Witam! miałam ostatnio bardzo przykrą sytuację. W katowiacach na głównej ulicy stał czarny piesek(stał prawie na środku), z podkulonym ogonkiem, cały się trząsł, tyłeczek opuszczony na dół.. w pierwszej chwili myślałam że coś mu jest, że zaraz się przewróci :( oczywiście wszyscy go omijali, a on stał nieruchomo :(( widać że starszy był. podeszłam i zaczęłam go głaskać. nie widziałam co mam zrobić, poszłam po kurczaka, ale jak przyszłam już go nie było. szukałam go 45 min, znalazłam, biegał sobie, dałam mu jeść ale uciekł mi :(( dzwoniłam do koleżanki pytając się czy kogoś na kto mógłby pomoc, wziąć go itd. niestety nie mogła mi pomóc..najgorsze to to że piesek mi uciekał i nie chciał stać przy mnie. był już wieczór i miałam niedługo ostatni bus do domu (50 km od kce). potem sobie pomyślałam że mogłam na szalik go złapać i może zaciągnąć do mojej mamy... moje sumienie uspokoiło jedynie to że zjadł coś :(
pełno młodych osób przechodziło obok nas i widzieli co się dzieje i nikt nawet nie podszedł....a ja nie mam pojęcia o psach :((
tak więc co z katowicami??? czy jest ktoś taki kto pomaga w takich sytuacjach??