A bo to nowa odmiana, golden dalmatyńczykowaty :D
No i rowerowanie źle się zakończyło... Przejeżdżam koło rzędu domów, tam w każdym jest pies. Widzę że facet parkuje na podjeździe, ale ok, pewnie psa zamknął. Jade z Luckiem na smyczy, Kajka luzem, i dawaj do przodu. A tu się okazuje że owczar jednak nie zamknięty... Leci do nas z zębami na wierzchu, i do Lucka. To ja go zastawiam rowerem, Kajka z tyłu, ale operowanie rowerem i psem na smyczy plus drugi luzem jednak jest kłopotliwe... Owczar (jak się okazało suka) dopadł do Lucka, na szczęście zębów od razu nie użył więc go rowerem odepchnéłam, dla Kajki to już było za dużo, wkurzyła się na maxa. Doleciała do poczwarki, dogniotła ją do ziemi ze strasznym warkotem, i odeszła do mnie. Poczwarka zwątpiła, odleciała za bramę, i wtedy wreszcie pojawił się właściciel. Ale ani me,ani be, nawet pocałuj się w d*pę nie powiedział, tylko zamknął bramę i do psa- "więcej tak nie rób". A ja ciśnienie 200 na 100, i podarte dresy (zaczepiłam o rower, pies mnie nie ugryzł bo bym inaczej pogadała z facetem ;)).
Jeden plus- poczwar nie był do końca agresywny, raczej pokazówka. Jakby był agresywny to by zmiótł małego w pył, w pierwszej minucie, i oddał Kajce a nie uciekł. Ale wolałabym, żeby jednak psa zamykali na przyszłość.