Kiedyś, dość często jak byliśmy w PL, to chodziliśmy w Opolu na pasaż w Realu i tam w jednej jadłodajni jedliśmy pyszne krokieciki. Często przychodził ktoś żebrać o kasę. Nie zapomnę jak podeszła do nas dziewczynka 12-13lat. Ze wstydem w oczach prosiła o coś do jedzenia. Nie o kasę, ale o jedzenie. Po jej wyrazie twarzy było widać ile ją kosztuje takie żebranie. Nie pamiętam już co jej kupiliśmy, ale coś tam sobie wybrała na miejscu w tej jadłodajni. Była taka wdzięczna... Aż się serce kraje jak sobie pomyślę, że przez polski rząd albo nieudolność rodziców (bo nie wiem kto winny), dziecko zamiast biegać po podwórku z rówieśnikami, musi prosić obcych o jedzenie :mad: