stwierdzić co jest źle, ale ja po prostu nie wierzę, że Pat to jakiś niesamowicie skomplikowany psi przypadek, do którego nic nie trafia- za dużo problemowych psów widziałam. Bardzo możliwe, że PP się spina sama w sobie (znam to, bo przy jednym z moich porąbanych psów też się strasznie denerwowałam mimo, że starałam się być spokojna), co pies świetnie wyczuwa i czasami -tak jak piszesz- niepotrzebnie ingeruje zamiast odpuścić i pozwolić psom na pokazanie co któremu nie pasuje.
  12. [quote name='Pani Profesor']Majkowska, uwierz, że na co dzień to jest koszmar, kiedy nie można przejść obok, a te witanie to również loteria z resztą duuuużo razy uznawałam, że panikuję, niech się sobie przywita - czy napnę tą smycz czy nie - i tak się rzuci, tyle że przy skróconej minimalizuję ryzyko zrobienia krzywdy drugiemu psu... ...opowiem Wam wczorajszy dzień :roll: bo mam już wrażenie, że to jakiś pierd*lony Monty Python... pojechałam z Patem do znajomych, gdzie miała być Neska - koleżanka wie, że Pat jest uciążliwy i agresywny, ale zapewniła że spoko, niech przyjedzie, będą sami ludzie no i Neska, którą kocha. jedziemy, pukamy..otwiera nam shar-pei :roll: szwagra kolegi... matko jedyna, Patryk piana na mordzie (przypomnę, że wczoraj się pienił cały dzień, miał potworny nastrój i syndrom tykającej bomby, ledwo się wyluzował, a tu shar-peika...), ta suka to samo, bo jest typowym shar-peiem który nie ma zamiaru odpuścić. w kagańcu zrobiliśmy próbę zapoznania w ogrodzie - nic z tego, suka z zębami jeszcze gorzej niż Patryk, w efekcie szwagier musiał jechać do domu ją odwieźć... oczywiście się WŚCIEKŁAM, że nikt mnie nie poinformował że planują psiarski spęd w większej ilości.. nawet Neska nie załagodziła sytuacji, Patryk nie przejmuje nastroju od innego psa niestety. szwagier pojechał z tą suką w cholerę, wrócił bez niej, gadaliśmy o psach... nie lubię tego człowieka ogólnie :cool3: bo jest zarozumiały i zbyt pewny siebie, ale to nieważne - w każdym razie paplał mi o milanowaniu (jest zakochany w zaklinaczu) i że jego suka tylko dzięki tym metodom może funkcjonować w społeczeństwie, bo ma trochę nasrane w głowie. ja oczywiście zła i wściekła, Patryk został wymęczony przez wszystkich znajdujących się imprezowiczów ;) i został idolem publiczności, ganiał, nosił piłkę, robił sztuczki, co się nażarł z grilla, to jego :diabloti: kiedy już napięcie opadło, Patryk znowu wrócił do formy i radośnie sobie skakał z Neską, rozległo się pukanie do drzwi... i weszli znajomi z półroczną labradorką:placz::placz::placz: ja już autentycznie byłam u kresu wytrzymałości, pojechać do domu nie pojadę,bo byłam uzależniona od koleżanki-kierowcy, Pat oczywiście z ryjcem, najmniejszych szans na zapoznanie nie było... próbowaliśmy WSZYSTKIEGO, włącznie z "puść, niech się ustawią" - skończyło się tak że labka uciekała ze skowytem przerażona a Patryk ją gonił i darł ryja, tak się ustawiły :roll: (miał chopo, 100% zabezpieczony, zapięty ciasno, ryzyko żadne). trwało to z godzinę, w końcu uznałam, że przywiążę Patryka do płotu,bo nie idzie wytrzymać, ludzie się denerwują na te wrzaski i darcie ryja, tak więc piesek skończył uwiązany u płotu z kagańcem na mordzie, a obok bawiła się w najlepsze labka z Neską.. myślałam że może mu przejdzie po jakimś czasie (tak jak np. gnojenie Waldka mu się znudziło), ale bez szans - labka co jakiś czas podlatywała z nadzieją na zapoznanie i dostawała atakiem od Patryka - ZERO szans na zawieszenie broni. ...i nagle do akcji wkroczył szwagier kolegi - ten zarozumiały, od shar-peiki :cool3: uznałam, że pal licho, mam już Patryka w dupie, gorzej nie będzie i dziś już nic mnie bardziej nie zdołuje... odpiął go od tego płotu, puścił... Pat z automatu poleciał gnoić sukę, a co zrobił ten gość? ZMILANOWAŁ GO :cool3:, samą postawą i szybkim krokiem sprawił, że Patryk się wywalił na plecy...pokazał brzuch... zrobił dokładnie to, co przy szkoleniowcu. i uwaga - wierzcie, albo nie - nie zapięliśmy go już ani razu do tego płotu... a ten szwagier nawet go nie dotknął... dźgnął tylko raz w żebra, jak Patryk się odgryzał za sterczenie nad nim, ale to wszystko - mój kochany pieseczek skapitulował i ignorował labradorkę, a później - uwaga - NAWET SIĘ Z NIĄ POGONIŁ! biegał w zasadzie z Neską, a szczylka albo ignorował, albo ewentualnie warknięciem odpędzał kiedy mała na niego właziła, bronił swojej przestrzeni osobistej, ale odpieprzył się i przestał ją gnoić i na nią polować... popełniliśmy tylko jeden błąd, kiedy zdjęłam kaganiec żeby mogły się pobawić szarpakiem, bo mała ładnie ciągnęła i było w porządku, tylko że ta zabawa nakręciła Patryka za mocno no i niestety się rzucił, ale ten znajomy znowu wkroczył do akcji, Pat się znowu wyłożył ulegle i wszystko wróciło do normy... miał chopo już do końca imprezy na wszelki wypadek, a małą tylko pogonił kiedy natarczywie podchodziła, to nie była agresja, to było 'upomnienie starszego wujka'... ciotki, co Wy na to? ten gość bez ogródek mówi, że leje swoją shar-peikę kiedy cwaniakuje, ma małe dziecko (roczną córeczkę) i shar-peika RAZ na nią warknęła.. mówi że dostała w łeb i więcej nie spróbowała. ten pies jest naprawdę twardzielem, to dominująca i bezkompromisowa sucz i znajomy mówi, że nie zaryzykuje klikania i titania, skoro ma roczne dziecko a sucz próbuje przejąć władzę kiedy tylko się jej odpuści. ja, niestety, miałam naoczny dowód po raz kolejny, że te 'gnojenie' (podkreślam, że kolega Patryka NIE DOTKNĄŁ) dało efekt, postawił mu granicę, ochrzanił dobitnie i to tak, że Patryk WIEDZIAŁ za co dostał zjebkę... wychodzi na to, że jestem nieudolna i mój całkowity brak respektu u psa się nie zmieni. moje spojrzenie tylko coś daje kiedy Patryk żebra, kiedy włazi na fotel po cichaczu, kiedy jest złapany na gorącym uczynku na czymś oczywistym - z psami NIE MA opcji, że go uspokoję, mogę sobie podejść, nawet go szarpać - NIC, zero efektu. tutaj mi obcy facet - z doświadczeniem z oglądania telewizji :roll: - ustawił Patryka w sekundę tak, że można było go puścić... szczeniaka nikt mu nie kazał kochać, miał się po prostu odwalić, no i się odwalił.. nie potrafię z własnego psa spuścić ciśnienia, a robi to przypadkowa osoba kierując się instynktem (i programem milana :roll:) nie mam już sił powoli na niego :-( dziś rano wyszłam na spacer z twardym nastawieniem, że się nie pierdzielę, jak wyskoczy, to go gnoję doszczętnie, pal licho co pomyślą ludzie wokół, no i się skończyło tak, że pierwszy zakręt, mijamy staffika, atak darcia ryja i szarpania na smyczy takiego, że nie mogłam nic zrobić... przez te sytuacje mamy teraz dwa tygodnie darcia mordy, dopóki mu nie przejdzie nakręcenie....................[/QUOTE] Weź poprawkę na to, że Ty z Patem jesteś na codzień. Nie wiesz czy ten facet by sobie tak świetnie radził, gdyby miał Patryka 24 godziny na dobę przez 7 dni w tygodniu. To, że szkoleniowiec i ten facet sobie poradzili moim zdaniem bardziej wynika ze zdezorientowania Twojego psa i tego, że nie zna tych ludzi, więc nie wie jeszcze na ile może sobie pozwolić. Z kolei co do tego znajomego od share peia- pierwsze co rzuciło mi się w oczy to to, że gdyby facet rzeczywiście tak sobie świetnie radził to nie musiałby suki do domu odwozić ;) więc podejdź z mocnym dystansem do tego co mówił i robił. Z tego co piszesz wynika, że Pat doskonale wie, że ma Cię na każde kiwnięcie królewskiej łapy i pewnie wynika to z błędów popełnionych zaraz po wzięciu go ze schroniska. Najprawdopodobniej inaczej zachowywałby się, gdyby od razu miał wprowadzone określone zasady i wojskową musztrę ;) ale nie ma co gdybać, trzeba zacisnąć zęby i przede wszystkim popracować nad sobą, a dopiero potem nad psem. Dla pocieszenia dodam, że moja zołza co mnie chapnęła w rękę i dostała po mordzie urąbała ostatnio szkoleniowca, który chciał ją usadzić na miejscu, żeby nie łapała spiny na jego psa :roll: na mnie już z zębami w ogóle nie wyskakuje, na moje psy też nie, ale mamy problem z innymi spotykanymi na spacerach, więc postanowiłam zatrudnić kogoś z większą wiedzą od mojej. Facet chciał wobec niej zastosować coś w rodzaju Millana, bo kujnął ją w bok i kazał siąść, suka siadła i go złapała za rękę :roll: gość mnie zdemotywował kompletnie, bo powiedział, że mam psa, który przekierowuje agresję i żebym mocno się zastanowiła czy to dobry pomysł trzymać taką bestię w domu, w którym za kilka miesięcy pojawi się dziecko :roll:
  13. [quote name='Poker']Wspaniałe i pocieszające wiadomości potwierdzające fakt,że pies trafił do niewłaściwego domu. Następnym razem będzie już tylko dobrze.[/QUOTE] nie chcę być niemiła czy coś, ale nie chwalmy dnia przed zachodem słońca ;) pies jest w nowym miejscu....5 dni? czy więcej? okres aklimatyzacji średnio wynosi 2 tygodnie, u niektórych czasami nawet dłużej.
  14. [url]http://yodogcast.tumblr.com/post/55504306960/the-damage-of-the-dog-whisperer-a-scientific-critique[/url] Ciekawy artykuł o Cesarze i jego metodach ;) po angielsku (niestety)
×
×
  • Create New...