Jump to content
Dogomania

zapłakana

Members
  • Posts

    47
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by zapłakana

  1. Ehhh... Nie mogę się skupić na pracy, trzeci dzień z rzędu nie mam obiadu, siedzę na forum i czekam na telefon. Ale biorę się w garść. Odezwę się wieczorem.
  2. [quote name='gabka']Piszę o tym co zostało poruszone na papuzim forum.Mój komentarz został zacytowany tutaj, więc nie dziw się,że zabieram głos. Z uwagi na to,że jestem prawnikiem zadaję konkretne pytania. Jeśli ktoś zarzuca otrucie psów, to powinien mieć na to niezbite dowody. Przeczytałam wątek i wyciągam własne wnioski. Cięzko mi uwierzyć w otrucie psów, zbyt krótko przebywały w lecznicy. Sama piszesz ,że nie były na nic leczone. Czyli nie miały zbyt nasilonych objawów. Wet udzielił typowej pomocy jak w przypadku otrucia, ale otrucia potwierdzić nie chce? W jaki zatem sposób chcecie udowodnić lub uprawdopodobnić winę wet-siostry w sprawie otrucia psów? Moim zdaniem sprawa do umorzenia. Być może są inne "dowody", których nie przedstawiacie na forum, wtedy zdanie zmienię. Jeśli chodzi o wypowiedzi niektórych osób, a zwłaszcza niewybredne żarty pod adresem tej osoby to pominę je milczeniem. Zwłaszcza zarzucanie choroby psychicznej publicznie. Internet nie jest anonimowy jak się niektórym może wydawać, a pewne słowa rzucone pod czyimś adresem mogą być podstawą do wytoczenia powództwa. P.S. Sama mam psy, więc ich los nie jest mi obojętny.Ale nie róbmy tego w ten sposób.[/QUOTE] Hej! A ty nie jesteś czasem "nową odsłoną "wet-siostry? Coś za bardzo leży Ci na sercu ukręcenie łba tej sprawie.
  3. Nie ma psa, dziewczyny:placz: Nie ma żuli, sklep zamknięty do 14. Tragedia!:placz: Gdybym wiedziała, że w takim tempie znajdę coś dla niego, wzięłabym go od razu. Na dłużej naprawdę nie mogłam, bo po trzech psach, które przyprowadziłam z ulicy, też "tylko na chwilę" nikt by mi już nie uwierzył, że tym razem będzie inaczej. Mieszkam w domu mojej mamy i muszę liczyć się z jej zdaniem. Pojadę o czternastej jeszcze raz. Tylko przyszła mi do głowy taka myśl, że może on ma dom. Może to pies, po prostu wyskoczył z kolegą na dziewczyny gdzieś dalej ( podobno wyczuwają cieczkę na odległość kilku kilometrów ) i kiedy jego kolega zginął, czekał na niego, bo nie wiedział co się dzieje? W końcu zrezygnował. Myślicie, że to możliwe? Nie za długo to trwało?
  4. [quote name='Wiedźma']Może pani/pan ze sklepu? Zostawić swoje namiary, dać parę groszy na telefon, poprosić o podanie karmy. Biedne psisko...[/QUOTE] Wiedźmo, przeczytaj sobie post nr.46
  5. [quote name='Agmarek']Zapłakana trzeba być dobrej myśli. Niedawno znalazłam psa który jak uwiązany siedział pod sklepem, a kiedy znaleźliśmy mu DT pies zapadł się pod ziemię. Pojawił się po dwóch dniach, bo był głodny. Umówiłam się z lokalnymi pijaczkami że gdyby gdzieś zobaczyli psa to puszczają mi sygnał, a ja oddzwaniam i oczywiście za telefon się odwdzięczę (:drinking:) to w nawiasie najlepiej do nich trafia. Miejmy nadzieję że onek wróci na miejsce. Jeśli Twój TZ (towarzysz życia) nie spotka go dziś, to pojedź tam jutro rano. Jeśli tam biedny lezał, to może był osłabiony, więc miejmy nadzieję że daleko nie zaszedł i wróci do kolegi.[/QUOTE] Agmarek, z tym dowodem wdzięczności to jest doskonały pomysł! W końcu czego się nie robi dla takiego płynu:) Że też sama na to nie wpadłam. Jutro tak właśnie zrobię!
  6. Nie ma go :( Jutro mogę jechać ok.9. Zaraz po powrocie napiszę Wam co słychać.
  7. [quote name='grzenka']A zwłoki tego małego kundelka nadal tam leżą:-(?[/QUOTE] Tak. Skoro nie odszedł stamtąd przez 3 dni ( o tylu wiem ) to fakt, że więcej się nie pojawi będzie oznaczał, że ktoś go wziął może. W przeciwnym razie w końcu przyjdzie. Nie wiem już co o tym myśleć. Tak tylko pocieszam sama siebie.
  8. Problem w tym, że klientów tam tyle, co kot napłakał. Tak jak Wam pisałam, kręciłam się po okolicy półtorej godziny i nawet wpadłam na to żeby popytać, ale nie pojawił się NIKT! To mały sklepik, na uboczu, naprzeciwko cmentarza. Pewnie utrzymuje się głównie ze sprzedaży zniczy, no i alkoholu oczywiście. Niestety, pijaki nie widzą nic prócz szyjki od butelki. Jak na ironię widzą tylko wtedy, kiedy nie jest to pożądane. Prosiłam o zwrócenie uwagi ekspedientkę, do której dzwoniłam ok. pół godz temu. Psa nie ma. Poprosiłam, żeby popytała klientów. Mój TZ( jak to Wy, dogomaniaczki, ich nazywacie ;)) będzie wracał z pracy ok 18 to jeszcze tam podjedzie. Tyle na razie możemy zrobić...
  9. Nie ma biedaka nadal...Szkoda, bo nawet jeśli ktoś go przygarnął, to raczej nie będzie miał super warunków. Takie są tutejsze realia. Scyzoryk sam otwiera mi się w kieszeni, kiedy słyszę od tubylców, że miejsce psa jest na łańcuchu. Ale w jaki sposób przekonać młotka, skoro żadne argumenty do niego nie trafiają? Przywiązać go do budy, by odczuł na własnej skórze jak to smakuje? To byłoby idealne rozwiązanie, niestety niemożliwe.
  10. Nie, ta opcja odpada. Jedyny schron w powiecie jest w likwidacji i wyadoptowują zwierzęta. Ja myślę, że albo się komuś spodobał i go przygarnął ( w takim wypadku pozostaje tylko mieć nadzieję, że człowiek w pełnym tego słowa znaczeniu), albo zrobił sobie wypad i wróci później. Kontroluję sytuację, choć w stopniu wysoce mnie nie satysfakcjonującym.
  11. No i po radości... Zgodnie z obietnicą informuję jak się sprawy toczą. Nie ma go. Czekałam półtorej godziny i ani widu ani słychu. Ekspedientka z tego sklepu twierdzi, że rano jeszcze był. Obeszłam cmentarz dookoła, posnułam się między grobami, bo furtka była otwarta, pogwizdałam... nic! Mam nadzieję, że wróci. Zostawiłam namiary na wypadek gdyby się pojawił.
  12. Prosiła, żeby tego nie nagłaśniać i logicznie uzasadniła swoją prośbę. Wśród dogomaniaków ma doskonałą opinię. spróbuję złapać psa sama, tzn. z pomocą męża, choć jakoś nie przyszło mi do głowy, że mogłyby być z tym problemy. Co radzicie w razie takowych? Zdjęcia postaram sie zamieścić wieczorem.
  13. Dzięki wielkie za zainteresowanie wątkiem. Wiedziałam, że na Was się nie zawiodę. Jesteście aniołami, i tyle tego! Jedna z kieleckich dogomaniaczek zaoferowała pomoc. Tak z marszu, bez zdjęć i innych formalności. Zbiorę tylko opinie na priv, żeby uniknąć sytuacji podobnych do tej z wet-siostrą i jeśli będą pozytywne zawożę psinę już dziś. Gdyby to miejsce nie wypaliło, odezwę się znowu. Zachary, dzięki za ostrzeżenie, ale w Dyminach wiele się zmieniło, poczytaj wątek kielecki. Agmarek, nie wiem, czy wstaje, przy mnie nie chciał się podnieść, ale ekspedientka z tego sklepu obok twierdzi, że widziała go stojącego. Oby nie był potrącony jak ten drugi! O 10 będę mieć samochód i jadę do niego. Na razie jestem online, więc jakby co, jestem do dyspozycji jeśli chodzi o informacje.
  14. Nie wiem. On nawet jadł na leżąco, a ja nie miałam jeszcze odwagi tak go oglądać. Ale jutro zobaczę.
  15. Wysłałam namiary na twój pw andzia 69
  16. Ja tu dziś debiutuję i nie bardzo wiem, jak odnaleźć moni3a. Pomożecie? A zdjęcia zrobię jutro, mam nadzieję, że pijusy go nie wypłoszą stamtąd.
  17. [quote name='kaskadaffik']Oh to świętokrzyskie to jakaś masakra jest :([/QUOTE] Nooo... Niestety! Zastanawiam się czasem, jak sku******* który postępuje tak, jak właściciel tej psiny, może spać po nocach.
  18. Dzięki za odzew, choć przyznam szczerze, że spodziewałam się większego. A co to znaczy, że zapiszesz?
  19. Myślę, że nie będzie problemu z zabraniem go stamtąd. To łagodna i ufna psina. Jutro pojadę zrobić zdjęcia jeśli go jeszcze zastanę, bo okolica, jak wspomniałam jest nieciekawa. Nota bene wygląda tak samo, jak ten z wstawionego przez Ciebie banerka.
  20. [quote name='erka']Następny ON-ek w potrzebie, taki post ktos napisał na świętokrzyskim: "Piękny ONek porzucony! [INDENT]W pobliżu cmentarza w miejscowości Grzymałków ( to jest na terenie gminy Mniów, z Kielc w kierunku Łodzi) koczuje piękny, długowłosy owczarek niemiecki. Prawdopodobnie ktoś pozbył się dwóch psów. Zwłoki jednego z nich, kundelka, leżą na trawie strasznie zmasakrowane. ONek nie opuszcza swojego towarzysza nawet po śmierci. Leży obok i od czasu do czasu trąca go nosem z nadzieją, że wreszcie się poruszy. Obok cmentarza jest również sklep, pod którym koczuje banda pijusów. Boję się, że "zabawią" się z nim w jakiś makabryczny sposób, jak to niedawno mieliśmy okazję "podziwiać" w telewizji. Nie mogę zabrać psa do siebie, bo mam już cztery, z czego 3 właśnie takie, z ulicy. Rodzina eksmitowałaby mnie w trybie natychmiastowym. Błagam, pomóżcie!!! "[/INDENT][/QUOTE] Jestem autorką posta. Podczytuję wątek od jakiegoś czasu i widzę, że potraficie zdziałać cuda. Wymyślicie coś? Plisss!!!
  21. W pobliżu cmentarza w miejscowości Grzymałków ( to jest na terenie gminy Mniów, z Kielc w kierunku Łodzi) koczuje piękny, długowłosy owczarek niemiecki. Prawdopodobnie ktoś pozbył się dwóch psów. Zwłoki jednego z nich, kundelka, leżą na trawie strasznie zmasakrowane. ONek nie opuszcza swojego towarzysza nawet po śmierci. Leży obok i od czasu do czasu trąca go nosem z nadzieją, że wreszcie się poruszy. Obok cmentarza jest również sklep, pod którym koczuje banda pijusów. Boję się, że "zabawią" się z nim w jakiś makabryczny sposób, jak to niedawno mieliśmy okazję "podziwiać" w telewizji. Nie mogę zabrać psa do siebie, bo mam już cztery, z czego 3 właśnie takie, z ulicy. Rodzina eksmitowałaby mnie w trybie natychmiastowym. Błagam, pomóżcie!!!
×
×
  • Create New...